Skoro ciekawe wnioski wyszły w testach indeksu S&P500 to dlaczego nie sprawdzić jak strategia kupna po sporym spadku sprawdza się w Warszawie?
Testu dokonałem identycznie jak w poprzednim wpisie. Dane dotyczą indeksu WIG, tyle że wyciąłem z nich pierwsze kilka lat, kiedy to notowania były dokonywane w formie fixingu (jedynie raz dziennie) a wyceny bardzo niepłynne – bywało że kursy wielu akcji pozostawały nietransakcyjne (niezaspokojona podaż lub popyt i zmiana o maksymalnie dopuszczony limit w górę lub dół).
A wygląda to następująco:
Takich sesji spadkowych, podczas których kurs minimalny sięgał 3% lub niżej, licząc od poziomu otwarcia, naliczyłem 54 sztuki. Próba dość niewielka ale lepszej na GPW nie znajdziemy gdyż WIG jest najstarszym indeksem. I tu również proponuję chętnym wzięcie pod uwagę wszelkie możliwe kombinacje, które można podciągnąć pod „3-procentowy spadek rynku”.
Ponownie zakresy wzrostów dzień po liczyłem dla 2 opcji:
1. Ile teoretycznie można było zyskać kupując indeks na zamknięciu owej sesji o minimum 3% spadku i zamykając pozycję na koniec sesji dnia kolejnego?
Wygląda to dużo słabiej niż w USA gdyż tylko w 23 przypadkach (na wspomniane 54) taki ruch przyniósłby profit, trafność wyniosłaby więc niecałe 43%. Na każdej z tych transakcji można było zyskać średnio 1,4% (50 % mniej niż w adekwatnym teście dla USA). Na pozostałych 31 transakcjach rynek zabierał nam średnio 1,73%. Licząc więc po cenach zamknięcia strategia ta nadaje się raczej do sprzedaży papierów po krwawej sesji.
Nieco lepiej wypada kupno na otwarciu kolejnego dnia – zysk o średniej wielkości 1,57% powstał w 33 przypadkach (trafność = 61%), w pozostałych rynek spadł średnio o 1,33%.
2. Sprawdzam więc czy istnieją w ogóle jakieś możliwości zarobku i w tym celu policzyłem różnice między maksimum dnia kolejnego po 3% sesji spadkowej a ceną zamknięcia owej fatalnej sesji.
Okazuje się, że w 35 przypadkach (trafność=65%) kurs na kolejnej sesji przekroczył ową cenę zamknięcia, w pozostałych 19 już tylko spadał poniżej niej. Średni zakres owego przekroczenia wynosił 1,42%. Nawet operując bardzo inteligentnie stopami możemy nie wyjść z tej propozycji z zyskiem. Nie ma więc aż takiego efektu jak na amerykańskich parkietach.
I jeszcze z ciekawości test sprawdzający o ile rusza się rynek i w którą stronę tydzień po naszej krwawej sesji.
W tym celu porównałem cenę zamknięcia sesji po tygodniu do poziomu zamknięcia na tej spadkowej-trzyprocentowej i tu wniosek jest bardzo wyraźny: tylko w 4 przypadkach nastąpił wzrost o średnio 0,74% a w pozostałych 50-ciu indeks przez tydzień nurkował o średnio 6,54%! Jak to rozgrywać? Tylko na jeden sposób! Nie dotykać akcji po sesji o minimum 3% spadku ponieważ za tydzień było kilka procent taniej w miażdżącej ilość przypadków!
I żeby jeszcze bardziej podgrzać ciekawość zrobiłem test po sesjach o spadku 2% lub więcej. Było ich już 183. I… ? Wnioski podobne:
A/ wzrost powyżej zamknięcia na sesji „dzień po” następował w 75% przypadków, ale tylko w 45% kończyło się to wyższym zamknięciem; ponownie gra na zwyżkę balansuje na granicy opłacalności
B/ Tydzień później tylko w 15 % przypadków indeks zawędrował wyżej (o średnio 2,43%), w pozostałych osuwał się średnio o 4,91%. Strategia więc ta sama co poprzednio– po silnie spadkowych sesjach nie dotykać rynku, za chwilę będzie on kilka procent niżej!
—Kat—


Dodaj komentarz