Ile trzeba stracić by zyskać ?

Kiedy na giełdy wkrada się strach graniczący z lękiem i paniką, media wprowadzają dyżurne rubryki pod hasłami „jak przeżyć spadki?” czy „jak się zabezpieczyć?”.

Kiedy wyruszałem na wakacje znany dziennikarz finansowy radził w jednej z audycji radiowych w tym własnie temacie: „Przede wszystkim inwestować tylko takie kwoty, na stratę których możemy sobie pozwolić”. Czy ktoś próbował kiedyś rzeczywiście zastanowić się na sensem tej banalnej podpowiedzi? Mam wrażenie, że ten oklepany frazes jest podawany jak pałeczka w kolejnej sztafecie a nikt nigdy nie pochylił się nad jego logiką. Od czego jednak nasze blogi 🙂

Gdyby owa porada była słuszna pod każdym względem, pierwsze co powinienem był zrobić to wycofać swoje emerytalne składki z OFE. To nie są bowiem środki, na stratę których mogę sobie kiedykolwiek pozwolić. A przecież te fundusze podlegają takim samym prawom ciążenia jak cała reszta instytucji inwestującym powierzone pieniądze więc nie wyłączamy ich z zasady „środków do stracenia”. Fundusze również tracą, padają, są instrumentem gry. Potencjalne wielkości obsunięć kapitałów są podobne jak przy własnoręcznym zarządzaniu kapitałem. Mówimy przy tym oczywiście o inwestowaniu a nie spekulacji czy jakichkolwiek metodach timingu rozumianych jako zmiany zaangażowania zależnej od koniunktury.

Jeśli bowiem mieć na myśli właśnie to ostatnie to rada powinna być inna: jeśli nie potrafisz, nie posiadasz własnej strategii przewagi to nie ryzykuj swojego kapitału w ogóle, bez znaczenia jaka jest koniunktura. Chyba,  że wkalkulujesz ewentualne i na 90% pewne straty do wydatków na: dobrą zabawę (do pewnego momentu), mały hazard, sporty ekstremalne czy rozrywki wydatkujące adrenalinę w ogóle. Lub koszt edukacji.

Słowo kalkulować ma tutaj specjalne znaczenie ponieważ gatunek homo sapiens generalnie ma skłonność do nie zawsze racjonalnego dysponowania w głowie kapitałami, co spece od finansów behawioralnych nazywają „księgowaniem mentalnym”. Najprościej wyjaśniając: to zjawisko polega na skrzywieniu w nas skłonności do dysponowania środkami na określone cele, nieracjonalnym segregowaniu inwestycji, a w rezultacie zaburzeniu podejścia do ryzyka. Objawów istnieje wiele, jeden z nich:

W często przytaczanym eksperymencie pytano badanych czy kupiliby nowy bilet do teatru/ kina o wartości 50 $ jeśli po drodze zgubili taki sam poprzednio kupiony lub w drugiej wersji – jeśli po drodze zgubili banknot o tym nominale. Zdecydowanie więcej indagowanych kupiłoby nowy bilet w drugim wypadku pomimo tej samej kwoty straty. Powodem jest „księgowanie” w głowie biletu i banknotu na 2 różnych „rachunkach” a co za tym idzie – zmienia to nasze podejście do rzeczywistego dysponowania pieniędzmi czy kapitałami w ogóle.

Tego typu mentalne księgowanie zaburza więc również myślenie o giełdzie.

A więc uwaga w związku z tym!

Psychika potrafi narobić w naszym umyśle a potem w zachowaniu niepowetowane szkody finansowe. Jeśli powiemy sobie „te 20 tysięcy nie znaczy dla mnie na tyle dużo, żebym sobie nie mógł pozwolić na ich stratę” to pozbycie się tej kwoty z takim myśleniem jest niemal gwarantowane. Dlaczego? Ano dlatego, że już zaszczepiliśmy w swojej podświadomości komunikat „kasa na stratę” za co z wdzięczności otrzymamy od naszego wewnętrznego systemu polecenia typu: nie respektuj stopów, ryzykuj bez umiaru, gwałć zasady, hoduj straty. Po prostu wmówiliśmy sobie już na starcie lekceważący stosunek i w pewnej części lenistwo umysłowe, które niestety kosztują. Proponuję zrobić pod tym kątem własny rachunek sumienia i powspominać uczciwie w takiej perspektywie swoje przeszłe dokonania. Czasem ów moment „kapitał na straty” nie przychodzi już z pierwszą transakcją ale skutek końcowy jest zazwyczaj taki sam.

Stąd proponuję nigdy nie podchodzić z takim nastawieniem do swoich pieniędzy! Zawsze wymagają szacunku i każda kwota powinna być z atencją traktowana jeśli inwestowanie bierzemy na serio. Usilnie więc propaguję podejście, które dla dobra inwestorów zakazuje księgować w głowie kapitał na stratę! Obojętnie jak bardzo dużą kwotą angażujemy się w przedsięwzięcia giełdowe nie pozwalajmy wciskać sobie dziennikarskich głupot lub więcej czasu poświęcać kolorowi płytek niż wyborowi inwestycji.

O tym jakie kwoty inwestować w kolejnych wpisach.

—Kat—

[Głosów:0    Średnia:0/5]

10 Komentarzy

  1. copy

    Święte słowa

  2. tomi

    no to już wiem czemu zawsze traciłem skoro przed wejściem w pozycję zakładałem te pieniądze jako już stracone

  3. LLTA

    Niezły wpis.
    Kat, urlop wyraźnie Ci służy 🙂

  4. dawid

    z tym księgowaniem mentalnym zgubionego biletu to kojarzy mi się osiąganie celów zbyt dużym nieoczekiwanym kosztem ile masz zamiar poświęcić dla stałego osiągania zysków.

    Ilu zarządzających wyjdzie z klubu podczas pożaru przez drzwi jak zacznie się palić w ciągu 1 sekundy 0.2 ale jak by nie było pożaru to mogłoby wyjść pięciu drobni im podpalają a oni wychodzą w konsolidacjach jak są dobre dane i dają mnóstwo fałszywych sygnałów dla sprzedaży zanim rynek się zorientuje że się pali

  5. Adam

    Czy jesli zainwestuje cale swoje oszczednosci i powiem sobie “Nie moge tych pieniedzy stracic” to zaczne zarabiac? Watpie. Prawdopodobnie pozbede sie ich szybciej bo wprawdzie nie mam do nich “straczenczego” podejscia ale strach po pierwszej stracie zostanie spotegowany do tego stopnia ze recjonalne myslenie odplynie wraz z ta strata.

    Albo jesli zainwestuje 30% swoich osczednosci i powiem sobie “Nie moge sobie pozwolic na strate tych pieniedzy” to czy bez uprzednich doswiadczen na gieldzie (czyt. strat) pomoze mi to w racjonalnym mysleniu?

    Moze i powiedzenie “To sa pieniadze ktore moge stracic” skazuje nas na “rozrzutnosc” ale eliminuje (przynajmniej czesciowo) strach utraty – glownego zabojce racjonalizmu. A doswiadczenie straty ze na “prochach bolowych” (czyt. nie wszystko strace) mozna potraktowac jako inwestycje.

  6. gzalewski

    Jak zawsze w życiu sprawa nie jest 0-1.
    Po pierwsze mysle ze formula wziela sie z popularnego hasła “ryzykuj kase, która mozesz stracic”
    Z rozwinięciem domyslnym “jesli stracisz, to nie wplynie to na jakosc twojego zycia”
    Ale nie musi to oznacza, ze “traktuj je jak kase do przepuszczenia”, jak rowniez

  7. copy

    Tylko szalony gra pieniędzmi, które potrzebne są mu na życie. Jestem przekonany, że zdecydowana większość graczy (myślę tu o grających z pewnym doświadczeniem, takich jak choćby ludzie na forum :)) gra pieniędzmi przeznaczonymi wyłącznie na inwestycie. I problem leży tylko w psychice, w sposobie postrzegania tych pieniędzy. Początek końca to zakodownie sobie, że nawet jeśli je stracę, to i tak mam z czego żyć. Dlaczego? Dlatego, że poszerza się niebezpiecznie granica ryzyka. W końcu nawet jeśli stracę wszystko i tak mam z czego żyć! Teraz akceptowalne ryzyko wynosi już nie 40 – 50% obsunięcia kapitału ale 100%. Siada dyscyplina tradingu, wyznaczona przez system i stajemy na równi pochyłej. Pod żadnym pozorem nie należy myśleć o pieniadzach w grze tak że “jesli je stracę, to nie wplynie to na jakosc mojego zycia”. Oczywiście, że wpłynie! Jeśli nie chcesz zmienić jakości swojego życia, to po cholerę grasz? Ró to co robisz, bo jakośc twojego zycia odpowiada ci. Skoro sądzisz, że strata przeznaczonych na grę pieniędzy nie zmieni jakości twojego życia, to znaczy, ze grasz bez żadnego celu. Jeśli nie wiesz w jakim celu grasz, to znaczy, że nie wygrasz. Polecam wszystkim “Alicję w krainie czarów”. Kwestia podejścia do kasy i wyznaczenia sobie celów gry to zasadnicze elementy tworzenia systemu.
    P.S. Myłę, ze wpis kathay to jeden z wązniejszych wpisów na formum w temacie systemów. Dobrze byłoby go pociagnąć. Bo system to tylko narzędzie, nie ten to inny, nie własny to kupiony, ale zwycięstwo w grze jest wyłącznie w naszej głowie.

  8. mld

    najgorsze jest z tym OFE lub z pogłoskami co z tym rząd chce zrobić (ukraść)

  9. Zaciekawiony Franek

    „Przede wszystkim inwestować tylko takie kwoty, na stratę których możemy sobie pozwolić”

    Tadeusz Mosz ekg@TokFm ?

    tak tylko pytam…..

  10. dawid

    Ofe znikną jak na Węgrzech jak bęndą potrzebne. Nie mówiąc o tym że są zmuszone trzymać wszystko w złotych i obligacjach Zero zaufania do rządu =zero ryzyka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *