W poszukiwaniu ilościowych (statystycznych, kwantyfikowalnych) metod inwestycji w fundusze przerzuciłem ostatnio sporo literatury i pozwolę sobie zacytować jeszcze jedną, właśnie przeczytaną pracę naukową w tym temacie.

 

Tym razem cele mam dwa:

Pierwszy – chciałbym pokazać, że istnieje pewna przewaga w inwestowaniu w fundusze, które dopiero wchodzą na rynek.

Drugi – odniosę ową przewagę do naszego rynku w jednym, szczególnym aspekcie, ale to w jednym z kolejnych wpisów.

Praca jak zwykle leży w bibliotece elektronicznej SSRN, autorzy Aymen Karoui and Iwan Meier, tytuł oryginalny: „Performance and Characteristics of Mutual Fund Starts” (Wyniki i charakterystyka startujących funduszy inwestycyjnych).

Panowie przepuścili otóż przez szereg równań i modeli wyceny 828 świeżo otwartych funduszy amerykańskich za lata 1991-2005 i porównali rezultaty do 1374 istniejących już w tym okresie (64 fundusze w tym czasie zaprzestały działania).

Zanim pokażę kilka ciekawych wniosków z tej statystycznej roboty, chciałbym najpierw nawiązać do czegoś co w literaturze tematu nazywa się „efektem inkubacji” (będzie to ważne w owym drugim wpisie). Nie wiem jak wygląda to w Polsce i w jakiej skali (o ile już), ale w USA niemal 40% nowych funduszy, szczególnie w ramach dużych instytucji, wchodzi na rynek w dość specyficzny, choć uznałbym go za naturalny sposób (padają jednak głosy o nieetyczności tej praktyki). Otóż najpierw tworzy się w tzw. inkubatorze wiele portfeli, które działają na rynku jedynie wewnątrz firmy, na zasadzie próby, używając wyłącznie własnego kapitału. Po określonym czasie ten (lub te) o największym osiągniętym zysku wypuszcza się do sprzedaży i promocji. Pozostałe ulegają likwidacji i nie pozostaje po nich ślad. Zaburza to wprawdzie obraz całości choć nie wiem czy dla klientów ma to jakiekolwiek znaczenie, nie istnieje przy tym bowiem żaden rodzaj gwarancji, że fundusz (portfel), który wygrał, będzie najlepszy w przyszłości.

Autorzy wykryli jednak, że zyski nowo otwartych 828 funduszy akcyjnych (w tym inkubowanych) przewyższają rezultaty tych obecnych już na rynku, a więc teoretycznie zakup właśnie nowo emitowanych jednostek miałby sens. Przewaga wynosi średnio 0,12% miesięcznie w ciągu pierwszych 3 lat istnienia, już po odliczeniu opłat i kosztów. Nie chodzi jednak o zwykłą stopę zwrotu lecz wspomniane poprzednio alfa czyli rzeczywistą przewagę na rynku po oczyszczeniu zysków z czynników wynikających z szans oferowanych przez giełdowe anomalie i po odjęciu stopy wolnej ryzyka (1-miesięczne bony skarbowe). Jednak pomimo tej przewagi istnieje pewien charakterystyczny schemat: po pierwszym roku część z tych najlepszych start-upów spada z czoła rankingów na ich koniec. Rozpoznanie ich z wyprzedzeniem nie jest możliwe więc de facto najbardziej praktyczny wymiar tej przewagi ma miejsce w pierwszym roku. Zyski pozostałych, które utrzymują się na topie, mają tendencję do krótkoterminowej kontynuacji i podciągają średni, łączny profit trzyletni całego sektora beniaminków w górę.

Takie pozytywne dla inwestorów rezultaty mają swoje sprecyzowane źródła, które ujawniają się podczas testów ryzyka. Oto bowiem ten szczególny objaw statystycznej dominacji nie leży wcale w niespodziewanych i dotąd nieodkrytych umiejętnościach zarządzających lecz w określonych czynnikach, które można spisać w taką oto listę:

– kupowanie małych spółek, których wzrosty są zwykle dynamiczniejsze

– większa ilość transakcji czyli większa aktywność zarządzających

– mała ilość spółek w portfelu czyli duża koncentracja i niewielka dywersyfikacja

– wystawianie się na wyższe ryzyko (wyższa zmienność)

– posiadanie spółek o niżej płynności

– dążenie zarządzających do wykazania się solidnymi wynikami a w rezultacie sięgnięcie po awans i bonusy.

Z biegiem czasu rynek zaczyna dostrzegać ich krótkoterminowe, ponadprzeciętne rezultaty i za tym rosną wpływy gotówki do owych nowicjuszy. To okres dojrzewania, spadku efektywności, rozrostu ilości posiadanych spółek i wyrównywania dokonań do średniej rynkowej. Wszystkie te wnioski wydają się być dość oczywiste i zgodne z pewnym naturalnym rytmem, którego możemy się spodziewać choć nie posiadaliśmy dowodów.

Istnienie tego rodzaju nieefektywności może być więc sposobem poprawienia zyskowności inwestycji w fundusze. Nie wiem jak owa przewaga kształtuje się na naszym rynku, skoro jednak część udziałowców naszych funduszy to instytucje światowe więc pewne procesy mają szanse powtarzać się. Tym bardziej, że istnieje szereg prac dokumentujących podobny efekt w przypadku rynków niemal wszystkich krajów świata.

***

Moja ostatnia aktywność i wpisy sięgają do rynku funduszy inwestycyjnych. Jest dostępnych szereg fascynujących prac, które podrzucają ogrom statystyk mogących pomóc zweryfikować wiele stereotypów i mitów w tym temacie a przy okazji umożliwić efektywniejsze inwestycje, obarczone mniejszą ilością błędów. Powód tego zainteresowania tkwi jednak w czymś więcej. Oto bowiem w piątek ruszyła bossowa platforma bezprowizyjnej sprzedaży jednostek funduszy inwestycyjnych -> bossafund.pl , gdzie do tekstów edukacyjnych dołożyłem także swoją cegiełkę.

—Kat—

[Głosów:0    Średnia:0/5]

3 Komentarzy

  1. Bartolomeush

    Kat – link platformy podałeś niepoprawny.

    @ temat notki
    ciekawe co na to prof. Rybiński i jego Eurogeddon :d

  2. mwojciechowski

    @Bartolomeush
    Dzięki – poprawione.

  3. maksiu

    “Nie wiem jak owa przewaga kształtuje się na naszym rynku”

    Na jakiejś konferencji człowiek z Analiz przekonywał, że kształtuje się tak samo. Kupować nowe fundusze, sprzedawać stare. I on to chyba liczył dla stóp zwrotu, a nie tylko alfy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *