Gdyby każdy dorosły obywatel dał „piątaka” to zebrałoby się około 155 milionów złotych. Tego rodzaju pomysły nazywam ekonomią z piaskownicy, bo właśnie na takie banalne i logiczne rozwiązania, wpadają dzieciaki w wieku wczesnoszkolnym. Przynajmniej wpadały za czasów mojej młodości. Teraz są komputery, matma na maturze więc pewnie jest inaczej.
155 milionów złotych to kwota nie mała. Szczególnie jeśli porównamy ją z kwotą zebraną w tym roku dzięki aktywności fotoradarów na naszych drogach. Otóż według Dziennika Gazety Prawnej fotoradary zarobiły w tym roku 7 milionów złotych.
I nie byłoby w tej informacji nic specjalnie szczególnego. W końcu przecież to chyba dobrze, że kierowcy zaczęli wreszcie jeździć z dopuszczalną prędkością (przynajmniej tam gdzie są fotoradary). Efekt został osiągnięty.
Ale okazuje się, że nie. Wygląda na to, że radary nie miały na celu poprawy jakości i bezpieczeństwa ruchu drogowego. Miały być inwestycją i zarabiać kasę.
Co więcej ta kasa miała zasilić budżet. Założono bowiem, że wpływy z fotoradarów w bieżącym roku wyniosą 1,2 mld złotych, czyli dużo, dużo więcej, niż dotychczas zebrano.
Ot taka niewielka różnica.
I właściwie nie wiadomo teraz, czy taki kierowca jeżdżący zgodnie z przepisami, to przypadkiem nie robi źle budżetowi własnego kraju. Bo zamiast go zasilać, to właściwie okrada.


Dodaj komentarz