Na progu bieżącego roku spodziewaliśmy się, że będzie to okres dynamicznych zmian w polityce monetarnej, ale chyba nikt nie prognozował tego, co zrobił dziś Europejski Bank Centralny. Dyskutowano, spekulowano, ale z racji wątpliwości nie brano na poważnie możliwości negatywnej stopy procentowej.

Jednak dziś z całej masy propozycji i programów najmniej emocji wzbudziła właśnie negatywna stopa depozytowa EBC. Przyczyna wydaje się banalna. Formalnie taki krok nie musi oznaczać, iż banki rzucą się do kierowania strumienia pieniądza do gospodarki. Naprawdę jednak wraz z dzisiejszym działaniem EBC został przekroczony kolejny próg w walce z kryzysem wyzwolonym załamaniem gospodarczym po 2008 roku. W przeszłości żaden duży bank centralny nie zrobił tego, co zrobił dziś EBC i można mówić o kolejnej terapii eksperymentalnej, której efekty na poziomie gospodarki będzie można ocenić najwcześniej za kilkanaście miesięcy.

Naprawdę EBC wytoczył na pole działo, które zdaje się w małym stopniu uderzać w problem polegający na tym, iż banki nie chcą udzielać nowych kredytów. Naprawdę to klienci nie chcą ich brać a jeśli to w celu spłaty starych długów. Inaczej mówiąc w pesymistycznym otoczeniu i przy niskim popycie z gospodarki nie ma potrzeby uruchamiania procesu inwestycyjnego nawet wówczas, jeśli można pożyczyć pieniądze najtaniej w historii. Oczywiście EBC nie bez powodu obudował negatywną stopę depozytową innymi działaniami na rzecz poprawy płynności i zapowiedział kolejne programy, które będą przeciwdziałały deflacji, ale efekty tych zastrzyków na poziomie gospodarki będą odłożone w czasie, więc dziś można zmienną pominąć.

Dla rynków akcji ważnym elementem dzisiejszego kroku ECB jest zbudowanie mieszanki, w której tani pieniądz będzie szukał pracy wszędzie tam, gdzie pojawi się choć cień szansy na stopę zwrotu. Wszystko zdaje się zmierzać w stronę scenariusza, w którym gospodarki strefy euro powtórzą zachowanie gospodarek amerykańskiej czy japońskiej, na których agresywna i niestandardowa polityka monetarna pośrednio owocowała wzrostami cen akcji mimo wątpliwości, czy działania przesączają się do realnej gospodarki. Jeśli ktoś miał pytania, na jakim fundamencie akcje miałyby budować dalsze części trendów wzrostowych, to właśnie dostał zmienną, co do której można mieć pytania i obawy, ale którą trudno zignorować.

Chcemy tego czy nie, luzowania ilościowe i tani kredyt w Wielkiej Brytanii, USA i Japonii przełożyły się na wzrost wartości aktywów i pobudziły rynki nieruchomości – w Wielkiej Brytanii wręcz doprowadziły już segment na próg bańki spekulacyjnej. Przy kolejnych działaniach EBC, w postaci europejskiej wersji luzowania ilościowego, można oczekiwać powielenia tego układu. Oczywiście po trzech latach wzrostów akcji w Europie trudno wierzyć w to, że hossa może znaleźć kolejny bieg, ale też trudno nie odnotować, iż operujemy w modelu, którego jeszcze nie przerabialiśmy i pływamy po morzach bez mapy. Niestety, tym razem naprawdę jest inaczej – również w złym tego zdania znaczeniu, bo nie wiemy, czym się to wszystko skończy dla gospodarki. Niemniej, proinflacyjne działania powinny mieć jednak pozytywny wpływ na ceny akcji a to jedna z rzeczy, która zawsze cieszy inwestora.

[Głosów:16    Średnia:5/5]

1 Komentarz

  1. gut$

    co sądzicie o takiej interpretacji:
    http://www.bankier.pl/wiadomosc/Wielkie-szalenstwo-na-rynku-dlugu-3142450.html

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *