Obrona fałszywych autorytetów

Co kilka miesięcy na blogach bossy Tomek Symonowicz wraz czytelnikami urządzają sobie seanse wobec książek z zakresu analizy technicznej. Tym razem dostało się całej masie fałszywych guru, którzy zamiast zarabiać na rynku schylają się po pióro i sprzedają metody, które… nie pozwalają zarabiać na rynku. Chyba właśnie Kathay przejdzie do historii polskiego środowiska giełdowego, jako osoba, która wprowadziła do niego tezę, iż testy historyczne pozwalają odchudzić książkę Murphy’ego do kilku stron.

Niestety ten symboliczny stos z książkami do analizy technicznej został ufundowany na fałszywym wyobrażeniu, czym analiza techniczna jest lub powinna być a nie na tym, czym w istocie jest – a ściślej – czym się stała przez lata. Nie ukrywam, że z łagodnym politowaniem obserwuję zagraniczne zabiegi „unaukowienia” analizy technicznej przez jej zobiektywizowanie. W literaturze przedmiotu można doszukać się odwołań do Karla Poppera i całego nurtu neopozytywizmu. Pełno tam chłostania pseudonaukowych sposobów analizowania rynku i wywyższania się autorów mówiących o tym, że po kilkudziesięciu latach ciemnych „ja pokaże wam, jak wygląda naukowe używanie analizy technicznej”.

Problem w tym, że analiza techniczna od wielu lat nie jest tylko i wyłącznie sposobem zarabiana na giełdach, ale w dużym stopniu sposobem czytania kondycji, w jakiej znajduje się rynek. Analiza techniczna wprowadziła na rynek język, którego wcześniej nie było. W efekcie podkładający ogień pod stos z książkami do analizy technicznej nie zdają sobie sprawy, że nie walczą z analizą techniczną, jako taką, ale z rzeczywistością samą w sobie. Pojęcia takie, jak trend, wsparcie czy opór nie są dziś używane tylko i wyłącznie na gruncie analizy wykresów, ale powszechnie w prasowych omówieniach sytuacji na rynku, nie wspominając już o specjalistycznych mediach skierowanych głównie do zainteresowanych giełdami.

W tej perspektywie patrząc furia Tomka i jego czytelników skazana jest ma porażkę, bo nie da się wygrać ze rzeczywistością i masą ludzi, którzy swobodnie poruszają się w ramach „technicznego” opisu giełdowego uniwersum. Niezależnie od tego, czy testy historyczne wykażą, że strategie gry oparte o sprzedawanie w strefie wykupienia na wykresie RSI dają zarabiać, czy nie ludzie będą używali pojęcia wykupienia rynku i będą starali się sprzedawać, kiedy uznają, iż rynek jest wykupiony. RSI jest tylko wytrychem w tym mechanizmie czytania rynku. Jeśli nie będzie RSI, to będzie ilość bąbelków w szklance coli czy układ plam na obrusie. Czy ktoś zniżyłby się do walki z analizą plam obrusowych?

Myślę, że furia, z jaką atakuje się analizę techniczną i pisarzy książek z zakresu analizy technicznej wynika po części z niezrozumienia, jak wygląda rynek wydawniczy. Przecież taka masa książek nie jest wydawana tylko dlatego, że czterdziesty czwarty autor chce być mesjaszem, ale dlatego, że wydawnictwo uznaje, że na to jest popyt. W istocie właśnie popyt wskazuje, że krytyka autorów książek jest zarazem krytyką czytelników, którzy w powszechnym mniemaniu są jelonkami naciąganymi na 50 zł. Może przydałoby się więcej szacunku do ludzi, którzy szukają swojej ścieżki na rynku i muszą przejść przez większość etapów, z testowaniem wiarygodności AT włącznie.

Kolejną sprawą jest problem styku pomiędzy rzeczywistością a wykresem. Lata temu ukułem sobie na własny użytek pojęcie „mistycy wykresów”, których na rynku wyjątkowo łatwo spotkać. Ludzie ci mają tendencje do tłumaczenia rzeczywistości rynkowej tylko i wyłącznie przez pryzmat wykresów. W wykresach widzą siłę sprawczą, która steruje światem i tylko wgląd w wykres ma dać przewagę nad innymi. Nigdy nie byłem wstanie zrozumieć tego punktu widzenia. Pewnie dlatego, że lata temu przyjąłem tezę Alfreda Korzybskiego, iż „mapa nie stanowi terytorium”. W tej perspektywie wykresy czy analiza wykresów nie może być zła czy dobra, bo nie o analizowanie wykresów idzie. Celem studiowania mapy nie jest studiowanie mapy, ale dodarcie do celu.

Celem czytania książek jest rozwój a nie szukanie kolejnego Kazania na Górze. Jak ktoś szuka w książkach finalnego rozwiązania swoich rynkowych problemów, to musi szukać w innych książkach.  Kontakt z książką to dość intymne doznanie. Czyta się je, żeby dyskutować z tezami i przemyśleć własne punkty widzenia. Osobiście mam określony stosunek do analiz fal Elliotta, ale jak czytałem książkę wydaną przed laty w Polsce to zyskałem całkowite przekonanie, że to nie jest coś, czym warto się zajmować!  Nigdy zatem nie postawiłem depozytu na rynku w oparciu o metody z tej książki i mam do dziś przekonanie, że dobrze wydałem pieniądze. Grzesiek Zalewski ma własną anegdotę, która mówi, że część ludzi na wykładach o pochodnych dziękuje mu, bo właśnie dowiedzieli się,  że to nie jest rynek dla nich – a przecież przyszli, żeby na niego wejść.

Nie lubię przyjmować postawy wujaszka-marudy, ale jeśli jakiś początkujący gracz chciałby zastosować się do mojej rady, to zdecydowanie polecam przeczytanie jakiejś książki z zakresu analizy technicznej nie w celu szukania tam magicznej formuły, ale dla nabrania języka, jakim opisuje się rzeczywistość. Obiektywnie czy nie w przyszłości traficie na rynku na sytuację, w których najprostsze metody z zakresu analizy technicznej pozwolą zarobić pieniądze lub ochronią was przed wchodzeniem na rynek, na którym zwyżce brakuje wiarygodności technicznej. Jeśli poznacie elementarz z zakresu analizy czytania wykresów będziecie przebiegać oczami po wykresach innych analityków w poszukiwaniu pomysłów a nie prawd objawionych.

60 Komentarzy

  1. greyswan

    Karl Popper, jeden z najwiekszych krytykow nurtu neopozytywistycznego, mialby rzekomo byc neopozytywista?

    Moja odpowiedz i jednoczesne pozegnanie, ku uciesze wszystkich, z bossablo jeszcze dzis w nocy.

    Serdeczne pozdrowienia,

  2. astanczak (Post autora)

    > Karl Popper, jeden z najwiekszych krytykow nurtu neopozytywistycznego, mialby rzekomo byc neopozytywista?

    Rzekomo coś takiego jest napisane?

  3. greyswan

    uzyta zostala koniunkcja, a nie alternatywa

    czytajac zdania przywyklem poddawac je interpretacji zgodnej z wykladnia logiki, co byc moze czesto nie trafia w intencje autora danego zdania

  4. astanczak (Post autora)

    >uzyta zostala koniunkcja, a nie alternatywa

    no i?

  5. greyswan

    niewazne;

    przepraszam ze sie do tego odnioslem

  6. astanczak (Post autora)

    >niewazne;

    Ważne, bo pojawia się zarzut o tezę, której nie ma. Nie będziemy sobie jednak tu robili wykładu z KRZ. Z mojej strony koniec sporu o Poppera, Koło Wiedeńskie i neopozytywizm. Są w notce ważniejsze sprawy.

  7. pit65

    “Jeśli poznacie elementarz z zakresu analizy czytania wykresów będziecie przebiegać oczami po wykresach innych analityków w poszukiwaniu pomysłów a nie prawd objawionych.”

    Raczej eliminować w 90% tych co nie mają Ci nic do powiedzenia w tym temacie zgodnie z zasadą narysuj kreske a dowiem się kim jesteś bez słów.

    Co do Eliota mam zdanie odmienne, aczkolwiek z podziwem patrze na tych co rozpracowuja fale w każdym przedziale czasowym.
    Przerost formy nad treścia IMO.
    Tym nie mniej jestem zdania aby każdy robił to co umie i co do niego przemawia najlepiej, nieważne jakie ja mam o tym zdanie czy pogląd.

  8. greyswan

    Po pierwsze nie byl to zarzut o teze, lecz o mozliwa interpretacje Twojego zdania przez osobe, ktora nawet nie wie kim byl Popper. Odpowiedzi udzieliles zadajac mi pyatanie “rzekomo cos takiego jest napisane?”, co mi absolutnie wystarcza, gdyz wyjasnia, iz istotnie nie chodzilo Ci o postawienie znaku rownosci miedzy Popperem a pozytywizmem.
    Co do wazniejszych spraw zawartych w tym tekscie i generalnie w calej dyskusji na ten temat na lamach bossablo odniose sie tak jak obiecalem oddzielnym tekstem. Potrzebuje 2-3h i bedzie skonczony.

    Pozdrawiam

  9. astanczak (Post autora)

    @ greyswan

    OK – teraz rozumiem cel uwagi. Dzięki.

    @ pit65

    Tylko, żeby odsiewać, trzeba mieć bazę a jak zaczniemy od tego, że “nie czytajcie”, to później są kłopoty, bo krytykuje się coś na bazie “ktoś powiedział, że to jest be, więc jest be”. Książka o analizie technicznej jakiegoś najczęściej wznawianego autora (Murphy, Pring Edwards & McGee) to jednak jazda obowiązkowa dla każdego, kto pojawia się na rynku i nie należy zniechęcać ludzi do tego – zwyczajnie muszą to znać.

  10. lesserwisser

    Less, jeden z największych krytyków nurtu neoliberalnego, apeluje by porzucić jałowy spór o Karla Poppera i zająć się bardziej ciekawym tematem – Obrona fałszywych autorytetów.

    Jeśli zaś nie można pisać ad rem, to już lepiej chyba pogadać o Mary Poppins!

    Bo się mogę szpetnie okaleczyć,jak mi się nóż, w lewej, kieszeni otworzy. 🙂

  11. Corvin

    “Myślę, że furia, z jaką atakuje się analizę techniczną i pisarzy książek z zakresu analizy technicznej wynika po części z niezrozumienia, jak wygląda rynek wydawniczy. ”

    Szczerze mówiąc mimo pewnych interesujących ustępów Twój post jest nieco jednowymiarowy i traktujący czytelników bloga nieco z góry. Kto powiedział, że AT to zło? I nie wszystkie książki napisał Murphy.

  12. Corvin

    zacytuje Lesserwisera i to jest bardzo słuszna wypowiedź nie spłaszczająca zagadnienia:

    “Tak więc warto czytać literaturę ale też trzeba mieć szczęście by trafić na odpowiednie pozycje, w zalewie literatury tematu. Dlatego też warto posłuchać podpowiedzi ludzi, którzy już to sami pzetrawili i przetestowali. Jeśli ich rady nie pomogą to na pewno nie zaszkodzą.

    Bo niestety nie ma łatwo, nie ma drogi na skróty, czasem tylko uda się załapać na dogodna podwodę, która przyśpieszy naszą podróż do upragnionego celu.

    A jak się ma pecha i czyta niewłaściwe teksty to powstaje tylko mętlik i zamęt w głowie i człowiek się opóźnia w rozwoju.”

    cytat z astanczak: “Przecież taka masa książek nie jest wydawana tylko dlatego, że czterdziesty czwarty autor chce być mesjaszem, ale dlatego, że wydawnictwo uznaje, że na to jest popyt.”

    – tak naiwni ludzie szukają mesjasza jest popyt jest podaż, ja bym wolał zamiast jałowych sporów, podyskutować o wartych tego pozycjach napisanych przez prawdziwe autorytety

  13. astanczak (Post autora)

    > traktujący czytelników bloga

    Z pisaniem tak jest, że zawsze ktoś się może czuć obrażony, ale może warto założyć jedną rzecz – na blogu biura maklerskiego nie ma możliwości, by klienci i czytelnicy byli obrażani a już na 100 procent nie ma może być takich intencji. Więc proszę o odrobinę dobrej wiary na tym polu.

    Wątki z postu Tomka można potraktować jako tezę, więc moja jest antytezą – jak pamiętamy z Rejsu 😉 (lub Hegla) – teraz czas na syntezę, którą jaką sądzę jest sama rzeczywistość używająca AT, tak jak widzimy.

    > I nie wszystkie książki napisał Murphy.

    Czuję sugestię – czy mam pytać, czy mnie obrażasz sugestią, iż brakuje mi znajomości literatury?

    Może zatem założymy, że nie odnosimy się do personaliów tylko do pewnych zbiorowych opinii. Oczywiście w notce jest zdanie o Tomku, ale tu mam pewność, że żadnej obrazy nie będzie – Tomek się nigdy nie obraża. Zwłaszcza nie obraża się na mnie a ja na niego.

  14. astanczak (Post autora)

    >podyskutować o wartych tego pozycjach napisanych przez prawdziwe autorytety

    Problem w tym, że ja uważam, że na rynku nie ma miejsca na autorytety a ich potrzebę uznaję za problem. Analiza techniczna – niezależnie od tego, jak wyrafinowana – pozostaje analizą techniczną z jej słabościami i oczekiwaniami wobec niej. Moim zdaniem największym problemem książek z zakresu AT są oczekiwania z jakimi siada się do lektury.

  15. pit65

    „nie czytajcie” – czy to sugestia jakobym szerzył ciemnogród?

    aczkolwiek dodam, że wiedza to “miecz obosieczny” 🙂

  16. Corvin

    Ok skoro tak nie sądzę, gdybyś znał tylko tą jedną książkę był autorem tego bloga. też nikogo nie chcę obrażać ale się uczepię. Murphiego uważasz za swojego rodzaju autorytet i źródło rzetelnej wiedzy a jego książki godnymi polecenia ?

  17. astanczak (Post autora)

    > czy to sugestia jakobym szerzył ciemnogród?

    kończymy z sugestiami 🙂

    > wiedza to „miecz obosieczny”

    Zwłaszcza wtedy, kiedy zaczyna obracać się w paraliż typu – tego nie da się zrobić, to się nie uda.

  18. Dapi

    I tak to /jak często to lubi robić swoimi wpisami/ Adam Stańczak skomplikował dość w sumie prostą dyskusję – książki o AT – czytelnicy i autorzy.
    Choć oczywiście wie że zbiorowość ludzka potrzebuje “guru” we wszystkich zakresach swoich działań.
    Zawsze zastanawiam się czy “zbiorowość giełdowa” w czymkolwiek się różni od innego typu “zbiorowości” – poza powodem do niej wstąpienia czyli chciwością i pragnieniem posiadania więcej i większego 😉
    Bez tej potrzeby chyba niewielu czytałoby cokolwiek i kogokolwiek. Także teksty AS 🙂

  19. astanczak (Post autora)

    @ Corvin

    >Murphiego uważasz za swojego rodzaju autorytet i źródło rzetelnej wiedzy a jego książki godnymi polecenia ?

    Nie uważam Pana M. za autorytet, ale uważam jego książki za dobry podręcznik uczący słownika. Tylko, kiedy piszę “za podręcznik” to nie mam na myśli podręcznika do handlowania na rynku, ale podręcznik tego, jakich pojęć używa się w AT, jak mogą myśleć ludzie analizujący wykresy itd. Proszę, poczuj różnicę w tym podejściu. Nie chodzi mi o to, żeby z jakiejś książki robić podręcznik do tradingu, ale czytać ją żeby zobaczyć “o co kaman w tym wszystkim” a później wywalić ją do kosza i sięgnąć po kolejną w poszukiwaniu samowiedzy a nie jakiegoś Gralla.

    Odpowiadając na pytanie – osobiście z książek wydanych w Polsce polecam początkującym znajomym raczej Pringa niż Murphy’ego a w kolejnym podejściu Schwagera.

  20. pit65

    Panie Adamie oczekiwania to nie sa problemy książek tylko ludzi.
    To tak na marginesie.
    A bez oczekiwań któż siądzie do opasłego tomiska Murphego zresztą do każdej innej działalności.
    Te sprawy na siebie wpływają i nie polaryzujmy je po Heglowsku bo synteza wyjdzie fałszywa IMO.
    Na rynku może i nie byc miejsca na autorytety , ale znów ludzka potrzeba bedzie je stale kreować stąd zawsze jest i będzie jakiś guru którego zastąpi następny i następny.

  21. astanczak (Post autora)

    @ Dapi

    >Choć oczywiście wie że zbiorowość ludzka potrzebuje “guru” we wszystkich zakresach swoich działań.

    powiedziałbym, że nawet fascynuje mnie to, że ludzie potrzebują guru.

    > Bez tej potrzeby chyba niewielu czytałoby cokolwiek i kogokolwiek.

    Na tym polu jestem naiwny – uważam czytanie za dyskusję.

    @pit65

    >A bez oczekiwań któż siądzie do opasłego tomiska Murphego zresztą do każdej innej działalności.

    Tu dochodzimy do problemu dlaczego ludzie nie czytają.

    > zawsze jest i będzie jakiś guru którego zastąpi następny i następny.

    se la vie, ale walczyć trzeba 🙂

  22. Lucek

    “Lata temu ukułem sobie na własny użytek pojęcie „mistycy wykresów”, których na rynku wyjątkowo łatwo spotkać. Ludzie ci mają tendencje do tłumaczenia rzeczywistości rynkowej tylko i wyłącznie przez pryzmat wykresów. W wykresach widzą siłę sprawczą, która steruje światem i tylko wgląd w wykres ma dać przewagę nad innymi.”

    Piękna retoryka, czyniąca z tych, którzy stan rynku określają poprzez analizę wykresów, jako idiotów 🙂
    Największym “mistykiem wykresów” jest chyba:
    http://thepatternsite.com/about.html

  23. Corvin

    Dobrze czuję różnice ale czepiać się będę dalej, Murphiego wziąłem przypadkowo. Myślę że żadnej z książek nie da się traktować jako dosłownego podręcznika zrób A -> później B. Właśnie powinny one tłumaczyć pewne aspekty. A wracając do czepiania się czyli jednak masz Pringa i Szwagera za pewne autorytety w każdym razie w uczeniu podstaw rynku i poleciłbyś je mając 300 innych do wyboru.

  24. astanczak (Post autora)

    @ Lucek

    > Piękna retoryka, czyniąca z tych, którzy stan rynku określają poprzez analizę wykresów, jako idiotów

    Między analizą wykresu i chłodnym podejmowaniem decyzji na podstawie jego interpretacji a wiarą w magiczną siłę wykresu jest pewna przepaść – powiedziałbym, że całkiem spora. Dla wyjaśnienia – oglądam rynek na czterech monitorach jednocześnie i 80 procent powierzchni zajmują wykresy.

  25. pit65

    “Tu dochodzimy do problemu dlaczego ludzie nie czytają.”

    Bo wolą nowoczesne jaskiniowe pismo obrazkowe lekkostrawnie przetworzone przez obowiązujące guru medialne.
    Zawsze będzie jakieś guru bo tłum musi mieć głowę także do ścięcia by oczekiwaniom stało sie zadość a jednocześnie zbrodnia nabrała cech sprawiedliwości 🙂
    No ale odeszliśmy za daleko od tematu.

  26. astanczak (Post autora)

    @ Corvin

    >Pringa i Szwagera za pewne autorytety w każdym razie w uczeniu podstaw rynku i poleciłbyś je mając 300 innych do wyboru.

    Pring jest dobrze napisany i w miarę szeroko obejmuje temat. Nic więcej i nic mniej. Kropka. To są główne powody, dla których polecam początkującym znajomym.

    Schwager idzie krok dalej i inaczej kładzie akcenty, ale właśnie w takiej kolejności polecam. Pring>Schwager. Ktoś, kto złapie o co idzie w książkach Pringa i Schwagera i spróbuje umieścić to w swojej obecności na rynku będzie miał krytyczne przygotowanie do dyskutowania z kolejnym książkami i szukania dalej a jeśli porzuci AT, to będzie miał pojęcie, o co w tym chodzi. W kolejnym kroku zaczyna się już ocean literatury, którą trzeba czytać nie zapominając o własnych celach (o czym niżej).

    Jeśli chodzi o wyjście poza AT, to wszystkim zalecam jakiś podręcznik do statystyki (zwykle pojawia się tu poważny grymas) i zarządzania ryzykiem, ale na tym ostatnim polu mam wyrozumiałość, bo początkujący zwykle przychodzą z kapitałem, który wymusza za duże ryzyko albo mocno ogranicza możliwość sterowania ryzykiem. W skrócie rzecz ujmując nie zakładam, że na rynek wchodzą milionerzy, bo wiem, że nie wchodzą.

    Jeśli dorobiłem się jakiegoś własnego – w miarę oryginalnego zalecenia – dla inwestorów indywidualnych, to sprowadza się ono do tezy “umieść całość tej zabawy w szerokim spektrum swojego życia”. To ma być część szerszego planu. Nie hazarduj się.

  27. Lucek

    “Między analizą wykresu i chłodnym podejmowaniem decyzji na podstawie jego interpretacji a wiarą w magiczną siłę wykresu jest pewna przepaść”

    Nie wierzę, że ktokolwiek wierzy w magiczną siłę wykresu.
    cyt.”W wykresach widzą siłę sprawczą, która steruje światem”.
    Być może na początku, zanim ktoś zawiera pierwszą transakcję, tak uważa, ale trudno mówić wtedy o “mistyku wykresów”.

  28. astanczak (Post autora)

    > Nie wierzę, że ktokolwiek wierzy w magiczną siłę wykresu

    Nie mam wpływu na to, w co wierzysz, ale odnotuj, że opis mistyków wykresów był szerszy i w pewnym sensie odnosił się do klasycznego podziału na religie i magię. Działaniem magicznym są dla mnie te wszystkie zabiegi “jeszcze jeden wskaźniczek, jeszcze jedna kreseczka i już będę bogaty”.

    To jest zaklinane rzeczywistości za pomocą wykresów. To jest część magicznych działań części ludzi na rynku. Miałbym bardziej obrazowy przykład, ale odnosi się do mojego znajomego, więc zwyczajnie nie mogę.

  29. whiteswan

    zajelo mi to troche dluzej niy 3h, ale mam nadzieje ze wysilek nie poszedl na marne,

    zainspirowalo mnie jedno pytanie Corvina, plus cala dyskusja na forum bossablo, za co wszystkim uzytkownikom jestem serdecznie wdzieczny

    ja sie juz z Panstwem w tym miejscu zegnam, zycze wielu ciekawych dyskusji oraz przyjemnej, mam nadzieje, lektury

    http://www.scribd.com/doc/75826526/rozprawka-na-temat-analizy-technicznej

  30. gzalewski

    “Moj sprzeciw wobec tego budzi odnoszenie się do analizy technicznej orazjakiejkolwiek innej analizy o charakterze redukcjonistycznym jako najbardziej wartościowej i przydatnej metody wykorzystywanej przez model decyzyjny. Jest to jeden z nieskończonej liczby możliwych do przyjęcia punktów odniesienia istawiam go na prawie na równi z handlem opierającym się na jakiejkolwiekmetodzie generującej sygnał.”

    No i problem polega na tym, ze w 100% sie zgadzam 🙂

  31. Lucek

    “To, czy następnie “podepniemy” ten model pod analizę techniczną czy też analizę cyklu owulacyjnego sąsiadki jest kwestią absolutnie drugorzędną”

    Oczywiście, oczywiście.
    Można również zaglądać do sedesu po każdorazowym użyciu, ale ( ważne)przed spuszczeniem wody. No bo “lanie wody” zakłóca sygnały.

  32. Kornik

    @whiteswan

    Ostatni akapit tego interesującego wywodu koresponduje ze zdaniem, które kiedyś napisałem w jednym z wpisów na tutejszym blogu:

    “Przyszłości nie da się przewidzieć, ale można ją zaplanować.”

    Inspiracją był, jak zwykle, filmowy cytat: “Przyszłość nie jest z góry ustalona. Nie ma przeznaczenia, bo sami decydujemy o swoim losie.” T-2

    Wielka szkoda, że odchodzisz.

  33. pit65

    @Kornik
    Cytat nie pamietam skad:
    „Jeśli chcesz rozbawić Boga, opowiedz mu o swoich planach!”

  34. [bossa.pl] (Post autora)

    >Przyszłości nie da się przewidzieć, ale można ją zaplanować

    W kontrze – Lennon chyba – “życie to jest wtedy, jaki ci coś nie wychodzi”.

  35. lesserwisser

    Gdy rozum śpi to budzą się demony decyzyjne (w rozumieniu formy inteligencji, która prowadzi do przerostu formy nad treścią).

  36. _dorota

    „Jeśli chcesz rozbawić Boga, opowiedz mu o swoich planach!”
    Jak często rozmawiasz z Bogiem, Pit? Może Jego to śmieszy, ale my, małe żuczki, posługujemy się dostępnymi nam technikami umysłowego organizowania rzeczywistości wokół nas. AT zresztą nie jest niczym innym.

  37. Kornik

    @pit

    „Jeśli chcesz rozbawić Boga, opowiedz mu o swoich planach!”

    Jak to się mówi – brechtam:D

    @astanczak

    „życie to jest wtedy, jaki ci coś nie wychodzi”.

    Święte słowa.

    Wychodzi na to, że raj, to widownia kabaretu zwanego życiem.

    ***

    Może rozwinę tamtą myśl:

    “Przyszłości nie da się przewidzieć, ale można ją zaplanować.”

    Nie ważne, co będzie – ważne, żeby wiedzieć, co MY będziemy robić w danej sytuacji, a wtedy to, co się wydarzy, nie ma dla nas najmniejszego znaczenia, bo MY jesteśmy przygotowani.

    MY… znamy swoją przyszłość! To wystarczy.

    Wtedy też praktycznie znika strach (przed tym co nie odkryte), a razem z lękiem znika potrzeba posiadania oparcia – swego rodzaju mentalnego stop lossa (pit65: +1), w postaci Guru, autorytetu, itp.

    Samodzielnie oceniamy, samodzielnie przygotowujemy się, samodzielnie uderzamy i sami odważnie ponosimy wszystkie konsekwencje swoich czynów.

    To moment, kiedy człowiek autentycznie dojrzewa – przestaje być amatorem, a staje się profesjonalnym inwestorem. Co nie oznacza automatycznie sukcesu. Można być profem bez profitów i ostatecznie skończyć jako jeden z „białych krzyży” na zielonym pagórku, wśród drzew, nad brzegiem oceanu – jednym z tych biednych s-synów, którzy zginęli za sprawę. Takie jest życie – nie my pierwsi i nie my ostatni – taka jest wojna.

    Ważne żeby próbować, ważne żeby się starać! I nie przejmować się tym, co gadają inni. Niech gadają, byle po nazwisku/nicku.

    Słyszysz, Black?

  38. gzalewski

    to jak już jesteśmy przy temacie, polecę zgrabną książeczkę:
    Czy Bóg gra w kości? Nowa matematyka chaosu
    Autor: Ian Stewart

  39. Corvin

    “Zamiast poświęcać
    przesadnie dużo niepotrzebnej uwagi na dobór literaturydotyczącej zagadnień
    analizy techni
    cznej czy fundamentalnej, najważ
    niejsze jeststworzenie odpowiedniego modelu decyzyjnego i jego logiki i dopasowania go donaszych osobistych preferencji.”

    tak chodzi o zbudowanie modelu, model jest wiadomo jakimś uproszczeniem zbyt skomplikowanej rzeczywistości, jest modelem i nim pozostanie. Modele właśnie temu służą by zbyt skomplikowane zagadnienie rozbić na mniejsze prostsze kawałki by właśnie nie utonąć w morzu szczegółów, nie tylko rynek ma swoje modele. Model może być prosty, może być skomplikowany, błędny, zbyt uproszczony jego wykorzystanie może być niewłaściwe, lub podczas jego wykorzystywania okaże się niedoskonały a my iteracyjnie będziemy go dostosowywać i parametryzować. I pewnie żaden z modeli nie pokaże nam dokładnych cen bajek nie ma, nawet blackboxy się wyłącza podczas znaczących zdarzeń makro. Niemniej aby tworzyć taki model jest potrzebna wiedza zarówno praktyczna jak i często teoretyczna. Właściwa literatura może ten proces przyspieszyć, inspirować, całkowicie zmienić. Masa ludzi się tym zajmuje baza wiedzy jest bogata i na pewno warto z tego skorzystać. Byle korzystać z wiarygodnych źródeł bo inaczej może dość do nadmiernego błądzenia i wypaczeń.

  40. deli deli

    Używacie sobie na AT jakby to nie AF wpędziła nas w kłopoty.

  41. gzalewski

    deli, pogrzeb AF odbyl się w 2007 roku na dawnym forum futures 🙂
    Tam był “zabójca AT”, który zdaje się do dziś się nie podniósł

    😉

  42. deli deli

    @gzalewski
    Dziękuję za archiwalne zdjęcie. Nie uronię nad nim jdnej łzy.

  43. pit65

    @_dorota

    Pani psycholog wyraz “Bóg” jest tu uzyty jako figura retoryczna.
    Boga sie nie tykam i nie o nim ta sentencja od tego jest teologia.

    Jeżeli ktoś jest uczulony na ten wyraz i wierzy w dajmy na to w inny absolut , panspermę , państwo, neo+jakikolwiek przyrostek i inne mniej lub bardziej naukowe wiary po podstawieniu zdanie ma ten sam sens.
    A mianowicie dajmy taki przykład bez metafizyki:

    Planujemy przyszłość na emeryturze z II filaru więc spytajmy Boga który w tym znaczeniu przyobleka szatę państwową czy ostatnie wydarzenia to nie szyderczy chichot ????

    Przykład jest nie z pola AT , ale nie trudno sobie wyobrazić cos podobnego i z tej działki.

    Czy teraz jasne Pani psycholog?

    Nie neguje planowania tylko umieszczam to w szerszym kontekście czasowym nad którym człowiek panować nie będzie nigdy.

    I odpowiadając na pytanie czy często rozmawiam z Bogiem to w kontekście spekulacji na giełdzie niezbyt często na szczęście bo jak ktoś zaczyna sie modlić by zajęta pozycja okazała się dobra to kiepski z niego trader IMO, aczkolwiek modlitwa mu nie zaszkodzi w sytuacji gdy on sam sobie tak 🙂

  44. lesserwisser

    pit65

    Pan spermę a ja panspermię. 🙂

  45. _dorota

    @ Pit65
    OK, chociaż przyznasz, że personalizacja absolutu jest zabiegiem naiwnym. Nie o tym jednak jest rzecz: jakkolwiek śmieszne moga się wydawać nasze próby planowania/opanowania miałkim umysłem rzeczywistości, to nie możemy się oprzeć na niczym innym.
    I tutaj też widzę analogię do AT: lepsza jakaś ułomna AT niż żadna.

    Ale może odbiegamy od tematu, a weekend się zbliża.

  46. deli deli

    @pit65
    Lista życzeń, próśb skarg i zażaleń to ma być modlitwa? Wstydziłbyś się!

  47. pit65

    @deli deli

    Masz pewnie rację wiec sypie głowe popiołem czym prędzej

  48. pit65

    @Less

    Dzieki za poprawke “i” się gdzieś uciekło było na klawiaturze , ale myslę ,że pojęcia są sobie bliskoznaczne więc wielce nie okaleczyłem samej teorii 🙂

  49. deli deli

    Hej, Pit!
    Ty masz albo poczucie humoru albo bojaźń bożą w sercu – tegom jeszcze nie pewny.
    Tak, czy inaczej pozwól mi jeszcze zapisać Twoje imię na górnym rejestrze.
    { muszę wychodzić z Bossablo}

  50. pit65

    @whiteswan

    Nie pękaj i pisz.
    Wytrwałośc to dobra cecha na rynku inaczej każda nawet najlepsza strategia nieliniowa polegnie.
    Ja jestem dzieckiem delty bo ma dynamikę i jest jak mysliwiec.
    Atak i szybka ucieczka.
    Nieliniowość jest dobra do obrony krążowników.

    PS. Czy ta zmiana z gray na white nie miała pierwowzoru w Gandalfie 🙂

    Tak czy inaczej
    Niech moc będzie z Tobą Swan.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Klauzula informacyjna

Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. („My” lub „DM BOŚ”) z siedzibą w Warszawie (ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa). Będziemy przetwarzać, Pani/Pana dane na potrzeby udzielenia odpowiedzi na Pani/Pana zapytanie, możliwości skorzystania z usługi oferowanej przez DM BOŚ, a także realizacji naszych prawnie uzasadnionych interesów, tj. rozpatrywania skarg oraz obrony przed roszczeniami. Ma Pani/Pan prawo dostępu do danych, żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania i przenoszenia. W dowolnym momencie może Pani/Pan także wnieść sprzeciw, z przyczyn związanych z Pani/Pana szczególną sytuacją, wobec przetwarzania Pani/Pana danych dla realizacji prawnie uzasadnionych interesów DM BOŚ. Może się Pani/Pan z nami skontaktować wysyłając e-mail na adres: makler@bossa.pl lub list na adres: ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa, dzwoniąc na infolinię pod numer + 48 225043104 lub odwiedzając jedną z naszych placówek (lista dostępna pod http://bossa.pl/dmbos/oddzialy/). Może Pani/Pan skontaktować z Inspektorem Ochrony Danych m.in. korzystając z e-mail: iod@bossa.pl lub listownie na nasz adres. Więcej informacji o przetwarzaniu Pani/Pana danych, czasie przechowywania, prawach i sposobach kontaktu znajduje się w naszej Polityce Prywatności.