Gdyby nie było złotej afery …

… trzeba by ją wymyślić. Kilka słów o braku pewnych elementów logicznych w sprawie Amber Gold i jak temu zaradzić.

 

Przysłuchiwałem się w czwartek do południa raportom członków Rządu przedstawianym Sejmowi. I zdaje się poczułem już przesyt „złotą aferą” więc obiecuję zakończyć tym wpisem rozkładanie jej na czynniki pierwsze. Interesowała mnie głównie z punktu widzenia inżynierii inwestycyjnej, ale tej jak się okazuje wymyślono tam najmniej, bo nie był nią zwykły, chamski wałek, w konstrukcji którego wymiar sprawiedliwości swoją opieszałością tak wydatnie pomógł.

Balon z parabankami rósł od lat i kiedyś musiał zostać przekłuty. Właśnie po to by przynajmniej masy ciułaczy przeszły szybką lekcję edukacji, prawo (oby) zostało poprawione a trzecia władza poczuła higieniczny odstrzał i mały remont. Szybszy obieg informacji między sądami, mocniejszy nadzór ze strony Prokuratura Generalnego i reorganizacja najniższych szczebli prokuratury są jednak tak samo potrzebne i konieczne jak minimalne choćby doszkolenie z działań rynków, które w tej dekadzie przejęły dominację nad wieloma rozwiniętymi demokracjami i nawet pracownicy sfery finansowej mają problemy ze zrozumieniem wielu innowacji.

Prokurator Seremet zapewnia o szkoleniach prokuratorów w ramach współpracy z KNF, w tym online, zdaje się jednak niezbyt pilnie odbywanych. Chyba faktycznie lepszym pomysłem byłoby zasygnalizowane przez Oberprokuratora utworzenie dla spraw trudniejszych osobnej komórki złożonej ze specjalistów od rynków i biznesu. Jednym z nielicznych pozytywów jaki usłyszałem była również propozycja poszerzenia kompetencji KNF, tak by mógł wobec parabanków wykonywać przynajmniej czynności sprawdzające skoro nie może nadzorować.

Najsłynniejszy ostatnio artykuł – 171 „Prawa bankowego” – przewiduje penalizację podmiotów, które zbierają kasę by „obciążyć ją ryzykiem”. Kto potrafi bez cienia wątpliwości wyjaśnić termin „obciążania ryzykiem” ??? Ja mniej więcej się domyślam co miał na myśli ustawodawca, ale w niuansach przyznam mogę polec. Prokuratura poległa na tym zanim jeszcze zaczęła cokolwiek sprawdzać. Otóż samo zbieranie gotówki nie jest żadnym przestępstwem, natomiast puszczenie jej w obieg w jakikolwiek sposób łamie zakaz. Można więc zebrać kasę na wspólne wyjście na piwo, ale czy już choćby włożenie jej na lokatę trzeba by uznać za nielegalne? A niech np. przyjdzie słynny i tak oczekiwany Eurogedon i bank nie wypłaci nic? Albo bank skończy jak Lehman Bros.? O ryzyku powstało dziesiątki książek i można by snuć wielokrotnie złożone historie na temat tego jak jeszcze należałoby owo ryzyko w tej sprawie traktować skoro sprawia urzędnikom tyle kłopotów w interpretacji, ale ja z przyjemnością zapytałbym o to sam KNF. Żeby to zrobić trzeba jednak podać realną sytuację (stan faktyczny), albo dla pełnego obrazu – dziesiątki historii, KNF nie wydaje bowiem katalogów działań niedozwolonych, co najwyżej interpretuje istniejące przepisy. Może ktoś z dziennikarzy będzie chciał zająć się tematem szerzej?

Skoro poza zebraniem gotówki (a może i innych aktywów, np.  świadectw udziałowych?) nie można zrobić z nią dalej kompletnie nic, a z pewnością kupować złota czy cokolwiek złotopodobnego, to mamy sytuację prostą jak drut, którą zrozumie zapewne przeciętnie rozgarnięty homo sapiens. Czego więc nie zrozumiała pani prokurator z Gdańska-Wrzeszcz? Tym bardziej, że jak twierdzi prok. Seremet nie ma żadnych problemów w wymiarze sprawiedliwości z interpretację artykułu 171 ! Już słysząc słowa typu „zamieniam wpłaty na coś tam”, „inwestuję wpłacone pieniądze w złoto” czy podobne, prowadząca sprawę powinna  ją w pięć minut rozstrzygnąć !

Na marginesie – śledztwo w tej sprawie na poziomie wspomnianej prokuratury rejonowej nadaje się na całkiem solidną komedię, których naszej kinematografii bardzo ostatnio brakuje. Prowadząca śledztwo prokurator, która tak zawzięcie umarzała tę sprawę, zabroniła policjantom sprawdzanie Ambera od środka, a samego Marcina P. wzywała na jedynego świadka i tylko na podstawie jego oświadczeń, bez weryfikacji jakichkolwiek dokumentów, podejmowała decyzje. Oczami wyobraźni widzę scenę, w której uprzejmie go pyta czy czasem nie prowadzi piramidy albo jakiegoś innego oszustwa a on w uniesieniu daje solenne słowo honoru, że nie. Serio jednak – w grę mogło wchodzić wiele motywów, od gratyfikacji w formie biletów NBP, przez szantaż, nieformalne układy towarzyskie, wyrazy wdzięczności po banalną pomyłkę czy błąd, bez poznania faktów sami wpadamy jednak w błąd oceny. Skoro jednak nadzór hierarchiczny tam nie działa to tym bardziej staję się gorliwym zwolennikiem nieograniczonego dostępu do informacji z przebiegu postępowań.

Nawet jednak bez obciążania ryzykiem piramidę można zbudować. Nie jest w żadnym razie zabronione przyjmowanie wpłat, które wystarczy złożyć w bezczynnym depozycie, a potem wypłacać ich posiadaczom cykliczne odsetki. Potrzeba tylko na start trochę kapitału, z którego w pierwszym okresie te odsetki płacimy aby zbudować „renomę”. Kiedy zbierzemy już kilka milionów, które z dużą nawiązką pokryją nam owe „koszty”, pakujemy szmal do walizek i w drogę. Żeby jednak uwiarygodnić biznes (filantropia bowiem nie może być uznana za działalność gospodarczą) udzielamy drobnych pożyczek z tego naszego własnego kapitału lub robimy cokolwiek innego mającego pozory zarobkowania. W jednej z kontrolowanych firm tego typu ciężko było ustalić, czy pożyczki były udzielane z kapitałów własnych czy przyjętych w depozyt, nie prowadzono przecież ewidencji numerów banknotów deponowanych i pożyczanych.

Kilka z firm widniejących na liście ostrzeżeń w KNF nie kryje, że powierzane środki w jakiś sposób lokuje, a więc przyznaje się do „obciążania ryzykiem”. Bezsprzecznie więc prowadzi działalność nielegalną. Praktycznie rzecz biorąc powinni tam już siedzieć prokuratorzy w towarzystwie policji, zresztą w pozostałych również (celem sprawdzenia „ryzyka”). To jednak nie rozwiązuje problemu WSZYSTKICH firm w Polsce, które zajmują się tym procederem, a po prostu nie ma ich jeszcze z różnych względów na liście ostrzeżeń, która jest jedynie dobrowolnym a nie obowiązkowym zadaniem KNF. Nawet przeszukując co jakiś czas internet, a wątpliwe, że to robi, bo i nie musi, nadzór nie wyłapie wszystkich potencjalnie nielegalnych biznesów tego rodzaju. Prokuratura i sądy również nie. Policja działając w terenie zrobi to szybciej. Dlaczego więc te biznesy kwitną latami? O ile jednak ktokolwiek czuje obywatelski obowiązek pomocy potencjalnie nieświadomym klientom tych firm, zawsze może wysłać zapytanie do KNF.

Z tego co czytałem przewodniczący KNF rozumuje w ten sam sposób jak ja kilkanaście dni temu tutaj w komentarzach 🙂 Zamiast bowiem tworzenia tej ułomnej bazy ostrzeżeń, dużo logiczniejszą, prostszą i nie budzącą wątpliwości formą badania legalności przez klientów jest przeszukanie bazy firm nadzorowanych, która ponoć na bieżąco aktualizowana wisi na stronie KNF. Brak w niej sprawdzanej firmy = brak nadzoru, gwarancji i najprawdopodobniej legalności.

Jak daleka od doskonałości jest lista ostrzeżeń świadczy przykład wpisanego tam biznesu pod nazwą „Alkor Trade”, który znamy doskonale ze sprzedawanych od lat sygnałów systemów transakcyjnych. Taka działalność jest zabroniona, wydawanie płatnych rekomendacji nawet robionych komputerowo wymaga stosownych licencji, co osobiście sprawdzałem w nadzorze. A mimo to KNF od lat pobłażało Alkor Trade. Dopiero niedawno wpisano ją na listę, ale pod zupełnie innym, nietrafionym zarzutem.

Wymiar sprawiedliwości jako niezależne państwo w państwie w zasadzie podlega jedynie kontroli wzajemnej (Rady branżowe lub hierarchia służbowa). Ja również nie chciałbym aby kontrolą zajęli się na powrót politycy, a szczególnie tak miernego formatu jak ci ze 170-ciu zadających w czwartek po południu nierzadko żenujące pytania. Bardziej mi żal, że wyginęli dziennikarze śledczy, którzy potrafili przecież niejednokrotnie obnażyć ułomność trzech pozostałych władz.

—Kat—-

[Głosów:0    Średnia:0/5]

56 Komentarzy

  1. Lucek

    Less, Ty tak poważnie o tym , że “syn premiera jest jakoś uwikłany w sprawę” [w domyśle oszustwo Amber Gold]?
    Nie wiedziałem, że z Ciebie taki sam wesołek jak Terlikowski 🙂

  2. lesserwisser

    Lucek a nie znasz tej historii o człowieku, którego pobito i okradziono a w protokole milicyjnym napisano, że był zamieszany w napad rabunkowy?.

  3. GZalewski

    prokurator dusza człowiek
    http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/czesc-rady-trzymala-sie-za-brzuchy-to-bylo-kuriozalne,277695.html

  4. pit65

    ZAłożę sie ,że większość z szanownego gremium odwołującego postępowałaby prawie podobnie i głosując dziękowali Opatrzności ,że Prezes AB nie umiejscowił się w ich terenie działania.
    A powinni podziękować PAni Prokurator , jak klarownie pokazała czego mają się teraz wystrzegać by nie zaliczyć podpadziochy.
    Teraz po fakcie skoro prawo było martwe i nieruchawe wkracza oczywiście sprawiedliwośĆ społeczna w tej machinie biurokratycznej zgodnie, z którą trzeba odstrzelić tzw. kozła ofiarnego .
    I po sprawie.
    A Marcinek za jakis czas znów otworzy sobie jakiś przytułek do robienia forsy.

  5. GZalewski

    wiesz to jest pochodna naszego systemu edukacji, dzialania w wielu korporacjach itp – nie możesz czegoś nie wiedziec. Masz sprawiacv pozory że wiesz, zwlaszcza jesli jestes na jakims stanowisku – bo przeciez na tym polega autorytet.

    1. trystero

      @ GZalewski

      dzialania w wielu korporacjach itp – nie możesz czegoś nie wiedziec. Masz sprawiacv pozory że wiesz, zwlaszcza jesli jestes na jakims stanowisku – bo przeciez na tym polega autorytet.

      Ten sam problem widzę czasem w blogosferze 🙂 Tutaj też przyznanie się, że czegoś nie wiesz z jakiegoś powodu traktowane jest jak wyraz słabości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *