Media finansowe w Polsce trochę zignorowały fakt, że Nasdaq osiągnął we wtorek psychologiczny poziom 3000 punktów. Ostatni raz tak wysokie wartości Nasdaq notował w grudniu 2000 roku.

Jednym z powodów, dla których Nasdaq notuje najwyższe od 12 lat wartości jest fakt, że najważniejsza spółka w indeksie, Apple, notuje historyczne maksima. Wczoraj akcje Apple na krótko przekroczyły nawet barierę 600 USD. W listopadzie 2008 kosztowały  80 USD, a w kwietniu 2003 roku  6,5 USD.

Dotarcie Nasdaq i Apple do wspomnianych wyżej psychologicznych, okrągłych poziomów na nowo rozgrzewa dyskusję o tym czy trwającą od 3 lat hossa wkracza w kulminacyjną fazę a na spółkach technologicznych tworzy się bańka spekulacyjna.

Wall Street Journal przygotował interesującą infografikę, która porównuje Nasdaq z marca 2012 do Nasdaq z listopada 1999 roku gdy indeks po raz pierwszy przekroczył barierę 3000 punktów. Wynika z niej, że rynek akcyjny reprezentowany przez Nasdaq posiada obecnie zdecydowanie mniej symptomów bańki spekulacyjnej (albo mniej wyraźne symptomy) niż posiadał w listopadzie 1999 roku:

Za Wall Street Journal

Stopa dywidendy wynosi 1% przy 0,11% przed trzynastoma laty. Wskaźnik cena/zysk (obliczany z opublikowanych, przeszłych wyników) wynosi 23. Trzynaście lat temu wynosił 78. Powyższe wskaźniki odbiegają od atrakcyjnych, z punktu widzenia inwestorów inwestujących w wartość wycen, ale znajdują się poniżej poziomów utożsamianych z bańką spekulacyjną.

Podobnie rzecz ma się z Apple. Niestrudzeni tropiciele bańki spekulacyjnej na akcjach Apple, z którymi mam przyjemność polemizować od kilku dobrych lat, zapominają, że Apple można opisać nie tylko notującym nowe szczyty wykresem cen akcji ale także notującym nowe minima wykresem wskaźnika cena/zysk (obliczanego z prognozowanych zysków):

Za Thomson Reuters

Nie chcę przez to powiedzieć, że Nasdaq i Apple czekają dalsze wzrosty ani że nie występują w tej chwili żadne ryzyka dla rynku akcyjnego (kapitalizacja Apple, 550 mld USD, zbliżona jest w tej chwili do kapitalizacji CAŁEGO sektora handlu detalicznego w indeksie S&P 500- Apple nie może pozwolić sobie na błędy przy tej wycenie). Sytuacja jest skomplikowana. Swoje argumenty mają optymiści i pesymiści. Czy trwający spór jest wystarczająco silnym wsparciem dla trendu?

[Głosów:0    Średnia:0/5]

5 Komentarzy

  1. Miropress

    Ciekawy wpis. Apple ma teraz tylko jeden problem, który może im pokrzyżować plany – zbyt dużo gotówki!

    A co do szczytów – w 1999 roku nie było QE i nie było tyle gotówki zagregowanej w bilansach amerykańskich firm. Jeśli oddadzą, to ludzie będą musieli w coś inwestować i będziemy mieli ciąg dalszy hossy. Jeśli pozostawią, to będą musieli przejmować inne firmy i tu też będzie hossa.

    Ciekawe jest, że wszyscy z gotówką uciekają teraz do USA (było to widoczne w Davos). Oj będzie tam chyba jeszcze hossa…

  2. karroryfer

    Oczywiście nic dwa razy się nie zdarza – tak jak nie da się wejść do tej samej rzeki. Nawet obecne 30000 tyś punktów to też nie jest to samo ( waluacja jest chyba kwotowa więc nie uwzględnia inflacji ?)
    Natomaist widzę dużę podobieństwo między obecny a ówczesnym liderem rankingu. ( wtedy też wydawało się że Windows będzie nawet w lodówkach )
    I nikt tego nie wie ale mogę się założyć że Apple weszło na taki poziom wycen że potrzebowało by co najmniej nowego wcielenia Jobsa aby się na nim utrzymać.

  3. szutnik

    Moim skromnym zdaniem Apple jest…na początku bańki spekulacyjnej, nie na jej końcu. Ostatnie potężne szarpnięcie Apple’a w górę od średniej 200-sesyjnej wg mnie pochodzi w znacznej mierze z dostrzeżenia tego papieru przez indywidualnych inwestorów jako grupy. Do tej pory na akcjach AAPL niepodzielnie królowali instytucjonalni + a z drobnych w znaczniejszych ilościach byli jedynie wierni fani marki, tacy, co to przed ekranem swojego Mac’a popijają colę z kubka z nadgryzionym jabłkiem, rozmawiając przez Iphone’a o zaletach nowego Ipad’a.

    Wygląda na to, że to się właśnie zmieniło – spółkę dostrzegła masa drobnych, dotąd szukających szczęścia gdzie indziej.

    Jeśli miałbym się posłużyć czasową analogią do sytuacji z przełomu wieków, to na akcjach Apple bylibyśmy teraz gdzieś tam, gdzie na przełomie 1998 i 1999 roku mniej więcej był MSFT lub Cisco.
    Ta bańka już się zaczęła dmuchać, ale do jej pęknięcia jeszcze daleko i wcale mnie nie zdziwiłaby hiperbola na AAPL, sięgająca np. 2000-3000USD/sztukę, nim to pęknie.
    Brak tu jeszcze byczej histerii drobnych, ale na mój nos wygląda na to, że wszystko ku temu zmierza.

    Nawiasem mówiąc to często bańka na danych akcjach tworzy się pod sam koniec “panowania” danej firmy, gdy wydaje się, że znikąd nie widać żadnej konkurencji, a firma wkrótce opanuje cały świat…
    Czyżby to był przypadek AAPL?

    1. trystero (Post autora)

      @ szutnik

      Przy 3000 USD za akcje Apple miałoby kapitalizację na poziome niemal 3 bln USD, trzech bilionów dolarów.

      Mój komentarz do sytuacji jest taki: wskaźnik potencjalny zysk/potencjalna strata był lepszy gdy Apple wprowadzało iPhona niż jest teraz. Co nie zmienia faktu, że przyznaje Ci rację co do tego, że Apple może być jeszcze wyżej.

  4. szutnik

    @ Trystero

    “Przy 3000 USD za akcje Apple miałoby kapitalizację na poziome niemal 3 bln USD, trzech bilionów dolarów.”

    Oczekujesz po bańkach przestrzegania racjonalnych kryteriów wyceny spółek? 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *