Po dwóch zderzeniach z chciwością i szaleństwie dziś czas na kolejny mit, którymi żywią się zwolennicy zrzucenia odpowiedzialności za kryzys na Wall Street – mit braku kontroli.

W powszechnym mniemaniu fundamentem pod kryzys roku 2008 jest błąd amerykańskiej władzy w postaci zgody na brak rozdzielenia bankowości inwestycyjnej od bankowości depozytowo-kredytowej, którą miał gwarantować tzw. Glass-Steagall Act. Dokładniej rzecz ujmując chodzi o rewizję prawa przez Gramm–Leach–Bliley Act, która miała znieść segregację pomiędzy dwoma typami bankowości. Problem w tym, iż rok 2008 i późniejsze wypadki pokazały, iż największym ofiarami i zagrożeniem nie były wcale banki inwestycyjne, ale wiele klasycznych banków, które zaczęły mieć problem z kredytami hipotecznymi. Do roku 2008 kredyty na nieruchomości mieszkalne uznawano za relatywnie bezpiecznie. W istocie kryzys 2008 roku i kolejne lata – zwłaszcza w Europie – pokazały, iż na rynku funkcjonowało wiele mitów. Najważniejszymi mitem było założenie, iż bezpiecznymi narzędziami robienia biznesu są pożyczki hipoteczne i pożyczanie pieniędzy rządom przez kredytowanie ich szaleństw. Niemniej w powszechnej świadomości utrwalony został obraz bankowości, która wykrzaczyła się ma różnych CDO i CDS.

Pochodną tego zamieszania i – godnej szacunku – diagnozy, iż za sporą część kryzysu odpowiada zjawisko tzw. shadow bankingu jest powszechny jęk i żądanie złapania za pysk tego całego towarzystwa, jakimiś nowymi ograniczeniami prawnymi. Jak zawsze przy fałszywie postawionej diagnozie łatwo wynieść na pomnik przeszłość i jeszcze raz wprowadzić coś, co ludzie zapamiętali, jako Glass-Steagall Act. W efekcie wykopania trupa prawnego napisanego blisko 80 lat wstecz nadzieje zawieszono na mocnej regulacji sektora, co znalazło wyraz we wprowadzeniu kolejnego prawa zwanego w skrócie Dodd–Frank, której częścią jest tzw. Volcker Rule. Bilansem renesansu łapania za mordę Wall Street i spekulujących banków jest prawo, które The Economist doskonale określił, jako Dodd-Frankenstein. W istocie koszty i ograniczenia, jakie generuje wyprowadzenie Glass-Steagall 2.0 są idealnym fundamentem pod jeszcze większą dominację dużych na rynku i jeszcze większy rozwój wspomnianej wcześniej działalności typu shadow banking.

Naprawdę jednak problem sięga znacznie głębszych pokładów tego, jak postrzegamy rolę państwa na rynku i jakie podejście do całego sektora finansowego kreuje się w głowach przeciętnego obywatela. Generalnie przed okresem radykalnego regulowania wszystkiego systemami prawnymi sprzedający jakąś usługę na rynku – niech to będzie zarządzanie kapitałem czy przyjmowanie depozytów – miał tylko i wyłącznie jedno narzędzie, którym zachęcał ludzi do powierzenia pieniędzy – zaufanie. Radykalna regulacja wszystkiego powoduje, iż uczestnicy gry rynkowej, którzy wcześniej handlowali między sobą czują się zwolnieni z myślenia. Również klienci, którzy handlowali głównie z ludźmi czy instytucjami zaufanymi zostali przekonani, iż urzędnik daje gwarancję bezpieczeństwa. Wcześniej ufność budowano na rynku latami a dziś wystarczy glejt urzędnika. Dzięki przesunięciu odpowiedzialności na prawo wszyscy czują się ubezpieczani przez nadzór i system prawny, który – jak widzieliśmy po Amber Gold czy Bernie Madoffie – potrafi hodować demony.

Dlatego już teraz postawię tezę, iż w nieco dalszej przyszłości światu znów przyjdzie zderzyć się z kolejnym kryzysem w systemie finansowym, którego genezą będzie zgubne przekonanie ludzi o wyciągniętej przez polityków i sektor lekcji z roku 2008. Naprawdę żadnej lekcji z roku 2008 nie wyciągnięto. Sięgnięto po obce wolnemu rynkowi rozwiązania, w których naiwność ludzi biorących kredyty podnosi się do rangi prawa do szczęścia a udzielających kredyty sprowadza do zła koniecznego. W całym tym zamieszaniu zupełnie pomija się problem analfabetyzmu finansowego, który w równym stopniu był fundamentem “sukcesów” Amber Gold i pana Madoffa, jak i kryzysu 2008 roku. Gdyby ludzie od początku edukacji dostawali wiedzę, która pozwala zrozumieć, iż w inwestycjach odwrotną stroną medalu z napisem wysoki zwrot jest napis wysokie ryzyko niemożliwe byłyby kryzysy takie, jak w roku 2008. W sumie zawsze uważałem, że najlepszym lekarstwem na bolączki sektora finansowego jest powrót do idei zaufania a nie budowanie mitu bezpieczeństwa przez pieczątkę nadzoru.

[Głosów:40    Średnia:4/5]

27 Komentarzy

  1. pit65

    @astanczak

    NIe jestem ekspertem od Glass-Steagall Act może to tylko skansen tylko nie moge zrozumiec co jest złego w koncepcji rozdzielenia bankowości inwestycyjnej z detaliczna.

    Wszak klient niosąc swoje pieniądze nadal ma wybór, ba ten wybór jest jasno dookreślony zakresem mniejszego czy większego ryzyka nazwanego po imieniu od początku i wypisanego /na czole/ instytucji zaufania . NIe rozumiem co to ma wspólnego z segregacją bo brzmi jak apartheid .
    Od strony klienta nie ma to żadnego znaczenia , dla wolności rynku też nie bo skoro klient ma wybór to jest wolny rynek.
    Wiec może chodzi o wolnośc bankiera z tym co zrobi z MOIM depozytem, który depozytem przestaje być w proporcji wprost proporcjonalnej do wolności przyznanej bankierowi dysponowania nim.
    To wtedy jest więcej czy mniej wolnego rynku 🙂

    W zasadzie sam pomysł rozdziału jest chyba bardziej kwestia techniczna tak jak oddzielenie straganu z żywnością GMO od naturalnej celem przejrzystości niż domniemany naciagany zamach na wolność rynku utożsamianego z wolnością bankiera.

    Bankowiec też ma wybór, w zasadzie może tworzyć oba biznesy i jak klient wybierze w swej masie inwestycyjny to tradydycyjny rynkowo odejdzie w niepamięć.
    A jakoś nie odchodził rynkowo więc “niewidzialna ręka wolnego” rynku go zniosła całkiem w sposób dekretowy . Zastanawiające.

    W zasadzie to jest chyba bardziej kwestia techniczna tak jak oddzielenie straganu z żywnością GMO od naturalnej celem przejrzystości niż brak wolności utożsamianego z wolnością bankiera wobec czyjegoś depozytu.

    A tak naprawdę to niewarte jest to pisania bo są to popłuczyny po zniesieniu innej fundamentalnej segregacji działająćej na korzyść depozytariusza /klienta/ dotyczącej tzw. depozytu nieprawidłowego w XIX w.
    Cała historia współczesnej bankowości to jest powolne wywłaszczanie
    depozytariausza z jego własności.
    MOże niedługo przy następnej kryzysowej odsłonie tej rynkowej ewolucji bankowej bedzie wprost bez obłudy wpisane ,że depozytariusz natychmiastowo płaci ileś procent w sytuacji nadmiernego rozpasania polityczno-bankowego duetu dobrych intencji tak jak miało to miejsce na Cyprze.
    Chodzą słuchy ,że wolny rynek w Eurozone jest już do tego przygotowany.

  2. astanczak (Post autora)

    @ pit65

    > co jest złego w koncepcji rozdzielenia bankowości inwestycyjnej z detaliczna.

    W sumie nic. W praktyce wszystko. Najważniejsze to wypychanie działalność do szarej strefy. Kolejnym to banalny fakt – Dodd-Frank, jako prawo ma 848 strony. Naprawdę myślisz, że ustawa, która ma 850 stron rozwiązuje jakiś problem? To jest 850 stron urzędniczej nadziei. Całość energii poszła w zabiegi prohibicyjne i nadzór a nie w rozwiązanie problemu, jakim jest wielka koncentracja w sektorze finansowym wymuszona przez globalny obieg pieniądza. Wszystko, co zrobiono, to wyrzucono działalność poza amerykański system prawny. Przy zachowaniu proporcji, to jest jak z polską ustawą antyaborcyjną, która próbuje regulować temat w Zgorzelcu, kiedy usługę można dostać idąc na spacer na drugą stronę granicy.

  3. ekonom polityczny

    @Glass- Steagall Act(GSA)?

    Adamie, proponuję Ci sięgnąć do listy najgorliwszych instytucji bankowych, które skutecznie wylobbowały zniesienie owego “reliktu przeszłości” za czasów Clintona, a potem porównanie tej samej listy z listą instytucji, które musiały otrzymać pomoc Państwa w ramach wszystkich TALF’ów, TARP’ów itd, bądź tych instytucji, które upadły w 2008 r.
    Zauważyłeś, że z drobnymi wyjątkami TA LISTA SIĘ POKRYWA?

    Najwyraźniej GSA nie było takie głupie, bo powstrzymywało banki przed nadmiernym lewarowaniem, w dodatku nie swoimi pieniędzmi…

    Mit Dodd – Frank… a jaka ma być ta ustawa, jeśli była pisana…pod dyktando największych banków w USA? Przeciwko nim, a faworyzująca małe banki?
    D-F zawiera pozory kontroli, a nim je tam wpisano, największe banki już miały sposoby obejścia tych utrudnień
    Oczywiście, ze D-F jest zły. Bo jest WYPADKOWĄ projektu pierwotnego i niezliczonych poprawek rozmaitych lobbystów, skutecznie rozwadniającyh pierwotną, twardą dla banków wymowę! I to stąd jest owe 848 stron!

    1. astanczak (Post autora)

      @ ekonom polityczny

      Problem w tym, że niektórzy uważają, że dzięki zniesieniu prawa prawa przez Clintona kryzys roku 2008 był mniejszy. Dzisiaj to już nie ma znaczenia. Mamy nowe prawo, które wygląda na puder a nie rozwiązanie – wbrew pozorom nie znosi ryzyk systemowych.

  4. ekonom polityczny

    @ pit65

    No właśnie – przejrzystość.
    A w sumie co przeszkadza by jedne banki reklamowały się: my działamy wg Glass -Steagall 2.0, więc u nas bezpieczniej, a inne mówiły: nie uznajemy GSA 2.0, ale za to dajemy Ci trochę wyższe oprocentowanie?

  5. lesserwisser

    trzymajcie mnie ludzie bo nie strzymam, choć jestem cierpliwy prawie tak jak przsłowiowy papier.

    Tyle w tej posance prawdy co w micie o tym, ze flash crash to wina grubego palucha jakiegoś tradera. Bul i sznyt! 🙂

    To kto w końcu tak gorliwie udzielał tych dętych kredtów hipotecznch i wywołał kryzys. Cwani i nieuczciwi ludzie sobie sami udzielali czy też ufne i uczciwe banki w nich te kredty wręcz wmuszały, tak ze tylko cięzki frajer b nie wziął.

    A innchych przyczn kryzsu, poza złymi hipotekami, to nie było. No i kto za tym prodederem stał, przewrotni i chciwi klienci czy też pracownicy szczodrych banków, którzy odpowiednio strukturyzowali toksyczne isntrumenty finansowe? Oczywiśie po to aby dobrze zrobić swoim klientom, tylko po to!

    Kolego AS, brniecie coraz bardziej i zatracasie się, mówięwam nie idźie tą drogą! 🙂

    Branża finansowa nie jest wcala pod kontrolą, ona się obecnie wymknęła spopd kontroli a więc jest poza kontrolą, niezaleznie od tego ile stron liczą różne akty.

  6. astanczak (Post autora)

    > cięzki frajer b nie wziął.

    Klasyka gatunku spod szyldu: On nie winien, ona winna, bo mu dawać nie powinna.

    > wywołał kryzys.

    No stanęli na Wall Street szefowie banków i krzyknęli “Kryzysie przybądź!” a Kryzys ich posłuchał i przyszedł.

    @ inne przyczyny kryzysu

    Zdaje mi się, że od początku mojego blogowania staram się napisać, że perspektywa na rok 2008 jest propagandowa a nie analityczna. Potrzeba czasu, żeby dotarło do ludzi, co się stało.

    > Branża finansowa nie jest pod kontrolą.

    Jak to możliwe, że się zgadzamy?

  7. lesserwisser

    “Klasyka gatunku spod szyldu: On nie winien, ona winna, bo mu dawać nie powinna.”

    Ocena stytuacji zależy od optyki a ja to widze tak: On ma prawo nagabywać a ona obowiązek odmówić bo inaczej zasłuży na miano ulicznicy z Wall Street.

    W kodeksie dobrych praktów banków polskich znajdujem stwierdzenie, ze banki powinn działać zgodnie z “dobrymi obyczajami kupieckimi, uwzględniając że są instytucjami zaufania publicznego”.

    A dobry zwyczaj to nie pozczaj golcowi i działaj tak by nie stracić zaufania publicznego.

    “No stanęli na Wall Street szefowie banków i krzyknęli „Kryzysie przybądź!” a Kryzys ich posłuchał i przyszedł.”

    Czyżby o overexposure kolega nie słszł? To nie dokładnie tak było gdyż szefowie banków powiedzieli swoim pracownikom „Lewarujcie się ile się da i jak się da” a Kryzys ich posłuchał i przyszedł.”

    “Zdaje mi się, że od początku mojego blogowania staram się napisać, że perspektywa na rok 2008 jest propagandowa a nie analityczna.”

    Tylko Ci się zdaje, gdyż mnie się zdaje że twoje analizy są nietrafne i dlatego też siejesz propagandę.

    “Jak to możliwe, że się zgadzamy?”

    Coż, nie takie niespodzianki świat juz widział. 🙂

  8. lesserwisser

    eee winno być tak

    szefowie banków powiedzieli swoim pracownikom „Lewarujcie się ile się da i jak się da” a Kryzys ich posłuchał i przyszedł.”, bo kto sieje wiatr ten zbiera burzę, a chciwośc i pycha bwają ukarane.

  9. copy

    Ja wiem, kto za tym wszystkim stoi – Illuminati. Nie ma innego wytłumaczenia.

  10. [bossa.pl] (Post autora)

    @ lesserwisser

    > gdyż mnie się zdaje że twoje analizy są nietrafne i dlatego też siejesz propagandę.

    Po pierwsze, primo: to nie są analizy tylko teksty na blogu.
    Po drugie, primo: wszystko może się Waszmości się wydawać.
    Po trzecie, primo ultimo: propagandę przypisuje się raczej władzy niż osobom, które nie zgadzają się z tezami władzy. Mi najwyżej mógłbyś zarzucić PR, ale to też byłoby naciągane, bo nie pracuje na Wall Street.

    > W kodeksie

    Napisali tam może, że dają prawo definiowania lesserwisserowi, co to są dobre praktyki? Może lesserwisser będzie na tyle mądry, że poda nam tu definicję osoby zaufania publicznego?

  11. lesserwisser

    @ bossa.pl

    “Po pierwsze, primo: to nie są analizy tylko teksty na blogu.”

    Ale u podstaw tch tekstów leży błędna analiza faktów i zdarzeń, moim zdaniem, więc i jej wnioski przekazywane w tekstaw są błędne.

    “Po drugie, primo: wszystko może się Waszmości się wydawać.”

    Nie można wykluczć i takiej możliwości.

    “Po trzecie, primo ultimo: propagandę przypisuje się raczej władzy niż osobom, które nie zgadzają się z tezami władzy.”

    Jedni i drudzy mają swoje własne racje i swoje za uszami, jednak ich opinie nie zwalniają nas z samodzielnej oceny sytuacji.

    “Napisali tam może, że dają prawo definiowania lesserwisserowi, co to są dobre praktyki? Może lesserwisser będzie na tyle mądry, że poda nam tu definicję osoby zaufania publicznego?”

    No nie napisali, ale ponieważ bankowcy świadomie i celowo (czytaj z premedytacją) użyli tego zwrotu (z pełnią świadomości że pojęcie to nie jest nigdzie zdefiniowane), to chyba też coś z tego wynika.

    A chyba by wypadało by osoby prawne uznawane za “instytucję zaufania publicznego” ( i same się za takowe uznające) jakoś zdefiniowały to ogólne pojęcie albo chociaż je opisowo sprecyzowały w swoim “manifeście”.

    Pocztajmy najnowszy “KODEKS ETYKI BANKOWEJ” (Zasady Dobrej Praktyki Bankowej).

    Postanowienia ogólne:

    1. Mechanizmy rynkowe są koniecznymi, lecz niewystarczającymi wyznacznikami działalności banków. Stąd niezbędne jest uwzględnienie także wartości etycznych w procesie podejmowania decyzji ekonomicznych.
    2. Kodeks Etyki Bankowej, zwany dalej „Kodeksem”, stanowi zbiór zasad postępowania związanych z działalnością banków, które odnoszą się odpowiednio do banków, osób w nich zatrudnionych oraz osób, za których pośrednictwem banki wykonują czynności bankowe.

    Kodeks Etyki Bankowej składa się z dwóch części: Kodeksu Dobrych Praktyk Bankowych (A) oraz Kodeksu Etyki Pracownika Banku (B).

    Fundamentalną zasadą, na której banki i ich pracownicy powinni budować swoje relacje z otoczeniem jest odpowiedzialność społeczna.

    Realizując strategię biznesową banki powinny kierować się nie tylko uwarunkowaniami ekonomicznymi, ale również słusznymi interesami swoich Klientów, pracowników, akcjonariuszy, partnerów biznesowych, a
    także lokalnego środowiska.

    CZĘŚĆ A. KODEKS DOBRYCH PRAKTYK BANKOWYCH

    1. Relacje z Klientami
    1.1. W stosunkach z Klientami banki postępują z uwzględnieniem szczególnego zaufania jakim są darzone oraz wysokich wymagań co do rzetelności, solidności i wiarygodności, traktując wszystkich swoich Klientów z należytą starannością.
    1.2. W relacjach z Klientami bank powinien kierować się uczciwością,
    odpowiedzialnością, profesjonalizmem oraz innowacyjnością.
    1.3. Bank w stosunkach z Klientami i przy wykonywaniu czynności na rzecz Klientów, powinien działać zgodnie z zawartymi umowami, w granicach dobrze pojętego interesu własnego i z uwzględnieniem interesów Klientów. Bank nie może wykorzystywać swego profesjonalizmu w sposób naruszający interesy Klientów.”

    Już wiemy, że chodzi tu generalnie o kestie deontologicze, czyli inaczej etyki zawodowej.

    Deontologia (gr. deon – to co niezbedne, powinność) – najczęściej zbiór norm i reguł etycznych postepowania i powinności, które powinny
    obowiązywać okreslone grupy społeczne czy zawodowe, cieszące się szczególnym zaufanien społecznm (lekarze, adwokaci, rewidenci, maklerzy, bankowcy, itp).

    Jakby było u kolegi(koleżanki?) bossa.pl zainteresowanie zgłębieniem tematu to służę namiarami na odpowiednią lekture, w kwestii – banki jako instytucja zaufania publicznego.

    Aktualnie ujmę to tak: dawniej się mówiło “pewne jak w banku” a dziś się raczej uważa “niepewne jak w banku”. Mam nadzieje, że jest to wystarczająco wymowne i preczyjne?

  12. _dorota

    Domaganie się podania definicji osoby zaufania publicznego (z ukrytą tezą, że banki nie są instytucjami zaufania publicznego?) jest czystą demagogią. Dobrze wybrnąłeś, Less.

    Nie mogłam sobie przypomnieć, żeby gdzieś ta definicja expressis verbis została podana. Sprawdziłam: rzeczywiście – tylko Konstytucja mówi o “zawodach zaufania publicznego” (art.17, w kontekście tworzenia samorządu zawodowego).

  13. astanczak (Post autora)

    @ lessewisser

    > A chyba by wypadało

    Chyba tak albo chyba nie – lubię, jak samo odpowiadasz sam na swoje pytania.

    > Mam nadzieje, że jest to wystarczająco wymowne i preczyjne?

    Dla mnie zupełnie nie jest, ale przecież ja jestem tu przedstawicielem Mordoru a lesserwisser łaskawie obsadził się w roli obrońcy ludu i zasad jednocześnie robiąc fiku-miku z Wall Street na polski sektor bankowy. Zniosę.

    @ _dorota

    > z ukrytą tezą

    Nie było żadnej tezy – spytałem kontrolnie, czy lesserwisser zdaje sobie sprawę, że używa pojęć, których nie rozumie.

    Wprawdzie nie wiem, gdzie znalazłaś w pytaniu demagogię, ale podoba mi się, jak sięgasz po coś takiego, jak ukryta teza. Oczekuję, że dowiedziesz ukrytej tezy, skoro postawiłaś zarzut demagogii. Please, go big or go home!

  14. _dorota

    @ astanczak
    Rozmawiacie o odpowiedzialności banków za kryzys i o tym, na ile mogą być postrzegane jako instytucje zaufania publicznego (z czym wiąże się wymóg zachowania szczególnych standardów działania). Po czym pytasz z głupia frant o definicję osoby zaufania publicznego. Widze w tym brak dobrej woli: bardziej zależy Ci na przyłapaniu rozmówcy na nieprecyzyjnej definicji.

  15. _dorota

    “czy lesserwisser zdaje sobie sprawę, że używa pojęć, których nie rozumie”
    Dowiódł, że rozumie. Sama jednak ta supozycja (że używa pojęć niezrozumiałych dla siebie) jest na granicy uprzejmości.

    Pozwól, że zapytam, bo rzecz staje się dla mnie ciekawa: czemu tak erystycznie adwokujesz na rzecz sektora bankowego? Ćwiczenie elokwencji?

  16. astanczak (Post autora)

    @ _dorota

    Jest troszkę inaczej. Napisałem notkę o tym, o czym napisałem (nie zniżę się do tłumaczenia tekstu w komentarzu) a lesserwisser łaskawie przynosi mi tu kodeks polskiego sektora bankowego i mgliste pojęcie zaufania publicznego, które nie ma mocnej definicji a więc można nim obić każdego i nikogo.

    Mam dwa wyjścia – założyć, że nie rozumie różnicy pomiędzy bankiem inwestycyjnym na Wall Street a polskimi bankami albo zapytać, czy rozumie, o czym pisze rozliczając ludzi na Wall Street przez polski kodeks dobrej praktyki. Odpowiadając na pierwszą część negatywnie – czytaj rozumie różnicę – przechodzę do drugiego i widzę, że zaczyna rozliczać kodeks, który cytuje błędne zakładając, że jest to jakiś akt prawny, który musi zaczynać się słowniczkiem definiującym pojęcia dalej używane.

    Wystarczyło zadać mi pytanie, czy uważam banki za instytucje zaufania publicznego, ale czas tego pytania został przegapiony.

  17. astanczak (Post autora)

    @ _dorota

    > Dowiódł, że rozumie.

    Nie sądzę.

    > czemu tak erystycznie adwokujesz na rzecz sektora bankowego?

    “Everybody needs a hobby”

  18. lesserwisser

    @ astanczak

    “spytałem kontrolnie, czy lesserwisser zdaje sobie sprawę, że używa pojęć, których nie rozumie.”

    Lesserwisser wielu rzeczy nie rozumie, na przykład upartego kolegi ASa, ale jesli idzie o to czego rzekomo nie rosumie (czyli pojęcia insttucji zaufania publicznego) to rozumie i do dobrze rozumie.

    Zna też literaturę na ten temat, ba równiez tu na blogu wspominał już kiedyś (można se poszukać) o tym jak podczas wizyty w MPiKu kupił nr 4-5 Forum Prawniczego z 2011 r. po nastknął się tam na artykuł – “Deontologia bankowa w wymiarze praktycznym” prof.fesorzef M. Bączyka, w którym to (artykule nie profesorze)wiele się mówi o bankach jako insttucji zaufania publicznego. To jest do sprawdzenia!

    Kolega less spędził też wiele godzin na gorącch dyskusjach ze znajomymi bankowcami, w których ni kak nie dał się przekonać że banki to instytucje zaufania publicznego , a żeby nie być na pozycji straconej to se sporo pocztał na ten temat, aby nie byc na pozcji straconej. i jak napisał służy namiarami.

    “mgliste pojęcie zaufania publicznego, które nie ma mocnej definicji a więc można nim obić każdego i nikogo.”

    ” widzę, że zaczyna rozliczać kodeks, który cytuje błędne zakładając, że jest to jakiś akt prawny, który musi zaczynać się słowniczkiem definiującym pojęcia dalej używane.”

    Jak pojęcie jest mgliste a się nim posługują bankowcy i wszem i wobec utrzymują że banki to insttucje zaufania publicznego, to chyva coś jest nie halo.

    Równie dobrze mogliby napisać “naszym zadanie jest robienie dobrze klientom”, co też jest pojęciem równie mglistym co wieloznacznm.

    Tak więc albo piszą wprost wyjasniajać co przez to poprawnie rozumieć, albo dają definicję.

    Nawiązałem do naszych banków w łaśnie z uwagi na wspomniane w tytule aspekty zaufania i kontroli bo właśnie one składają się na pojęcie zaufania publicznego.

    A do Wall Street i banków inwestycyjnych jeszcze dojdziemy. Powoli, jak czas pozwoli.

  19. astanczak (Post autora)

    @ lesserwisser

    Gratulujemy lektur, ale z przeczytania nie wynika, że się rozumie. Dalej twierdzę, że nie rozumiesz.

    > Nawiązałem do naszych banków właśnie z uwagi na wspomniane w tytule aspekty zaufania

    To jest dobry przykład, jak bardzo masz problem ze zrozumieniem, co czytasz. Obrazowo rzecz ujmując ja napisałem słowo zamek a ty przeczytałeś zamek. Jak odniosłem się do zamku w drzwiach a ty do zamku wysoko w górach.

    Zmuszasz mnie zatem do wyjaśnienia, że nie chodzi mi o instytucję zaufania w sensie, którym ty operujesz, ale o inną ideę zaufania w sensie funkcjonalnym (z bólem polecam lektury funkcjonalistów, jak Parson czy Merton, ojciec tego Mertona z Noblem – z bólem, bo to nie jest lekki przelot, jak się wcześniej tego nie robiło).

    Mógłbym napisać dalej historyczny rys, jak regulacja wyrugowała z Wall Street zaufanie i pokazać korzenie myślenia polityków i społeczeństwa, które sprowadzają się – de facto – do myślenia o bankach w kategoriach przedsiębiorstw, które muszą dawać gwarancje na produkt, ale… o tym może w nowym odcinku. Tylko w skrócie zaznaczę, że nie zdajesz sobie sprawy, że sięgając po ideę zaufania publicznego sam rzucasz sobie pod nogi kłody, bo po zaufanie sięga się właśnie tam, gdzie nie można dać gwarancji, czego – nie wprost – zdajesz się domagać w swoim zacietrzewionym (jak oceniam) podejściu do sektora.

    PS. jak napiszę, że skłaniam się do tezy, że banki nie są instytucjami zaufania publicznego, jakimi operuje się potocznie o tym mówiąc, to dalej będziesz męczył mnie tym mglistym pojęciem narzucając mi twój słownik?

  20. lesserwisser

    @ astanczak

    Przeginacie panie kolego, za ostro jedziecie po bandzie, za dużo tu ad personam z za mało ad rem. Za dużo słów a za mało sensu.

    Zapamietaj sobie jedno, na przyszłość, co mówi pewna uniwersalna mądrość wielu narodów – Nie jesteśmy tacy mądrzy i inteligentni jak nam się wydaje, ani tacy głupi i niekumaci jak mówią/myślą o nas inni!!!! –

    “nie chodzi mi o instytucję zaufania w sensie, którym ty operujesz, ale o inną ideę zaufania w sensie funkcjonalnym (z bólem polecam lektury funkcjonalistów, jak Parson czy Merton, ojciec tego Mertona z Noblem – z bólem, bo to nie jest lekki przelot, jak się wcześniej tego nie robiło).”

    Z bólem muszę odmówić lektur jakis kaMertonów, gdyż jako lekko ocieżały bedę miał problemy z letkim przelotem, tym bardziej że tu nie chodzi o funkcjonalizm w sensie antropologiczno-socjologicznym tylko raczej o funkcjonalizm psychologiczny, który stara sie odpowiedzieć na pytanie “dlaczego ludzie robią tak a nie inaczej? i po co?” -, szczególnie w kontekście Wall Street, na którym podobno rządzą strach i chciwość. Zaufanie to też jest kategoria psychologiczna, rozumiana powszechie jako przekonanie, że przekonanie, że druga strona jest uczciwa i będzie etycznie postepowała wobec nas z poszanowaniem naszych

    “To jest dobry przykład, jak bardzo masz problem ze zrozumieniem, co czytasz. Obrazowo rzecz ujmując ja napisałem słowo zamek a ty przeczytałeś zamek. Jak odniosłem się do zamku w drzwiach a ty do zamku wysoko w górach.”

    Inaczej jest, gdyż to jest dobry przykład na to, jak bardzo ty masz problemy ze zrozumieniem tego co czytasz, tak bardzo sie okopaleś na swoim dziwacznym stanowisku. Więc pytam kto tu jest zacietrzewiony?

    Obrazowo rzecz ujmując ja na słowo zamek odowiedziałem wkładka a ty przeczytałeś sobie wkładka. Jak odniosłem się do wkładki w zamku w drzwiach a ty do wkładki mięsnej w zupie w stołówce pracowniczej!

    “dalej będziesz męczył mnie tym mglistym pojęciem narzucając mi twój słownik?”

    Dalej cię bedę męczył, jako żywo, bo inaczej nie uchodzi, a co do słownika to raczej chodzi o twój słownik – twoje specyficzne rozumienie zaufania itp. Może więc lepiej bedzie jak sprecyzujesz, że tę kontrole w tytule rozumiesz w sensie operacyjnym wedle cybernetycznej teorii sterowania – bodziec, sgnał, reakcja itp., lub coś w podobie, a nie w sensie rachunkowo-prawnym. Tak tez mozna, tylko po co?

    Chciałeś to masz, wszak narzucona przez gospodarza konwencja zobowiązuje.

  21. astanczak (Post autora)

    @ lesserwisser

    > Z bólem muszę odmówić lektur

    Z bólem muszę zatem odmówić polemiki.

  22. lesserwisser

    @ astanczak

    “Z bólem muszę zatem odmówić polemiki.”

    Co za ulga, ale i jakiż niedosyt.

    Z utęsknieniem czekam na dalsze autorskie wpisy z serii Mity i kity Wall Street.

    Sugeruję temat – Co dobre jest dla Wall Street dobre jest i dla Main Street.

  23. _dorota

    @ astanczak
    “jak regulacja wyrugowała z Wall Street zaufanie”, “myślenia o bankach w kategoriach przedsiębiorstw, które muszą dawać gwarancje na produkt”, “po zaufanie sięga się właśnie tam, gdzie nie można dać gwarancji”.

    Opinie powyższe wyglądają na skutki niepełnego zrozumienia, jak daleko sięgają normy prawne. Otóż – przynajmniej na gruncie polskim (a precedensowe prawo amerykańskie idzie w tym nawet dalej) – istnieje szeroki zakres nie objęty prawem stanowionym, a regulowanym przez obyczaj, ewentualnie ujęty w formy zbliżone do kodeksu dobrych praktyk. Przy tym podlegają mu wszelkie przedsiębiorstwa, nie tylko banki (to na wypadek, gdyby ktoś upierał się, że bank jest wyłącznie przedsiębiorstwem – też podlega prawu “niestanowionemu”).

    O ważnej klauzuli generalnej, jaką są dobre obyczaje kupieckie ciekawie (i króciutko) napisał prof. Domański:
    http://www.opinie.polskiprawnik.pl/grzegorz-domanski-dobre-obyczaje-kupieckie,1465/

    Za Lessem pozwolę sobie określić twoje stanowisko jako “dziwaczne”.

  24. astanczak (Post autora)

    @ _dorota

    Wygibasy, jakich dokonujesz czytając i polemizując są imponujące.

    Napisałem o błędzie “myślenia o bankach w kategoriach przedsiębiorstw”, co w polemice zmienia się “na wypadek, gdyby ktoś upierał się, że bank jest wyłącznie przedsiębiorstwem”.

    “Na wypadek” proponuję nie polemizować z tezami, które w świetle wcześniej napisanych zdań wydają się nawet potencjalnie niemożliwe. No chyba, że chcemy przetestować tu podręcznik do erystyki.

    > Za Lessem pozwolę sobie określić twoje stanowisko jako „dziwaczne”.

    Jeśli cały proces interpretacji przebiega tak, jak w zdaniach powyżej, to nawet nie mam problemu ze zrozumieniem dlaczego tak jest.

  25. _dorota

    @ astanczak
    Nie piszesz o “błędzie myślenia o bankach w kategoriach przedsiębiorstw”. Nigdzie wyraźnie nie stwierdzasz, że to (w Twoim przekonaniu) jest błędem.

    Akapit:
    “Mógłbym napisać dalej historyczny rys, jak regulacja wyrugowała z Wall Street zaufanie i pokazać korzenie myślenia polityków i społeczeństwa, które sprowadzają się – de facto – do myślenia o bankach w kategoriach przedsiębiorstw, które muszą dawać gwarancje na produkt(…)”
    brzmi, jakbyś stwierdzał fakt, z którym nie polemizujesz. A ponieważ z innej wypowiedzi można wnioskować, że banki nie są dla Ciebie instytucjami zaufania publicznego, to składa się w logiczną całość.

    No, dobrze. Poniechajmy tej męczącej egzegezy; trochę szkoda czasu na dociekanie, co – niejasno piszący – Autor miał na myśli. Pozostaje wierzyć, że sam wie.

  26. astanczak (Post autora)

    @ _dorota

    > brzmi, jakbyś stwierdzał fakt, z którym nie polemizujesz

    Ma korzenie w konkretnej literaturze przedmiotu, której znajomość wydaje mi się elementarna, żeby rozmawiać o dzisiejszych próbach reformowania Wall Street.

    > niejasno piszący

    Odnotowałem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *