Świetne podsumowanie roku przez pryzmat w wykresów zebranych w ostatniej notce zainspirowało mnie do przetrząśnięcia twardych dysków w poszukiwaniu prognoz na rok 2010 dla rynku, który na świecie przyciąga sporo uwagi, ale w Polsce traktowany jest z dystansem – amerykańskich obligacji.

Po wykresie wyszperanym przez Trystero widzimy, iż zwyżka ceny wyniosła blisko 17 procent a rentowność spadła z 3,3 procent do 1,87 procent. Moje archiwum wskazuje – na podstawie średniej z zapisanych prognoz – iż amerykańscy analitycy wiodących banków przewidywali zakończenie roku dla 10Y Notes z rentownością 3,75 procent. W gronie najwyższych dominuje jednak wartość 4 procent, choć nie brakuje i 4,5 procent a w gronie najniższych 3,25 procent.

W skrócie rzecz ujmując najwięksi optymiści przewidywali, iż inne aktywna mogą okazać się na tyle atrakcyjne, iż potrzeba będzie rentowności w pobliżu 4 procent, by rynek chciał kupować papiery rządu amerykańskiego. W istocie większość zakładała – znów polecam pierwszy wykres przywołany przez Trystero – iż akcje pobiją stopami zwroty na rynku długu. Z perspektywy końca roku doskonale widać, iż większość nie doceniła skali kryzysu w Europie oraz masy popytu na bezpieczeństwo. Nie doceniła również determinacji Rezerwy Federalnej.

Rynek okazał się silniejszy nawet od agencji Standard&Poor’s, która obniżając rating dla długu rządu federalnego tylko zwiększyła popyt na bezpieczeństwo, co wiązało się z radykalnym spadkiem rentowności papierów dziesięcioletnich z 3,22 procent do 1,92 procent. Naprawdę na większości rynków właśnie trzeci kwartał przesądził o tym, na jakich poziomach zakończył się zeszły rok i amerykański dług nie był tu wyjątkiem – tylko we wrześniu rentowność papierów dziesięcioletnich sięgnęła 1,67 procent.

Chciałoby się powiedzieć, że zachowanie amerykańskiego długu było jedną z największych niespodzianek zakończonego właśnie roku. Z uśmiechem politowania można przypomnieć wszystkich wieszczów, który prognozowali szybki upadek Ameryki i nakazywali kupować złoto, bo za chwilę obligacjami będzie można palić w piecu a amerykański dolar sięgnie statusu papieru toaletowego. Może to nie jest najlepszy cytat w danym kontekście, ale część osób powinna jednak pamiętać o ludowej mądrości, iż na bezrybiu i rak ryba.

Na koniec oczywiście śmietanka w postaci prognozy na rok przyszły. Na podstawie zebranych prognoz widzę, iż średnio rzecz biorąc rentowność amerykańskich papierów rządowych ma grudniu sięgnąć 2,56 procent, gdy dziś wynosi mniej niż 2 procent. Gwoli przypomnienia na koniec roku 2010 wynosiła przeszło 3,3 procent i w rok 2011 miała zamknąć na poziomie 3,75 procent. Widać zatem, że generalnie rzecz biorąc analitycy amerykańscy przewidują jednak spadek cen i optymistyczny scenariusz, jak w roku 2010. Pytanie, czy nie zapomnieli o starej rynkowej prawdzie „don’t fight the Fed”. Ben Bernanke i spółka zdają się mieć inne zdanie niż analitycy.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

1 Komentarz

  1. kajet

    No cóż, złoto zyskało 8,9% (nie mówiąc już o tym, że złoto w PLN zyskało 29%), więc goldbugs wieszczący palenie Treasuries w piecu do tyłu raczej nie są (chyba że obudzili się w połowie roku).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *