Zażenowały mnie nieco pewne wypowiedzi „specjalistów” od forexu i inwestowania przeczytane przy okazji komentarzy medialnych na temat sprawy biznesmena, który przepuścił 8 milionów złotych na platformie walutowej.
Uważam, że nie można tak po prostu przejść obok nich obojętnie. Obrazują bowiem moją tezę, która brzmi mniej więcej tak: takich mamy inwestorów jaki poziom tekstów rodzimych analityków i komentatorów. Nie wszystkich oczywiście, ale tych dwóch z tego tekstu na pewno:
Nie znam tych ludzi, nigdy nie miałem przyjemności spotkać, nie interesują mnie nawet nazwiska, nie mam do nich żadnych personalnych uprzedzeń. Moja krytyka dotyczy wyłącznie prezentowanych przez nich porad, ocen i faktów. Praktycy inwestowania zapewne sami odnajdą w w/w tekście stos mielizn, powielanych stereotypów i fałszywych diagnoz. Artykuł sprawia wrażenie „eksperckiego” i zapewne wielu czytelników złapie się na te gładkie frazesy, ale na tym forum takie dalekie od logiki stawianie sprawy nie przejdzie, nie ma przy tym za wiele wspólnego z praktyką.
Posłużę się kilkoma wyimkami z tekstu (kursywą poniżej), by uświadomić zdezorientowanej części Czytelników, co konkretnie tak mnie „zdruzgotało”.
Forex to gra, która nie ma nic wspólnego z inwestowaniem. To forma kasyna, w której podejmujemy zakład czy cena danej waluty lub towaru wzrośnie – mówi nam główny ekonomista portalu XXXX XXX XXXX. //celowo nie podaję nazw i nazwisk tylko je wypikowuję X-ami//
Przerażające, że mówi to ktoś tytułowany jako „główny ekonomista”. Zaniemówić powinni na te słowa importerzy i eksporterzy, co dzień rozliczający lub zabezpieczający tutaj swoje transakcje. Jak również inwestorzy oraz zarządzający funduszami, chroniący w przepływach międzynarodowych środki swoich klientów. Ale i spekulujący walutami, którzy tej płynności pozostałym dostarczają.
Ale dla mnie Forex to wyższy stopień ryzyka niż giełda. Potrzeba na nim większej wiedzy i umiejętności. Można stracić w ciągu kilku minut, nawet sekund – przestrzega XXXX XXXX.
Skoro mowa o ryzyku w sekundach i minutach to wspomnę jedynie flash crash w USA z 2010, który wyczyścił tylko z giełd amerykańskich 862 miliardy dolarów. Ryzyko to po części subiektywna miara, ale nie sposób przemilczeć obiektywnych statystyk, które obliczają stopień przeżycia inwestorów na giełdach w przedziale 80-90%.
Czy zarabia ktoś oprócz brokerów? Oczywiście. Według ankiety przeprowadzonej przez Komisję Nadzoru Finansowego, w Polsce jest to aż 18 proc. z kilkudziesięciu tysięcy graczy. XXX wątpi jednak w te liczby: – Niby jest to 18 proc., ale to była ankieta i wydaje mi się, że mogą to być odrobinę naciągane dane.
Mówienie o naciąganiu przez brokerów statystyk w raporcie dla KNF to delikatnie mówiąc nieporozumienie. Brokerzy muszą raportować do nadzoru twarde dane wszędzie tam gdzie są dostępne, a w tym wypadku nie ma z tym problemów.
Nasi rozmówcy podkreślają, że ze względu na regulacje i inną formułę, giełda jest po prostu bezpieczniejsza i bardziej racjonalna, łatwiejsza do przewidzenia.
Nie znam takich regulacji, które gwarantują giełdzie większe bezpieczeństwo, nie wiem nawet czego ? Czystości i braku manipulacji? Takie jak w nadal nie rozliczonej aferze 4-tego lutego na naszych kontraktach FW20 czy może na cudofixingach? Wiarygodności? Jak w aferze z pierwszym notowaniem Facebooka? Niezawodności notowań? Jak w niedawnej wpadce na 400 milionów USD w Knight Capital? Czy może nadzoru? Jak w przypadku afery WGI? Albo rzetelności brokerów? Jak choćby w upadłym REFCO na przykład? Nie pamiętam przypadków o podobnym kalibrze z rynku walutowego.
Giełda bardziej racjonalna? Żal mi nawet klawiatury żeby o tym dywagować… Nie mówiąc o tym, że to inwestorzy a nie giełdy stanowią o racjonalności zachowań.
Łatwiejsza do przewidzenia? Jeśli owi rozmówcy rzeczywiście są asami przewidywania giełdy to raczej ewenement niż reguła. I stanowczo przebijają wówczas choćby G. Sorosa, który od zawsze powtarza, że nie ma pojęcia co zrobi rynek, ale nie przeszkadza mu to zarabiać:
”The idea that you can actually predict what’s going to happen contradicts my way of looking at the market.”
W tym biznesie nie chodzi bowiem o przewidywanie.
Szczególnie, że na giełdzie ile mamy, tyle możemy zainwestować. Na Foreksie zaś występuje tzw. lewarowanie – czyli de facto często gramy na kredyt. – Do naszych pieniędzy w transakcji broker dorzuca od 10 nawet do 500 proc. kwoty – wskazuje XXX. Inwestując przykładowo tysiąc dolarów, możemy dokonać transakcji na 100 tysięcy dolarów.
Zabójczo prawdziwe. Czym zatem różni się inwestowanie w oparciu o depozyt na giełdowych kontraktach terminowych od tego na walutach forexowych? Albo sprzedaż krótka akcji, do której niemal wcale nie potrzeba gotówki?
Lewarowanie najłatwiej wytłumaczyć na analogii bankowej: – Działa to tak, jak byśmy poszli do banku z 1000 zł, wpłacili go i poprosili o pożyczkę 99 tysięcy, żeby potem grać nimi na giełdzie. Tyle, że oczywiście żaden bank na takie coś się nie zgodzi. Na Foreksie tej kontroli nie ma – wyjaśnia XXX. Oczywiście, całość strat na takiej transakcji należy do nas.
Po raz kolejny punkt za spostrzegawczość. Bohater artykułu zapewne nie słyszał nigdy u kupowanych na hipotekę nieruchomościach (na sprzedaż, handel, dzierżawę, wynajem, własne zasiedzenie), do których nie potrzeba było nawet złamanej złotówki czy dolara, a których ryzyko na wiele sposobów pozbawiło owych własności miliony ludzi na całym świecie.
Nie ma też znaczenia, czy gramy na rynku surowców, czy walut – ryzyko zawsze jest ogromne.
Dla porównania – spadki o 50-80% na rynku akcji czy wręcz bankructwa spółek giełdowych nie stanowią żadnego „ogromnego” ryzyka dla cytowanych panów. Która z walut czy surowiec zdołały kiedykolwiek zbankrutować?
Przez to nie ma chwili na przemyślenie decyzji. Giełda pod tym względem jest prostsza i bezpieczniejsza, działa w określonych godzinach. Daje czas na wytchnienie, zastanowienie się i ochłonięcie – dowodzi xxxx xxxxx. Po zamknięciu giełdy jest chwila na przeanalizowanie swoich ruchów, zaplanowania kolejnych. Na Foreksie tego po prostu nie ma.
Otwieram oczy szeroko ze zdziwienia i jedyne co przychodzi mi do głowy to dość znana, choć może nie do końca przyzwoita myśl: gdzie sprzedają tak dobry towar, pod wpływem którego można wyprodukować tego typu odkrycia ? Na forexie siedzę już 10 lat, nie spotkałem jeszcze nikogo kto narzekałby na 24 h handel, jeśli już to słyszałem o zaletach możliwości szybkiej reakcji na wydarzenia. Dla porównania „prostszy i bezpieczny” rynek giełdowy potrafi wyprodukować przez noc takie luki, po których brokerzy dzwonią z prośbą o uzupełnienie depozytu. Co gorsza – GPW zabrała niedawno inwestorom część czasu „na ochłonięcie” , wydłużając godziny pracy. Może ów skrócony czas na przemyślenie wpłynął na spadek obrotów?
Na Foreksie tego po prostu nie ma. Tak samo zresztą jak i informacji.
Jakiej informacji może brakować obu panom? Może tej niejawnej, tak popularnej na giełdzie, bo nic innego nie przychodzi mi do głowy…
O ile na giełdzie wiadomo, na czym często opierają się reakcje inwestorów – raporty spółek, informacje o inwestycjach i inne informacje – to na Foreksie panuje „szum informacyjny”, jak to określa XXX.
Im bardziej zagłębiam się w te „objawienia” tym bardziej ogarnia mnie przerażenie. Chciałoby się jakichś dowodów, statystyk, cytatów, na próżno… Więc ja przypomnę tylko, że 70% obrotu giełd amerykańskich robią dziś maszyny, algorytmy, które dość nonszalancko obchodzą się z informacjami ze spółek i innych. Po prostu je bezczelnie ignorują. Zupełnie jak kolejna część inwestorów zwana analitykami technicznymi. Żeby nie powiedzieć o pasywnych, miliardowych inwestycjach w produkty indeksowane czy w ETFy.
To jednak nie wszystkie wady Foreksa. Kolejną jest fakt, że to rynek zdecentralizowany, nie ma nad nim jednej instytucji kontrolnej.
Ja proponuję obu panom rozpocząć prosty biznes z taką wiedzą – zarządzania aktywami na forexie lub doradzania. Bardzo szybko i boleśnie się przekonają ile instytucji kontrolnych zapuka do ich drzwi…
W Polsce grać można głównie przez brokerów, rzadko jest bezpośredni dostęp do handlu z innym inwestorem. Tak naprawdę nigdy nie wiemy z kim zawieramy transakcje. Najczęściej z brokerem. A zarobek klienta to strata brokera – zaznacza XXX XXX.
Muszę zasmucić naszych bohaterów bo być może jeszcze tego nie wiedzą. Kupując akcje z tabeli na naszej giełdzie nigdy się nie dowiedzą od kogo! Sugeruję spróbować choć raz, żeby się o tym przekonać. Co gorsza – można w tych transakcjach trafić po drugiej stronie na animatora, który pracuje dla brokera, a wówczas , rzecz straszna, jego zysk będzie naszą stratą…
Przede wszystkim, od zdobycia niezbędnej wiedzy, którą można czerpać zarówno z internetu, jak i książek.
Nareszcie. Pierwsze i ostatnie zdanie wypowiedziane z sensem.
Niestety, wiedza ekonomiczno-finansowa to jedno, a Forex to drugie. Ponieważ opiera się on głównie na zakładach i gigantycznych pokładach emocji, na decyzje mamy ułamki sekund, a obracamy nierzadko o wiele większymi pieniędzmi, niż kiedykolwiek byśmy zarobili, granie na Foreksie wymaga naprawdę twardej psychiki. Jak mówi nam XXX XXXX, wedle wieści gminnej wielu dobrych graczy to byli wojskowi – bo mają wystarczająco dużo samodyscypliny.
Nie chcę się już czepiać pojedynczych fraz, każda kolejna tylko bardziej pogrąża w braku sensu. Odniosę się tylko do jednego – twardej psychiki.
Proszę zauważyć, że podczas całego tego wywiadu nie pada ani razu fakt najistotniejszy dla efektywności inwestowania – wypracowania swojej przewagi, czy to za pomocą odpowiedniej strategii posiadającej pozytywną wartość oczekiwaną, czy za pomocą pomysłu na jej zbudowanie (np. arbitraż ) albo choćby umiejętności, które w tym pomogą (tzw. alfa). To swoisty i trwały trend w naszych mediach, dostrzegany na szczęście i piętnowany przez praktyków inwestowania.
Co ma więc zapewnić owa „twarda psychika” ? To nie ona gra na parkiecie, nie ona tworzy idee i przewagi, nie ona podejmuje decyzje. Jest kompetencją wtórną, nie pierwotną.
XXX XXXX zaś wskazuje: – Ktoś, kto naprawdę chce zarabiać na Foreksie, musi patrzeć na to długoterminowo i bardzo uważać. Ważna jest tu konsekwentność, którą trudno utrzymać. Brak konsekwencji prowadzi do błędów, a te do strat. Dotyczy to nie tylko laików, ale i profesjonalistów – podkreśla analityk. Opanowanie, samodyscyplina, a przede wszystkim wyznaczenie sobie pewnej strategii, planu działania – elementy te mogą być na Foreksie o wiele ważniejsze, niż wiedza ekonomiczna.
Od lat pytam: po co komu silne nerwy i samodyscyplina jeśli NIE posiada najpierw przewagi ???!!! Co tak konsekwentnie powinien stosować jeśli najpierw tego czegoś nie powołał do życia???!!! Konsekwentne stosowanie metod niesprawdzonych, niezweryfikowanych, o których przewadze nie mamy pojęcia, może prowadzić tylko do jednego – tego co zrobił ów człowiek z 8 milionami. Bajanie o silnej psychice wygląda jak papuzie gderanie zasłyszanego zwrotu. Sam plan to nie wszystko. Plan i strategie większość grających i na forexie i na giełdzie opierają się na tym samym – czy to szczęśliwym trafie (ang. luck), zwodniczej intuicji (ang. discretion) lub analizie technicznej z krzywego zwierciadła. Na to nie pomoże żadne opanowanie i samodyscyplina. Pomijanie tego wszystkiego to zwykła mitomania i jazda po stereotypach.
Dobra, starczy. To najgorszy tekst jaki czytałem z udziałem „ekspertów”…
—-kat—


Dodaj komentarz