Grzeczny kierowca to smutny minister

Gdyby każdy dorosły obywatel dał „piątaka” to zebrałoby się około 155 milionów złotych. Tego rodzaju pomysły nazywam ekonomią z piaskownicy, bo właśnie na takie banalne i logiczne rozwiązania, wpadają dzieciaki w wieku wczesnoszkolnym. Przynajmniej wpadały za czasów mojej młodości. Teraz są komputery, matma na maturze więc pewnie jest inaczej.

155 milionów złotych to kwota nie mała. Szczególnie jeśli porównamy ją z kwotą zebraną w tym roku dzięki aktywności fotoradarów na naszych drogach. Otóż według Dziennika Gazety Prawnej fotoradary zarobiły w tym roku 7 milionów złotych.

I nie byłoby w tej informacji nic specjalnie szczególnego. W końcu przecież to chyba dobrze, że kierowcy zaczęli wreszcie jeździć z dopuszczalną prędkością (przynajmniej tam gdzie są fotoradary). Efekt został osiągnięty.

Ale okazuje się, że nie. Wygląda na to, że radary nie miały na celu poprawy jakości i bezpieczeństwa ruchu drogowego. Miały być inwestycją i zarabiać kasę.

Co więcej ta kasa miała zasilić budżet. Założono bowiem, że wpływy z fotoradarów w bieżącym roku wyniosą 1,2 mld złotych, czyli dużo, dużo więcej, niż dotychczas zebrano.

Ot taka niewielka różnica.

I właściwie nie wiadomo teraz, czy taki kierowca jeżdżący zgodnie z przepisami, to przypadkiem nie robi źle budżetowi własnego kraju. Bo zamiast go zasilać, to właściwie okrada.

 

źrodło.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

14 Komentarzy

  1. kajet

    To jest info z kwietnia – o tych 7 milionach. Tyle udało się wyegzekwować (lub wystawić mandatów – niechlujstwo dziennikarskie nie pozwala tego stwierdzić z pewnością) przez niecałe 4 miesiące w odniesieniu do wykroczeń popełnionych od początku roku. A od wykroczenia do mandatu (tym bardziej do jego zapłaty) długa i wyboista droga – trzeba przetworzyć zdjęcie, wezwać delikwenta do wyjaśnienia, kto prowadził (bo samo zdjęcie nie jest postawą do wystawienia mandatu), itp.

    Nie rozumiem też, dlaczego kasy oczekiwał Rostowski – sądziłem, że fotoradary zarabiają dla gmin. I faktycznie, znana jest praktyka gmin polegająca na stawianiu fotoradaru w miejscu, w którym można bezpiecznie jechać szybko, a nie w miejscu, w którym powinno się zwolnić. Ale czy na tym zarabiają, tak jak by chciały – na podstawie tej liczby trudno powiedzieć.

  2. kajet

    OK, chodzi o wystawione mandaty, a nie wpływy – dziennikarzom zwracam honor.

  3. gzalewski (Post autora)

    Tam z tekstu wynika, że jeszcze 50 mln jest w “trakcie, co wiele nie zmienia.
    Ale mi chodzi raczej o absurd tego zalozenia przyjmujacego, ze kierowcy są debilami i się nie uczą.

  4. Bebok

    mnie dwa lata temu zrobił zdjęcie fotoradar, ale do dziś nie przyszedł mandat. Widocznie kolejka była na tyle duża, że aż wypadłem.

  5. miśYogi

    nie dość że nie dostają mandatów to jeżdżąc wolniej ich pojazdy spalają mniej paliwa i z większych wpływów akcyzy i VAT też kicha. biednemu (Rostowskiemu) to wiatr zawsze w oczy…
    😉

  6. lesserwisser

    Najważniejsze jest to, że dzięki wirtualnej kwocie 1,2 mld zł
    pobrań z fotek zapiął się budżet i nie został przekroczony dopuszczalny limit zadłużenia. O to chodziło.

    I gra muzyka, choć wcale nic nie gra. No, taki ppp – popaprany polski paradoks.

  7. Lucky

    Jay Leno ma pomysl co zrobic z kamerami:
    http://www.youtube.com/watch?v=y0XtNGuijqc 1:40

  8. kajet

    @less Liczy się faktyczny limit zadłużenia, a nie zabudżetowany. Dotyczy to ustawowego progu “ostrożnościowego” 55%. Przepis ustawy o finansach publicznych zaczyna działać, gdy dług na koniec roku przekroczy dany procent.

  9. lesserwisser

    @ kajet

    Wiem, ale najpierw trzeba przyjąć prowizorium budżetowe bo inaczej rząd bu upadł, a krwiożercza opozycja liczy ile jest długu i patrzy na ręce (szczególnie na wydatki) i to nagłaśnia. Należy więc znależć wirtualne przychody by był margines bezpieczeństwa.

    Jak kiedyś czytałem jakie kuglarstawa w założeniach budżetowych wyczyniają zarzady miast, by uniknać zarzadu komisarycznego to aż się wierzyć nie chce. Wrocław podobno najbardziej zadłuzony jest, a Warszawa też robi bokami. Podobno nawet uwzględnia się w przychodach pozycję podatki od miejskich parków. Sami od siebie pobierają czy co?

  10. Arti

    Ja też się narażam MF, bo nie palę i nie piję, więc nie wpływa akcyza od papierosów i alkoholu.

  11. Piętaszek

    “Podobno nawet uwzględnia się w przychodach pozycję podatki od miejskich parków. Sami od siebie pobierają czy co?”

    Skoro limit zadłużenia ustala się jako proporcję długu do przychodów to taka operacja poprawia wskaźnik. Pod warunkiem oczywiście, że miasto sobie zapłaci.

  12. Mierzwik

    A ja ostatnio dostałem pismo z Inspektoratu Transportu Drogowego (to ci od fotoradarów). “W związku z przyznaniem się przez Pana do tego, że (…) przekroczył dopuszczalną prędkość o 23 km/h (…) uznając, że wystarczające do wdrożenia Pana do poszanowania prawa będą środki oddziaływania wychowawczego (…) postanawiam zastosować wobec Pana POUCZENIE (…), że dopuszczalna prędkość pojazdu na obszarze zabudowanym wynosi 50 km/h. (…)”. Może to jakaś nowa praktyka? 🙂

  13. GZalewski

    no to juz prawie zamach stanu jest

  14. GZalewski

    http://forsal.pl/artykuly/633439,automatyczny_system_nadzoru_nad_ruchem_polowanie_na_pieniadze_kierowcow.html

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *