Ostatnie tygodnie wakacji przyniosły zagęszczenie urlopowe w biurze, stąd na blogowanie było czytelnie mniej czasu i jeszcze przez jakiś tydzień będzie go mało. Zastępstwa mają jednak pozytywny element, którym jest kontakt z klientami innych pracowników. W efekcie odpowiada się na pytania, na które odpowiada się rzadko lub wcale. Pozwala to poznać sposoby myślenia o rynku, które zaskakują, ale też zmuszają do przyjrzenia się własnemu sposobowi funkcjonowania.

W jednej wymian mailowych zadano mi pytanie, który z analityków znanych z telewizji – moim zdaniem – najlepiej prognozuje zachowanie rynków akcji. Częścią pytania była seria nazwisk, z których większość nie mówiła mi nic. Zwyczajnie od lat nie oglądam telewizji a jedyny mój kontakt z tym medium sprowadza się do  TV Bloomberg, którą w streamingu mam włączoną na malutkim ekraniku w rogu jednego z monitorów (którą zresztą i tak w większości przypadków wyciszam). Zwyczajnie nie oglądam żadnych tzw. programów informacyjnych, bo po kilkunastu latach śledzenia rynków nabrałem nawyku oglądania świata przez pryzmat wykresów, które krzyczą szybciej niż czerwone paski. W istocie, jak jest jakieś mocne wahnięcie, to serwisy giełdowe powiedzą o możliwych przyczynach szybciej niż najszybsza telewizja.

Niemniej czułem się w obowiązku odpowiedzieć, iż nie wydaje mi się, żeby telewizyjni analitycy stawiali w telewizjach jakieś prognozy – raczej wyrażali opinie. Zaproponowałem, żeby nauczyć się czytać wypowiedzi telewizyjne analitycznie a nie na zasadzie, jaka będzie temperatura na rynku w dniu jutrzejszym. Osobiście mam nawyk dzielenia występujących w mediach prognostów zgodnie z opinią J.K. Galbraitha, który powiedział kiedyś coś zbliżonego do zdania, iż „świat dorobił się dwóch typów przepowiadaczy przyszłości – tych, który nie wiedzą, i tych, którzy nie wiedzą, że nie wiedzą”. Wbrew pozorom odróżnienie obu jest stosunkowo proste, bo im większa pewność siebie przepowiadacza na kilku różnych polach, tym większe prawdopodobieństwo, iż jest zwyczajnie człowiekiem mówiącym na każdy temat bez przygotowania do odpowiedzi i rzuca tezami bez określenia warunków brzegowych dla swojej prognozy. Człowiek, który operuje w wypowiedziach czymś na kształt zmiennych wzbudza we mnie większe zaufanie.

Dobrze byłoby nie oddzielać też samego telewizyjnego prognosty od medium, w którym występuje. Tak, jak stacje radiowe podporządkowane są zasadzie „przytrzymać słuchacza do kolejnego bloku reklamowego”, tak telewizje biznesowe mają za zadanie utrzymanie widza przed ekranem (przy okazji podpowiem, że w streamingowanym Bloombergu nie ma bloków reklamowych). Trzeba zatem zrozumieć, że analityk w telewizji przestaje być analitykiem a staje się gościem w studiu, który podporządkowuje się zadaniom stawianym przez medium. Nie ma na świecie telewizji, która pozwoliłaby mówić analityków na wybrany przez siebie temat. To nie mieści się w logice systemu, w którym redaktor decyduje, co dziś jest ważne. Bywają dni a czasami tygodnie, w których na rynkach nie dzieje się nic, ale medium musi działać i dostarczać informacji i opinii o tym, że jednak coś się działo. Stąd mamy wyszukiwanie spółek o największych wzrostach i szukanie chętnych do odpowiedzi na pytanie„dlaczego coś wzrosło najwięcej”.

Paradoks analityka telewizyjnego polega na tym, iż musi on robić sensacje z wydarzeń, które nie są dla niego sensacją. Weźmy sobie ostatnią medialną gorączkę na rynku złota. Mamy nowe nominalne rekordy wszech czasów i szum z tym związany jest wprost proporcjonalny, do wybuchu supernowej. Problem w tym, że każdy, kto śledzi rynek złota musiał być przygotowany na takie wydarzenie choćby faktem, iż od miesięcy było to przedmiotem rynkowych czy biurowych dyskusji a pytania, czy padnie 1250 USD były na porządku dziennym. Jednak logika medialnej gorączki nakazywała robić z no-news’a hot-news’a  mimo tego, iż w najmniejszym stopniu nie była to wiadomość wzbudzająca emocje u graczy obecnych lub śledzących rynek kruszcu.  Osobiście “podziwiam” analityków, którzy potrafią w mediach wpadać w gorączkę na zawołanie, ale nie czuję się na siłach oceniać ich talentów aktorskich.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

10 Komentarzy

  1. exnergy

    To jest taka szopka, bo show must go on.

    Pytanie czy coś sie zmienilo po “tragedii” bessy, czy tez uznano, ze teraz pora na budowanie sklonnosci do zakupów, przy czym straszenie “double dip” juz jest niezbyt trendy. Teraz sie mowi o short squeeze.

  2. exnergy

    “Tak, jak stacje radiowe podporządkowane są zasadzie „przytrzymać słuchacza do kolejnego bloku reklamowego”, tak telewizje biznesowe mają za zadanie utrzymanie widza przed ekranem (przy okazji podpowiem, że w streamingowanym Bloombergu nie ma bloków reklamowych).”

    Strzelił sobie Pan samobója – bo idąc tym torem to blogi mają za zadanie przytrzymać klienta po sesji jakąś lekką zabawą intelektualną ;). A może i pojawi się ktos kto bedzie szukal recepty na sukces?

  3. astanczak (Post autora)

    > blogi mają za zadanie przytrzymać klienta po sesji

    Blogi bossy to głównie kanał komunikacji dwustronnej z klientami i klientami między sobą. Jeśli spojrzeć wstecz, to nieliczne notki miały charakter marketinowy. Oczywiście, że blogi wykorzystywane bywają do prezentacji nowych ofert, ale też z blogów do biura płyną propozycje nowych ofert. Nie zbywamy uwag krytycznych. Pisałem już kilka razy, że blogi dla każdej firmy to wielkie ryzyko, bo upubliczniają mechanizmy wewnętrzne i ludzi w sposób niekontrolowany. Zwyczajnie w rozmowie może dojść do sytuacji, że pracownik powie coś, czego do końca nie wie lub obrazi klienta (ostatnio na jednym z blogów innej firmy miały miejsce takie wydarzenia) a to zrazi innych. To nie ja powinienem oceniać blogi bossy, ale osobiście jestem zaskoczony, jak bardzo udało się odejść tutaj od modelu, w którym firma pokazuje tylko i wyłącznie, jaka jest fantastyczna.

  4. gzalewski

    To ja jeszcze polecę Czytelnikom bossy, książke na którą kiedyś namówił mnie Adam “O telewizji” P. Bourdieu
    i cytat na zachętę
    “Jedyną treścią komunikacji polegającej na wymianie oklepanych frazesów jest sama komunikacja. Oklepane frazesy, tak istotne w codziennej konwersacji, mają tę właściwość, że każdy może je błyskawicznie zrozumieć: właśnie z powodu banalności są czymś współnym nadawcy i odbiorcy.”

  5. Pingback: Grzegorz Zalewski - Blogbank.pl » Archiwum » Koncentracja, o koncentracji, dzięki koncentracji

  6. exnergy

    Skoro ludzie tutaj zaglądają, to znaczy, że cel osiągnięto. I oto chodzi ;).

  7. Jason Bourne

    “Im większa pewność siebie, tym większe prawdopodobieństwo, że dana osoba nie wie co mówi”.

    Ciekawie powiedziane, ale chyba każdy początkujący przechodził etap, w którym wydawało mu się, że umie przewidzieć co się stanie na rynku.

  8. exnergy

    Czasem można, problem w tym, żeby to było powtarzalne. To jest jak z jazdą samochodem – jak nie widzisz to nie jedź. Niestety ludzie chcą jechać, bo inni też jadą. Stąd karambole, wróóóć… bessy.

  9. Jason Bourne

    To chyba nie do końca trafione porównanie.

    Prognozowanie nie jest konieczne, żeby zarabiać, natomiast często “chęć przewidzenia ruchów cen” czy wręcz silna potrzeba emocjonalna z tym związana (no bo jak mam inwestować skoro nie wiem co się stanie?:)) może bardzo negatywnie wpływać na wyniki, czy wręcz prowadzi do sytuacji skrajnej, gdzie inwestowania staje się deficytowe.

    Zasadniczo prognozowanie jest dość niebezpieczne psychologicznie, pod warunkiem oczywiście, że gramy, a nie tylko prognozujemy w TV.

  10. exnergy

    Nie jest konieczne prognozowanie, ale ja tu mówie o antycypacji. Gdy się widzi znamiona przestępstwa, trochę głupio mówić, że nic nie jest na rzeczy 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *