Live trading – blaski i cienie

Dyskutowania o najtrudniejszych nawet kwestiach, w tym zysków i strat celebrytów tradingu, nie powinniśmy się krępować. Sięgam więc do owego tematu w niniejszym wpisie, za kontekst przyjmując opisywane dopiero co wykłady inwestowania na żywo (live trading).

 

Pojawiło się bowiem pytanie: czy tego typu „pokazy” powinny być poparte ewidencją zysków ze strony prowadzącego?

Podobny problem pojawił się już wcześniej, gdy wywoływałem kwestię umiejętności zarabiania przez autorów książek, poradników czy artykułów z giełdowej branży. I podobnie jak wówczas odwołam się do identycznej niemal konkluzji, tyle że nadam jej nieco więcej subtelnych odcieni.

Oczywiście idealną sytuacją będzie ta gdzie pokazujący zgromadzonemu audytorium swoje transakcje w czasie rzeczywistym może podeprzeć swoją wiarygodność długoterminowym zestawieniem zyskownych transakcji na realnym rachunku brokerskim. Jednak bagaż niuansów, jaki się z taką sytuacją wiąże, wręcz domaga się zachowania pewnej dozy racjonalnego myślenia i zastąpienia pytań typu: „czy ma prawo? czy rzeczywiście potrafi? czy jest wiarygodny?” zapytaniami w rodzaju: „ile w tym rzeczywistej wartości/przewagi i jak można to sprawdzić?”. A więc kwestię podmiotu zastępujemy dużo ważniejszą i prostszą do zweryfikowania kwestią przedmiotu czyli tego CO zostaje podczas takiego seminarium pokazane i wytłumaczone.

Dlaczego? Nadal wątpiącym w taki tok rozumowania pokrótce postaram się wyjaśnić.

Żaden z prowadzących tego typu warsztaty nie wchodzi na salę z plikiem audytowanych wydruków transakcji, podbitych jeszcze stosowanymi pieczątkami urzędowymi. Obie strony spotykają się na sali w oparciu o zaufanie pewnego stopnia, oparte na dostępnych publikacjach i dokonaniach wykładowcy, jego pomysłach prezentowanych przy przeróżnych okazjach, a czasem również publicznie dostępnych choć fragmentarycznych wynikach (konkursy, zarządzanie funduszami, newslettery itp).

Generalnie kwestia wiarygodnych wyników to problem nieco bardziej złożony niż podpowiada prosta logika. Części z nich nie sposób udowodnić ani audytować – trading w ramach wykonywanych obowiązków w instytucjonalnym dealing roomie, banku, prop desku czy nawet funduszu łączy się do pewnego stopnia z utajnieniem dokonań lub niemożliwością ich udokumentowania. Współzarządzanie funduszem rozkłada dokonania na wiele głów i nie zawsze uda się powiązać wynik funduszu z konkretną osobą. Zyski na prywatnych rachunkach niekoniecznie dokumentują całość historii inwestycyjnej, a brokerzy nie zajmują się ich autoryzacją, skopiowanie wyciągu z transakcjami nie musi być tożsame z wykazaniem wszystkich operacji na wszystkich aktywach czy ich prawdziwością w ogóle (amerykańska NFA ma z tym pełno roboty). Tak można by mnożyć.

Dostając więc do ręki cokolwiek, nie będziemy w stanie złożyć z tego prawdziwego obrazu. Nawet jeśli się to uda to nigdy nie będzie pewności, ile w owym wyniku losowości, szczęścia czy umiejętności i ile rzeczywistego udziału metody, którą nam się proponuje. Skoro więc ta droga wydaje się zawodna (choć nie wykluczona) to przestaje być wyznacznikiem, weryfikatorem czy dowodem w sprawie.

Co pozostaje jeśli po dżentelmeńsku przemilczymy pieniądze? Po części mozolnie budowany wizerunek, realne a nie pozorne rekomendacje innych, solidne a nie pokrętnie wytworzone materiały (w tym reklamowe), jakikolwiek ‘track record’ budowany w czasie rzeczywistym, czy też, a może przede wszystkim, opinie innych uczestników takich wykładów. Można mieć tupet i wiele odwagi żeby wyjść do widowni z „cudownymi”, tyle że pozbawionymi sensu i przewagi metodami, ale to za mało gdyż prędzej czy później pojawią się pośród audytorium spece, którzy odkryją wartość prezentowanego materiału i wypuszczą swoje opinie choćby do sieci. W całym tym łańcuchu wizerunkowym tak naprawdę liczy się więc jedno jako cenzurka: przekazywane treści w tym bezpośrednim kontakcie i podczas dokonywanych na żywo transakcji.

Nie chciałbym zostać obrońcą tej sprawy, sam widziałem zresztą z bliska wiele dmuchanego pustosłowia i hohsztaplerstwa. Nie zawsze można połączyć to ze złymi intencjami, które od sasa do lasa dałoby się ułożyć w długą listę. Ktoś rzeczywiście może robić zwykły skok na kasę naiwnych, ale nie zaczynajmy jednak od tego wszystkich ocen. Jednodniowy czy jednogodzinny wykład wcale nie musi skończyć się zyskiem, nie istnieją 100% metody zarabiania na jednokierunkowych transakcjach w tak krótkim czasie, szczególnie gdy rynek jest trudny. Nie powinno to przesłaniać listy potencjalnie pozytywnych motywów, wśród których jest wspomniana wyżej budowa wizerunku, szacunku, własnej wartości, realizacji powołania albo pasji czy choćby tak banalnych jak zaistnienie, poinformowanie o sobie świata.

Wspomniany dopiero co Birger Schäfermeier wyznał na przykład, że jego seminaria to spłata długu za to, że ktoś kiedyś jego wszystkiego nauczył. Ja widzę w tym co robi wiele pozytywnych przejawów i zapożyczeń, o czym więcej wkrótce, natomiast w kontekście omawianej kwestii zwrócę uwagę na 2 z nich: po pierwsze – budowanie historii transakcji na żywo (choć nadal nie wiemy jak wygląda całość jego historii zysków i strat), po drugie – przekazywanie części profitów powstałych podczas wykładu jego uczestnikom.

Tym samym sięgnął do tego co robi Larry Williams. Może i jest to swego rodzaju pop-trading, ale Williams podchodzi do sprawy profesjonalnie. Znamy jego wyniki w Mistrzostwach Robbins Trading Cup a on sam dodatkowo pokazuje swoje roczne zestawienia zysków i strat. Można się tym zachwycać, ale trzeba pamiętać, że nie spełnia to warunków pełnej weryfikacji, wspomnianej na początku. Jednak 3 lub 5. dniowe seminaria z live tradingu na jego farmie to prawdziwa, zawodowa fiesta, w większości wypadków zakończona zyskami, dzielonymi pomiędzy słuchaczami.

Pozostawiłem na koniec jeszcze jeden aspekt. Dużo łatwiej omamić mało doświadczone tłumy jeśli podaje się im subiektywne treści i metody, czyli takie, których ani nie zweryfikujemy sami w pełni, ani nie będziemy potrafili wydobyć, przyswoić czy zreplikować, oparte często na intuicji, instynkcie, hermetycznej albo złożonej czy niedostępnej wiedzy. To akurat prosto wywnioskować, ale trudniej zdeprecjonować czy po fakcie reklamować jako nie do końca użyteczne. Dostajemy przecież obiecaną dawkę edukacji.

Jak łatwo wpaść w pułapkę fałszywej kategoryzacji opartej na kryterium wyników niech świadczy taki przykład:

Jeden warsztat prowadzi zasłużony celebryta, który jednak wykłada treści bez wartości albo skażone mocną dawką subiektywności. Drugi – człowiek bez udokumentowanej przeszłości transakcyjnej, ale za to znający i pokazujący przyzwoicie skonstruowane strategie, nie pozbawione pozytywnej wartości oczekiwanej. Kogo chcielibyśmy posłuchać?

Czy ważne są więc wszystkie intencje jeśli dostajemy pożyteczną dawkę wiedzy, inspiracji i przemyśleń? Ocena tego nie prowadzi jednak przez mniejsze lub większe fragmenty kopii z historii dokonań na rachunku brokerskim prowadzącego…

—Kat–

[Głosów:0    Średnia:0/5]

7 Komentarzy

  1. roro

    ”Jeden warsztat prowadzi zasłużony celebryta, który jednak wykłada treści bez wartości albo skażone mocną dawką subiektywności. Drugi – człowiek bez udokumentowanej przeszłości transakcyjnej, ale za to znający i pokazujący przyzwoicie skonstruowane strategie, nie pozbawione pozytywnej wartości oczekiwanej. Kogo chcielibyśmy posłuchać?”

    Tak, tak Ciebie 🙂 Męczy naszego szanownego prelegenta fakt że nie może poprzeć swoich wpisów jakimkolwiek ‘track record’ 🙂 Trudno…
    Chej, wiecie że słynny IRC umarł?? Lucek go wykończył 🙂

  2. Wczasowicz

    “… wiecie że słynny IRC umarł?? Lucek go wykończył”

    Pitolisz? A co w takim razie Mariusz robi? Ten to miał zawsze dobry track record 🙂

  3. Lucek

    “Chej, wiecie że słynny IRC umarł??”

    Umarł? Coś takiego!
    Kiedy odbył się pogrzeb i na czyj koszt?
    I przede wszystkim, na jakim uniwersytecie pobierałeś nauki języka polskiego?

  4. Jason Bourne

    Tak z ciekawości, czy będziesz miał wykłady w tym roku na konferencji PI w Kołobrzegu? Mam straszną ochotę wybrać się do Kołobrzegu, mam nadzieję że w listopadzie znowu będzie PI w Aquariusie?

  5. copy

    Lucek musisz przyznać, że pojechali po mistrzowsku. Zabiłeś IRC`a chłopie:)To jest COŚ.

  6. Lucek

    “Zabiłeś IRC`a chłopie:)”

    Nie wiem o co chodzi z tym zabiciem IRC’a, może coś na ten temat
    mógłby powiedzieć Darkh, który jako jedyny występuję tutaj oraz tam pod tym samym nickim.
    Jeśli do zabicia wystarczyło to, że przestałem tam bywać, to pierwsze śmiertelne ciosy zacząłem zadawać rok temu 🙂
    Ale konwulsje zaczęły się wiele lat temu, gdy kilku łebskich gości poczuło zew kasy na płatnych portalach.
    Zresztą co tu dywagować, komu potrzebny jakiś mIRC, gdy wszystko teraz wykonują na rynku roboty, z prędkościa tysięcy transakcji w ciągu sekundy? 🙂

  7. Darkh

    oooo wypraszam sobie Lucek..

    “który jako jedyny (ze niby ja) występuję tutaj oraz tam pod tym samym nickim” – od dobrego roku mam kryzys tozsamosci i nicki zmieniam czesciej niz copy.. no to jak mu tam.. zdanie 🙂

    IRC sie konczy (do czasu przeszlego jeszcze troche brakuje) bo czesc ludzi znikla, czesci sie nie chce a nowi maja nowe miejsca gdzie slysza ile to mio mozna rynkowi wyrwac ;]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *