Jak obiecałem na finał poprzedniego wpisu zajmę się ponownie statystykami, dotyczącymi wyników aktywnego inwestowania.

Po części po to by urealnić rozbuchane oczekiwania jednych, innym pokazać, że gdzieś istnieje giełdowy Olimp, na który warto się wspinać, jeszcze innym – by wskazać trendy oraz wąskie gardła lub po prostu odnaleźć siebie w tym codziennym potoku analiz, porad, danych, wykresów i złudzeń.

Na tapetę biorę studium 3 akademików z Maastricht University „The Performance and Persistence of Individual Investors: Rational Agents or Tulip Maniacs?“. Obejmuje ono badanie 68 000 rachunków inwestorów indywidualnych otwartych u jednego z holenderskich brokerów wraz z 8 milionami transakcji na akcjach, obligacjach i derywatach w latach 2000-2006. Ponownie mamy więc rynek położony nieco z boku od amerykańskiego kotła choć trzeba przypomnieć, że amsterdamska giełda to najstarszy ośrodek handlu akcjami i to tutaj właśnie legło w gruzach tysiące papierowych fortun opartych na cebulkach tulipanów.

Wybrane wnioski i obserwacje z ich statystyk zamieszczonych tamże:

1. Niestety w dłuższych horyzontach czasowych inwestorzy średnio nie generują zysków brutto wyższych niż wynikające ze średnich zmian rynkowych co oznacza, że zarabiają mniej więcej tyle ile wynosi profit z pasywnego kupna indeksów. Po uwzględnieniu kosztów zyski średnie netto są nawet niższe niż zmiany samego indeksu. Przy tym najgorsze 10% populacji inwestorów straciło w tym czasie ponad 90% aktywów (przypomnę, że był to okres bessy po internetowej bańce zakończony ponowną hossą po interwencji w Iraku).

2. Chociaż średnio dokonywali oni 3,47 transakcji miesięcznie, 65% z nich robiło to rzadziej niż raz w miesiącu, co oznacza 10 transakcji miesięcznie w przypadku aktywnej reszty. Połowa z transakcji była dokonana na opcjach, 6% na pozostałych derywatach, reszta na akcjach.

3. Średni wyliczony na każdego zysk brutto w badanym okresie wyniósł negatywne minus 1,14% miesięcznie (minus 1,76% netto) przy czym w okresie bessy spadał do poziomu minus 3,46 %/ mies., podczas bessy rósł do 1%/mies.

4. Odwrotnie niż w przypadku funduszy, podczas bessy poziomy procentowego zaangażowania inwestujących w akcje okazały się dużo wyższe niż podczas następującej po niej hossy. To dość interesująca obserwacja – oznacza, że dużo większy wpływ na wyobraźnię i decyzje mają taniejące papiery traktowane niejako w charakterze promocji podczas gdy hossa okazuje się być podszyta obawami.

5. Kobiety pokonały mężczyzn o średnio 0,35% miesięcznie co potwierdza wiele innych badań. Przy czym większość z tej nadwyżki pochodziła z okresu bessy co oznacza, że panie dużo mocniej unikają ryzyka.

6. Wiek nie ma statystycznego wpływu na różnice w wynikach.

7. Bez uwzględnienie kosztów transakcji inwestorzy w derywatach wygrali z resztą w czasie bessy o średnio 0,95% miesięcznie ale z nawiązką oddali to podczas hossy 2003-2006, tracąc do inwestorów akcyjnych 2,55% miesięcznie. Trzeba pamiętać jednak, że do gry na spadki derywatowcy mają lepszy warsztat – krótkie pozycje, akcyjni sporadycznie używają natomiast hedgingu lub krótkiej sprzedaży.

8. Inwestorzy opcyjni zdecydowanie preferują opcje call niż put. Przy tym tylko 10% z nich używała greckich współczynników.

9. Inwestorzy o najwyższych obrotach biją pozostałych o 2% miesięcznie w zyskach brutto. Jednak po uwzględnieniu prowizji lokują się w ogonie zyskowności…

10. Posiadacze rachunków o najwyższej wartości pokonują w zyskach brutto o 1% miesięcznie tych z najmniejszymi portfelami, ale już w zyskach netto przewaga owa rośnie do 2%.

11. Wejście do grupy 30% najlepiej zarządzających własnym kapitałem daje ogromną szansę na utrzymanie tego rodzaju umiejętności w dłuższym okresie, w przeciwieństwie do pozostałych inwestorów o bardzo niestabilnych wynikach. I chociaż pierwsze 20% potrafi wyciągać zyski brutto powyżej średniej rynkowej (czyli indeksu) to jednak żadna z grup, poza jednostkami, nie generowała profitów netto wyższych niż wynikało to ze zmian indeksu…

12. Najgorsi inwestorzy lokowali środki w najbardziej zmienne spółki czyli te o małej kapitalizacji, często technologiczne.

Wychodzi na to, że najlepiej być kobietą z dużym kapitałem, robiącą niewielkie proporcjonalnie obroty w akcjach 🙂

Co jeśli nie spełniamy takiego warunku? Ano statystycznie wychodzi na to, że dużo rozsądniej byłoby po prostu kupić sam indeks i zapomnieć o timingu…

—*** Kat***—

[Głosów:0    Średnia:0/5]

6 Komentarzy

  1. errdos113

    Ad 8. To chyba racjonalne? Zysk z kupna opcji put jest ograniczony z góry.

  2. exnergy

    Hehe, oczywiście więc najlepiej w ETFy – a jeszcze lepiej w DM Bossa 😉

  3. Bob

    “Ano statystycznie wychodzi na to, że dużo rozsądniej byłoby po prostu kupić sam indeks i zapomnieć o timingu…”
    Jak wiadomo statystycznie wychodzi na to że większość traci. Nie jest to nic nowego. Ale to wcale nie oznacza że nie warto inwestować. To po prostu tylko i wyłącznie statystyka….

  4. alojz

    a jakby wyglądała u nas statystka patrząc na debiuty prywatyzowanych spółek takich ja te http://www.prywatyzacjadlaludzi.pl

  5. me

    Dwie anegdoty dotyczące statystyki mi się przypomniały:
    1. Prawda, g… prawda i statystyka
    2. Jeśli Twój sąsiad bije codziennie żonę, to statystycznie Ty i Twój sąsiad bijecie żony co drugi dzień.

    🙂

  6. robbo2k

    W Mbanku jest Ipopema m-INDEX w sierpniu -0,69% gdy MWIG -0,68%.
    Zasadniczo mamy prawdziwy fundusz indeksowy i to trzymajace sie MWIG mimo oplat 1,5% za zarzadzanie. W statucie maja opcje kontraktow na MWIG. Jak beda chodzi miesiac w miesiac z MWIG +/-0.01% to ciekawe bedzie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *