Trzeci jeździec apokalipsy

Po miesiącach skupienia na końcu luzowania ilościowego w USA i dzisiejszej fali spekulacji o terminie pierwszej podwyżki stóp procentowych, świat staje przed pytaniem o rolę banków centralnych w gospodarce.

W połowie 2013 roku centrum uwagi na rynkach zajęło pytanie o konsekwencje zmian w polityce banków centralnych. W przypadku Fed obawy koncentrowały się na ograniczeniu a później wygaszeniu trzeciej rundy luzowania ilościowego, którą dziś zastąpiły pytania o termin pierwszej podwyżki stóp procentowych. Każdy z elementów wywoływał falę spekulacji na temat przewartościowania rynków wywołanych działaniami Fed. Niedźwiedzie chwytały się każdego z wymienionych elementów, ale giełdy nie chciały dać im satysfakcji. W kolejce czeka kolejny z jeźdźców apokalipsy – redukowanie pozycji, jakie mają banki centralne w swoich bilansach.

Zanim na rynkach na poważnie pojawi się pytanie, co Fed, Bank of England czy Bank of Japan zrobią z posiadanymi aktywami odnotujmy, iż nie brakuje głosów sygnalizujących fundamentalną zmianę nie tylko na rynku, ale również w gospodarce. Część komentatorów – jak np. zawsze anonimowi autorzy The Economist – wręcz wskazują, iż Rezerwa Federalna czy Bank Anglii dokonały właśnie rewolucji w postaci trwałej obecności na rynku długu czy papierów powiązanych z rynkiem hipotek. Nie chodzi już tylko o to, iż Fed czy BoA nie będą chciały szybko pozbywać się aktywów skupionych w ramach luzowania ilościowego w obawie przed osłabieniem gospodarki, ale głównie o zmianę paradygmatu funkcjonowania banków centralnych w ramach systemu monetarnego.

Bez wątpienia sukcesy Fed i Banku Anglii stają się pokusą dla wielu rządów, by w okresach dekoniunktury sięgać po doświadczenia ostatnich lat i osłabić consensus aksjologiczny nakazujący niezależność banku centralnego. Możliwe, iż jedną z najpoważniejszych konsekwencji ostatnich lat nie będzie wcale wybuch inflacji wywołany działaniami Fed czy innych banków centralnych, ale upadek pewnego status quo w polityce monetarnej. Świat zdaje się być dziś tylko krok od punktu, w którym w globalnej walce o model bankowości centralnej zwycięży podwójny mandat Fed a nie preferowany w Europie – za sprawą presji Bundesbanku – model walki z inflacją.

Dlatego poniższy wykres, pokazujący zakładany model gaszenia obecności Fed na rynku papierów skupionych w ramach trzech programów quantitative easing, może okazać się nieaktualny nie tylko w perspektywie obecnej dekady, ale kilku kolejnych. Inaczej mówiąc rozdęte bilanse banków centralnych mogą stać się już elementem stałym a to oznaczałoby, iż kolejne lata na rynkach i w gospodarce naprawdę zasłużą na znienawidzone i wyśmiewane przez środowisko giełdowe powiedzenie „this time is different”. Jeśli jednak bankom centralnym uda się wrócić do modelu sprzed 2008 roku i skorygować ówczesne działania o popełnione wówczas błędy, to i tak należy liczyć się ze scenariuszem, iż do końca bieżącego cyklu gospodarczego niestandardowa obecność banków centralnych w gospodarce będzie elementem stałym.

fed-assets

(źródło: Monetary Policy with Abundant Liquidity: A New Operating Framework for the Federal Reserve)

Podziel się tym artykułem:

Polecamy

Autorzy

Najnowsze komentarze

  1. Krótkie wyjaśnienie – ja mam nadzieję, że to naprawdę jest jakaś tam propozycja rady. Na razie uważam te indywidualne rozwiązania,…

  2. Nic dodać, nic ująć. Ciekawe, ile ci ludzie wzięli kasy kasy z naszych podatków, za roczne dyskutowanie, jak zajumać nasze…

  3. „Nie ma takiego świństwa, którego by rząd nie zrobił, żeby wyciągnąć od obywateli pieniądze.”

  4. Obecna władza usilnie dąży do przegrania wyborów w przyszłym roku. Niestety. Cytuję: „…doszła możliwość odliczenia od podatku PIT w zamian…

Tagi

Najnowsze wpisy

Komentarze

Jedna odpowiedź na “Trzeci jeździec apokalipsy”

  1. Awatar ekonom polityczny
    ekonom polityczny

    Bardzo dobry wpis.

    Osobiście sądzę, że Ben Bernanke, rozwiązując w 2008 r. ówczesny problem zasiał ziarno pod nowy, przyszły poważny kryzys, który nastąpi jednak nie wcześniej niż za…kilkanaście lat.
    Sprawa po prostu wpierw musi się „uleżeć” i musi dojść do kilku spektakularnych sukcesów tej metody [np. Japonia dzięki ostremu QE unikająca zapaści, pomimo długu rzędu 250% PKB?], by metoda zaczęła być powszechnie (nad)używana, czego następstwem będzie ów przyszły kryzys.

    I nie będzie to zwykły kryzys inflacyjny, jak chcą prości hiperinflacjoniści ale kryzys, którego przyczyną będą jakieś niezamierzone konsekwencje nadużywania lekarstwa z 2008 [ czyli: bankierze centralny! masz problem z długiem? – skupuj zagrożone aktywa], choć oczywiście inflacja może mu towarzyszyć.

    Przypomina tu się historia monetarna z lat 1930-80. Po II WŚ uznano Keynesianizm za powód wyjścia z Wielkiego Kryzysu i za doskonałą metodę radzenia sobie z wszelkimi problemami.
    W efekcie metodę (nad)używano powszechnie, aż doszło do zderzenia ze ścianą, czyli inflacyjnych lat 70-tych, z którymi metodami Keynesa nie można sobie było poradzić.

    Dokładnie w ten sam sposób widzę ów przyszły kryzys, choć oczywiście nie potrafię dziś powiedzieć, jak będzie wyglądać i kiedy przyjdzie.
    Jednego jestem pewien – on przyjdzie. Ale nie czai się już za rogiem, jak tego chce prof Rybiński. Jego nasiona nawet jeszcze nie zaczęły kiełkować. Wpierw ludzie muszą zapomnieć o obecnych kryzysach i uznać problem za ostatecznie rozwiązany, dzięki QE.