Dawno już nie było takiego ruchu na blogi.bossa.pl. Mój tekst sprzed kilku dni, zaowocował jedną z najdłuższych w historii blogów dyskusją (mimo weekendu), która dalej kontynuowana jest przy wpisie Trystero. Pojawili się nowi komentujący (serdecznie witamy), ale też zaczynam się zastanawiać, czy nie naruszyłem jakiegoś tabu, bo część reakcji wokół idei nowej waluty (również przysłanych prywatnie) była bardzo, bardzo poważna, choć sam wpis miał być nieco rozrywkowy, nie unikając przy tym stawiania ważnych pytań.

Po mojej podróży po blogach i forach bitcoinowych odniosłem wrażenie, że mam do czynienia (przynajmniej wśród niektórych) z niemal religijną fascynacją nową ideą. Właściwie nie jest to zaskakujące – technologiczny język, cała idea zrozumiała  wyłącznie dla wybranych, zaś postać tajemniczego Satoshi Nakamoto jest niemal wyśmienita do stworzenia zgrabnego mitu założycielskiego. Brakuje jeszcze tylko by pojawił się w pewnym momencie, kto ogłosi że ma „kontakt” z Satoshi i będziemy mieli naprawdę dobry początek nowej religii.

Obiecuję, że postaram się na jakiś czas już nie pisać o Bitcoinie, chciałem jednak odnieść do pewnej kwestii, która nieco mnie nurtuje. Mam swoje lata. Nie uważam się za staruszka, choć dla studentów (a wśród nich zwolenników nowej idei, jak i samych „kopaczy” bitcoinów jest sporo) mogę się tak prezentować. Nie jestem pewien czy nie czas zapuścić długą siwą brodę. Ale do rzeczy…

Wśród argumentów przywoływanych przez „bitcoinowców” (proszę nie traktować tego jako wyzwiska, to tylko zgrabna nazwa) pojawia się dość regularnie tajemnicze słowo „hawala”. Każdy Czytelnik blogów znajdzie sobie łatwo w sieci czym owa hawala jest. Starszym Czytelnikom (przynajmniej tak wiekowym jak ja) mogę podpowiedzieć tylko, że mieli do czynienia z nią (no dobra, z pewną formą) w poprzednim ustroju – szło się do placówki Poczty Polskiej, wpłacało pieniądze, zlecało przelew dla wybranej osoby w kraju (nawet w najmniejszej wiosce) i dzień, no może dwa dni później ta osoba mogła odebrać tę kwotę w swojej placówce Poczty Polskiej. Za mniej niż 25 dolarów.

W 1986 roku nie było błyskawicznych przelewów. Nie wiem ile trwał transfer gotówki w banku, bo byłem za młody, żeby mieć konto. W tym jedynym możliwym. Aha, no właśnie zmierzałem właśnie do tego. Być może dla dzisiejszych studentów 1986 rok to czasy przedpotopowe, ale uwierzcie mi – żyje jeszcze całkiem sporo osób z tego okresu. NIeźle się trzymamy. Popytajcie o parę spraw, a później dopracujcie pewne „mity założycielskie”.

Docieram bowiem dziś na stronę Studenckiego Koła Naukowego Prawa Nowych Technologii, Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, gdzie możemy przeczytać zgrabną historię (oczywiście w kontekście bitcoinów)

„Za przykład obrazujący działanie hawali może posłużyć historia Farooq Hussaini. Przebywający w Stanach Zjednoczonych Hussaini, w 1986 roku dowiedział się o poważnej chorobie swojej, mieszkającej w Indiach, matki. Na walkę z chorobą potrzebna była natychmiastowa pomoc w postaci 1000 dolarów gotówki. „Tradycyjny” bank zaoferował transfer gotówki w ciągu 15 dni.

[…]

Transakcja odbyła się w sposób błyskawiczny – Hawaladar z Chicago wysłał swojemu odpowiednikowi w Indiach – za pośrednictwem faksu – polecenie przekazania matce Hussainiego 1000 dolarów. Opłata za wykonanie usługi kosztowała nadawcę (Hussainiego) 25 dolarów. Taką samą kwotę uiściła osoba odbierająca gotówkę w Indiach.”

Naprawdę ładna historia. I ma w dodatku źródło. No ale wykorzystywanie tej opowieści jako argumentu dla nowej idei może być atrakcyjne chyba tylko dla kogoś, komu znudziły się smartfony, facebook, natychmiastowe zakupy w e-sklepach, e-book w sekundę po kliknięciu na własnym czytniku itp.

1000 dolarów w Indiach w 1986 roku to prawdopodobnie było mnóstwo pieniędzy. W Polsce było to bardzo dużo. Komputer Atari 130XE w Pewexie kosztował 199 dolców (większość wybierała starszy model 800XL, za 129 dolarów jeśli dobrze pamiętam). Średnia miesięczna pensja to było jakieś 30 dolarów. Czyli nieco więcej, niż koszt jaki musiał ponieść Hussaini za usługę „przesłania” 1000 dolarów  (swoją drogą ciekawe ile kosztowała rozmowa telefoniczna z Indii do USA).

Indie pewnie pod tym względem od Polski nie odstawały, ale już dla Amerykanina 1000 dolarów nie było tak niewyobrażalne – średnia płaca kształtowała się na poziomie 17 000 dolarów.

No i na koniec zdanie z oryginalnego tekstu, do którego odwołuje się materiał z UMK: „In some corners [in India], an ATM card is little more than an artifact from the future”. No cóż w 1986 roku gdybym w Polsce zobaczył, że pieniądze wyjmuje się ze ściany przy użyciu tajemniczego kawałka plastiku, też byłbym pod wrażeniem.

Obiecuję, już więcej nie żartować ze zbyt poważnych miłośników bitcoinów (no dobra, przez jakiś czas), ale mity założycielskie powinni jednak dopracować.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

12 Komentarzy

  1. MK

    Witam. Chciałbym podkreślić, co nie podobało mi się w Pana poprzednim wpisie. Otóż napisał Pan o “tajemnicach”, których nie ma. Sposób działania bitcoina jest dość łatwo zrozumieć. Jest w pełni przejrzysty – można nawet sprawdzić listę WSZYSTKICH transakcji dokonanych w tej walucie. Natomiast ze sposobu, w który Pan to opisał, wyłaniał się obraz przekrętu (między Amber Gold a hodowlą serków sprzed 20 lat).

    Bitcoin przeżył właśnie drugą bańkę spekulacyjną w czasie 2 lat – tym razem dno było znacznie wyżej od poprzedniego szczytu. Za bitcoiny można kupić w sieci usługi. Można nawet kupić towary. Łatwo przez sieć zapłacić za towary nielegalne – ten wątpliwy moralnie segment jest jedną z gwarancji utrzymania się waluty na rynku. Bitcoiny łatwo kupić i sprzedać. Waluta jest przejrzysta, inflacja (podaż pieniądza) znana z góry. Żaden rząd nie może dodrukować BTC na żądanie. Na wady waluty zwrócił uwagę Trystero.

    Jeszcze jedno: bitcoina można używać niezależnie od jego kursu. Gdyby 1BTC kosztował milion dolarów (max 21 milionów BTC kontra Ben Helikopter), i tak można by nim płacić, bo najmniejszą jednostką jest 1/100000000 BTC.

  2. gzalewski (Post autora)

    “Natomiast ze sposobu, w który Pan to opisał, wyłaniał się obraz przekrętu”
    Przy każdej inwestycji pierwsze pytanie to – o co chodzi?
    Jeśli coś jest niejasne – a tu niejasności jest sporo (i nie chodzi o koncept technologiczny i ideę) – to naturalne jest szukanie odwołań do historii. Kto może na tym zarobić i jak będzie wyglądał mechanizm.

    ” ten wątpliwy moralnie segment jest jedną z gwarancji utrzymania się waluty na rynku” -ooops. Proszę sobie to przeczytać ze dwa razy. Jeśli to ma być argument za, to ciężko to widzę. Rozumienie “to musi być dobre, skoro korzysta z tego mafia” 🙂

    “Bitcoiny łatwo kupić i sprzedać” – no poza wyjątkami, gdy nie jest łatwo bo jedna z giełd ma problemy.

    ” bitcoina można używać niezależnie od jego kursu” No to tak jak złotówki za PRL-u i tzw. “bonów towarowych PEKAO” – czyli substytutu dolara.

    🙂

  3. MK

    Bańka na BTC może być raczej porównywalna z bańką na nieruchomościach. Domy istnieją naprawdę, ludzie w nich mieszkają. Ale w związku z działalnością banków i innych “ciemnych sił” najpierw ceny zostały napompowane a później spadły.

    To nie miały być argumenty “za” samą walutą, tylko za jej szansami przeżycia. Są ludzie, którym się to opłaca i którzy nie mają alternatywy (bo ciężko zapłacić za narkotyki przelewem).

    “Jedna z giełd” mająca 80% udział w obrocie jest niestety problemem. Ale jest kilka innych w miarę wiarygodnych.

    Bitcoina naprawdę można używać niezależnie od kursu. Kupuje się np. 10BTC po 200zł i za to np. projekt reklamy albo inne “dobra niematerialne”. Usługodawca może dostać zapłatę w swojej walucie. Ewentualnie można kupić elektronikę w bitoinstore[kropka]com.

  4. gzalewski (Post autora)

    “Bitcoina naprawdę można używać niezależnie od kursu. Kupuje się np. 10BTC po 200zł ”

    I to jest ta logika, która dla mnie zwykłego śmiertelnika jest niedostępna 🙂

    Jak jadę na wakację, to też używam waluty niezależnie od kursu.

    (lubie “ciemne siły” – człowiek jest chyba największą z nich. Zdaje się, że bitcoin też im podlega. Z któej strony by nie patrzeć, to nie ma tu nic nowego)

  5. kajet

    “Bańka na BTC może być raczej porównywalna z bańką na nieruchomościach. Domy istnieją naprawdę, ludzie w nich mieszkają. Ale w związku z działalnością banków i innych „ciemnych sił” najpierw ceny zostały napompowane a później spadły.”

    Ale rozmiary tej bańki są o wiele większe, poza tym nieruchomości nikt nie używa w charakterze waluty.

    Bańce bitcoinowej i jej pęknięciu towarzyszyły nie tylko ogromne wahania kursu w stosunku do innych walut fiducjarnych, ale też ogromne wahania siły nabywczej. Gdybym 10 kwietnia dostał wypłatę w bitcoinach (powiedmy, 20 btc), 16 kwietnia miałbym realnie połowę tej kwoty. Wcześniej, po gwałtownej aprecjacji bitcoinów, mój pracodawca musiałby błyskawicznie wynegocjować obniżkę mojego wynagrodzenia (i całej listy płac) z 40 btc na 20 btc, bo inaczej by totalnie popłynął.

    To jest dla BTC całkowicie kompromitujące jako waluty. Tego rodzaju wahania siły nabywczej można zdzierżyć w horyzoncie 10 lat (i to z trudem), a nie tygodni.

    “To nie miały być argumenty „za” samą walutą, tylko za jej szansami przeżycia. Są ludzie, którym się to opłaca i którzy nie mają alternatywy (bo ciężko zapłacić za narkotyki przelewem).”

    Przecież bitcoin jest najgorszą z możliwych walut rozliczeń narkotykowych, bo po każdej transakcji zostaje ślad. Gdy ostatnio sprawdzałem, dealerzy nie zostawiali śladów po płatnościach. Rozliczali się w gotówce (a herszci gangów, jak wiadomo, nawet nie zbliżają się ani do narkotyków, ani do pieniędzy).

  6. blackswan

    prośba do wszystkich piszących o “pęknięciu bańki”, “absurdzie BTC” itd.:

    zakwotujcie proszę opcje kupna, powiedzmy dwulatki, z cenami wykonania 100, 200, 500 oraz 1000 USD

    do wszystkich fanów BTC:

    zakwotujcie opcje sprzedaży, również dwuletnie, ceny wykonania 50c, 1USD, 5 USD, 25 USD

  7. Andrzej

    Tu jest ciekawa informacja:
    http://online.wsj.com/article/PR-CO-20130416-909009.html
    Ig Group interesuje się operacjami na bitcoinie

  8. Peichur

    @blackswan
    napisał: “(…)powiedzmy dwulatki”

    Ja nie z tych kolego 🙂

    Ale trochę bardziej poważnie. Wzięcie tej opcji oznaczałoby że musiałbym się dalej interesować tymi paciorkami.
    Moim zdaniem temat bitcoina i krachu na jego rynku, był apetyczny tylko jako weekendowy michałek. Wydaje mi że wszyscy zjedliśmy tę czekoladkę ze smakiem.
    Ale generalnie nadmiar słodyczy szkodzi. Można np. przytyć. 🙂

  9. blackswan

    “Ale trochę bardziej poważnie. Wzięcie tej opcji oznaczałoby że musiałbym się dalej interesować tymi paciorkami.”

    Zawsze mógłbyś sprzedać. Zadałem to pytanie inspirowany ciekawością a jaką cenę dyskutanci uznaliby za adekwatną przy wystawianiu bądź zakupie takich opcji.

    Cena warta jest więcej niż tysiąc słów.

    Czyli, kolego Piechur, na chwilę obecną (spot 70 USD) sprzedałbyś upside na BTC? Np. pokazałbym choice market: bid = ask = 10$, europejska opcja kupna (call) opiewająca na jedną monetkę, z terminem wykonania rocznym i ceną wykonania 500 USD.

    Sprzedajesz? Kupujesz?

  10. Piechur

    @blackswan

    Amerykański long put na 60$. Termin wykonania 1 miesiąc.

  11. Bit8

    Bitcoin 420.
    $ naturalnie
    kiedy ta bańka wreszcie pęknie. 32$ w 2011 nie,
    266 w kwietniu… tez nie
    może teraz.. Nie, nie wchodzę, przecież jestem takim mądrym analitykiem

  12. blackswan

    Kontynuujemy zabawę z hipotetyczną wyceną opcji BTC?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *