Trading komputerowy – droga bez odwrotu, część 2

Inwestowanie za pomocą komputerów, bez lub z minimalnym udziałem człowieka, obrosło mitami, stereotypami, nieporozumieniami i złą sławą. Za większością z nich stoi, jak to zwykle bywa, niezrozumienie.

Rewolucja jaką przyniosły komputery i nowoczesne technologie (w tym internet) jest nie do zatrzymania, dlaczego inaczej miałoby być w branży inwestycyjnej? Tym bardziej, że otwiera do bramę to całkowicie nowych rozwiązań i strategii.

Przede wszystkim: niemal wszystkie pomysły w zakresie inwestowania, spekulacji czy po prostu osiągania przewagi nad rynkiem można dziś zamienić w komputerowe kody a następnie mechanicznie uruchomić do działania. W tym całą Analizę Techniczną oczywiście. Czy ktoś ma złudzenia, że nie zrobiły tego jeszcze bajecznie bogate fundusze hedgingowe, dla których pracują najzdolniejsi matematycy, informatycy, fizycy i specjaliści od wielu innych dziedzin, których wymienianie zajęłoby jeden porządny wpis? Sprawy zaszły dużo dalej bo w komputerowe ciągi zer i jedynek można zamieniać odległe wydawać by się mogło pomysły jak czytanie i interpretację newsów w czasie rzeczywistym, astrologię, poziom nastrojów piszących na blogach i forach giełdowych czy chaos i fraktale.

Gdzie tu miejsce dla śmiertelników? Którzy w przeciwieństwie do komputerów muszą kiedyś spać, jeść, odpocząć, którzy niestety podlegają emocjom, nie posiadają nawet ułamka komputerowych zdolności obliczeniowych oraz precyzji i szybkości. Nie wspominając, że komputer nie żąda pensji czy udziału w zyskach, urlopu, L4 lub socjalnych przywilejów. Odpowiedź jedyna i być może tylko przez jakiś czas jeszcze aktualna: maszynom nadal brakuje ludzkiej inteligencji, intuicji czy wyobraźni. Co wcale nie przesądza o tym, że homo sapiens dysponują zdecydowaną przewagą. Prace nad sztuczną inteligencją czy uczącymi się na błędach algorytmami genetycznymi są już na etapie wstępnych realizacji w praktyce. Powiedzmy, że w tym wyścigu każda ze stron dysponuje pewnymi specyficznymi zaletami.

Gdzie w takim razie tkwi realna i praktyczna przewaga maszyn? Mam na myśli te odpowiedzialne za lwią część obrotów w USA, w zależności od giełdy obliczanych na 50 do 90 % całości realizowanego wolumenu, podpięte najczęściej bezpośrednio na parkiet przez firmy o miliardowych kapitałach. Dodajmy podpięte niemal na wyciągnięcie ręki gdyż rywalizacja o ultraszybkie zyski przeniosła się nawet do wyścigu o postawienie własnego serwera w jak najbliższej, fizycznej odległości od systemu giełdowego obrotu co oszczędza mikrosekundy w transakcjach. Z tego właśnie powodu te grające maszyny widzą oferty szybciej niż reszta świata i pierwsze plasują zlecenia. W zbiorowej świadomości cały ten biznes funkcjonuje pod nazwą HFT – High Frequency Trading (trading o dużej częstotliwości transakcji) i w pierwszej dziesiątce najpotężniejszych funduszy hedgingowych królują tego właśnie typu firmy.

Ich taktyka w żadnej mierze nie opiera się na tradycyjnym otwieraniu pozycji kierunkowej czyli znanym nam określeniu jednej ze spodziewanych tendencji przyszłego ruchu i stosownym do tego kupnie bądź sprzedaży papierów wartościowych. Ich domena to arbitraż wszelkiego rodzaju a więc jednoczesne zajęcie przeciwstawnych pozycji w 2 lub więcej różnych spółkach, derywatach lub równocześnie w akcjach i derywatach. Czas trwania tych transakcji od otwarcia do zamknięcia liczony jest w sekundach, czasem w minutach. Jednostkowe zyski to rząd ułamków procenta. Dziennie są w stanie przerobić kilka tysięcy tego rodzaju wejść i wyjść, liczonych w milionach sztuk papierów. Udowodniono, że gasi to zmienność i zmniejsza widełki a także wzbogaca płynność. Szacunki mówią, że działy HFT największych banków typu Goldman Sachs potrafią za pomocą tak ustawionych maszyn zarabiać po circa 100 000 $ dziennie.

Drugi nurt obejmuje spekulację, którą nazwalibyśmy zupełnie zasadnie skalpowaniem. Mając przewagę w czasie dostępu i realizacji, komputery błyskawicznie plasują zlecenia przed najlepsze widniejące na tablicy oferty po obu stronach, zgarniając centy, które w tysiącach wejść zamieniają się w worki dolarów. To dlatego firmy HFT coraz częściej pełnią rolę market makerów (animatorów).

Obie powyższe strategie to dominujące dziś praktyki komputerowych gigantów algo tradingu. To o nich chce powalczyć GPW starając się o nową infrastrukturę, która zastąpi Warset.

Natomiast cały przemysł znany nam jako mechaniczne systemy inwestycyjne to zaledwie ułamek tych praktyk opisanych wyżej. Dotyczy głównie derywatów (zdecydowanie najczęściej kontraktów terminowych) i rynku walutowego Forex. W dużej mierze realizowany jest przez detal – poczynając od firm zarządzających rachunkami na zlecenie tzw. managed accounts takich jak Superfund, którego komputery spekulują na ok. 120 różnych kontraktach jednocześnie, przez tzw. robobrokerów, czyli domy maklerskie, u których można wynająć system, po inwestorów indywidualnych, realizujących transakcje właśnie za pomocą API. Czas trwania transakcji w tej niszy rynkowej jest zdecydowanie dłuższy – od minut po lata.

Tysiące gotowych kodów do zastosowania przez owe systemy mechaniczne z łatwością można znaleźć w internecie. Przeczytałem ostatnio w jednej z polskich gazet, że połowa z nich działa z sukcesem. To dużo zawyżony szacunek. Oceniam, że stabilność połączoną z zyskownością osiąga może procent lub góra dwa z całej tej masy. Z pewnością charakteryzuje je duża zmienność z powodu dźwigni, większa niż opisywanych HFT. Minęły jednak czasy gdy były królami parkietów.

Nie sposób przy tej okazji przypomnieć o zbieżności nazw. Często używa się w mediach terminu „program trading” i może to być mylące dla inwestorów ponieważ tym mianem określa się zarówno opisywany wyżej trading wykonywany przez komputery jak i sposób wprowadzania zleceń do obrotu. Otóż największe światowe giełdy, jak choćby NYSE, mają możliwość wpięcia do swojej sieci algorytmów, wykonujących zlecenia w określony sposób – dzieląc je w dowolnej konfiguracji, ukrywając czy multiplikując (znane nam koszyki). Owe algorytmy to jednak zupełnie inna para butów niż kody zarządzające decyzjami po stronie inwestorów.

Czy tradycyjni inwestorzy powinni mieć powody do obaw ? Myślę, że nie.

Charakterystyczna dla nich eksploatacja trendów dziennych czy godzinowych to tylko ułamek zjawiska algo tradingu. Człowiek ma tutaj jednak przewagę nad maszynami, które z trudem radzą sobie z niestacjonarnością procesów. Dobre pomysły na uzyskanie przewagi nadal będą w cenie. Trzeba sobie tylko uświadomić, że po drugiej stronie naszej transakcji coraz częściej będzie stał komputer.

—***Kat***—

[Głosów:0    Średnia:0/5]

18 Komentarzy

  1. exnergy

    Czego mi tu brakowało – to napisanie, że tak naprawdę instytucje finansowe prowadzą biznes tak, żeby unikać ryzyka, a łudzą klientów dużymi zyskami gdzie potrzeba dużo ryzyka. Ale wpis fajnie porządkujący dla początkujących. Jak to na blogach bywa.

  2. mirek

    Tak naprawdę człowiek ma przewagę nad komputerem przy podejmowaniu ryzyka w sytuacjach niepowtarzalnych i to poprzez takie trafne decyzje można zarobić konkretne pieniądze. Tym co można poklasyfikować i zaprogramować mogą zająć się różne “cyborgi”. Paradoksalnie chaotyczne działania ludzi też dają przewagę nad systemami komputerowymi, które nie będą w stanie ich rozszyfrować, no chyba, że będą. Jednak wtedy korzyści z poznania samych siebie będą większe niż…pozamykane giełdy. Tak sobie myślę.

  3. mavil

    Przeczytałem ten wpis i trochę go nie za bardzo rozumiem (tzn cz.1). Z jednej strony zachwalane jest API na bossie, a z drugiej (to w cz.2) pisze Pan o flashtradingu, jako jednej z możliwości zarabiania przez banki i fundusze. Wspominając nie tak całkiem dawną aferę związaną z flash trading w USA i aferze z Aleynikovem, gdzie członkowie giełdy wykorzystywali to do przechwytywania zleceń klientów.
    Przecież DM BOŚ robi zupełnie coś takiego samego- działa jako market maker na GPW i jednocześnie obsługuje zlecenia klientów, które przechodzą wpierw przez niego ??

    Nie wspominając o tym, że systemy które używają banki inwestycyjne i fundusze kosztują multum pieniędzy (poza możliwościami finansowymi i technologicznymi zwykłego inwestora i rzekłbym z całym szacunkiem DM BOŚ również 😀 ). Po drugie systemy obsługujące GPW są dużo wolniejsze niż na NYSE. Nie wspominając o wolumenie obrotu.
    Ale nie ma to jak jak reklama brokera i mamienie klientów, w końcu im więcej transakcji klientów tym większe prowizje.

    Zresztą jakby Pan poczytał trochę zagraniczne fora, to day traderzy przechodzą również w dłuższe terminy (oczywiście w ramach DT, a więc nie w tygodnie i miesiące).

    Poza tym wg mnie nie ma się co podniecać tym tadingiem automatycznym. Bardziej mi się podobał wpis G.Zalewskiego nt. Bogla. I jeszcze jedno jak zdanie z wywiadu z managerem hedge fund (nie pamiętam w tej chwili nazwiska), co daje do myślenia: ” dzisiaj wielu wie ile co kosztuje, ale niewielu ile to jest warte”.

  4. reptile

    hehe .. mavil no to pochwaliłeś 🙂
    “Trading komputerowy – droga bez odwrotu, część 2”
    zawracajcie.. 🙂 bo wspieracie terroryzm
    http://apama.typepad.com/my_weblog/2010/08/algorithmic-terrorism.html

  5. mwojciechowski

    Drogi Mavilu
    Kathay napisał:
    „Inwestowanie za pomocą komputerów, bez lub z minimalnym udziałem człowieka, obrosło mitami, stereotypami, nieporozumieniami i złą sławą. Za większością z nich stoi, jak to zwykle bywa, niezrozumienie.”
    Twój komentarz jest tego świetnym przykładem. Zakładam bowiem, że opacznie zrozumiałeś idee bossaAPI, a nie starasz się za wszelką cenę być złośliwy.
    Dlatego pozwolę sobie jeszcze raz wskazać na główne tezy autora:

    W pierwszej części wpisu nie ma ani słowa o flash tradingu. Nie ma również ani słowa o namawianiu do większej ilości transakcji.
    Jest natomiast mowa o:
    – nowych typach zleceń,
    – „optycznych generatorach”
    – alertach filtrach i różnych zastosowaniach bossaAPI.
    i innych możliwościach wykorzystania bossaAPI.

    W części drugiej jest opis na czym polega HFT używany w USA i nie ma tam słowa o zachęcaniu do tego rodzaju handlu zwykłego inwestora. Jest jedno zdanie o tym, że GPW chce ściągnąć tego rodzaj inwestorów, dzięki czemu „zwykły Kowalski” będzie miał lepsze warunki handlu (mniejsze spready, mniejszą zmienność).

    W dalszej części wpisu Kathay opisuje na czym polega HFT, algotrading, program trading bo te pojęcia są non stop mylone.

    Całkowitym kłamstwem jest natomiast insynuacja, że DM BOŚ „robi coś takiego” jak uczestnicy afery w USA.
    Po pierwsze animatorzy nie mają dostępu do zleceń klientów. Jeśli uważasz coś innego to powinieneś to zgłosić do KNF jako przestępstwo.
    Po drugie, jak sam zauważyłeś podobno nie stać nas na takie systemy 😉
    Po trzecie skoro mielibyśmy z tego korzystać to po co wprowadzać sobie konkurencję w postaci inwestorów z bossaAPI?
    I tak dalej, i tak dalej ta spiskowa teoria nie bardzo się trzyma kupy.
    Zupełnie nie rozumiem także dlaczego sprowadzasz HFT jedynie do tzw. afery flash tradingu. To tak jakby powiedzieć, że wszyscy którzy jeżdżą szybkimi motorami to samobójcy i piraci drogowi. I nie należy kupować motorów 😉

    Co do „podniecania” się to my wychodzimy z założenia, że należy dać Klientowi wolną rękę i jak najwięcej możliwości w wyborze obiektu podniecenia. Dlatego wprowadziliśmy bossaAPI, które wykorzystuje już „kilku” inwestorów w Polsce 😉

  6. mavil

    Do mwojciechowskiego:

    1. To, że Kathay nie napisał wprost: “ludzie trajdujta przez API w DM BOŚ” nie znaczy, że nie jest jak napisałem. Nie oszukujmy się, te blogi to też marketing i nie ma co udawać.

    2. To nie są wcale mity i mówiło się o tym również, przed aferami z 2009 i 2010.

    3. Usługa BOSSA API wg mnie jest bardzo dobra, gdyż pozwala ułatwić trading poprzez własne konfiguracje składania zleceń wg mnie, które nie daje platforma. Uważam, że to dobra droga jaką poszedł BOŚ. Oczywiście można to też wykorzystywać do systemów, ja mam do nich sceptyczne podejście, ale to kwestia podejścia i to tylko moje osobiste zdanie.

    4. Niestety, ale wniosek z tych wpisów jest taki, że dzięki BOSSA API można sobie między innymi (pierwsze zdanie w cz.1 mówi o bossa API) porobić dzięki temu HFT.

    5. Nigdzie nie mówiłem, że BOŚ coś takiego robi. Ale faktem jest, że zlecenia animatora trafiają prosto na GPW, a klienta poprzez DM. Co robi to nie wiem, nie jestem pracownikiem. Widzę to tylko od strony klienta. Zresztą po aferze z Goldmanami itp na największym i najbardziej transparentnym rynku na świecie, to jest coś na rzeczy. Ale musi przyznać Pan, że jest to potencjalne źródło konfliktu interesów. Sens mojej wypowiedzi jest taki, że animację i brokerkę powinny prowadzić dwie rożne firmy. Co do KNF to należy postulować to, żeby ułatwiły wymagania odnośnie market makingu i to firmom w stylu prop trading.

    6. mwojciechowski:
    “Po trzecie skoro mielibyśmy z tego korzystać to po co wprowadzać sobie konkurencję w postaci inwestorów z bossaAPI?
    I tak dalej, i tak dalej ta spiskowa teoria nie bardzo się trzyma kupy.”
    Proszę poczytać uważniej poprzedni wpis i w tym nr 5. Ale jak nie dociera to objaśniam i tłumaczę: klienci Bossa API nie są dla was konkurencją, bo animatorzy składają zlecenia prosto na GPW.

    7. Oczywiście zgadzam się z wolną ręką dla klientów i Bossa API jest dobrą drogą i gratulacje za bycie pierwszymi, że zacytuję “oczywistej oczywistości” 😀
    Do pełni szczęścia brakuje mi jeszcze zleceń koszykowych na W20, oraz mam pytanie, czy DM BOŚ może zaoferować klientom DMA (Direct Market Access), czyli możliwość składania zleceń bezpośrednio na giełdę, tak jak robią to market makerzy?

  7. reptile

    “7. Oczywiście zgadzam się z wolną ręką dla klientów i Bossa API jest dobrą drogą i gratulacje za bycie pierwszymi, że zacytuję “oczywistej oczywistości” 😀
    Do pełni szczęścia brakuje mi jeszcze zleceń koszykowych na W20, oraz mam pytanie, czy DM BOŚ może zaoferować klientom DMA (Direct Market Access), czyli możliwość składania zleceń bezpośrednio na giełdę, tak jak robią to market makerzy?”

    hehe to chyba marzenie.. kłania się regulamin GPW kto może być członkiem giełdy?

    “Całkowitym kłamstwem jest natomiast insynuacja, że DM BOŚ „robi coś takiego” jak uczestnicy afery w USA.
    Po pierwsze animatorzy nie mają dostępu do zleceń klientów. Jeśli uważasz coś innego to powinieneś to zgłosić do KNF jako przestępstwo.”
    Chyba trzeba zrobić wykład z tego jak działa animator i co może a co nie może, czy będzie konfliktem informować klienta jak działa ów ten w całej strukturze ?

  8. mwojciechowski

    @mavil
    Twoja odpowiedź przekonuje mnie jeszcze bardziej, że potrzebne są kolejne wpisy w temacie, bo strasznie dużo w niej nieporozumień.
    Odpowiem na merytoryczne pytania:

    – cel serwisu blogi.bossa.pl opisany jest w pierwszych wpisach. Twojego zdania, że serwis jest jedynie marketingowym bełkotem nie podziela tysiące stałych czytelników i komentatorów.
    – Giełda zachęca z całych sił firmy inwestycyjne do działania na własny rachunek. Nie ma też w prawie żadnych dodatkowych barier dla takich firm. Wykładasz kapitał, zdobywasz licencje i działasz. Tak m.in. działał DM Opera. Nie rozumiem dlaczego lepszym rozwiązaniem byłoby gdyby animatorzy z DM BOŚ działali jako oddzielna firma? Spowoduje to tylko niepotrzebny wzrost kosztów (oddzielna infrastruktura, koszty agencyjne itp.) czyli odbije się na ich efektywności.
    – Składanie zleceń bezpośrednio do Warsetu to tylko jeden element. Możesz mi wierzyć, że gdyby animatorzy dostali ciekawe rozwiązania systemów i bardziej przydatne nakładki to zrezygnowaliby z ręcznego klepania do Warsetu.
    – DMA – jest dla inwestorów indywidualnych w Polsce dostępne praktycznie od 2000 roku. W przeciwieństwie do USA u nas od początku zlecenia wędrowały na otwarty (jeden) rynek, a nie do market makerów. Nie rozumiem więc co moglibyśmy jeszcze bardziej otworzyć? Przypomnę tylko, że w Polsce rynek jest zbudowany następująco: na giełdzie handlują i są odpowiedzialne za pokrycie zleceń firmy inwestycyjne, które są członkami Giełdy. Nikt kto nie jest członkiem nie może mieć dostępu do Warsetu, bo kto odpowiadałby za zlecenia przez niego złożone?
    – Zlecenia koszykowe – jeśli składanie zleceń z koszyka jest niewystarczające to właśnie dzięki bossaAPI można stworzyć interfejs, który takie zlecenia będzie generował. Animatorzy nie mają nic więcej w tym względzie. Muszą tak samo przygotować sobie wcześniej zlecenia w koszyku, żeby je wysłać na rynek.
    P.S. Pozwolisz, że pominę kolejne insynuacje w stylu „jak policja w USA bije Murzynów to polscy policjanci też pewnie to robią” oraz Twoje własne interpretacje. Cieszę się, że przyznałeś, że to Twoje osobiste zdanie bo w pierwszej wypowiedzi wyglądało to jak prawdy objawione (w dodatku poparte podobno tajemniczymi zagranicznymi forami) 😉

    @Reptile
    Chętnie przygotuję tekst o obowiązkach i prawach animatora. Tylko nie wiem co Was interesuje? Proponuję, żebyście wysyłali na mojego maila pytania, a ja po powrocie z urlopu postaram się na nie odpowiedzieć.

  9. reptile

    “@Reptile
    Chętnie przygotuję tekst o obowiązkach i prawach animatora. Tylko nie wiem co Was interesuje? Proponuję, żebyście wysyłali na mojego maila pytania, a ja po powrocie z urlopu postaram się na nie odpowiedzieć.”
    To może tak, mały wpisik zagajający do tematu, a pod wpisem, będzie okazja do zadawania pytanek 🙂 o czym czytelników można poinformować.
    Musi być jakaś baza do pytań. Ja osobiście uważam, że jest na “rynku wiedzy” luka w tym jak to działa.
    Ogólnie sądzę, że temat znany jest w sposób abstrakcyjny. Może jakiś praktyczny skrenik co robi i jak ów Pan animatorek ? Co widzi .. 😀

    A co do insynuacji, no to są takie spiskowe teorie w temacie Insidetrading :> akcje futures.

  10. mwojciechowski

    @reptile
    Obiecuję wrócić do tematu po wakacjach.

  11. mavil

    @ mwojciechowski

    Co do animacji i jego obowiązków to wystarczy poczytać regulamin giełdy, tam jest wszystko dokładnie napisane. Mniej więcej wiem co on może i musi: kwotowanie danego instrumentu, o określonym max poziomie widełek spreadu, określonej ilości wolumenu w ciągu notowań i w ciągu dnia bodajże.

    Podobnie jak z wpisu o maklerze krwiopijcy można wykluć wniosek, że dm to instytucja charytatywna 😀
    O tym, że tak nie jest świadczy jaką opłatę płaci klient, a jaką dm giełdzie (głownie kontrakty futures, jeśli chodzi o GPW-jedne z najdroższych na świecie). Zarobek liczony w kilkuset procentach mówi sam za siebie 😀
    Więc proszę mi nie mówić, że nie ma żadnej zmowy wśród dm-ów i nieuczciwości wobec klientów.

    Co do forów tajemniczych to temat pojawiał się na np.: elitetrader, że trzeba wydłużać timeframe, gdyż ten najniższy jest opanowany przez HF.

    1. astanczak

      > Podobnie jak z wpisu o maklerze krwiopijcy można wykluć wniosek, że dm to instytucja charytatywna

      Problem w tym, że takiego wniosku wysnuć nie można, ale to już temat na inne blogi.

  12. abialaszek[bossa]

    @mavil

    Na Euronext opłata giełdy i izby rozliczeniowej za kontrakt na DAX to 0,5 EUR. Jeden z najtańszych brokerów pobiera opłatę na poziomie 2 EUR. Przyrównując do GPW – 2,5 zł w proporcji wychodzi 10 zł. Widać więc relację pomiędzy kosztami giełd a prowizjami brokerów.
    Czyżby na giełdach zachodnich też była zmowa i zarobki kilkuset procentowe ? 🙂

  13. Dominik Jadwisieńczak

    @abialaszek[bossa]
    A może lepiej przyrównać te koszty do wartości 1 punkta na kontrakcie na DAX i WIG20. Wtedy porównania wychodzą już mniej korzystnie.

  14. abialaszek[bossa]

    @Dominik Jadwisieńczak

    Przecież to są takie same kilkuset-procentowe zyski na jednym kontrakcie. Wielkość w tym wypadku jest bez znaczenia, a jeśli odniesiemy wielkość kontraktu do kosztów giełdy i kdpw to nie jest to najważniejszy czynnik (np. dużo ważniejsza jest wielkość rynku).

  15. exnergy

    Behawioryści powiedzieliby, że po tej dyskusji widać jak kryzys zaufania rozkręca spiralę zniechęcenia. Brakuje może ludziom “walących po oczach” porównań, prostych tabelek, jak co kosztuje i dlaczego nie ma tak pięknie. Potrzeba przejrzystości i zmiany filozofii marketingu w branży. Trzeba coś z tym zrobić…

  16. j_mo

    @abialaszek[bossa]

    Co nie zmienia faktu, że gdyby dla FW20 iloraz prowizji do wartości kontraktu był taki jak dla FDX.F dawałoby się grac na jednym punkcie będąc inwestorem indywidualnym. Mogę się założyć, że zwiększyłoby to głównie płynność. Ilość otwartych pozycji może nie zmieniła by się drastycznie, ale obroty by wzrosły i wszyscy byliby szczęśliwi. Nie mówiąc już o tym, że na zachodnich giełdach za dawanie płynności można nie płacić prowizji wcale, a nawet dostawać część bro. Tyle że takie zmiany to już kwestie po stronie strategii GPW i marzenia ściętej głowy. Chociaż API już jest w bossa więc może i zwroty bro będą też 😀

  17. reptile

    Po konsultacji na irc futures… uznaliśmy, że wakacje się skończyły : )
    https://blogi.bossa.pl/2010/07/31/2484/comment-page-1/#comment-13270
    I czas przywrócić blogi bossa na interesujące wody, bo ostatnio coś udaje się widzieć, iż na mieliźnie tematy siedzą :]

    Znaczy się będzie NWO, jeśli warunki nie zostaną spełnione 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *