Pomiędzy ‘niewyobrażalnym’ a ‘nieuniknionym’

Ivan Krastev tak rozpoczyna swój esej o ryzyku dezintegracji Unii Europejskiej: Rozpad Związku Sowieckiego był postrzegany jako niewyobrażalny w 1985 roku i opisywany jako nieunikniony w 1995 roku. Skok od niewyobrażalnego do nieuniknione czyni z rozpadu ZSRR użyteczny punkt odniesienia do obecnej dyskusji o przyszłości Europy. Przykuwa uwagę, prawda?

Naturalnie, jakiekolwiek porównanie Unii Europejskiej do Związku Sowieckiego wywoła jednocześnie oburzenie i sympatię – w zależności od nastawienia czytelników do procesu integracji europejskiej. Chciałbym więc wyraźnie zaznaczyć, że zupełnie nie interesuje mnie ideologiczna strona tego problemu.

Tym co zainteresowało mnie w eseju Krasteva są dwie obserwacje dotykające sedna dyskusji o przyszłości strefy euro i Unii Europejskiej. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że Krastev całkiem rozsądnie wiąże ze sobą te dwa problemy. Dlaczego?

Z technicznego punktu widzenia, nie można sobie wyobrazić rozpadu strefy euro bez likwidacji lub zawieszenia niektórych mechanizmów tworzących wspólny rynek – w przypadku dezintegracji strefy walutowej niezbędne wydaje się wprowadzenie ograniczeń w przepływie kapitału, być może tymczasowych ograniczeń w przepływie ludności, likwidacja wspólnych instytucji i programów na rynku finansowym. Z politycznego punktu widzenia, skala społecznego gniewu, pretensji i nieufności zapewne postawi pod znakiem zapytania istnienie innych mechanizmów Unii Europejskiej. Czy po ewentualnym zaksięgowaniu kilkuset miliardów euro strat przez Bundesbank (po ewentualnym zlikwidowaniu i nierozliczeniu systemu Target2) Niemcy będą chcieli finansować Fundusze Spójności?

Pierwsza obserwacja Krasteva brzmi tak: rozpad Związku Sowieckiego pokazuje, że sam fakt, że ekonomiczne koszty dezintegracji są bardzo duże, nie jest wystarczającym powodem by do rozpadu nie doszło. To o tyle inspirująca uwaga, że zdecydowana większość ekonomicznych analiz rozpadu strefy euro czy wyjścia pojedynczych państw ze strefy euro skupia się na szacowaniu kosztów tego procesu. Z reguły, obliczone przez analityków koszty są niezwykle wysokie: na przykład analitycy UBS w raporcie z września 2011 roku o szacowali je dla państw peryferyjnych na 40%-50% PKB w pierwszym roku, a dla państw rdzenia na 20% do 25% PKB w pierwszym roku.

Tego rodzaju szacunki mogą sugerować, że koszty rozpadu strefy euro są zbyt wysokie by mogło do niego dojść ponieważ nikt ‘rozsądny’ nie zdecyduje się na ich poniesienie. W tym miejscu warto przytoczyć drugą obserwację Krasteva: rozpad Związku Sowieckiego ilustruje fakt, że dezintegracja strefy euro czy Unii nie musi być wynikiem zwycięstwa obozu zwolenników rozpadu nad obozem zwolenników integracji. Bardziej prawdopodobne, że ewentualna dezintegracja będzie nieoczekiwaną konsekwencją rosnącej dysfunkcjonalności systemu i błędnego interpretowania przez europejskie elity dynamiki społeczno-politycznej w ich własnych społeczeństwach. Taka sytuacja miała miejsce Grecji gdzie sondaże opinii publicznej z jednej strony dawały większość partiom sceptycznym wobec pozostania Grecji w strefie euro a jednocześnie 82% Greków deklarowało chęć utrzymania euro. Innymi słowy, brak silnego obozu anty-europejskiego (zwłaszcza wśród europejskich elit) nie musi wykluczać dezintegracji.

Krastev podkreśla przy tym interesujący szczegół: za względu na wysokie koszty rozpadu, ewentualna dezintegracja traktowana jest przez elity polityczne jako mało prawdopodobna. To natomiast skłania polityków do zajmowania bezkompromisowych pozycji negocjacyjnych a nawet wykorzystywana anty-europejskiej retoryki w zarówno na lokalnej, narodowej jak i europejskiej scenie politycznej. Takie zachowanie skłania niektórych obserwatorów do opisywania negocjacji dotyczących przezwyciężenia kryzysu w strefie euro jako toczącej się na najwyższych szczeblach gry w cykora.

Europejskie elity zainwestowały bardzo dużo zasobów w projekt integracji europejskiej. Ewentualny rozpad strefy euro wiązać się będzie więc nie tylko z bardzo wysokimi kosztami ekonomicznymi ale także politycznymi. Te przesłanki skłoniły mnie już jakiś czas temu do traktowania ewentualnej dezintegracji jako błędu politycznego (political failure). Nie jest to zbyt komfortowe podejście z punktu widzenia obserwatorów i uczestników rynków finansowych ponieważ nie dysponujemy żadnymi narzędziami do prognozowania dynamiki procesów politycznych.

Esej Krasteva sugeruje jednak, że zdecydowana większość raportów analitycznych omawiających przyszłość strefy euro może być skrzywiona wskutek wykorzystywania ekonomicznych narzędzi, w swojej naturze ignorujących tysiące myślących, posiadających wolną wolę uczestników, oraz opierania się na opisujących byty idealne a nie realne założeniach (by wymienić teorię racjonalnych oczekiwań czy hipotezę efektywnego rynku). Na ten aspekt problemu zwrócić uwagę George Soros w wygłoszonym wczoraj przemówieniu na festiwalu ekonomicznym w Trento.

Przemówienie Sorosa z esejem Krasteva łączy je jeszcze jeden punkt – przekonanie, że przyszłość strefy euro jest w rękach Niemiec. Z punktu widzenia Sorosa, ostateczną decyzję podejmą Niemcy ponieważ to oni są wierzycielami. Krastev podkreśla, że rozpad Związku Sowieckiego pokazuje, że w przypadku braku ekstremalnych wydarzeń (takich jak wojna) największym zagrożeniem dla powodzenia procesu integracyjnego nie jest destabilizacja peryferii lecz rewolucja w rdzeniu.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

22 Komentarzy

  1. ikti

    Rozpatrywanie kosztów bez horyzontu czasowego jest bez sensu. W skrócie: może i koszty rozpadu ZSRR były duże krótkoterminowo, ale czy ostatecznie się nie opłacało?

  2. Tomala

    Mam swoją małą i nieciekawą sentencję, że najtrwalsze często okazują się rzeczy uznane za najsłabsze np. papier, czy idee. Nie wspominając natrętnych myśli…

    Unia ma w sobie poważny pozytywny element, którego nie miał ZSRR, czyli wolę społeczeństw do pozostawania w – pewnym – związku z innymi społeczeństwami oraz przyzwyczajenie do europejskich praw. W ZSRR konflikty były zduszone wyłącznie siłą, a prawo było bardzo niepociągające.

    Sądzę, że katastroficzne wizje finansistów mogą być nieco podbijane przez niemiecko-francuskich wierzycieli. Oni mają interes w tym, żeby spłacono wszystko. Ale nie jestem specem.

  3. _dorota

    1. Analogia między ZSRR a strefą euro jest tak naciągnięta, że niewarta rozważania. Różni te byty wszystko, w dwóch obszarach:
    a) gospodarczo: kryzys eurozony jest (w uproszczeniu) kryzysem nadmiernego zadłużenia (na poziomie państw i konsumentów), Europa pozostaje przy tym jednak najbogatszym kontynentem. Sowieci natomiast doznali trwającej kilkadziesiąt lat erozji gospodarczej, z kulminacją przyspieszoną przez agresję na Afganistan. Mówiąc obrazowo: gospodarka sowiecka “rozeszła” się w rękach jak bardzo sprane prześcieradło, tam już nie było “materii” do utrzymania pństwa.
    b) jak trafnie zauważył Tomala – także warstwa ideologiczna różni się całkowicie. Czymś absolutnie innym jest utrzymywanie systemu siłą (dosłownie: brutalną fizyczną siłą), a czymś innym porozumienie między narodami. Zwróccie uwagę, że referendum irlandzkie w piątek powiodło się.

    Po wyrzuceniu tej idiotycznej analogii do kosza możemy dopiero zastanowić się nad determinizmem w procesach dezintegracji europejskiej.

    Osobiście trudno jest mi sobie wyobrazić, że Niemcy tak po prostu kwitują ewentualne bankructwo systemu Target2. Jeżeli jakieś kraje opuszczą eurozonę, to proces rozliczenia tego faktu będzie dużo bardziej skomplikowany (zabezpieczenia na majątku państwowym dłużników?).

    1. trystero (Post autora)

      @ dorota

      Mam wrażenie, że umknął Ci sens mojego wpisu. Jego celem nie było udowadnianie, że Unia Europejska przypomina ZSRR. Choć taki mem istnieje w Internecie to trudno traktować go poważnie.

      Celem wpisu było pokazanie, że:

      1. Wysokie koszty rozpadu nie przekreślają możliwości rozpadu – rozumowanie oparte na założeniu, że koszty są zbyt duże by doszło do rozpadu pomija fakt, że decyzję podejmują ludzie dysponujący niekompletną wiedzą i popełniający błędy poznawcze
      2. Rozpad nie musi być wynikiem istnienia i działania frakcji pro-rozpadowej – może być nieoczekiwaną konsekwencją sporów o reformę istniejących struktur

      Ja uznałem przypomnienie sobie tych faktów, że inspirujące w dyskusji o przyszłości strefy euro.

      Dla tych dwóch punktów, trafnie uwypuklone przez Ciebie różnice pomiędzy ZSRR a UE nie mają dużego znaczenia.

      Nie chciałbym też by ktoś odniósł wrażenie, że zmieniły się moje prognozy dotyczące rozpadu strefy euro – dalej uważam to wydarzenie za bardzo mało prawdopodobne (wyjście Grecji jest bardziej prawdopodobne ale nie nieuniknione).

  4. Globalny Śmietnik

    “sam fakt, że ekonomiczne koszty dezintegracji są bardzo duże, nie jest wystarczającym powodem by do rozpadu nie doszło”

    To bardzo ważne spostrzeżenie. Historia podaje wiele innych faktów, gdzie koszty poczynań politycznych były niewyobrażalne, a jednak do nich doszło.

    Typowy przykład: U progu I Wojny Światowej zdawano sobie sprawę z monstrualnych kosztów wojny, w której wezmą udział miliony żołnierzy. Usiłowano czy to zapobiec wojnie, czy to przeprowadzić ją jako krótką kampanię. To wydawało się oczywiste – skoro wojna jest tak droga nie może być długa.

    Jaki był efekt – wiadomo.

  5. _dorota

    “Skok od niewyobrażalnego do nieuniknione czyni z rozpadu ZSRR użyteczny punkt odniesienia do obecnej dyskusji o przyszłości Europy.”

    Trystero, umyka Ci to, co sam cytujesz: rozpad ZSRR nie jest użytecznym punktem odniesienia do dyskusji o przyszłości Europy. Dlatego, że w obu przypadkach zupełnie czym innym jest “niewyobrażalne” i zupełnie czym innym jest “nieuniknione”.

    Samo przywołanie końca ZSRR w kontekście dezintegracji eurozony jest pozbawione sensu, i tą myśl chciałam wyrazić. Niczego nie tłumaczy, a jedynie zaciemnia obraz.

    Co do uwag nt. kosztów i czynników sprawczych destrukcji: pełna zgoda.

  6. kajet

    @_dorota
    Po pierwsze, to, że są (duże) różnice, nie znaczy, że nie ma podobieństw i wniosków, które można by wyciągnąć z historycznych doświadczeń dotyczących ZSRR.

    Po drugie [re “b) jak trafnie zauważył Tomala – także warstwa ideologiczna różni się całkowicie. Czymś absolutnie innym jest utrzymywanie systemu siłą (dosłownie: brutalną fizyczną siłą), a czymś innym porozumienie między narodami. Zwróccie uwagę, że referendum irlandzkie w piątek powiodło się.”)]

    To “porozumienie między narodami” jest mocno wątpliwe. To prawda, że większość obywateli państw UE zapewne chce jakiejś formy współpracy i uważa się za coś w rodzaju wspólnoty. Ale odpowiedz sobie na pytanie: ile społeczeństw przegłosowało wprowadzenie w ich krajach euro? Podpowiedź: ZERO. Referenda odbyły się w tylko dwóch krajach: Danii i Szwecji.
    Zauważ, że w dwóch krajach premierami są (Włochy) lub byli jeszcze niedawno (Grecja) bankierzy, którzy z formalnego punktu widzenia mają konstytucyjny mandat do sprawowania władzy, ale de facto zostali wyznaczeni przez… cholera wie kogo. EBC? MFW? Komisję Europejską? Merkozy’ego? Zauważ, że ministrowie w rządach UE (zwani Radą UE) mają moc ustawodawczą, której nie mają we własnych krajach – nie mają demokratycznego mandatu do tworzenia prawa krajowego, ale tworzą prawo nadrzędne wobec prawa krajowego.
    O deficycie demokracji w UE napisano dużo. Narzeka na niego nawet prounijny The Economist (np. tu: http://www.economist.com/node/21555927)o.

    Oczywiście Niemcy (ani nikt inny) nie zdominowały UE tak bardzo jak ZSRR. Oczywiście wszystko zaczęło się od dobrowolnego zrzeszenia. Oczywiście UE powstała po to, żeby Niemcy nie podbili więcej Europy, a ZSRR w zgoła innym celu. Różnic jest wiele. Ale podobieństw nie należy do końca przekreślać.

  7. Statystyczny

    Przepraszam – co ma znaczyć “po ewentualnym zlikwidowaniu i nierozliczeniu systemu Target2”? Niby dlaczego sysetm TARGET2,albo dowolny jego komponent miałby być zlikwidowany, jeśli Grecja wyjdzie z EuroZone? Pozdrawiam.

    1. trystero (Post autora)

      @ Statystyczny

      Niby dlaczego sysetm TARGET2,albo dowolny jego komponent miałby być zlikwidowany, jeśli Grecja wyjdzie z EuroZone?

      Myślę, że nic nie stanie się z Target2 jeśli Grecja wyjdzie ze strefy euro. Natomiast jeśli cała strefa euro miałaby się rozpaść (a o tym jest tekst) to istnienie Target2 a przede wszystkim mechanizmu rozliczeniowego, który pozwala na istnienie trwałej nierównowagi pomiędzy poszczególnymi bankami centralnymi (co de facto jest finansowanie deficytu na ROB) stałoby pod znakiem zapytania.

  8. wmo

    Widzenie rzeczy takimi,jakie są, a nie takimi,jakie powinny być jest jak widać cechą rzadką. Unia już się rozpada po kawałeczku. Doszukiwanie się analogii lub przeciwieństw w minionych zdarzeniach nie ma tu nic do rzeczy. Po wyjściu Grecji ze strefy euro kolej przyjdzie na czekających w kolejce Hiszpanię, Irlandię i resztę PIGS.

  9. _dorota

    @ Kajet
    Porównujesz tryb wprowadzenia euro do sposobu, w jaki stworzono ZSRR (wcześniej Rosję sowiecką) i objęto nim ościenne kraje? Rence mi opadły, nie mam odpowiedzi.

    Zwróć uwagę, że nie tylko referendum daje mandat. Istnieje też demokracja przedstawicielska. Można oczywiście dyskutować, czy nie jest nadużyciem dołączenie blankietowej zgody na przyjęcie euro do ratyfikowania traktatu akcesyjnego. Moim zdaniem jest. Ale narody głosujące za wstąpieniem do UE były o tym informowane.

    Deficyt demokracji w UE: tak. Jednak chyba nie taki, jak u Sowietów 🙂

  10. Statystyczny

    Dla informacji i w uproszczeniu – T2 to taki system do dokonywania rozliczeń i rozrachunku, w którym jest zasada, że jak nie masz płynności, to Twoje zlecenie nie przejdzie (tj. nie zostanie przetworzone przez system). System nie “zakłada” za swoich uczestników żadnych środków, zaś przed każdym rozliczeniem sprawdza, czy wystarcza pieniędzy na zlecenia danego uczestnika na jego koncie. Uczestnicy albo mają płynność na swoich rachunkach przy uwzględnieniu odpowiednich limitów etc., albo jej nie mają. Jak mają – to są one blokowane od momentu wprowadzenia zlecenia do systemu (i nic ich nie ruszy, nawet organy podatkowe). Jak nie mają – zlecenie nie zostaje przyjęte w danej sesji do przetworzenia. Jak więc “zbankrutować” system, który nie zaciąga żadnych zobowiązań i nie “kredytuje” żadnych podmiotów? To chyba jakiś skrót myślowy? Czy może ma to polegać na czymś, czego twórcy systemu nie przewidzieli? Tutaj informacje nt. T2 – http://www.nbp.pl/systemplatniczy/target2/target2_guideline.pdf

    1. trystero (Post autora)

      @ Statystyczny

      Rozliczenia pomiędzy poszczególnymi podmiotami w systemie Target2 odbywają się poprzez narodowe banki centralne. Bundesbank zakumulował kilkaset miliardów należności od innych banków centralnych, banki centralne PIIGS zakumulowały kilkaset miliardów euro zobowiązań.

      Jeśli jesteś bardzo zainteresowany to wiele informacji znajdziesz w tym artykule

      W momencie rozpadu strefy, po pierwsze ten mechanizm finansujący przestanie istnieć, deficyt w systemie Target2 mogą mieć tylko banki centralne ze strefy euro (NBP nie może mieć deficytu), państwa, które przejdą do swoich nowych walut narodowych zdefaultują na tych zobowiązaniach (zapewne). Nie wyobrażam sobie istnienia mechanizmu finansującego po rozpadzie strefy.

  11. żółwik

    @ikti
    http://en.wikipedia.org/wiki/File:Soviet_Union_GDP_per_capita.gif
    Wystarczy mi ten wykres, żeby stwierdzić, że w Rosji większość, oprócz kasy oligarchów, tęskni za ZSRR. Podobnie jest zapewne na zachodniej ukrainie i Białorusi.

  12. Antey

    @Dina
    Oczywiście, że tęsknią – żadna z poradzieckich sierot nie wróciła do poziomu HDI z czasów choćby Breżniewa.
    Jest oczywiste że siedząca okrakiem na płocie Eurostrefa (wspólna polityka walutowa i różna polityka budżetowa) w dłużym czasie jest z definicji skazana na porażkę, choćby dlatego że nawet gdyby udało się ustalić wspólne i sensowne zasady polityki budżetowej, to gospodarki strefy zbyt mocno się różnią.

  13. Tomala

    Rozumiem, że Trystero chciał zaznaczyć, że historia nakazuje nam wątpić w trwałość organizmów teoretycznie twardych jak skała.

    Warto może przy tym rozróżnić 3 kwestie:

    1) rozpad strefy euro
    2) rozpad Unii Europejskiej
    3) upadek “idei europejskiej”, czyli tego czym chwalą się Europejczycy na świecie, a co nie jest tylko rozwojem czysto gospodarczym

    Moim zdaniem punkt 3. jest najmniej prawdopodobny, choć możliwe są zawirowania a la II w.ś. Idea europejskości mimo wielu problemów istnieje pod różnymi postaciami od ponad 1000 lat, a może i od 2000.

    Punkt 2. UE może przecież zmienić swoją formę. Co najwyżej ileś tysięcy urzędników nagle straci pracę i będzie jej szukać w lokalnych ministerstwach/korporacjach.

    Punkt 1. owszem to chyba nawet się stanie, ale wzorem tezy z początku: nic nie jest pewne.

    Wracając do upadku ZSRR. To nikt go nie przewidywał, a nastąpił. Natomiast z UE jest odwrotnie, upada od powstania, ale ciągle stoi. Poza tym nawet upadek ZSRR nie spowodował wojny o zasięgu wielokrajowym.

  14. szutnik

    @ Tomala

    Wszystkie organizmy i organizacje polityczne są tak długo trwałe, jak długo tworzący je ludzie widzą przewagę plusów nad minusami ich istnienia.
    Wystarczy, że Eurozonę zdominują wzajemne pretensje o jakieś należności, pieniądze itp, nieważne, prawdziwe czy urojone, i rozsypie się jak domek z kart.
    Mało tego, skutkiem tej “rozsypanki” będą dalsze pretensje wobec innych niedawnych “współbraci w strukturze” o doprowadzenie do upadku, z równoczesną tendencją do wybielania własnej roli w procesie.

    Jeśli Eurozona czy UE się rozpadnie, prawdopobnie czeka nas też okres przejściowy “zaprzeczania jej głównym wartościom” w tym wolnemu handlowi, swobodnemu przepływowi ludzi, idei itd.
    Zakończę bardzo filozoficznie:
    Czy to jest niewyobrażalne? Nie.
    ” Jedyną trwałą rzeczą na tym świecie jest jego całkowita Nietrwałość”
    Siddhartha Gautama (Budda)

  15. Bogdan

    Koszt to inaczej przychód drugiej strony. Może spójrzmy na to optymistycznie: “wyjście ze strefy euro przyniesie przychody w wysokości …% PKB”.

    Jeśli chodzi o koszty właścicieli obligacji, to one już są dawno poniesione, ale niekoniecznie zaksięgowane.

  16. szutnik

    @ Bogdan

    “Koszt to inaczej przychód drugiej strony.”

    Niekoniecznie. To bardzo uproszczone spojrzenie. Jaki przychód osiągnęły np. Niemcy z tego, że Francja poniosła koszt dodatkowego zakupu broni do walki z Niemcami w 1914?

  17. Bogdan

    @szutnik
    Proste. Jeżeli Francja kupiła broń od Niemców, to przychód (ale też niekoniecznie zysk) osiągnęli Niemcy. Jeżeli od Amerykanów, to Amerykanie. Mogła też kupić we własnych zakładach zbrojeniowych.

    Tak samo koszty ponoszone przy wychodzeniu ze strefy euro będą czyimiś przychodami (oczywiście te przychody mogą trafić za granicę).

  18. Bogdan

    Po upadku Związku Sowieckiego państwo poniosło koszty w postaci utraty kontroli nad wieloma zakładami przemysłowymi. Te koszty były przychodami oligarchów.

  19. Tomala

    @ szutnik

    Trystero właśnie o tym pisze, że opłacalność nie jest tym co daje pewność co do zaistnienia zdarzeń.

    Nie opłacały się obydwie światowe wojny, a jednak trwały. Można nawet wspomnieć atak Hitlera na ZSRR, który NIGDY nie wydawał się opłacalny. Nawet jeśli uznać ten atak za wojnę prewencyjną to i tak nie ma żadnych przesłanek, że kiedykolwiek wyglądało to na coś opłacalnego (dla Hitlera) choćby i w przyszłości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *