Forex straceńców, część 10

Temat na dziś: jak to naprawdę jest z nauką na błędach w tej branży?

Podczas przygotowywania tego mini cyklu wpisów dostałem od jednego z Czytelników niedawny numer miesięcznika poświęconego inwestowaniu, wydawanego przez studentów jednej z polskich uczelni. Doceniam pasję i nie chciałbym gasić entuzjazmu redaktorów swoimi uwagami, dlatego nie podaję nazwy. Przedstawiony tam świat wygląda nieco zbyt liniowo i lekko wyidealizowanie, ale jestem pewien, że prędzej czy później studenci zweryfikują go osobiście w zetknięciu z twardą rzeczywistością, co będzie najlepszą dla ich tez weryfikacją, a żadne teoretyczne dyskursy dziś nie spowodują wyłomu w tych młodzieńczych, pełnych ideałów analizach 🙂

Nawiązuję do tego czasopisma dlatego, że znalazłem tam jeden artykuł, w którym absolwent i zarazem doświadczony, jak sam wyznaje, inwestor dzieli się swoją wiedzą. Traf sprawił, że to wiedza dotycząca radzenia sobie ze stratami, a więc idealnie pasująca do tytułowego cyklu na tymże skromnym blogu. O ile nie chciałbym wchodzić w dyskusje o analizach rynkowych, często nader subiektywnych, o tyle nie odmówię sobie kilku słów repliki do pewnych zjawisk dużo ogólniejszych i bardziej przyziemnych zarysowanych w owym artykule.

W zasadzie sprawy są dwie, więc po kolei i z cytatami.

1. Przekaz wiedzy.

Zacytuję w ramach preludium:

„Ja, po dwunastu latach samodzielnych inwestycji, mogę zapewnić, że gry na giełdzie nie da się nauczyć, ją trzeba przeżyć”.

Ja natomiast po 20 latach giełdy i forexu nie postawię żadnych kategorycznych zapewnień, natomiast zasugeruję pewne tropy, które przeczą tezie z powyższego cytatu.

Najbardziej znany eksperyment sprzed 30 lat udowodnił, że traderów skutecznych można wyuczyć w 1-2 tygodnie. Chodzi oczywiście o Turtle Team (Żółwie), który w kolejnych latach zarobił, o ile się nie mylę, w sumie ok. 250 mln USD dla siebie i swoich nauczycieli – Dennisa i Eckhardta. Takich „szkół” do dziś istnieje wiele, choćby tzw. „proprietary trading” (czy „prop firms”) działające na zasadzie: dostajesz od nas kapitał oraz mniejsze lub większe know–how a potem pokaż co potrafisz.

Nie chciałbym zbyt głęboko wchodzić teraz w wątek przerabiany tu wielokrotnie wcześniej, a dotyczący krótko mówiąc pewnego faktu związanego z poruszonym tematem: opieka mentora (nauczyciela, coacha, doświadczonego inwestora) skraca tzw. „learning curve” (krzywą nauki kompetencji) czyli czas potrzebny do poznania skutecznych zasad, odsiania wszelkiego voodoo, stereotypów i złudnych teorii (zamiast własnoręcznych wielokrotnych prób i błędów), nauki zarządzania ryzykiem i praktycznego przełożenia tego w transakcje. To, jak i co później wykorzystamy na giełdzie to już tylko praktyka czyli aplikacja „w grze” nabytej wiedzy. Oczywiście komuś, kto woli „przeżyć” zamiast wcześniej „nauczyć się” tego, nie sposób zabronić pędu do edukacji przez natychmiastowe doświadczanie, ale zastrzegę drodzy studenci, czytelnicy owego miesięcznika, że jest to kosztowniejsze i dużo czasochłonniejsze oraz boleśniejsze emocjonalnie rozwiązanie. A że o mentora w naszych polskich warunkach niełatwo, nie zmienia to nic by zachować odpowiednią kolejność: najpierw nauczyć się potem przeżywać.

2. Nauka na błędach

Ponownie zacznę od cytatów:

„Paradoksalnie zatem, im więcej błędów popełnimy, tym więcej się nauczymy i prędzej zrozumiemy reguły panujące przy inwestowaniu kapitału”

„Podsumowując, należy zawsze być pokornym wobec rynku i traktować każdą porażkę jako bezcenną lekcję, a im ona większa, tym większa jest szansa na to, że wyciągniemy z niej należyte wnioski”.

Przypuszczam niestety, że autor tych słów może nie wiedzieć jak na rynkach finansowych działa tzw. efekt wyniku (ang. outcome bias), opisywany przez mnie -> tutaj. Gdyby wiedział najprawdopodobniej nie gloryfikowałby tak masochistycznej wizji edukacji za pomocą błędów. Efekt ów powoduje, w największym skrócie, że popełniamy nieświadomie wiele pomyłek w ocenie zrobionych przez nas błędów, co skutkuje niemożliwością lub sporą trudnością w rzeczowej ich ocenie i wyciągnięciu właściwych wniosków. W gruncie rzeczy może prowadzić to w najgorszym wypadku do sytuacji, w której żadnych poprawnych lekcji z nich nie uda się wyciągnąć.

W miarę prosta ocena błędów towarzyszy wszelkim obiektywnie zbudowanym strategiom, mechanicznym systemom i innym typowo ilościowym czy opisowo sparametryzowanym metodom. Ich korekta to bowiem sprawa dość prosta – o ile błąd tkwi w samej metodzie to prosto go wychwycimy, o ile w jej realizacji (najczęściej z powodów natury emocjonalnej) to wiemy przynajmniej nad czym należy się skupić i jak popracować.

W przypadku wszelkich strategii subiektywnych, w tym wielu opartych na Analizie technicznej i fundamentalnej, a także wszystkich intuicyjnych (ang. discretionary) wychwycenie błędów i ich naprawa to bardziej kwestia losowości i przypadku niż rzeczywistej, merytorycznej pracy. Po części wynika to bezpośrednio z owego „efektu wyniku”, ale również do tego należy doliczyć stare, ale jakże trafne ostrzeżenie „by nie mylić umiejętności z rynkiem byka” czyli tzw. błąd atrybucji. Ta mieszanka powoduje, że wyciągamy niepoprawne wnioski ze źle pojętych przesłanek jeśli wynik był pozytywny jak i ze złych wyników o ile sam proces decyzyjny był poprawnie przeprowadzony. W rezultacie możemy tylko dalece przypuszczać czy stratna transakcja była wynikiem źle postawionego stopa, zbyt szybkiego jej zamknięcia, niepoprawnie ocenionych informacji (lub ich braku), niepoprawnej ocenie sytuacji na wykresie bądź dziesiątkom innych powodów, których wpływu nie sposób obiektywnie ustalić.

W związku z tym kolejność edukacji powinna być nieco inna, ale nadal potwierdzająca wniosek z punktu 1 wyżej: szukajmy pozytywnych przykładów, jak najwięcej obiektywnych kryteriów, układajmy strategie, które możemy poprawnie ocenić, zamiast pakować się w kosztowne doświadczanie błędów.

Jednym słowem drodzy studenci, podziękujcie tymczasem waszemu koledze doradcy za współpracę i „kosztowne” podpowiedzi do czasu gdy sam nie nauczy się wszystkiego na własnych błędach.

—kat—-

[Głosów:0    Średnia:0/5]

3 Komentarzy

  1. Piętaszek

    “Ich korekta to bowiem sprawa dość prosta – o ile błąd tkwi w samej metodzie to prosto go wychwycimy, o ile w jej realizacji (najczęściej z powodów natury emocjonalnej) to wiemy przynajmniej nad czym należy się skupić i jak popracować.”

    No właśnie te chłopy od mojego kolegi za żadne skarby nie przyznają się, że ich ktoś przechytrzył. Chłop potęgą jest i basta i do żadnych przyczyn natury emocjonalnej się nie przyzna. Nie zniesie dysonansu poznawczego bo jest emocjonalnie niedojrzały. Wmówi sobie milion przyczyn. Dlatego też kolega razem z szajką doskonale wybierali miejsce żerowania, na targach pełnych emocjonalnie niedojrzałych chłopów.

  2. PiotrB

    Statystyki z tego linka jak dla mnie raczej bliżej racji KNF (od tego się chyba cykl zaczął):
    http://www.myfxbook.com/contests/forex-contest-andromex/16/analysis

  3. Piotr

    No tak 🙂 tylko prawdą jest, że handel osobisty w 95% przypadków będzie uznaniowy. Ja osobiście chcę wiedzieć co robi cena na danym poziomie wyznaczonym przeze mnie i jestem ciekaw czy kryje się tam popyt/potaż a to widać po reakcji ceny na ów poziom czego raczej matematycznie opisać się nie da 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *