Algorytmy na foreksie część 2

Raport o ultraszybkich algorytmach na forexie, opisywany przeze mnie w poprzednim wpisie, nie jest jedynie zestawieniem suchych faktów, autorzy okraszają go wieloma dywagacjami na temat potencjalnego wpływu automatów na stabilność szerokiego rynku.

Ja spróbuję uzupełnić go o możliwości i scenariusze, które tam się nie pojawiły oraz ewentualne skutki dla detalicznych traderów w konsekwencji do tego, co tam już opisano.

 

Największym zmartwieniem dla stabilności rynków staje się płynność. Zupełnie zrozumiale algorytmy do tradingu o dużych częstotliwościach (HFT) unikają ryzyka, puszczając oferty i dokonując tysięcy transakcji dziennie zasadniczo tylko wówczas gdy rynek jest w miarę spokojny. To odciąża też brokerów i market makerów, którzy mają mniej roboty z zapewnieniem płynnego obrotu czyli takiego, gdzie jak najrzadziej zdarzają się dziury w ofertach oraz luki bez kwotowań i transakcji.

Jak dotychczas problemy z płynnością i w rezultacie ekstremalnie nienaturalne zmiany kursów pojawiały się gdy:

1/ Nerwowość i zmienność rosła pod wpływem danych czy wydarzeń polityczno-gospodarczych. Wiele firm HFT odłącza wówczas algorytmy od elektronicznych platform (często są podłączone do kilku naraz) wobec czego płynność spada a popyt/podaż oraz stopy z tradycyjnych źródeł wręcz przeciwnie. Oldskulowi market-makerzy nie są w stanie przy tej szybkości i zmianach zaangażowania zastąpić HFT, które same zresztą przejęło część roli animowania rynku (zabierając przy tym spore zyski brokerom).

2/ Na skutek tego, że strategie HFT są podobne lub identyczne, korelacja ich działań znacznie urosła, co oznacza, że w momentach wzmożonego handlu popyt lub podaż z ich strony przybiera jednostronny kierunek, powodując nierównowagę ofert po drugiej stronie lub też jednostronne, kaskadowe przekazywanie sobie akcji czy walut (to jest owa gra w „gorącego ziemniaka”). Mieliśmy z tym do czynienia podczas jednodniowego krachu 6 maja 2010 na akcjach (na części ETFów kursy spadły w takim momencie niemal do zera), ale także podczas tzw. krwawej łaźni w sierpniu 2007.

Być może z zadowoleniem trzeba przyznać, że wielkość rynku walutowego póki co amortyzuje drastyczne wyskoki kursów generowane przez automaty wysokich częstotliwości. Niestety klasyczny obrót giełdowy cierpi na tym dość często, tyle że nie słychać tego cierpienia zbyt głośno. Od jatki 6 maja zeszłego roku takie zmasowane akcje, druzgocące kursy o nawet dziesiątki procent, zdarzały się nie tylko na akcjach ale i kontraktach terminowych wiele razy i pod wpływem nałożenia się obu wymienionych wyżej zjawisk.

Teoretycznie wpływ drugiego z nich powinien zanikać. A to dlatego, że część algorytmów sama uczy się na błędach (systemy o charakterze niemal sztucznej inteligencji), reszta dostaje coraz więcej danych z ekstremalnymi ruchami (tzw. grubymi ogonami) i dostosowuje się do nich w procesie obróbki i testów, a wreszcie ludzie, którzy je programują, wyciągają przecież wnioski z tego typu zdarzeń, dokładając kolejne linie obrony w kodach. Mimo to nie ma jednak żadnej gwarancji, że takie szpice cenowe nie będą się pojawiać. Dziś bowiem nie wiemy jeszcze jakiego rodzaju nieprzewidywalne kryzysy mogą się pojawić, jak daleko ten wyścig zbrojeń zajdzie, a do tego ograniczenia, które wprowadziły giełdy, okazują się nieadekwatne. Czas zajścia tych mini krachów jest tak błyskawiczny, że zanim systemy giełdowe zdążą zatrzymać notowania, po HFT zostaje jedynie już tylko kilka kłębów kurzu…

Czy wszystkie inne, mniejsze „zwroty akcji” i wystrzały kursów są dziełem algorytmów? Obserwacje i opisy wskazują na coś innego (przytaczałem je tutaj w przeszłości). Trzeba pamiętać, że HFT to jedynie kilkusekundowe transakcje powtarzane tysiące razy po obu stronach tabeli ofert. One raczej gaszą ruchy swym masowym charakterem niż nakręcają je. Szybkostrzelne algorytmy są obwiniane o duszenie zmienności podczas gdy to transakcje ręczne reszty „nieuatomatycznych” inwestorów podnoszą zmienność falami stopów i zleceń goniących rynek, składanych z ręki (inwestorzy instytucjonalni mają do dyspozycji algorytmy kładące zlecenia w sposób programowy, inteligentny, bez wstrząsania rynkiem). Niemniej jednak twardych dowodów na to kto miota rynkiem nie ma, o ile się pojawią nie omieszkam je przedstawić, jako że staram się śledzić temat na bieżąco.

Trzeba sobie zdać sprawę, że rynek zmienił się fundamentalnie w inny sposób. Dla automatów nie mają znaczenia trendy, bańki spekulacyjne, poziomy bezwzględne rynku, A.T.  i wyceny. Wszystko odbywa się w zasadzie jedynie w oparciu o szeregi cenowe i zależności pomiędzy kursami w przeszłości i teraz oraz ultra krótkoterminowe ryzyko bez oglądania się na fundamentalne powiązania, rekomendacje i analizy. Ogromne obroty mogą więc dokonywać się na „irracjonalnie” wysokich lub niskich poziomach kursowych, o ile tylko nadarzają się okazje do arbitrażu i skalpowania. W takim układzie przestaje mieć znacznie wielkość obrotu we wszelkich analizach, czy też sposób postrzegania „racjonalności”. W tym kontekście, kiedy 70% obrotu spółki robią komputery, kurizalnym wydają się być komentatorskie oceny tego co mieli na myśli inwestorzy, dokonując zakupów w tym czy przeciwnym kierunku. Byli tylko dodatkiem do dania głównego.

Wielu uczestników rynku oburza praktyka wyprzedzania zleceń przez HFT. One to, mając głęboki dostęp do księgi kolejkowanych zleceń kupna i sprzedaży oraz kosmiczne technologie komputerowe, w coraz większym stopniu wykorzystują tę przewagę. Podgląd do zleceń można wykupić za niemałe pieniądze, ale te zwracają się szybko firmom algorytmowym. Objaw jest taki, że zanim zostaniemy zaspokojeni wystawiając własne zlecenie, algorytmy zdążą kupić przed nami taką samą porcję i sprzedać nam to z minimalnym zyskiem. Nie burzy to rynku ale pozostawia być może niesmak, podobne praktyki w formie „front runningu” są bowiem karalne. Regulatorzy nie dysponują jednak wystarczającą ilością kontr-zabezpieczeń a biznes HFT ucieka nadzorowi w coraz szybszym tempie. Okazuje się, że czas reakcji komputerów zszedł już z nanosekund do pikosekund! Jak twierdzą zawodowi gracze z firm prop tradingowych, algorytmy dają im się we znaki ale uczą się coraz lepiej je rozpoznawać i dostosowywać strategie. Zresztą wyjścia już nie ma. Choć mnie to niespecjalnie martwi, rynek zawsze był chaosem i składowiskiem losowych procesów…

 

 

 

—Kat—

 

[Głosów:0    Średnia:0/5]

4 Komentarzy

  1. blackswan

    wow, super wpis, imo majlepszy do tej pory na ten temat!

  2. e_djur

    Jak to bedzie wygladało gdy dojdzie do opodatkowania transakcji finansowych. Pogrzeb HFT?

  3. Adam_S

    Tomku:
    “Podgląd do zleceń można wykupić za niemałe pieniądze, ale te zwracają się szybko firmom algorytmowym. Objaw jest taki, że zanim zostaniemy zaspokojeni wystawiając własne zlecenie, algorytmy zdążą kupić przed nami taką samą porcję i sprzedać nam to z minimalnym zyskiem. Nie burzy to rynku ale pozostawia być może niesmak, podobne praktyki w formie „front runningu” są bowiem karalne”

    to nie jest tylko niesmak, ale i zburzony rynek, gdyz gdyby nie ingerencja HFT to inwestor dokonalby transackji po korzystniejszym dla siebie kursie niz zakladal. wiec poniekad jest to finansowa strata, badz niezrealizowy dodatkowy zysk.

  4. reptile

    .. wojna na piniadze trwa..

    Temat polecam klientom bossa..
    http://www.forex.nawigator.biz/dyskusje/viewtopic.php?t=17435
    Czyli… BossaFX – perypetie z Dealing Desk (DD)

    http://www.forex.nawigator.biz/dyskusje/viewtopic.php?p=370348#370348
    I swoista puenta…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *