W 2011 roku, po utracie przez USA ratingu AAA, w gorącym okresie kryzysu zadłużeniowego w Strefie Euro sprawa, którą chcę poruszyć wydaje się jakimś surrealistycznym dowcipem. Tym niemniej, pod koniec drugiej kadencji Clintona gdy USA notowały nadwyżkę budżetową a wielkość długu publicznego zmniejszała się, ekonomiczni doradcy Clintona zastanawiali się jak będzie wyglądać świat bez amerykańskiego długu rządowego.

Prognozowali, że USA spłaci swój cały dług do 2012 roku. Dziś, raport Life After Debt (poniżej) wydaje się przykładem niepoprawnego optymizmu i problemów z prognozowaniem. Warto jednak zauważyć, że w momencie powstawania raportu cięcia podatkowe prezydenta Busha, dwie kosztowne wojny, które za jego kadencji USA zaczęły prowadzić oraz kryzys finansowy, recesja i związane z nimi programy pomocowe i stymulacyjne administracji Obamy nie były jeszcze widoczne na horyzoncie. W każdym razie, po kilkunastu latach możemy z uśmiechem na twarzy oglądać takie wykresy jak poniższy:

Za NPR

Dlaczego w ogóle powstał ten raport? Otóż, zdaniem jego autorów spłacenie przez USA całego długu publicznego wymagałoby poważnych działań dostosowawczych w sektorze finansowym i globalnej gospodarce. Innymi słowy, amerykański dług (poza finansowaniem deficytu budżetowego) pełni ważną rolą w systemie finansowym. Dotyczy to zresztą długu rządowego innych państw i częściowo wyjaśnia dlaczego niektóre państwa posiadają dług brutto przy ujemnym długu netto, czyli dlaczego takie państwa jak Norwegia emitują papiery dłużne choć posiadają płynne aktywa (na przykład w SWF – Niezależnych Funduszach Majątkowych) pozwalające natychmiast spłacić wszelkie zobowiązania państwa.

Amerykański dług publiczny pełni trzy istotne funkcje. Po pierwsze, stanowi zdecydowaną część klasy bezpiecznych aktywów (a raczej aktywów uznawanych za bezpieczne) to jest nie obciążonych ryzykiem bankructwa. Istnieją inwestorzy, którzy z powodu regulacji lub wysokiej awersji do ryzyka inwestują jedynie w najbezpieczniejsze aktywa. Za te ostatnie zwykło się uważać dług państwowy o najwyższym ratingu. W 2011 roku amerykańskie papiery skarbowe stanowiły 59% wszystkich papierów skarbowych z ratingiem AAA. Wielkość i płynność rynku oraz bezpieczeństwo amerykańskich papierów skarbowych sprawia także, że amerykańskie papiery dłużne idealnie nadają się do realizowaniu wielu transakcji finansowych, na przykład służą jako zabezpieczenie kredytów– collateral albo aktywa rezerwowe innych banków centralnych.

Po drugie, rentowność amerykańskich papierów skarbowych jest integralną częścią istotnych benchmarków, na czele ze stopą wolną od ryzyka (risk-free interest rate).

Po trzecie, amerykańskie papiery skarbowe są kluczowe dla Rezerwy Federalnej ponieważ umożliwiają prowadzenie aktywnej polityki monetarnej i bezpośrednie wpływanie na wielkość podaży pieniądza poprzez operacje otwartego rynku.

Autorzy raportu zwracają także uwagę, że w przypadku spłaty całego zadłużenia publicznego oraz kontynuowania polityki nadwyżek budżetowych amerykańska administracja byłaby zmuszona opracować politykę inwestycyjną i zdecydować w jakie aktywa amerykański rząd będzie inwestował nadwyżki.

Przyznam szczerze, że każdy z tych problemów wydaje się mi ‘wydumany’. Po pierwsze większość z opisanych problemów byłaby możliwa do uniknięcia przez utrzymywanie długu bruttu (emisję papierów skarbowych) i jednoczesne inwestowanie nadwyżek finansowych na rynku obligacji korporacyjnych i rynku akcyjnym. To o tyle rozsądne, że koszty zadłużenia się byłyby dla amerykańskiego rządu bardzo niskie. Po drugie, rynek finansowy jest systemem bardzo dynamicznym, łatwo adaptującym się do nowej sytuacji. W przypadku zaprzestania emisji amerykańskiego długu jego rolę mogłyby przejąć obligacje korporacyjne, (teraz brzmi to wyjątkowo nierozsądne) papiery dłużne Freddie Mac i Fannie Mae lub dług stanowy i municypalny. Należy przecież przyjąć, że nadwyżka sektora publicznego mogłaby zwiększyć deficyt sektora prywatnego (długu konsumenckiego i korporacyjnego).

Właśnie ten ostatni problem wydaje się mi się jedynym poważnym negatywnym następstwem spłaty całości amerykańskiego zadłużenia publicznego. Konstrukcja systemu finansowego wraz z układem bodźców i anty-bodźców sprzyja zadłużaniu się gospodarek. Założenie, że dług, który nie znalazłby się w pasywach amerykańskiego rządu znalazłby się w pasywach sektora prywatnego nie wydaje się oderwane od rzeczywistości. Czy system finansowy byłby dzięki temu bardziej stabilny?

Life After Debt

[Głosów:0    Średnia:0/5]

50 Komentarzy

  1. Bebo

    Chyba kiedyś coś o tym pisałeś, czyż nie?

    ps. literówki w anchorze: “W 2011 roku amerykańskie papiery skarbowe stawiły 59% wszystkich papierów skarbowych z ratingiem AAA”

    1. trystero (Post autora)

      @ Bebo

      Podałem tylko odnośnik do raportu.

  2. Adam Duda

    Nadwyżka mogłaby być zainwestowana chociażby w obnizkę podatków. Po co ma państwo inwestowac na giełdzie?
    A dyletmat w co zainwestować, jezeli nie w obligacje jest troche wydumany. Więcej kapitału na rynku, to więceje equity (inwestycje w akcje), a wiecej kapitału lokowane w przedsiebiorstwa to i potencjalny szybszy rozwój.

    1. trystero (Post autora)

      @ Adam Duda

      Wiesz, oni także pytali o tę politykę inwestycyjną w kontekście tego w co miałby inwestować Social Security Trust Fund.

      @ pawel-l

      Bez wątpienia życie bez długu, czy to publicznego czy prywatnego, jest możliwe. Kluczowe pytanie brzmi: czy byłoby lepsze? Czy gospodarka byłaby bardziej efektywna? Tutaj chyba obaj zgadzamy się, że istnieje jakaś optymalna wielkości długu.

      @ sajnek

      Dosyć optymistycznie spoglądasz na świat jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że sektor finansowy okopał się w TBTF.

      @ lesserwisser

      Dokładnie. To kwestia systemowa. Na wielu poziomach.

  3. pawel-l

    O ile bez długu rządowego można żyć, to pytanie czy można żyć bez długów konsumenckich albo korporacyjnych ?
    To pierwsze jest chyba jak najbardziej możliwe. (pierwsze lata transformacji w Polsce ?).
    Korporacyjne są chyba podstawą kapitalizmu i bez nich trudno byłoby o rozwój (???)

    Ciekawe jest także czy jest jakiś optymalny poziom zadłużenia całkowitego. W US średni poziom długu wynosił ok 140% PKB. Ale np. w Argentynie rynek kredytowy był sparaliżowany, a mimo to kraj się rozwijał.

  4. sajnek

    “Konstrukcja systemu finansowego wraz z układem bodźców i anty-bodźców sprzyja zadłużaniu się gospodarek. Założenie, że dług, który nie znalazłby się w pasywach amerykańskiego rządu znalazłby się w pasywach sektora prywatnego nie wydaje się oderwane od rzeczywistości. Czy system finansowy byłby dzięki temu bardziej stabilny?”

    Następowałaby selekcja naturalna, słabsi by odpadali z gry. Teraz jest jeden gospodarz i jeden duży niezbyt mobilny bagaż długu. Tylko jakby te odpadanie z gry odbiło się na “zwykłych śmiertelnikach” to druga sprawa…

  5. lesserwisser

    “Konstrukcja systemu finansowego wraz z układem bodźców i anty-bodźców sprzyja zadłużaniu się gospodarek. Założenie, że dług, który nie znalazłby się w pasywach amerykańskiego rządu znalazłby się w pasywach sektora prywatnego nie wydaje się oderwane od rzeczywistości.”

    No właśnie, mamy tu do czynienia z istotnym problem natury systemowej i rzekłbym doktrynalnej.

    Otóż dominująca, od 50 lat, w nauce i praktyce finansów, tak zwana teoria struktury kapitałów Modiglianiego i Millera (oba zwei mają Nobla ekonomicznego) mówi, że:

    W świecie z podatkami – korzystne jest dla firmy korzystanie z długu – dżwigni – ponieważ w powszechnie obowiązującym ustawodawstwie rachunkowym osiaga ona korzyść w postaci możliwości odliczenia odsetek od podstawy opodatkowania (wyniku finansowego), gdyż odsetki zapłacone są uważane za koszt uzyskania przychodu.

    Tym samym wzrasta jednocześnie wartość firmy, z długiem w pasywach, o wielkość tzw tarczy podatkowej (skapitalizowane odsetki), w stosunku do firmy nie korzystającej z zewnętrznych żródeł finansowania.

    To jest tak zwane twierdzenie I, natomiast pochodne od niego twierdzenie II mówi że, w miarę jak zastępujemy kapitał własny tańszym długiem (przez te odsetki) zmniejsza się firmowy koszt kapitału (WACC) a co za tym idzie wzrasta wartość firmy.

    I teraz uwaga: Optymalna struktura kapitałowa firmy, czyli taka która maksymalizuje jej wartość, to kapitał firmy składający się w 100% z długu (czyli zero kapitałów własnych)???

    No i jak się opowiada takie banialuki, wierzy w nie i je wdraża w praktyce, to jak ten kapitalizm ma się w końcu nie rozwalić.

    No jak, przecież i autorytet nauki i ustawodawstwo zachęcają do brania kredytów ile się da, czyli na maksa.

  6. Bebok

    @lesserwisser: Panowie Modigliani Miller w komentarzu do swojej teorii stwierdzili, że “istnienie tarczy podatkowej nie oznacza, że przedsiębiorstwa w każdej sytuacji będą dążyły do maksymalizacji udziału długu w strukturze kapitału firmy, ponieważ w realnym świecie istnieją inne uwarunkowania strategii finansowania, które nie zostały uwzględnione w modelu. Model jest uproszczonym obrazem rzeczywistości, a uwzględnienie czynników takich jak podatki dochodowe, warunki stawiane przez wierzycieli, etc. znacząco wpływa na postrzeganie zagadnienia optymalnej struktury kapitału w przedsiębiorstwie.” (F. Modigliani, M.H. Miller, Corporate Income Taxes and the Costs of Capital: A Correction. „The American Economic Review”, Czerwiec 1958, vol. 8, nr 3, s. 442.).

    Dodatkowe jaja były po teorii Mertona Millera z 1977 roku, który stwierdził, że jednak źródła finansowania nie mają wpływu 🙂 Ale wskutek krytyki teorii MM i wariacji Millera powstała teoria kompromisowa, teoria sygnalizacji, teoria hierarchii wyboru (Myersa i Majlufa z 1984 r.), a wcześniej (przed Millerem) teoria Baxtera uwzględniająca koszty bankructwa i konkluzje tych teorii są dość intuicyjne – finansowanie kapitałem obcym jest opłacalne do pewnego stopnia, gdy przyrost zadłużenia nie podwyższa nam odsetek od kredytu w ramach premii za ryzyko, a optymalna struktura kapitału to taka, która zakłada minimalizacje średniego ważonego kosztu kapitału.

    Ale to tylko finansowo, bo wiadomo dla menedżerów na pierwszym miejscu są sprawy operacyjne firmy i to pod nie dostosowywana jest struktura kapitału, a dopiero na drugim miejscu pod jej optymalne kombinacje kapitału własnego i obcego.

  7. Bebok

    Niepotrzebnie (niechcący) w cudzysłów te drugie zdanie (o modelu będącym uproszczonym obrazem reala) dałem, bo to nie cytat z MM tylko moje dopowiedzenie.

    Pozdro!

  8. lesserwisser

    @ Bebok

    Niby to wszystko co napisałeś, to wszystko prawda, ale nie mogę opatrzyć tego (dys)kwalifikatorem “niby”. Bo, po prawdzie, to cholera wie gdzie ta prawda leży.

    Warto bowiem dodać do twojej wyliczanki kolejną teorię, DeAngelo-Masulis z 1980 roku, która postuluje istnienie optymalnej struktury kapitałowej, czyli specyficznego dla każdej firmy udziału długu optymalizującego jej koszt kapitału.

    Problem z tym, że badania w tej kwestii dają rozbieżne wyniki, brak też zgody co do właściwej stopy dyskontującej dług oraz zasadniczo co do precyzyjnego opisu zmiany skali/stopnia ryzyka wraz ze wzrostem stopnia lewarowania.

    Ale, mimo tego, wiadomo powszechnie, że dług jest dobry i zasadniczo
    im więcej tym lepiej, choć bez przesady. I jak firma restrukturyzuje swoje pasywa i wypuszcza obligacje to analitycy generalnie odbierają to jako pozytywny sygnał i twierdzą, że jej wartość (a więc i ceny rynkowe) powinny odpowiednio wzrosnąć. I zazwyczaj rosną.

    Cały ten system stoi na głowie, tfu na długu i na pożyczonym sie opiera. I jest (z) gut(aperki).

    Też pozdro.
    Nie ma też zgody

  9. Bebok

    @lesserwisser: Racja. I intuicyjnie ta teoria mówi to co streściłem w ostatnim komentarzu 😛 Pomimo, że ignoruje ta teoria koszty transakcyjne i zakłada doskonały rynek kapitałowy.

    prof. Jerzemowska w swojej książce (swoją drogą najgorsza książka o tej tematyce jaką czytałem, brrr… i jeszcze za tę chałturę habilitację dostała, ehhh…) tak usystematyzowała i zdawkowo opisała teorie struktury kapitału

    Do 1958 roku:
    1. Teoria zysku operacyjnego netto (Net Operating Income Theory) lub hipoteza niezależności (Independence Hypothesis)
    2. Hipoteza zależności (Dependence Hypothesis) lub teoria zysku netto (Net Income Theory)
    3. Teoria tradycyjna (Traditional Theory)

    A po ’58:
    1. F. Modigliani, M.H. Miller (1958). Przy braku istnienia podatków struktura kapitału (dźwignia finansowa) są nieistotne. Teoria zwana teorią MM.
    2. F. Modigliani, M.H. Miller (1963). Tarcza podatkowa równa jest korzyściom wynikającym z finansowania przedsiębiorstwa długiem.
    3. M. Brennan (1970). Wprowadzenie podatku dochodowego do modelu wyceny aktywów kapitałowych CAPM w celu obliczenia korzyści (w postaci przyrostu wartości) wynikających z użycia dźwigni finansowej, przy zastosowaniu średniej krańcowych stawek podatkowych, z uwzględnieniem zarówno parametrów podatkowych jak i awersji do ryzyka.
    4. M.H. Miller (1977). Korzyści wynikające z korzystania z dźwigni finansowej przy krańcowych stopach podatkowych z uwzględnieniem osobistego podatku dochodowego.
    5. F. Modigliani (1982). Wykazanie wpływu na dźwignię finansową średnich stop podatkowych i ryzyka.
    6. M. Jensen, W. Meckling (1976). Optymalna struktura kapitału minimalizuje koszty agencyjne.
    7. H. DeAngelo, R. Masulis (1980). Optymalny kompromis pomiędzy oczekiwanymi krańcowymi korzyściami wynikającymi z zastosowania tarczy odsetkowej i podatkowej, oraz oczekiwanego krańcowego kosztu bankructwa.
    8. S. Ross (1977). Dźwignia finansowa i polityka dywidend jako sygnały oczekiwanych przyszłych wyników finansowych.
    9. S.C. Myers, N. Majluf (1984). Asymetria informacji i sygnalizacja racjonalnych oczekiwań.
    10. S. Ross (1985). Efekty podatkowe modelu H. DeAngela i R. Masulisa, relacja między strukturą kapitału, współczynnikiem beta (jako miernik ryzyka).
    11. E. Fama (1985). Nadzór zadłużenia przez rynek redukuje koszty zawierania kontraktów przez przedsiębiorstwa z osobami mającymi prawo roszczeń wobec przedsiębiorstwa.
    12. P. Dyvbig, J. Zender (1988). W przypadku gdy wybrane kontrakty dotyczące kompensaty kierownictwa są optymalne, twierdzenia nieistotności teorii MM są prawdziwe w warunkach występowania kosztów agencyjnych i asymetrii informacji.

  10. lesserwisser

    Jejku ale wykład. Widzę, że interesujesz się moimi tematami, taka bratnia dusza. 🙂

    Przejrzałem dziś tę Jerzemowską (by se odświeżyć i sprawdzić) i też uważam, że jak na rozprawę habilitacyjną to raczej cienkawo, tak bardziej skryptowato.

    Ale jakie inne polskie opracowania są na wysokim poziomie?
    Duliniec też skrypt i nawet w drugim wydaniu nie wspomina o równaniu Hamady.

    A tak generalnie to większość naszych autorów robi opisywankę – przepisywankę nie wykazując dogłębnego zrozumienia tematu, więc czasem miejscami skrzeczy, gdy popuszczają wodze fantazji i dodają coś od siebie.

  11. Bebok

    @lesserwisser:
    No finanse przedsiębiorstw są pasjonujące, nie przeczę 🙂 Pracę licencjacką pisałem o strukturze kapitału, ale nie poprzestałem studiowania tego tematu po jej obronie. Te usystematyzowanie to copypasta z mojej pracy była.

    Akurat mam w swojej biblioteczce (co prawda w postaci skanów, ale ciii…) tylko Duliniec i Jerzemowską, a w czytelniach to o strukturze kapitału miałem do dyspozycji tylko ogólne książki o finansach przedsiębiorstw/analizie finansowej z jedynie z rozdziałami poświęconymi temu zagadnieniu (no prócz Ickiewicz książki, ale to też słabe i stare). Co do Jerze to jest to po prostu kompilacja zachodniej literatury i jej tłumaczenie – praca kompletnie odtwórcza – ja dziękuję za takich profesorów…

    Nawet mój promotor mówił, że Jerzemowska przychałturzyła z tą książką i napisała ją dla siebie 😉

    Gajdka: “Teorie struktury kapitału i ich aplikacja w warunkach polskich” było ok, ale nie pamiętam czy było tam równanie Hamady (nie poruszałem tego równania w pracy w ogóle, ba na APT mi nawet miejsca nie starczyło). Ale to z 2002 pozycja.

    Równanie Hamady pojawia się w Brigham & Houston w “podstawach finansów przedsiębiorstw”, a z polskich w Sierpińskiej (“Ocena przedsiębiorstw wg standardów światowych” – jest PDF w necie), ale to rozdzialik tylko o strukturze kapitałowej (choć o finansowaniu hybrydowym wspomina, a to rzadkość w pl literaturze). W najlepszej polskiej książce dot. finansów przedsiębiorstw (czyli Gajdka&Walińska “zarzadzanie finansowe”) nie ma nic o Hamadzie pomimo niezłego rozdziału o strukturze kapitału, a w najlepszej książce do finansów przedsiębiorstw jaką w życiu widziałem (aż musiałem ją kupić – 1500 stron biblia), czyli “finansach korporacyjnych” Damodarana też nic o tym równaniu nie ma co mnie trochę dziwi.

    Teraz właśnie sobie Brealeya i Myersa książkę studiuje (uczę się na licencje DI, a sama książka jest w oryginale w pdf na necie dostępna, choć ja dorwałem polskie wydanie – rozszerzone względem tego z netu), i jest tam troszkę rzeczy których nie ma nigdzie indziej o strukturze kapitału, choć sama książka momentami topornie napisana i ciężko zrozumieć co mają na myśli.

    Na ssrn.com jest kilka konceptów CAPM (ciekawe) i kosztu kapitału (ciekawe) i też parę papers o strukturze kapitału (nieciekawe).

  12. lesserwisser

    @ Bebok

    Tego Gajdki to nie znam, ale dzięki za namiar spróbuję przejrzeć.

    Ja przeczytałem sporo czołowych publikacji zachodnich, pod kątem zagadnień struktury kapitału. Muszę, z żalem, powiedzieć, że i tam jest cała masa niejasności i wręcz rozbieżności, tak że często człowiek głupieje i musi się domyślać o co dokładnie autorowi chodzi.

    Co więcej, mamy tu często do czynienia z dosyć typowym zjawiskiem, że im nowsza książką lub jej wydanie tym mniej przejrzyście i całościowo zagadnienie te jest ujęte. Ot takie już nastały czasy, widocznie.

    Ja wolę czytać wersje papierowe i jak wejdą szerzej tablety z ebookami to się chyba załamię. 🙁

  13. blackswan

    nie na temat:

    http://www.bloomberg.com/news/2011-11-02/bernanke-says-mortgage-backed-securities-purchases-are-a-viable-option-.html

    ktos jeszcze ma dobre zdanie o FED?

    1. trystero (Post autora)

      @ blackswan

      Prawda jest taka, że od jakiegoś czasu absolutnie nikt nie ma dobrego zdania o FED. Część ludzi uważa, że FED robi za dużo a część, że FED robi za mało.

      1. astanczak

        @ blackswan > ktos jeszcze ma dobre zdanie o FED?
        @ trystero > absolutnie nikt nie ma dobrego zdania o FED

        wprawdzie nie wiem, czy mieszczę się w definicji nikogo i kogoś, ale przyjmując założenie, że wypełniam definicję obu łatwo obalę te zdania nasycone wielkimi kwantyfikatorami – ja mam dobre zdanie o Fed (mhmmm chyba z miesiąca na miesiąc nawet coraz lepsze) i uważam, że robi dokładnie to, co powinna i czego należy oczekiwać, jeśli zadać sobie trudu zrozumienia skąd bierze się obecna polityka. Dzisiejsza konferencja to jest idealne wypełnienie pewnego modelu działania, który jest podstawą obecnej polityki.

        BTW, gdzie podziali się krytycy, którzy na poprzednim posiedzeniu FOMC zgłaszali zdania odrębne i chcieli zakończyć łagodzenie polityki? Zmienili zdanie, czy może rzeczywistość jednak okazała się złośliwa i nie dopasowała się do ich wyobrażeń.

  14. blackswan

    zgadza sie – czesc ludzi jest zadluzona, a czesc ma oszczednosci; poki co dlug jest jedynym rozwiazaniem FED, co dla jednych jest dobre, natomiast dla innych nie – na cale szczescie dla FED i Bena osoby bezposrendio poszkodowane przez ich remedium rozwiazywania strukturalnych problemow i cedowania dlugow wtopionych na roznych nonsensach (wszystko co jest TBTF) w duzej czesci jeszcze nie sa pelnoletnie, albo nawet sie nie narodzily.

    sednem problemu moim zdaniem jest prosty fakt, sprowadzajacy sie do prostej zaleznosci:

    DLUG = NADMIERNA PEWNOSC SIEBIE

    im wieksza nasza pewnosc co do skutecznosci przedsiewziecia biznesowego, tym mniej oplacalna z naszego subiektywnego punktu widzenia jest emisja kapitalu i rozpraszanie swoich udzialow w zyskach, a bardziej oplacalna jest emisja dlugu;

    kluczem jest umiar

    dla jednych ‘moderate level of debt’ (patrz: np. Lehman) to dzwignia 30:1. Brzmi umiarkowanie…jak Pit65 slusznie i ironicznie zauwazyl — jesli chcemy byc racjonalni powinnismy korzystac z nieskonczenie duzego lewara. Zakladajac ze nasza iluzja swietlanej przeszlosci nie zostanie nawet na chwile zachwiana i nie zagalopujemy sie w swoich dziwnych behawioralnych bajasach, wowczas to bedzie dzialac. Piekna utopia, ale Ben chyba w nia wierzy.

    w czasach niepewnosci system finansowy powinien byc przede wszystkim solidny i odporny na roznego rodzaju wstrzasy i dodatkowa emisja dlugu tylko to komplikuje – w nieliniowej rzeczywistosci ktorej jestesmy czescia produkcja iluzorycznego pieniadza tylko i wylacznie tworzy kolejna warstwe roznego rodzaju zaleznosci i interakcji w systemie. Fraktale ladies and gentelman. Hiperinflacja jest niczym innym jak takim wyglupem losowosci, natomiast FED caly czas bawi sie zapalkami przy barylce dynamitu.

    nota bene to tak naprawde pozyczamy teraz od kogo? od naszych potomkow czy kosmitow? a moze Chiny i Azja beda naszym motorem w przyszlosci? To dopiero bylaby niespodzianka gdyby Azja kleknela…

    Osobiscie podpisuje sie obiema rekami pod stwierdzeniem, ze zamiast dodatkowo emitowac dlug nalezy isc w przeciwna strone , czyli w kierunku transferu ‘debt to equity’ i odchodzenia od systemu opartego na iluzorycznej wierze ze wszystko jednak bedzie dobrze i jestesmy w stanie funkcjonowac w systemie opartym na PROGNOZOWANIU, nie biorac pod uwage mozliwych konsekwencji pomylki.

  15. blackswan

    @astanczak


    @ blackswan > ktos jeszcze ma dobre zdanie o FED?
    @ trystero > absolutnie nikt nie ma dobrego zdania o FED

    wprawdzie nie wiem, czy mieszczę się w definicji nikogo i kogoś, ale przyjmując założenie, że wypełniam definicję obu łatwo obalę te zdania nasycone wielkimi kwantyfikatorami – ja mam dobre zdanie o Fed”

    zgrabny wybieg slowny:)

    przyznam – moja wiedza dot polityki monetarnej FED w porownaniu do Twojej jest zapewne na zenujaco niskim poziomie, natomiast nie przeszkadza mi to w wyciaganiu pewnych wnioskow na podstawie kontrolowanego dialogu FED – reszta swiata;

    problem dla mnie jest przede wszystkim taki: brak jest fundamentalnego zrozumienia mozliwych konsekwencji stosowania obecnej terapi. To jest troche tak jak z cesarskim cieciem w medycynie – doswiadczenie i rozsadek mowi nam jedno, a i tak wiekszosc robi co innego. Iluzja kontroli bez baczenia na dalsze reperkusje i skale mozliwych efektow ubocznych. Czasami trzeba objac obiema rekami losowosc i przystosowac system w ramach ktorego operujemy do jej charakterystyki, poprzez uczynienie go odpornym na wydarzenia ad-hoc.

    Takie skojarzenie – ludzie w bankach centralnych kojarza mi sie z dziecmi, ktore poproszone o narysowanie jakiegos krajobrazu korzystaja z geometrii euklidesowej, mimo ze jako taka jest jedynie wytworem naszej wyobrazni i niewiele ma wspolnego z wynalazkami Matki Natury 😉

    1. astanczak

      > przyznam – moja wiedza dot polityki monetarnej FED w porownaniu do Twojej jest zapewne na zenujaco niskim poziomie

      Wymieniamy opinie, dobrze wiesz, że biura maklerskie to nie jest miejsce, w którym wymaga się głębokiego zrozumienia polityki monetarnej i ja też takiego zrozumienia nie mam. Popracowałem jednak na tyle na tematem, żeby wiedzieć, że ci, którzy w mediach prezentują się, jako specjaliści od polityki monetarnej nie przeczytali podstawowej literatury, jaką należało przeczytać, żeby komentować właśnie prowadzoną politykę Fed przez tego konkretnego człowieka. Bez tego nie da się zrozumieć co robi Fed a raczej jest się skazanym na ogólniki i ideologicznie banialuki. To jest nawet zabawne, kiedy widzi się ludzi z tytułem profesora czy doktora, którzy robią z siebie… nie odrobili pracy domowej.

      > natomiast nie przeszkadza mi to w wyciaganiu pewnych wnioskow na podstawie kontrolowanego dialogu FED – reszta swiata;

      Nie ma sporu – na tym polega obecność na rynku i w dyskusji. Przecież obecne działania Fed to w dużej mierze marsz po ziemi niczyjej, gdzie podejmuje się pewne kroki licząc na efekty i obserwując, czy zadziałały. To zresztą kolejna ciekawostka, jak łatwo – zwłaszcza rodzimi komentatorzy – podkreślają, że działania Fed nie przynoszą żadnego efektu. Z litości nie zadaję pytania, żeby udowodnili swoje tezy z akcentem na duży kwantyfikator “żadnego” 😉

      > brak jest fundamentalnego zrozumienia mozliwych konsekwencji stosowania obecnej terapii

      Myślę, że jednak pojawiają się. Z mojego punktu widzenia wygląda to tak, że po kryzysie lat 30 XX wieku doskonale zdawano sobie sprawę, co należy zrobić, ale nikt nie miał danych do tego, jakie będą konsekwencje, bo nie przerabiano czegoś na taką skalę w tak złożonym systemie. W istocie – znów moja opinia – do wyboru była ścieżka z lat XX ze wcześniejszym zakręceniem kurka i upadkami banków, która nie zadziałała w latach 30 XX lub podtrzymanie systemu bankowego i dolanie pieniądza do gospodarki z poczuciem, że może zadziała i świadomością, że nie wiemy, jak się skończy. Idziemy to drugą ścieżką. Sukcesem jest jednak brak deflacji, powrót na ścieżkę wzrostu (mizernego, ale jednak). Problemem napięte budżety państw, choć akurat tu kryzys tylko był igiełką przyłożoną do baloników, które politycy dmuchali przez lata.

      >krajobrazu korzystaja z geometrii euklidesowej

      ekonometria i modelowanie makro ma wiele wad, ale na jakimś modelu i założeniach trzeba pracować – bez tego zostaje tylko danie na mszę 🙂

  16. pit65

    “Przecież obecne działania Fed to w dużej mierze marsz po ziemi niczyjej”

    To juz było:bank Medyceuszów,Florencja, Katalonia, Sevilla,John Law we Francji,kryzys lat 30 tych nie licząc Chińskiego eksperymentu .To tylko te najważniejsze.

    Stąpanie po tej ziemi zawsze kończyło się jednako.Koniec jest znany.

    Jedyne róznice to ekonometria i podstawa emisji pieniądza co sprawia ,że doczesny “fraktal historyczny” różni sie od niegdysiejszych.

    Dlaczego miało by teraz być inaczej. Modele ekonometryczne pomogą?
    Zapytam sie inaczej na podstawie rynku kapitałowego . Czy jakikolwiek model ekonometryczny pozwala kontrolować rynek /aka grall/? Więc skąd ta wiara ,że mechanizm o wiele bardziej skomplikowany jakim jest gospodarka globalna jest kontrolowalna przez centralnego planiste jakim jest FED na podstawie jakiejkolwiek akademickiej alchemicznej formuły teoretycznej.
    Tak czy owak wiara w modele ekonometryczne pozostaje jedynie wiarą więc dać na mszę nie zaszkodzi 🙂

    1. astanczak

      @ pit65

      świetne pytania 🙂

      >Zapytam sie inaczej na podstawie rynku kapitałowego . Czy jakikolwiek model ekonometryczny pozwala kontrolować rynek /aka grall/?

      Nie pozwala, ale też chyba nikt nie stawia sobie takich zadań. Kontrolować można ryzyko własne (w pewnym zakresie).

      > jest kontrolowalna przez centralnego planiste jakim jest FED na podstawie jakiejkolwiek akademickiej alchemicznej formuły teoretycznej.

      Tu znów jest diagnoza, że Fed chce kontrolować. W polityce monetarnej jest pewne spektrum działań czy wyborów, które można wykorzystać w połączeniu. Jedne sprzyjają pewnym wydarzeniom w gospodarce a inne hamują. Na gruncie mainstreamowej ekonomii sterowanie ilością paliwa w gospodarce (pieniądza) uznaje się za takie narzędzie. Fed sięga po to, co dziś jest kanonem działań – zawsze podkreślam, że Fed nie robi tego sam, inne banki robią podobnie i nie przyciągają takiej uwagi. Jesteśmy w środku procesu. Po jego zakończeniu przyjdzie czas na oceny skuteczności działań i pewnie na świecie pojawi się kolejny Bernanke, który zrobi karierę akademicką na wielkim kryzysie z początku XXI wieku, tak jak Bernanke zrobił karierę, jako specjalista od kryzysu lat 30 XX wieku.

  17. blackswan

    “ekonometria i modelowanie makro ma wiele wad, ale na jakimś modelu i założeniach trzeba pracować – bez tego zostaje tylko danie na mszę”

    niekoniecznie, bo zawsze mozna podejsc do tematu z drugiej strony – moze jednak starac sie stworzyc system w ramach ktorego dawanie na msze nie jest jedyna deska ratunku, tj. uodpornic go na dzialanie grubych ogonow i ekstremalnych wydarzen, ktore poza malym prawdopodobienstwem cechowane sa xolbrzymim impaktem.

    “Tu znów jest diagnoza, że Fed chce kontrolować”

    hola hola – jak to diagnoza? wobec tego jakie sa alternatywy do nazwania tego paniczna proba objecia kontroli, poprzez de facto decydowanie kogo warto bejlautowac, a kogo nie?

    Poza tym, dla mnie jeden argument jest szalenie istotny – FEDem rzadza kolesie, ktorych doswiadczenie w zarzadzaniu ryzykami w skomplikowanym rezimie jest zerowe, a przygotowanie czysto akademiskie. To ich predystynuje do myslenia o temacie ale nie aktywnego dzialania, bo niestety, brak im o tym jakiegokolwiek pojecia. Naprawde lepiej byloby gdyby wzieli weteranow tradingu (ale nie tradingu na futuresach rzecz jasna, bo o cepie i motyce nie mowie) i poprosili o wytlumaczenie pewnych ryzyk. ‘Learning by doing’ bedzie kosztowna eskapada edukacyjna dla FEDu. Chociaz z drugiej strony plusem jest to, ze i publika byc moze czegos sie nauczy…

    Ciekawie bedzie wrocic do blogow za 10-20 lat i ocenic pewne rzeczy z perspektywy czasu.

    1. astanczak

      >moze jednak starac sie stworzyc system […] uodpornic go na dzialanie grubych ogonow i ekstremalnych wydarzen, ktore poza malym prawdopodobienstwem cechowane sa xolbrzymim impaktem.

      1. Nie wiem, czy da się uodpornić system na rzeczy nieprzewidywalne, jak np. trzęsienie ziemi, które w pierwszej połowie roku mocno utrudniło pewne działania.
      2. Jak widzę słowo stworzyć system, to pytam w ramach jakiego procesu? Podłożyć bombę w największych bankach i budować od zera, czy może jednak pracować ewolucyjnie nad zmianą nie ryzykując depresji w skali globu?

      >FEDem rzadza kolesie, ktorych doswiadczenie w zarzadzaniu ryzykami w skomplikowanym rezimie jest zerowe, a przygotowanie czysto akademiskie.

      Fed ma strukturę awansu przez lokalne oddziały i trafią tam ludzie z praktyką, ale i tak najciekawsza jest pułapka w tym założeniu. Jeśli do Fed wrzucimy specjalistów z praktyką, to narazimy się na krytykę, że kolesie z Wall Street weszli do Fed i robią dobrze kolesiom z banków.

  18. blackswan

    “Sukcesem jest jednak brak deflacji”

    hm, sto razy bardziej wole deflacje od galopujacej inflacji…no jasne, jak kupilismy sobie 2 mieszkania, mamy dzieci na przesadnie drogich zagranicznych studiach na kredycie, samochod i telewizor na raty to deflacja jest fatalna…

    deflacja jest jednak przede wszystkim sprawiedliwa – glupcy placa za swoje bledy, a osoby przygotowane na taki stan rzeczy z tego korzystaja. No, chyba ze, pojawia nam sie wszechmocny aktor tego teatru BenBe i zaczyna majstrowac. Ten czlowiek jest intelektualnie oraz historycznie nie tylko skonczony. On jest postacia tragiczna i nie jest to z mojej strony zadne przerysowanie.

    1. astanczak

      >Ten czlowiek jest intelektualnie oraz historycznie nie tylko skonczony. On jest postacia tragiczna i nie jest to z mojej strony zadne przerysowanie.

      Czas pokaże, ale zapisz sobie to zdanie i wróć do niego za 20 lat 🙂

  19. blackswan

    20 lat – yours
    ja do niego wroce za 5 🙂

  20. _dorota

    “deflacja jest jednak przede wszystkim sprawiedliwa – glupcy placa za swoje bledy, a osoby przygotowane na taki stan rzeczy z tego korzystaja.”

    W spirali deflacyjnej nie ma nic “sprawiedliwego” – uderza zwykłych ludzi, żyjących z pracy najemnej. Mało kto przygotowany jest na deflację prócz…ludzi dobrze sytuowanych materialnie, świadomych procesów ekonomicznych.

    Deflacja (podobnie jak inflacja)jest formą bandyckiej redystrybucji majątku w społeczeństwie.

  21. pit65

    @astanczak

    Skoro jest narzędzie do sterowania ilościa paliwa to jakiż człowiek czy instytucja oprze sie pokusie kontrolowania 🙂

    Obawiam się ,że na dzisiejszym etapie i spektrum i wybory są juz mocno ograniczone koniecznością, czego widomym przykładem jest łamanie wcześnie ustalanych zasad ekonomicznych i prawa stojącego na ich straży.
    A eskalacja koniecznośći wynika z wcześniejszego łamania innych zasad.

    FED w dzisiejszym układzie ekonomicznym jest /jeszcze/ wykładnią działań dla swoich podrzędnych satelitarnych klonów na świecie.
    Nie dziwi więc ,że inne banki robią podobnie i prawidłowo nie zwraca się na to większej uwagi. Tu nie ma demokracji i raczej nie będzie.
    Co do oceny to będzie ona z natury bardzo subiektywna bo o ile nie bedzie całkowitej klapy to każdy inny wynik ogłosi sie jako sukces ponieważ do porównania użyje sie najgorszej z możliwych wymyślonych rzeczywistośći alternatywnych , których prawdziwość nie będzie możliwa do sprawdzenia ze względu na dokonany wybór 🙂

    1. astanczak

      > Co do oceny to będzie ona z natury bardzo subiektywna bo o ile nie bedzie całkowitej klapy to każdy inny wynik ogłosi sie jako sukces ponieważ do porównania użyje sie najgorszej z możliwych wymyślonych rzeczywistośći alternatywnych , których prawdziwość nie będzie możliwa do sprawdzenia ze względu na dokonany wybór

      Pełna zgoda, dlatego najważniejsze nie zapisywać się do żadnego obozu tylko oglądać proces z dystansem. Druga sprawa, że pewne obiektywne zmienne dadzą się porównać z kryzysem lat 30 XX w. Chociażby szybkość z jaką PKB wraca do poziomu sprzed kryzysu. Szybkość redukcji bezrobocia. Myślę, że kilka prac na ten temat powstanie, które spróbują pokazać wpływ działań banków centralnych, ale na to potrzeba jeszcze lat i już chyba nie będzie to ktoś z naszego pokolenia.

  22. blackswan

    “Deflacja (podobnie jak inflacja)jest formą bandyckiej redystrybucji majątku w społeczeństwie.”

    powiadasz? jak rozumiem sami bandyci w ktora strone sie nie obejrzec… odkad to deflacja jest wprowadzana dekretami? zawsze myslalem, ze to taka niewidzialna reka rynku jak to Smith tlumaczyl doprowadza do takiej a nie innej wyceny pieniadza – to nasze decyzje (jak bardzo sie zadluzamy na przyklad) sa jednym z determinantow.

  23. _dorota

    “jak rozumiem sami bandyci w ktora strone sie nie obejrzec…”

    Nie, są tylko różne metody strzyżenia owieczek. Wszelkie sposoby sterowania ilością pieniądza mogą prowadzić (i prowadzą) do przesunięć majątkowych w społeczeństwie. Bandyckich w tym sensie, że niezależnych od wkładu pracy a zależnych od miejsca w systemie kreacji pieniądza.

    Deflacja jest tylko drugą stroną tej samej monety, co inflacja. I ma tyle samo wspólnego z wolnym rynkiem. Smith już dawno poległ, warto to zauważyć – ruchy agregatów pieniężnych są sterowane (oczywista oczywistość).

  24. blackswan

    ok – pierwszy akapit w pelni zrozumialy;

    co do drugiego – inflacja i deflacja sa mechanizmami samodzielnej korekty na rynkach, nawet bez interwencji monetarnego planisty centralnego i maja bardzo duzo wspolnego z wolnym rynkiem. Wolny rynek to przede wszystkim rynek wolny od interwencji wszelkiego typu, natomiast inflacja/deflacja sama w sobie jest pewnym endogenicznym mechanizmem korygujacym.

    Bandyctwem z mojego punktu widzenia jest kontr-korygowanie autonomicznych mechanizmow rynkowych przez wlodarzy FED, a w slad za nimi jak slusznie pit65 napisal calej reszty swiata.

  25. _dorota

    @ blackswan
    To, co Ty nazywasz “endogenicznym mechanizmem korygującym” jest w moim pojęciu prostym przełożeniem podaży pieniądza sterowanej narzędziami dostępnymi bankowi centralnemu. Nie ma żadnej “korekcji”, jest odzwierciedlenie tego, co zostało wykreowane. W ten sposób np. utrzymywanie bliskich zera stóp procentowych (czasem wręcz ujemnych) kreuje bańki na rynkach wszelkich aktywów (od nieruchomości po surowce).

    Różnimy się fundamentalnie – w moim przekonaniu taki zwierz jak “wolny rynek” nie istnieje, ponieważ cenę – a co za tym idzie i podaż – pieniądza na nim operującego ustala się odgórnie. W ten sposób można napompować lub przecenić wszelkie aktywa, prowadząc do przesunięć majątkowych w społeczeństwie.

    Jedyne co pozostaje uczestnikom tego “wolnego rynku” jest zająć pozycje zgodne z trendem w realnych przepływach pieniądza – niekoniecznie tożsamych z deklarowanymi. Widać to było bardzo wyraźnie w czasie credit crunchu jesienią 2008, mało kto rozumiał, co się naprawdę dzieje (przynajmniej na początku tego procesu).

  26. blackswan

    “To, co Ty nazywasz „endogenicznym mechanizmem korygującym” jest w moim pojęciu prostym przełożeniem podaży pieniądza sterowanej narzędziami dostępnymi bankowi centralnemu”

    chwila chwila – endogeniczny czyli w oderwaniu od czynnikow zewnetrznych, za jaki uwazam polityke monetarna banku centralnego. Ja jestem w stanie wyborazic sobie swiat bez FEDu, swiat w ktorym pojecia inflacji i deflacji wciaz mimo to nie beda obce. Dlatego endogeniczny. Ty natomiast odnioslas sie do tego w jaki sposob system funkcjonuje teraz, czyli biorac pod uwage obecnosc ultimate market maker’a w postaci FED.

    Dla Ciebie wolny rynek to bujda, a ja jestem z natury libertarianinem i wolny rynek jest dla mnie ostatecznym i najlepszym mozliwym rozwiazaniem. Dlatego nie ma co kontynuowac watku w tym kontekscie, bo schodzimy na obszary idealogii:)

  27. _dorota

    OK, w pewnym sensie “endogeniczna” jest reakcja cen aktywów na podaż pieniądza. Skoro jednak sama podaż jest ściśle reglamentowana, to pojęcie wolnego rynku jest na wyrost…

    Zakończmy więc dyskusję moją deklaracją liberalnych przekonań. To, że stwierdzam nieobecność wolnego rynku nie znaczy, że jest to akceptowalny dla mnie stan rzeczy…

    “Ja jestem w stanie wyborazic sobie swiat bez FEDu, swiat w ktorym pojecia inflacji i deflacji wciaz mimo to nie beda obce.”
    Oczywiście tak (ale to temat na odrębną, dużą dyskusję, która tu już pewnie prowadziliście). FED nie jest synonimem banku centralnego kreującego pieniądz. Przedtem również kreowano pieniądz.

  28. blackswan

    “Skoro jednak sama podaż jest ściśle reglamentowana, to pojęcie wolnego rynku jest na wyrost…”

    otoz to!

  29. lesserwisser

    Jejku, ja ta dyskusja rozwinęła się bez mojego udziału, nim się zorientowałem. Musi świat przyśpieszył bardziej niż sobie z tego zdawałem sprawę. 🙁

    Ale nie da rady, muszę skomentować parę kwestii wieczorem.

  30. pit65

    @astanczak

    “Druga sprawa, że pewne obiektywne zmienne dadzą się porównać z ryzysem lat 30 XX w. Chociażby szybkość z jaką PKB wraca do poziomu sprzed kryzysu. Szybkość redukcji bezrobocia.”

    Oczywiście ,że zmienne te przybliżają pewne porównania zatarte przez czas i dające pewien wspólny mianownik.Ale czy aby napewno wspólny.

    Sam Wielki Ben mówi o sukcesie swojej polityki w kontekście bezpośredniego porównania bezrobacia w procentach dzisiaj i w Wielkim Kryzysie.
    Poza prezentacja wyników w procentach z której wychodzi ,że jeszcze nie osiągneliśmy tragicznych wyników historycznych takie porównanie obiektywnie nic nie mówi /lub prawie nic/ ponieważ zmieniła sie metodologia liczenia w międzyczasie , a wiec ni mniej ni wiecej usunięto wspólny mianownik.A o tym dziwnym trafem Ben milczy.
    Ta sama sprawa dotyczy PKB i inflacji .
    W ten sposób w każdym modelu ekonometrycznym możemy za pomocą manipulacji jakąs zmienną uzyskac dodatni wynik innej zmiennej o którą nam chodzi, ale to ma niewiele wspólnego z obiektywizmem w sensie ekonomicznym.

    I znów kłania sie analogia z tradingiem mechanicznym który wykorzystuje pewien model zachowania sie rynku.

    To pułapka w jaką analogicznie wchodzi mechaniczny trader próbując optymalizować wyniki do krótkiego okresu i ekstrapolowac je na długi w zależności co pragnie pokazać publice mówiąc ,że bedą obiektywne.
    Niestety nie bedą.

    1. astanczak

      >Sam Wielki Ben mówi o sukcesie swojej polityki w kontekście bezpośredniego porównania bezrobacia w procentach dzisiaj i w Wielkim Kryzysie.

      Dlatego napisałem, że dobrze zrobi to inny ekonomista w przyszłości i nie będzie to ktoś z naszego pokolenia. To jak z historią współczesności – dobrze lata 90 w Polsce opiszą dopiero nasze wnuki. Pamiętam, że czytałem kiedyś historię Japonii, której autor sam wykastrował się z pisania o bliskiej historii (to było chyba okres 50 lat wstecz), bo uznał, że ma za mało dystansu do procesu.

      > ponieważ zmieniła sie metodologia liczenia w międzyczasie

      Badacze, którzy nie są zaangażowani w spór znajdują sposoby, żeby zobiektywizować pewne porównania. Oczywiście zawsze będą założenia, które wpływają na wyniki, ale nikt poważny na nominalnych wartościach nie opiera swoich wyników badań a zwłaszcza w tak długich perspektywach. To już kwestia warsztatu, którego ludziom zajmującym się tym zawodowo przez kilka lat i publikujących w prestiżowych pismach naukowych nie brakuje.

  31. pit65

    @astanczak

    No i tu właśnie jest problem.
    Bo o ile można nazwać obiektywnymi dane sprzed lat dajmy na to 50 /oczywiście oczyszczone z tzw. bias spojrzenia dnia dzisiejszego/ to podejmowanie decyzji na subiektywnych danych dzisiejszych opierając sie na obiektywnych badaniach przeszłości prowadzi do błędów.
    Nie ma komfortu i nie będzie komfortu czekania aż dane dojrzeja w 50 letniej poczekalni 🙂

    1. astanczak

      @ pit65

      Tylko “robiąc we współczesności” trzeba sobie radzić narzędziami, jakie się ma pod ręką. Lata temu, kiedy fascynował mnie spór w naukach społecznych pomiędzy jakościowym a ilościowym opisem świata – dziś nie mam już tej emocji – przeczytałem zdanie jednego z profesorów, który ujął to poetycko i mniej więcej tak: “jak nie ma klucza do zamka, to trzeba drzwi otworzyć łomem”. Narzędzie ułomne, dalekie od subtelności, ale skoro nie mamy innego klucza do rzeczywistości…

  32. pit65

    Ja bym to inaczej sformułował

    otwieramy łomem tam gdzie z rozmysłem /lub bezmyślnie/ daliśmy sie pozbawic klucza marząc o drzwiach automatycznych 😉

  33. lesserwisser

    „jak nie ma klucza do zamka, to trzeba drzwi otworzyć łomem”.

    Ujmę to inaczej: Jak nie mam klucza do zamka, to najpierw sprawdzam czy nie da się wejśc okna lub przez balkon od sąsiada, potem dzwonię do speca od otwierania zamków, a dopiero w ostateczności otwieram drzwi łomem. Sam ćwiczyłem nie raz.

    No cóż, ci dzisiejsi profesorkowie to tacy są mało wyrafinowani, nić finezji,elastyczności, techniki i pokombinowania. Jak tylko jest jakiś problem to od razu na rympał (siłowo znaczy się).

    A przecież zazwyczaj można sposobem! 🙂

  34. astanczak

    > ci dzisiejsi profesorkowie

    To był bardzo wczorajszy profesor. Nie żyje pewnie z 10 lat.

    > Sam ćwiczyłem nie raz.

    Nie sądzę, ale samoocenę masz wysoką.

  35. lesserwisser

    “Sam ćwiczyłem nie raz.”

    “Nie sądzę, ale samoocenę masz wysoką.”

    Odpowiem na to tak: Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni.

    Kolego, potrzeba więcej wiary w człowieka i trochę wyobraźni, ten brak zaufania sprawia mi wręcz przykrość.

    A jak sam ćwiczyłem nie raz?

    1. Londyn: mieszkanie na II piętrze, żonie zatrzasnęły się drzwi i czeka z małymi dziećmi bezradna. Wejście po desce przełożonej z balkonu sąsiadki na nasz balkon (bo suwane drzwi balkonowe otwarte).

    Ja się wprawdzie bałem przejść po desce bo mam lęk przestrzeni, ale zrobił to znajomy.

    2. Warszawa: zablokowany zamek: wejście przez okno z wycięciem krat (lokal na parterze) diaxem przez sąsiada. Po nocy nie bardzo dało się znaleźć namiar na fachowca, a internetu jeszcze sąsiad nie miał.

    3. Drugie mieszkanie w Warszawie III p – popsuł się nowy zamek Gerdy.
    Drzwi wyważyć się nie da bo są podwójne – pancerne i wzmocnione z blokadami, no i szkoda.

    Wezwany spec rozwierca zamek i wymienia na nowy. Paręset złotych w plecy plus zepsuty zamek, którego reklamacji nie chcą uwzględnić bo jest zepsuty. Olewam ich więc.

    4. Dom na działce, spora drewniana chałupa, w której osiadła podpora wielkiej beli stropowej, bo nie trafiła na źle wymurowany fundament. Podłoga miejscowo osiada 5 cm – menisk-, wichruje się podpora werandy, budynek odkształca się.

    Fachowiec budowlaniec 14 grudnia montuje regulowany wypór (Perry) w garażu i podpiera werandę, by dom odpuścił odkształcenia.

    W maju nie da się niestety otworzyć drzwi wejściowych, bo osiadły tak że aż zablokował się język zasuwy, tak że klucz się złamał przy próbie otwarcia.

    Okien na werandzie nie dało wypchnąć bo też się zakleszczyły, inne były nie osiągalne bo drabinkę miałem w domu.

    Drzwi otwarte łomem (wyrwany zamek z zamocowań wkrętowych) i zamienione na drugie identyczne z wiatrołapu.

    No więc, kurde, chyba mam trochę doświadczenia w tej kwestii, bo jak widać sam ćwiczyłem nie raz. Poza tym nie mam potrzeby fantazjować akurat na ten temat.

    PS

    A(le) samoocenę mam faktycznie wysoką.

  36. Lucek

    @Less
    Toż to świetny materiał na scenariusz. Wiem co piszę, bo się tym interesuję – podobnie jak i rezyserią, montażem itp.

  37. lesserwisser

    @ Lucek

    To samo życie pisze takie scenariusze, a niedowiarki, czcze umysły, plotą nam rozprawy, że na lewym brzegu Wisły nie ma już Warszawy.

    PS

    Znam duuużo lepsze historie, związane z zablokowanymi drzwiami, na dające się, jak ulał, na scenariusz super komedii.

  38. Tomala

    co przedstawia oś Y na wykresie? Czy to miały być procenty długu?

    1. trystero (Post autora)

      @ Tomala

      Wielkość długu w bln dolarów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *