SKUTECZNOŚĆ ANALIZY TECHNICZNEJ część 2

Punktem wyjścia uczyńmy dwie ogólne hipotezy ze wspomnianego w pierwszej części tekstu, by nieco dalej przejść do szczegółów.

1. Autor podrzuca czytelnikowi 2 stwierdzenia, które mogą prowadzić do małego niezrozumienia:

„ Podsumowując artykuł, nie da się jednoznacznie stwierdzić, czy analiza techniczna jest metodą na zarabianie pieniędzy, czy tylko złudzeniem, że można łatwo pomnożyć kapitał”

i chwilę dalej

„Uważam, że jeśli potraktujemy AT jak zawód, czyli poświęcimy wystarczająco dużo czasu na zdobycie doświadczenia , to będziemy w wąskim gronie inwestorów zarabiających na rynku”

Nie chciałbym wdawać się w logikę stojącą za tymi fragmentami, Czytelnikom zostawiam porównanie i zrozumienie zestawienia: ‘nie da się jednoznacznie stwierdzić’ z ‘poświęcając wystarczająco dużo czasu będziemy zarabiać’. Dla mnie jest to tylko wstępem do własnej analizy i dojścia do podpartej bardziej rzeczowymi argumentami, nie tylko stereotypami, konkluzji czy AT wnosi wartość dodaną czy nie. Swoją hipotezę wypowiem od razu a później będę się nad nią niejednokrotnie znęcał:

Poświęcenie dużej ilości czasu na naukę czystej AT NIE gwarantuje profitów. Natomiast poświęcenie czasu na ZROZUMIENIE czym jest AT i jak naprawdę działa, daje jedynie szansę na dojście do punktu, od którego zarabianie będzie bardzo prawdopodobne. Warunków do spełnienia jest jednak tak wiele, że muszę uczynić z tego kilka kolejnych wpisów.

2. Autor zestawia dwie drogi ewolucji inwestora

(I) nazwijmy ją „złą”

Inwestor czyta, eksperymentuje na rachunku realnym, czyta jeszcze więcej, inwestuje bez refleksji, podgląda fora czy ogólnie internet i ostatecznie przegrywa.

(II) nazwijmy ją „dobrą”

Inwestor czyta (a jednak) i uczestniczy w seminariach i szkoleniach, inwestuje na rachunku wirtualnym, korzysta z rad doświadczonych traderów (hmmm…), uczy się emocji i w finale (chyba?) zarabia.

Tutaj zatrzymam się chwilę dłużej by poruszyć kilka kwestii.

Bezsprzecznie z rad ludzi bardziej doświadczonych, z sukcesami, wiedzą czy pomysłami warto korzystać. Jak jednak rozpoznać w tej branży tych, którzy do wymienionych grup się kwalifikują i przekazują rzeczywiście wartościowe know-how? Poznanie ich wyników inwestycyjnych po części daje jakiś pogląd. W wielu wypadkach jest to jednak niemożliwe, ale nie jest to wcale okazją do zmartwienia. Z prostego powodu – w przypadku każdego z nich jest tylko jeden wiarygodny sposób weryfikacji – sprawdzenie i rzetelne przetestowanie wszystkich propozycji, które wydają z siebie na świat. I o tym będzie jeszcze w ciągu dalszym.

Sprawa książek. Ja zawsze napiszę- czytać. Nie ma złej czy dobrej drogi w czytaniu. Są w książkach złe lub dobre pomysły ale ponownie rozwiązanie jest podobne jak wyżej – testować, weryfikować, sprawdzać. Ta sama strategia w dowolnej książce może być zyskowna w określonych warunkach ryzyka dla jednego inwestora ale stratna dla innego, który zastosował zupełnie inne rozwiązania prowadzenia ryzyka i zarządzania kapitałem.

Ze zdziwieniem natomiast przyjąłem oceny zawarte następujących fragmentach:

„Bowiem przeczytane książki rzadko zawierają informacje o możliwości straty. Autor, pokazując przykłady do omawianych metod, wybiera te, na których udało się zarobić, nie wspomina jednak, że ogromna liczba sygnałów technicznych jest fałszywa i granie według nich wiąże się z utratą posiadanych środków”

Moją odpowiedzią w skrócie jest niedawny wpis . Nie ma znaczenia ilość nietrafnych sygnałów ale sposób prowadzenia ryzyka! Słynne Żółwie ćwierć wieku temu stosowały strategie nietrafne w 50-70 procentach by mimo to zarabiać dziesiątki milionów dolarów. Ktoś kto praktycznie stosuje AT wie, że trafność może być bardzo fałszywym wskazaniem.

Rozumiem jednak, że autor traktuje niepokazywanie w literaturze trafności jako zarzut niewiarygodności. Czy nie pokazanie jest w istocie przekreślającym metodę błędem i przyczyną strat inwestora? W żadnym razie!!! Testy i jeszcze raz własne testy drodzy czytelnicy bloga i książek. Z tej samej książki 2 różnych inwestorów może wyciągnąć 2 zupełnie przeciwne wnioski o zyskowności…

Jeśli ktoś jednak siada do książki spodziewając się przepisu na 100% szansę trafiania  i zarabiania, a zakładam, że tak bywa, to najpierw rzeczywiście musi poradzić sobie z sobą samym a nie źle napisanym podręcznikiem… Trudno mi sobie natomiast przypomnieć tytuły takich książek gdzie nie ma nic o ryzyku.

Problem tkwi w czym innym- książki uczą analizy technicznej ale nie zarabiania. O tym jednak nie wiedzą nawet częściowo już doświadczeni inwestorzy… I o tym będzie szerzej wkrótce.

I kolejny:

„Zwłaszcza jeśli jej autor przekonuje, że opisywana metoda jest jedyną słuszną drogą do pomnażania kapitału. Wówczas warto zadać sobie jedno pytanie: dlaczego sam nie korzysta z tej metody i nie zarabia pieniędzy, tylko traci czas na pisanie książki? Oczywiście możliwe są przypadki, gdy przekazywana wiedza wynika z chęci podzielenia się doświadczeniem a nie zarobienia na początkujących inwestorach”.

Przepraszam, ale nazwę rzecz po imieniu: czysta demagogia. Z niespotykaną ciekawością poznałbym tytuły tych książek, w których autor daje sobie monopol na rację dla swojej metody. Wierzę natomiast, że autor cytowanego artykułu traci czas na pisanie rzeczy o AT z czysto szlachetnych pobudek i w tym samym czasie sam dokonuje zyskownych transakcji. Z przyjemnością poznałbym również indeks tych książek „podejrzanych”, których twórcy tracą czas na pisanie zamiast zarabiać. To znacznie ułatwiłoby nam ich ocenę przed przeczytaniem.

Sam natomiast pozwolę sobie napisać nieco odmienną opinię:

Książki czy seminaria w rzeczy samej nie uczą zarabiać. Ich zadaniem jest przybliżenie metod, prezentacja narzędzi i pomysłów, opis działania czy pokaz doświadczeń, bez względu na rzeczywiste intencje i sukcesy autora. Jak w każdej dziedzinie wiedzy. Tak to działa od tysięcy lat.

CDN

—Kat—

[Głosów:0    Średnia:0/5]

18 Komentarzy

  1. reptile

    A co z wielowymiarową AT – WAT ?

  2. Pawelek

    “‘nie da się jednoznacznie stwierdzić’ z ‘poświęcając wystarczająco dużo czasu będziemy zarabiać’.” Nic dziwnego, że widzisz w tym sprzeczność ponieważ wyrwałeś to z kontekstu, na szczęście parę linijek wyżej masz resztę zdań, a drugie zaczyna się od: „Uważam” i nie ma tam żadnej sprzeczności. Żeby ci to lepiej wyjaśnić, ja np. uważam, że czarni ukrzyżowali Jezusa, ale chyba zgodzisz się ze mną, że nie da się tego jednoznacznie stwierdzić. Jest różnica?

    Reszty nie komentuję, bo to opisywanie platońskiego świata idei, przedstawianie własnych opinii jako faktów lub zwyczajne pobożne życzenia.

    Tekst miał ewidentnie charakter publicystyczny i tak należy go traktować.

    Pozdrawiam

  3. Lucek

    “Książki czy seminaria w rzeczy samej nie uczą zarabiać. Ich zadaniem jest przybliżenie metod, prezentacja narzędzi i pomysłów, opis działania czy pokaz doświadczeń, bez względu na rzeczywiste intencje i sukcesy autora. Jak w każdej dziedzinie wiedzy. Tak to działa od tysięcy lat.”

    A ostatnio jakby nawet nabrało to przyspieszenia.
    Zaklada się bloga, gdzie autor pisze co myśli o rynku, dodając do tego mniej lub bardziej skomplikowane wykresy.
    Po pewnym czasie czytanie komentarzy wymaga wykupienia abonamentu i na naszych oczach potwierdza się reguła, ze 95% traci na giełdzie , a tylko 5% zarabia. Żeby to zmienić, trzeba zwiekszyć ilość blogów na tematy giełdowe. Nawet jeden czytający i płacący autorowi 35pln/mc mógłby wpływać na zmianę tych proporcji.

  4. exnergy

    Wszystko co jest najcenniejsze w życiu kupisz w zamian za czas, a nie za pieniądze – to jest moja odpowiedź na także i na dylematy typu: czy warto kupować systemy inwestycyjne, sygnały, trwonić kasę na kursy u różnych “specjalistów”, czy też na 90% ksiażek i cudownych programów.

    Doświadczenie mierzy się czasem spędzonym nad testami, uczestnictwem w rynku, doznawaniem różnych emocji i nabywaniem umiejętności.
    NIE MA DROGI NA SKRÓTY.

  5. exnergy

    A coś, mi się zdaje, że Tomasz czuje sie ubodzony tekstem o tym, że jak ktoś już zaczyna pisać o tradingu, to znaczy, że słabo u niego z zarabianiem ;).

  6. osoamoroso

    “Książki czy seminaria w rzeczy samej nie uczą zarabiać. Ich zadaniem jest przybliżenie metod, prezentacja narzędzi i pomysłów, opis działania czy pokaz doświadczeń, bez względu na rzeczywiste intencje i sukcesy autora. Jak w każdej dziedzinie wiedzy. Tak to działa od tysięcy lat.”

    Trading to nie wiedza a umiejętność. Umiejętności od tysięcy lat ludzkość uczy się w nieco odmienny sposób. Podobnie jak w przypadku sexu czy jazdy na rowerze, tak w tradingu kompetencje budujemy przez doświadczenie. Nie nauczymy się chyba pływać czytając książkę napisaną przez osobę, która nigdy nie była w wodzie. Oczywiście możemy zapoznać się z prezentowanymi przez nią metodami pływania a następnie samodzielnie weryfikować mając nadzieję że się przy okazji nie utopimi… ale czy ma to sens?

    Przykłady? Fenomen Dr Van Tharpa. Pan Van Tharp nie ukrywa, że na giełdzie nie dorobił się( Schwager), co nie przeszkadza mu pozostawać ‘guru’, produkować masowo bestsellerowe książki, których tytuł powinien raczej brzmieć “Write Your Way to Financial Freedom” i kasować $15000 za dzień konsultacji.

    Dlatego jak najbardziej, weryfikujmy ale kompetencje osób wypowiadających się o AT… zaoszczędzi nam to napewno czasu, a może i pieniędzy.

  7. gzalewski

    @osoamoroso
    a ja tak zapytam, co Wy macie tym Tharpem. Facet jest trenerem, terapeutą. jego rolą jest zupelnie co innego niż trading. A wciąz pokutuje jakiś mit, że to nieudacznik.
    Rozumiem, że terapeuta od terapii par powinien przynajmniej raz się rozwieść, żeby wiedzieć o czym mówi, terapeuta zajmujacy się stresem menadżerów poprowadzić wielką korporację, żeby wczuć się w rolę, a terapeuta, który leczy chirurgów – pociąć kilku pacjentów, ze skutkiem śmiertelnym, żeby poczuć te same emocje?

  8. osoamoroso

    @gzalewski
    Nic do Tharpa nie mam(y?). Sugestie że to nieudacznik to chyba jakiś żart – wystarczy rzucić okiem na jego stawki – pełen sukces! Pozwalam sobie jednak zauważyć, że ów sukces osiągnął na innym polu niż trading.

    “Rozumiem, że terapeuta od terapii par powinien przynajmniej raz się rozwieść, żeby wiedzieć o czym mówi”
    Terapeuta od terapii par, którego nieudane małżeństwo rozpadło się, uczący innych udanego pożycia, byłby w moich oczach mało wiarogodny.

  9. gzalewski

    pozwoliłem sobie na wykorzystanie formy “Wy”, bo dość czesto spotykam sie z tym zarzutem – Tharp nieudacznik, ktoremu pewnie w tradingu nie wyszło, wiec szkoli i pisze ksiazki.

    A swoja droga i tak nie jestem pojac logiki
    – terapeuta traderów powinien byc traderem
    – terapeuta rodzinny nie powinien byc rozwodnikiem
    to pytanie brzmi: terapeuta uzaleznien – lepiej gdy ma przeszlosc alkoholową czy nie?

    (od razu dopowiem, ze najsukteczniejsi są Ci, którzy problem mieli)

  10. Marek

    Terapeuta od rozwodow powinien być w szczesliwym zwiazku, bo to znaczy, ze udalo mu sie uniknac rozwodu, albo powinien zwycieska reke wyjsc z kryzysu malzenskiego, wtedy bedzie wiedzial, jak to sie robi.

    Terapeuta od uzaleznien powinien byc wolny od uzaleznien, wowczas bedzie wiedzial, jak w nie nie wpasc, lub powininen z sukcesem pokonac uzalezenienie, bedzie wiedzial jak z niego wyjsc.

    Trener od tradingu powinien odniesc sukces w tradingu, wowczas bedzie wiedzial jak to sie robi, lub powinien odniesc porazki a nastepnie sukces, wowczas bedzie wiedzial jak z nieudanego tradingu przejsc na udany.

    Terapeauta od uzaleznien nie powinien byc alkoholikiem, ktory z nalogu nie wydzszedl, teraputa rodziny rozwodnikiem, jezeli nie przezwyciezyl kryzysu malzenskiego, ktory go dotknal.

    Trener tradingu nie powinien byc osoba, ktora w tradingu odniosla same porazki i ktorej nie udalo sie na tym polu osiagnać sukcesu.

    Van Tahrp jest trenerem, któremu sie w tradingu nie powiodlo i tego nie zmienil. Wiec jest odpowiednikiem terapeuty bedacego alkoholikiem, ktory z nalogu nie wyszedl, terapeuty od rodziny, ktory jest rozwodnikiem i nie przezwyciezyl kryzysu malzenskiego.

    Logika jest dosc prosta.

  11. gzalewski

    To niestety nie logika, tylko Pana wyobrazenie. Niestety jednymi z najskuteczniejszych terapeutow leczenia uzaleznien, są osoby które poważnie borykały się z tym samym problemem.

    Sam rozwód nie zawsze musi byc porażką. Często jest najlepszym wyjściem dla obu stron i doprowadzenie do niego może być rownież sukcesem. WIęc tu logika też słaba.
    Tharp zajmowal sie od poczatku psychologią, wiec pisanie, ze mu w tradingu nie wyszlo jest sporym nadużyciem 🙂

  12. lesserwisser

    A jak przyczyną rozwodu i nałogu była żona ?

  13. ZP

    Tak jest, a ornitolog musi umieć latać :)))) Panie Kruszewicz, do nauki wiosna idzie!

  14. osoamoroso

    “Niestety jednymi z najskuteczniejszych terapeutow leczenia uzaleznien, są osoby które poważnie borykały się z tym samym problemem.”
    Podobnie w tradingu – uczyć się zarabiać na giełdzie najskuteczniej od tych, którym ta sztuka się udała.
    Terapeuta traderów nie musi być skutecznym traderem bo jego rolą nie jest chyba uczyć innych zarabiać. Może wystarczy że będzie dobrym psychologiem. Być może pan Tharp jest bardzo kompetentnym psychoterapeutą ale myślę że stał się ofiarą własnego sukcesu, oddalając się od psychologii ku receptom na wolność finansową dzięki giełdzie. Pan Tharp mógłby pomóc innym zarobić pieniądze gdyby np. napisał książkę o swoich doświadczeniach z tradingiem (wiedzielibyśmy czego NIE należy robić) albo napisał książkę “Write your way to financial freedom”.

  15. ZP

    Aha i jeszcze jedno skojarzenie- posłużę się łopatologią stosowaną.

    Boniek był wybitnym piłkarzem i kiepskim trenerem.

    Mourinho był takim samym piłkarzem mniej więcej jak ja i wybitnym trenerem.

    Dla ułatwienia piłkarz- trader trener- trener np Van Tharp

  16. lesserwisser

    @ ZP

    “a ornitolog musi umieć latać” –

    A czy posiadanie przez ornitologa uprawnień do latania na szybowcach albo pilotowania awionetki spełnia to kryterium i kwalifikuje go ?

    Natomiast w przypadku ichtiologa umiejętność pływania i nurkowania jest wprawdzie pożądana, z uwagi na dobro własne, aczkolwiek ich brak go wcale go nie dyskwalifikuje jako eksperta, moim zdaniem oczywiście. Bo tak czy siak i tak ryba psuje się od głowy. 🙂

    Wciąż mamy dylemat jajko, kura czy kogut.

  17. exnergy

    “Wciąż mamy dylemat jajko, kura czy kogut.”

    A może kapłon? 😉

  18. Jason Bourne

    Miałem właśnie napisać o sporcie, ale już ktoś mnie ubiegł.

    W każdym bądź razie nawet wyjątkowo pobieżne spojrzenie na historię sportu pokazuje, że najlepsi trenerzy wcale nie muszą być dobrymi zawodnikami, na tej samej zasadzie, wybitny zawodnik nie musi być później wybitnym trenerem. Takiej zależności po prostu nie ma, róźnie z tym bywa.

    Czy nikomu nie przyszło do głowy, że Van Tharp może po prostu nie wykazywać odpowiednich predyspozycji? Ma np. za słabe nerwy, nie potrafi opanować strachu itp. Co nie zmienia faktu, że w teorii jest dobry.

    Na tej samej zasadzie można argumentować, że prof. Lew – Starowicz powinien być świetny w łóżku. W przeciwnym razie jest niekompetentny.

    Bez sensu zupełnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *