W komentarzach do ostatniej notki o optymizmie komentatorów ze strony Grzegorza Zalewskiego pojawiła się propozycja, żeby na rynku szukać takich analityków, którzy nie zgadzają się z głównym nurtem. Pomijając genezę takiej postawy, którą może być np. założenie, iż na rynku gramy tylko pod naprawdę skrajne scenariusze lub w oparciu o strategie kontrariańskie, to dobry moment, żeby podzielić się z czytelnikami blogów pewnym sposobem, który osobiście praktykuję nie tylko w czytaniu rynku.

Klasycznie rzecz ujmując przepływ treści pomiędzy czytelnikiem komentarza lub analizy rynkowej a autorem uznaje się za jednostronny. Analityk pojawia się w roli mędrca, który na bazie własnej wiedzy lub doświadczenia produkuje pewne opinie o rynku i często o jego przyszłości a odbiorca zostaje postawiony w sytuacji, w której przyjmuje coś do wiadomości. Zwykle proces wygląda tak, iż na bazie jakiejś analizy inwestor podejmuje decyzje rynkowe i od realizacji scenariusza zależy, czy analiza okazała się dla inwestora korzystna. W dobrym zbiegu okoliczności – bycze analizy w okresie hossy, pesymistyczne przed szczytem – taka ścieżka pozwala analitykom zostać rynkowymi gurus.

Po zarysowanym mechanizmie widać, iż inwestor jawi się w tym podziale ról, jako osoba bierna, której przypada jedynie przyjmowanie treści bez możliwości dyskutowania. Gdy trafi się leniwy odbiorca treści mechanizm nabiera jeszcze większego rozpędu. W praktyce na ten układ nakłada się cały system rynkowych tytułów, które tak doskonale znacie Państwo z przekazów medialnych. Słowa wypowiadane przez X, którym w TV towarzyszy tytuł dyrektora, szefa, prezesa czy jakiegoś innego generała nabierają szczególnej mocy – wszak tytułów nie rozdaje się za darmo – co dla początkującego inwestora jest zwykle momentem uśpienia czujności. Przecież ktoś, kto jest z zawodu prezesem nie może być z zawodu prezesem przypadkowo.

Osobiście – min. z racji dobrych nauczyciel, którzy kazali mi krytycznie odnosić się do czytanych treści – nabrałem nawyku, który każdy produkowany w rynkowej sferze tekst zwykłem traktować w kategoriach tematu do dyskusji. W efekcie jeszcze w latach 90 większość rynkowych komentarzy czytałem z pytaniami, czy zgadzam się z tezami jakiejś analizy a jeśli się nie zgadzam, to dlaczego. Nagrodą za taką postawę nie było poczucie wyższości wobec osoby, która prezentowała np. jakiś scenariusz na przyszłość, ale mocniejsze przemyślenie własnych opinii. W takim układzie czyjeś analizy były – i do dzisiaj są – raczej lustrami, w których przeglądam swoje opinie i argumenty. Naprawdę nie ma znaczenia, czy mówi to Mistrz Buffett czy rookie.

Schodząc nieco z tego poziomu abstrakcji można podaż przykład z niedawnej przeszłości. Czas pokazał, iż w perspektywie 12 miesięcy rację mieli ci, którzy preferowali scenariusze umiarkowanie optymistyczne a nie skrajnie pesymistyczne, ale dziś nie ma to większego znaczenia. Po miesiącach nie idzie o to, kto miał rację – wszak racje i opinie o rynku rozkładają się od pesymizmu do optymizmu, więc wielu miało i równie wielu musiało nie mieć – ale właśnie o moment, w którym jakaś analiza stanu rzeczy zmusiła do przyjrzenia się własnym argumentom. Ponownego wytarmoszenia własnych pomysłów na rynek i jeszcze mocniejszego upewnienia się, że postawione środki zostały zaangażowane na bazie możliwie pełnego zrozumienia własnych decyzji.

W takim układzie analiza czy komentarz niosący treści zupełnie skrajne staje się użyteczny rynkowo. Dlatego zachęcam Państwa do małego eksperymentu. Każdy ma analityka czy komentatora rynkowego, którego nie lubi lub nie szanuje. Spróbujcie wejść z jego opiniami w dyskusje. Sprzeczajcie się z jego wykresami, ale nie po to, żeby udowodnić racje publicznie, ale sprawdzić, jak bardzo jesteście pewni własnych opinii. Sądzę, że nagrodą za taką „dyskusję” będzie pełniejsze zrozumienie własnej postawy a analizy zmienią się z rekomendacji w propozycje. Kolejnym krokiem jest zwykle postawienie sobie pytania: co zrobię, jeśli to X ma rację? Stąd już tylko stopień do zarządzania ryzykiem i prób zabezpieczania się przed niekorzystnymi scenariuszami. W efekcie nawet najsłabsze treści stają się fundamentem do mocniejszego stania na własnych nogach.

[Głosów:1    Średnia:4/5]

25 Komentarzy

  1. Wojtek S.

    90% komentarzy giełdowych jest wypełnionych informacjami co zdrożało, co potaniało, co powiedział prezes EBC albo Fed. Jak tu dyskutować z faktami, które zresztą mogę przeczytać sam w tabeli notowań?
    Podawane są też zwykle dwa scenariusze rozwoju wydarzeń, więc jeśli nie zgadzamy się z jedną prognozą, to w odwodzie jest jeszcze druga. Któraś z nich na pewno się sprawdzi.
    Komentatorzy rynkowi (z chlubnym wyjątkiem pana S.Dębowskiego) brzydzą się też zamieszczaniem wykresu z prognozą. A przecież jeden obraz wart jest tysiąca słów. Tak więc osobiście nie mam lubię/nie lubię, po prostu nie czytam tego lania wody.

    1. astanczak (Post autora)

      @ szyms

      Na rynku są różne osoby o różnych potrzebach. Mamy takie, które pracują i są obecne na rynku w średnim terminie. Takim osobom nie jest potrzebny komentarz, co działo się na rynku o 12:06, ale jak ogólnie zachowuje się rynek i jakie są nastroje, nawet wśród komentatorów, bo nastroje komentatorów również pozwalają przemyśleć własne kroki. Komentarzy nie trzeba czytać, jak rekomendacji, ale w odniesieniu do własnych strategii. Można z pytaniem, czy na rynku dzieje się coś ważnego dla spółek, które X ma w portfelu. Do tego wystarczy przeczytanie jednego komentarza może dwóch dziennie. Dla takich osób analiza fal czy zniesień nie mają znaczenia – nie ma również znaczenia prognoza na trzy dni, bo interesują ją trendy.

      Konkretniej, mamy przykład PZU zapakowanej w obligacje. Skąd właściwie inwestor indywidualny ma się dowiedzieć o powiązaniu rynku długu z kursem PZU? Z serwisów rynkowych? Drogie, często trudno dostępne. Z prasy? Dajmy spokój – większość dziennikarzy nie jest wstanie przeprowadzić nawet banalnej analizy SWOT jakiejś spółki. Na GPW mamy 400 spółek i ludzie z biur jednak ich pilnują i śledzą, co się w nich dzieje, jak reaguje rynek, jak zachowują się dominujący akcjonariusze, jakie kroki podejmuje zarząd. Gdyby było inaczej, giełda nie miałaby przewagi nad gospodarką w prognozowaniu trendów gospodarczych. Zawsze powtarzam, że polski rynek jest już na tyle duży, że codzienne przeskanowanie 400 akcji przez 1 minutę dziennie oznacza poświęcenie całego dnia. Działy finansowe w gazetach nie mają zasobów ludzkich, żeby to zrobić. Biura maklerskie również ograniczone, więc dla części osób zainteresowanych rynkiem komentarz może być źródłem szybkiego zorientowania się w sytuacji rynkowej. Właśnie przeczytanie kilku komentarzy podnosi prawdopodobieństwo, że znajdzie się tam wskazówkę, na bazie której wyciągnie się własne wnioski.

      Szczerze mówiąc mi nie wypada tego mówić, ale naprawdę polskie biura maklerskie – en masse – wykonują sporo dobrej roboty dla rynku, jako takiego. Zawsze można postawić zarzut, że to marketing, ale marketingiem jest dziś wszystko, więc trzeba patrzeć nad tą oczywistością. Jak zaproponowałem, żeby bossa dawała w jednym pakiecie klientom prenumeratę Wall Street Journal, to też pojawiły się zarzuty, że to marketing, ale fakty są takie, że wymyślałem to na bazie własnego doświadczenia, co jest potrzebne do obecności na rynku. Myślę, że nie ma osoby, która nie ucieszyłaby się, że jej makler daje mu tak dobre źródło informacji, jak Wall Street Journal.

  2. astanczak (Post autora)

    @ Wojtek S.

    Zawsze jest pytanie o target group jakiegoś komentarza i dawkę slangu, jaką można zamieścić w 2000 znaków.

  3. szyms

    @astanczak

    Zgadza się tylko w takim momencie dla kogo pisane są takie prognozy/notki ? Przyznam, że chętnie bym zobaczył statystyki dla nich ponieważ ciężko mi sobie wyobrazić kto może to czytać w momencie gdy one nic za sobą nie niosą. Tak jak napisał Wojtek większość komentarzy giełdowych można by zastąpić jednym obrazkiem a każdemu kto na co dzień jest na rynku wystarczy spojrzenie na notowania. A z drugiej strony jakoś nie chce mi się wierzyć, że osoby nie związane z rynkiem czytają takie komentarze “dla przyjemności”. Więc tu pojawia się pytanie – kto czyta w ogóle takie komentarze skoro stanowią one zdecydowaną większość wpisów na stronach poświęconych rynkom ?

  4. Harry

    @ astanczak

    Naturalnie, że artykuł ma swoją target group. Problemem jest to, iż każdy newbie (lub rookie jak to mówią w USA), w momencie rozpoczynania swojej przygody z akcjami/towarami/walutami ma niewielką wiedzę na temat handlu – trochę jak dziecko, które uczy się pisać. Różnica jest taka, że w nauce zazwyczaj pomaga nam nauczyciel, który świetnie opanował ów wiedzę i wie jak ją przekazać! Natomiast na rynku tego nauczyciela brak, co skłania wszystkich beginners do podążania za czyimś głosem. Taka jest ludzka natura, że zazwyczaj łączymy się w grupy i idziemy za najsilniejszym/najmądrzejszym. W gruncie rzeczy mechanizm ten jest dość trywialny. Załóżmy, że stoimy na czerwonym świetle razem z paroma innymi osobami. Podchodzi jakiś menel, patrzy na światło i wchodzi na jezdnię. Ilu z nas podążyłoby za nim?? However, jeśli na jezdnię wejdzie dobrze ubrany człowiek, wyglądający na kogoś ważnego, wielu ludzi podświadomie uzna go za ‘lidera’ i podąży w jego ślady! W naturze skonfrontowanie umiejętności/siły jest dość proste, natomiast na rynku sytuacja jest inna. Bo niby w jaki sposób mamy to sprawdzić – są jakieś tabele pokazujące % trafnych opinii analityków w ciągu ostatniego roku?? Właśnie dlatego tak ważne jest krytyczne myślenie i sensowne kwestionowanie rzeczy wokół nas. W długim okresie czasu (zazwyczaj bardzo długim) powinno to prowadzić do rozwoju analitycznego myślenia i przełożyć się na konkretne profity. Przypomina to trochę schemat matematyki: pewne rzeczy musimy przyjąć za pewnik i na ich podstawie budujemy dalsze. Wbrew temu co myśli większość ludzi, matematyka nie polega na rozwiązywaniu równań, ale na rozwoju analitycznego myślenia, które powinno przełożyć się na inne dziedziny życia!

  5. pit65

    Generalizując każdy fakt można podać jednym zdaniem.
    Reszta jest interpretacją czyli czymś bezuzytecznym dla wszystkich innych prócz piszącego którego opisują nie fakt tylko właśnie piszącego.
    Sztuką jest odrzucanie ziarna od plew.
    Osobiście lubie raporty fundamentalne ponieważ raczej opisuja fakty liczbami a ich interpretacja w tych raportach jest marginalna /często jest to ostatni rozdział/ w porównaniu z AT , gdzie właściwie na 99% autorzy odkrywają swoją narcystyczną wiedzę magiczną i z rynkiem nie ma to wiele wspólnego.

    1. astanczak (Post autora)

      @ pit65

      > Generalizując każdy fakt można podać jednym zdaniem.

      Problem w tym, że na giełdzie idzie o coś innego – podjęcie decyzji. Sam fakt “wchodzę na rynek” niczego nie załatwia. Kluczem do liczb jest zawsze ich interpretacja. Prosty wskaźnik C/Z nieinterpretowany w kontekście jest pusty w treść rynkową. Dajmy na to zdanie “KGHM ma C/Z na poziomie 8” w różnych okresach znaczy różne rzeczy i wymusza inne strategie rynkowe.

  6. darkh

    @ Harry
    “W naturze skonfrontowanie umiejętności/siły jest dość proste, natomiast na rynku sytuacja jest inna. Bo niby w jaki sposób mamy to sprawdzić – są jakieś tabele pokazujące % trafnych opinii analityków w ciągu ostatniego roku??””

    SOOOOM !
    http://www.cxoadvisory.com/gurus/
    a kto zasadzil sie na koncu ? 😉

    1. trystero

      @ Darkh

      Ha, zamierzałem pisać właśnie o projekcie CXO.

      a kto zasadzil sie na koncu ?

      Tu jest zabawna sytuacja bo możesz przecież argumentować, że analityka z 20% skutecznością można efektywniej wykorzystać od tego z 55% skutecznością 🙂

  7. pit65

    Pewnie źle to ująłem, ale na pewno nie chciałem napiać ,że podejmujemy decyzje na podstawie jednego zdania, czy jednego CZ w jednym punkcie czasu.
    Raczej chciałem rzec ,że często gesto by się o tym dowiedzieć trzeba przebrnąć przez cały bezuzyteczny elaborat nawet jeżeli jest napisany na poziomie nagrody Nobla 🙂 , który nie jest niczym innym jak odą na cześć piszącego z różnych względów prestiżowych , zawodowych, pasji itp.
    Jedyna rzeczą na rynku wartą uwagi jest jedynie gdzie wejde i gdzie wyjdę i czy różnica będzie dodatnia. Wszystko inne to śmieć w tym kontekście zajmujący cenny czas choć w innym może być tynfa wart.
    Cała droga na rynku to w większośći selekcja negatywna by zostac sam na sam z esencją tego do czego się dąży i miło jest jak ktoś przerywa tę samotnośc konkretami , ale nie interpretacja opartą na konkretach lub co częścięj quasikonkretach bedących daleka pochodna konkretów ponieważ to pierwsze przybliża cel , a to drugie oddala.

  8. Klondike

    Ja natomiast zastanawiam się dlaczego w kontekście pracy analityka tak często mówi się o prognozowaniu i jego skuteczności w prognozowaniu. Faktycznie lubują się we wróżeniu ale czy to musi być jedyne podejście? Weźmy na przykład analityków sceny politycznej. Czy oni coś prognozują? Występując w telewizji, programach publicystycznych często jedynie przedstawiają bieżącą sytuację w innym świetle skłaniając odbiorcę do refekscji i oceny bieżących zjawisk z różnych perspektyw. Odbiorca, zwykły Kowalski oglądający telewizję przecież nie podejmuje w oparciu o opinie tych analityków jakichkolwiek decyzji.

    Dla mnie bez znaczenia jest czy analityk pokazuje wykres czy też nie. Jeśli cokolwiek prognozuje i to niby ma być istota jego analiz to od razu stawia odbiorcę moim zdaniem w roli niedojrzałego tradera, inwestora-amatora, który oczekuje wsparcia w postaci jednoznacznej wskazówki jak ma zachować się na rynku. Niedojrzałego w tym sensie, że nie dorobił się on strategii, która takie wskazówki powinna udzielać w postaci jednoznacznego sygnału.

  9. kathay

    2 ogólne uwagi:

    1/ Analizy 400 spółek można by zastąpić skanerami z jak najszerszą ilością filtrów fundamentalnych i technicznych. Typu: uszereguj wg. P/E (albo E/P jak używają quants dla ciągłości wykresów), pokaż wszystkie RGRy itp

    2/ Wbrew pozorom sam wykres z pokazaniem przewidywanego kierunku niewiele wnosi. Co najwyżej pokazuje aktualny BIAS analityka. IMO cenne są tylko te wykresy gdzie rysujący ma odwagę dodać jeszcze operację na ryzyku

  10. pit65

    Klondike

    Różnica chyba jest bo żaden analityk nie jest politykiem.
    Natomiast wielu większośc analityków na rynku jest zawiązana nie z rynkiem jako takim tylko z “politykami rynku” własna kieszenią.
    Ot i cała tajemnica…. no może niecała 🙂

  11. astanczak (Post autora)

    @ kathay

    Skanowanie wskaźników nie jest problemem, choć problemem jest wiarygodność danych do filtrowania. Problemem jest skanowanie zmiennych jakościowych, które mają wpływ na wycenę, jak np. ujawnione nowe kontrakty, które rzucają spółkami o małej kapitalizacji.

    @ Klondike

    > dlaczego w kontekście pracy analityka tak często mówi się o prognozowaniu i jego skuteczności w prognozowaniu.

    Oczekiwania większości.

    > Weźmy na przykład analityków sceny politycznej. Czy oni coś prognozują?

    Notorycznie i… bez wykresów 😉

  12. [bossa.pl] (Post autora)

    Przy okazji – już wolę analityków prognozujących rynki niż komentatorów politycznych moralizujących o polityce.

  13. darkh

    @ T.
    “Tu jest zabawna sytuacja bo możesz przecież argumentować, że analityka z 20% skutecznością można efektywniej wykorzystać od tego z 55% skutecznością”

    analityka tak, ale co sadzic o jego metodzie ? choc zawsze mozna napisac ze dziala na nizszym TF 😉

    @ Kathay
    poprosze kod na RGRa !

  14. deli deli

    Nagrody, moje ulubione posty i komentarze wprowadzają zielone ożywienie. Na przykład poniedziałek 21 stycznia, po południu. Long.

  15. Wojtek S.

    @Harry

    „Bo niby w jaki sposób mamy to sprawdzić – są jakieś tabele pokazujące % trafnych opinii analityków w ciągu ostatniego roku??”

    Kiedyś co tydzień streszczałem prognozy komentatorów i analityków giełdowych do prostego: wzrośnie, spadnie, boczny, nie mam pojęcia.
    Po przeczytaniu setek komentarzy, miałem przygnębiające wnioski. Zwykle 30-50% komentatorów w ogóle nie siliła się na żadną prognozę, tylko omawiali co wzrosło, co spadło, co powiedział jakiś tam ważniak. Ci trafiali do grupy “nie mam pojęcia” i z ich udziału proc. wyliczałem “wskaźnik niepewności”.
    W przypadku pozostałych, przy pewnym wysiłku intelektualnym, dało się wyłuskać z komentarzy jakąś prognozę. Prognozy uśredniałem i sporządzałem agregatowy wskaźnik nastrojów. Po wielu tygodniach takich analiz zauważyłem, że “analitycy idą z trendem”, to znaczy jeśli indeks spadał, to przyjmowali że będzie spadał w kolejnym tygodniu. Tymczasem rynek często zmieniał trend w prognozowanym tygodniu, więc zawsze wskaźnik miał poślizg w stosunku do wykresu giełdowego i przeważnie był w przeciwfazie. Wyglądało to mniej więcej tak:

    http://astromarket.blox.pl/2008/05/Prognozy-analitykow-gieldowych-5-9-maja.html

    “Zaczyna się tworzyć pewna prawidłowość: opóźnienie wskaźnika w stosunku do danych rzeczywistych, to znaczy podejście kontrariańskie do tego wskaźnika zaczyna mieć sens. Wskaźnik z prognoz analityków jest więc tak naprawdę antywskaźnikiem koniunktury giełdowej.”

  16. kathay

    @darkh
    Po raz nie wiem który, ale nadal z przyjemnością podpowiadam 🙂
    https://blogi.bossa.pl/2008/11/12/istotnosc-formacji-cenowych/

  17. kathay

    @ Adam
    > Problemem jest skanowanie zmiennych jakościowych, które mają wpływ na wycenę, jak np. ujawnione nowe kontrakty, które rzucają spółkami o małej kapitalizacji.

    Analityk powie ci zawsze to samo jeśli taki news wypłynie. I doda do tego swój ‘bias’. Najcenniejszy byłby jedynie taki analityk, który o takim kontrakcie napisze z wyprzedzeniem 🙂
    Nowy kontrakt w skanerze to również cenna informacja, którą można zakodować. Wówczas możesz wyświetlić sobie spółki z podobnego sektora, kapitalizacji itp za dowolny okres i sprawdzić jak kształtowały się kursy. Albo dodać do tego inny filtr wyświetlenia, np. kontrakt + P/E + P/BV + P/max52weeks i analityk nic mądrzejszego już nie powie. Zresztą nawet komentarze do pewnych charakterystycznych układów wskazań też można zakodować używając prawdopodobieństw. IMO to będzie kierunek w najbliższej przyszłości.

  18. astanczak (Post autora)

    @ Kathay

    Mam propozycję – zakoduj metodę Buffetta. Właściwie dostępna jest cała jego historia na rynku. Wiadomo, przy jakich poziomach wchodził, kiedy wychodził, jakie były wskaźniki i stan rynku, bo to przeszłość jest. To tylko jeden gość – musi dać się wpisać w algorytm. Później wróć i nam pokaż, jak powtórzyłeś jego ścieżkę 😉

  19. lesserwisser

    “poprosze kod na RGRa !”

    Ooo, wreszcie kolega Dekoder zadał pytanie jak się masz!

    No bo ja jestem ciekaw jak się da zakodować różne hybrydy RGRowe- z dwoma łepkami, z dwoma lub trzema ramionami po jednej stonie i inne popaprańce i wygibusiaki.

    No ale może się da, bo przecież mówią że co dwie głowy to nie jedna! 🙂

  20. tank

    @astanczak
    Znajomość rynkowej historii Buffetta nie musi oznaczać możliwości zakodowania jej w algorytm. Jego działania nie muszą być przecież powtarzalne czyli nie skrócisz kodu poprzez “if” (piszę to z poziomu człowieka, który kodowanie zakończył na metastocku). W ostateczności mogę sobie wyobrazić system, który jest dłuższy o linijkę niż długość wszystkich zakodowanych transakcji w danym czasie. Każda może być zawarta na minimalnie innych warunkach.

    1. astanczak (Post autora)

      @ tank

      > nie musi oznaczać możliwości zakodowania jej w algorytm.

      W sumie o to mi chodziło.

  21. xyz

    Ja tam się cieszę jak spada – bo tanio kupię.
    Cieszę się kiedy rośnie – bo drogo sprzedam.
    Kiedy stoi w miejscu – bo ja mogę sobie usiąść i wypić kawę.
    A magik nie jestem !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *