Nieco złośliwie, ale z przymrużeniem oka napiszę, że Nobla powinien dostać Warren Buffett za to, że udowodnił swoimi wynikami, iż odkrycia tegorocznych laureatów niekoniecznie mają wartość praktyczną.
Tenże sam w 1995 roku dla magazynu Fortunes powiedział znamienne: „I’d be a bum on the street with a tin cup if the markets were always efficient” (“Byłbym ulicznym włóczęgą z blaszaną puszką na datki gdyby rynki były efektywne”). To wszystko nie jest jednak tak czarno-białe jak mogłoby się wydawać i Buffett ze swoimi wynikami jest raczej anomalią Hipotezy Rynku Efektywnego niż jej całkowitą negacją.
Od wczoraj media całego świata, a ekonomiczne i finansowe w szczególności, wszerz i wzdłuż rozbierają na czynniki pierwsze teorie zwycięzców Nobla z Ekonomii 2013, ja zamiast teorią zająć się raczej wolę praktyką. Tak na dobrą sprawę gdyby przyjąć hipotezy udowadniane po kolei i w osobności przez Famę, Shillera i Hansena to większość z inwestorów powinna zamknąć swój kram z wykresami, newsami, raportami kwartalnymi/rocznymi i wskaźnikami a potem po prostu kupić indeksy rynkowe (lub ETFy) bądź też ewentualnie jakąś część środków uszczknąć jeszcze na obligacje. Mimo to z wielu powodów, których wymienienie i dogłębne przeanalizowanie zajęłoby dobrych kilka wpisów, próbujemy naśladować Buffetta, Sorosa, Simonsa czy innych luminarzy, zależnie od przekonań. Dodajmy do tego tysiące aktywnych funduszy inwestycyjnych, z których 80% w długim terminie nie zarabia średnio więcej niż pasywna inwestycja w indeksy i mamy gotowy dysonans, jaki rodzi się po poznaniu motywów przyznania nagrody przez Szwedzki Bank Narodowy (kasa nie pochodzi w tym wypadku z puli Noblowskiej).
Przyznam, że sam byłem zaskoczony i zacząłem się zastanawiać jak udało się pogodzić Komitetowi Noblowskiemu ogień z wodą i czy ma to związek z czymś co zaszło ostatnio w świecie. Komitet uzasadnia swój wybór tym, że trzej laureaci złożyli podwaliny pod współczesne zrozumienie cen aktywów. Ja mam wrażenie, że po ostatnim krachu rozumienie to jest jeszcze mniejsze, a i sam maestro Alan Greenspan na mecie swej kariery wyraził jakże doniosłe i gorzkie rozczarowanie teoriami o efektywnym rynku i możliwościami jego samonaprawy. Paradoksalnie, choć ostatni kryzys pokazał dobitnie, że Hipoteza Efektywnego Rynku nie działa w praktyce, Komitet Noblowski milcząco ten fakt pomija, dokonując za to takiej ekwilibrystyki w uzasadnieniu werdyktu, że naprawdę jestem po wrażeniem.
Przeczytałem obie wersje werdyktu: popularną (6 stron, tutaj) oraz naukową (59 stron , tutaj) , i śpieszę z kilkoma refleksjami poniżej.
Po pierwsze – odnoszę wrażenie, że nagroda została wyasygnowana przede wszystkim za życiowy dorobek całej trójki zwycięzców, bo jeśli chodzi o wyjaśnienie cen aktywów to niewiadomych istnieje nadal sporo, a przy tym tezy Famy o efektywności zasypywane są nieustannie sporą ilością krytyki. Teorie wszystkich 3 panów mają dość długie brody bo już 30- 40 lat temu udowadniali swe pierwsze hipotezy, rozbudowywane po wielokroć potem, więc okazji dla ich docenienia było kilka wcześniej.
Po drugie – uważam, że uhonorowanie ich dorobku akurat właśnie dziś ma jednak swój aktualny kontekst ekonomiczno – społeczny. Kiedy opadł już pierwszy pył po mega kryzysie, który być może za chwilę może przerodzić się w kolejny, jako że wszystkich lekcji świat jeszcze nie odrobił, Komitet próbuje powiedzieć światu mniej więcej coś takiego:
Szanowni Inwestorzy, macie tu oto dowody, że prognozowanie cen i timing są nieproduktywne, więc cała ta gigantyczna spekulacja prowadzi jedynie do globalnego chaosu, kryzysów i w rezultacie jeszcze większej niestabilności i nierówności. A nawet mając do dyspozycji narzędzia pozwalające zidentyfikować bańki spekulacyjne, dmuchacie je nadal do monstrualnych rozmiarów, pozwalając dominować chciwości i doprowadzając do krachów, które zubażają świat.
Taki a nie inny wniosek nasuwa mi się po lekturze tego w jaki sposób powiązano w uzasadnieniu dorobek trzech laureatów, będący momentami w znacznej sprzeczności wobec siebie, co znakomicie w opisie udało się jurorom pogodzić.
Oto bowiem Fama to przecież zatwardziały obrońca efektywnego rynku, perfekcyjnie wycenianego nieustannie przez racjonalnych inwestorów, na którym nie istnieją bańki spekulacyjne, i którego w żadnej mierze nie da się w żadnej skali czasowej prognozować ani przewyższyć oferowanych przez indeksy pasywnych zysków inaczej jak przez podjęcie dużo większego ryzyka.
Z kolei Shiller udowadniał, że chociaż w krótkim terminie rynku nie uda się przewidzieć to już w okresach 3-5 letnich jak najbardziej, a przy tym nie zawsze racjonalnie działający inwestorzy powodują powstanie nieefektywności w postaci baniek spekulacyjnych, z których ostatnią – w nieruchomościach, a także poprzednią – technologiczną, doskonale przewidział. Zaburzenia racjonalnego myślenia ściśle natomiast łączy ze szkołą finansów behawioralnych, które od zarania mają na pieńku z Famą.
Hansen z kolei pełni w tym trio rolę niejakoby serwismana, podbudowując tezy statystycznymi równaniami.
Co więc łączy Famę i Shillera? Niewiele… Shiller co najwyżej zgodził się co do niemożności prognozy rynków w krótkich terminach, choć z nieco innych powodów.
Szwedzka Akademia optuje więc za ścisłą współpracą obu podejść w dalszym odkrywaniu determinantów ceny aktywów a jako remedium na trudności w prognozowaniu przypomina o pasywnych funduszach indeksowych.
Cóż, komu indeks temu indeks, całej reszcie pozostaje kibicować akademikom w dochodzeniu do prawdy i wrócić do pomysłów Buffetta, Simonsa czy Sorosa… 🙂
—kat—

