Pod notką o debiucie kopalni na GPW pojawił się rynkowy wieszcz – pozdrowienia – z którego narracji trudno było mi wydobyć przyszłe losy akcjonariusza Bogdanki, ale specyficznie romantyczny anturaż dawał dość mroczne odczucia. Historia giełdowa spółki liczy tylko pięć dni i nie pozwala technikom na prognozy, ale nic nie staje na przeszkodzie, żeby mrocznym odczuciom wobec kopalni przeciwstawić potraktowane szkiełkiem i okiem pięć dni z życia Bogdanki.


Nie miałem czasu na dogłębne badania – blog ma raczej inspirować niż odbierać pracę miłośnikom grzebania w bazach danych – ale pozwoliłem sobie na porównanie ważnych spółek, które debiutowały na GPW. Wybrałem takie, które posiadają pewne cechy wspólne. Wszystkie łączy fakt prywatyzowania i wprowadzania na giełdę z udziałem Skarbu Państwa. Ich kapitalizacja jest relatywnie duża a działalność, którą prowadzą pozwala umieścić je w szerokiej grupie energetyka i/lub surowce. Oczywiście to arbitralna decyzja, ale – znów – blog pozwala na chodzenie na skróty.

Do grupy trafiły spółki KGHM, PKN Orlen, Lotos, PGNiG, Enea oraz Bogdanka. Punktem wyjścia jest cena na otwarciu pierwszych notowań (ignoruję fakt, czy to były prawa czy same akcje) oraz zamknięcie piątego dnia po debiucie. Mówiąc inaczej całość poniższych wyliczeń opiera się na zmianie pomiędzy ceną otwarcia a ceną zamknięcia w piątym dniu po debiucie – jeśli spółka debiutowała w czwartek, to finałową ceną jest cena ze środowego zamknięcia w nowym tygodniu.

Na początek wykres, który pokazuje, jak zachowały się wspomniane wyżej spółki, gdyby wystartowały ?do biegu” z tego samego punktu. Jak widać Bogdanka bije zarówno prestiżowe w momencie wprowadzania na GPW spółki KGHM i Lotos. Wygrywa też z PKN Orlen, którego debiut został przez część rynku uznany za impuls do hossy na GPW w latach 1999-2000 – do dziś w komentarzach przewijają się opinie, iż właśnie takiego debiutu – z kolejkami, zapisami – potrzebujemy w Warszawie, żeby ludzie uwierzyli w nowy rynek byka.

Również zmiany procentowe pokazują, iż Bogdanka ma za sobą pięć rynkowych dni, które okazały się lepsze od innych spółek z grupy prestiżowych debiutantów. W świecie, w którym panuje dość powszechne przekonanie – pomijam czy słuszne – iż spółkę trzeba kupić na rynku pierwotnym i sprzedać po debiucie, zanim zanurkuje, wzrost Bogdanki o przeszło 8,5 procent wygląda dobrze i sygnalizuje przekonanie “kopalnia może być dobrą inwestycją”.

Dla porównania: pięć dni z życia Bogdanki okazało się dla inwestorów lepszą inwestycją niż analogiczne pięć dni z życia PKO BP. Wielki polski bank – o prywatyzacji, którego powszechnie rozmawiano na największych rynkach świata – kupiony na otwarciu w dniu debiutu  i trzymany do zamknięcia piątego dnia dał zarobić tylko 5,6 procent. Nie wiem, co sądzą o tym czytelnicy blogów bossy i analitycy telewizyjni, ale – jeśli w porównaniach nie popełniłem gdzieś błędu – na dziś Bogdanka jawi się, jako jeden z lepszych prezentów dla inwestorów, które pojawiły się na parkiecie za sprawą prywatyzowania przez GPW.

PS. W momencie publikacji notki PDA Bogdanki traciły 1,5 procent.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

11 Komentarzy

  1. ZP

    Według mnie prawda jest zupełnie prozaiczna i fundy dokupiły, żeby mieć w portfelu i to cała tajemnica, a wyciąganie wniosków po 5 dniach wydaje się delikatnie mówiąc przedwczesne.

  2. astanczak

    @ ZP

    Wnioski to chyba za mocno powiedziane – o przyszłości niczego nie napisałem. Nie ma tu żadnych odniesień do cen emisyjnych, wskaźników i całej masy innych zmiennych.

    Fundy były obecne również w trakcie innych debiutów i nie były wstanie popchnąć cen. Pytanie dlaczego kopalnia zachowała się lepiej od spółek paliwowych jest ciekawe – no przynajmniej dla mnie.

  3. kruz

    Nieco mylacy ten rysunek – mozna by pomyslec, ze KGHM i LOTOS doluja a PKN leci do nieba.

  4. astanczak

    @ kruz

    To wyjaśnimy do końca – to nie ma żadnej wartości prognostycznej. Zresztą nie sądzę, żeby nawet prześledzenie wszystkich spółek notowanych na GPW i ich zachowania po debiucie dawało jakąś wartość prognostyczną. Czasy debiutów (nastroje, struktura kapitału w funduszach) są różne, ceny oferowane i wysokość pierwszego otwarcia odmienna – to w sumie oczywiste, że spółka, która otwiera się +30 procent wobec tego, co kupowało się poza rynkiem i od tej, która zyskała 5 procent na pierwszym otwarciu zmusza sporą część rynku do skasowania zysku i ma większe szanse na to, że za 5 dni będzie tańsza.

    Ale nie zmienia to problemu, że mamy kopalnię, która radzi sobie na rynku lepiej niż można było tego oczekiwać.

  5. Wojtek S.

    Panie Adamie, zna się Pan na rynku surowców, więc mam takie pytanie. Zbudowałem kilka modeli prognostycznych dla różnych surowców: miedzi, złota, palladu, srebra. Poza tym dla rynków akcji i dolara. Prognozy dla surowców różnią się w szczegółach, ale generalnie wszystkie wskazują spadki cen surowców do końca października i początku listopada. Przecenie surowców będą też towarzyszyły spadki na giełdach. Natomiast do tego czasu będzie się umacniał dolar (do euro). Przyznam, że bardzo mnie to zaskoczyło. Wydawało mi się dotąd, że kiedy spadają ceny akcji, bezpieczną przystanią będą surowce. Ale wydaje się, że ostatnio jest taka zależność: kiedy spadają akcje, spadają też ceny surowców, natomiast umacnia się dolar. Czy zgodziłby się Pan z taką tezą? Jeśli tak, to dlaczego tak się dzieje? Proszę o komentarz.
    Dodam, że moje modele są zbudowane w oparciu o cykle planetarne, ale to nie ma chyba znaczenia. Moje wnioski odnoszą się bowiem w dużej mierze do ostatniego roku na rynkach surowcowych.
    pozdrawiam
    Wojciech S.
    Astrobiznes

  6. astanczak

    Dziękuję za ciepłe słowa, ale one są na wyrost – ja raczej staram się być osobą uwrażliwiającą klientów bossy na rynki surowcowe – do specjalisty brakuje mi jeszcze 10-15 lat doświadczenia. Dlatego moje opinie warto traktować, jako punkt do dyskusji niż sensu stricto analizy.

    Na spotkaniu z inwestorami z Zakopanem odpowiadałem na prostsze pytania, czy kupować teraz surowce i zawsze odpowiadałem, że nie, jeśli nie chce się grać na rynku walutowym. Przyczyna jest prosta – fundamentalnie (poza budowaniem przez Chiny zapasów metali) nic nie uzasadniało obserwowanych zwyżek poza wartością dolara – reszta to były nadzieje, że się popyt odbuduje. Tłumaczyłem, że moim zdaniem gra na surowcach dzisiaj jest w największym stopniu grą przeciwko dolarowi i największe ryzyko wiąże się właśnie z dolarem. Osobiście uważam, że dolar – to też mówiłem w Zakopanem – wobec innych walut jest dziś za słaby. Nie ma żadnego powodu do obserwowanej siły jena czy euro, bo koniec recesji w USA będzie raczej dynamiczny a zarówno strefa euro, jak i Japonia nie pokazywały w bliskiej przeszłości tendencji do tego, żeby wzrost gospodarczy osiągał tam dużą dynamikę w krótkim czasie. Mówiąc inaczej w USA możemy mieć odbicie typu V lub W, ale w Japonii czy strefie euro będzie to raczej L. Z tego powodu uważam, że w pewnym momencie gracze na surowcach staną przed problemem rynku walutowego i przyszłych zmian w stopach procentowych, które w USA będą podnoszone szybciej niż w strefie euro i Japonii.

    Teraz kwestia korelacji. Dobrze Pan zauważył, że Pana wnioski odnoszą się do ostatniego roku, ale nie ma gwarancji, że taka korelacja przetrwa kolejne miesiące. Korelacja może być mniejsza lub większa i w przyszłości związek zostanie zerwany – wystarczy, że w danych o poziomach zapasów miedzi czy paliw zaczną być widoczne braki po stronie podaży – a takie będą, bo to akurat na rynkach surowcowych właściwie jedyny pewnik wynikający z wygaszania produkcji w czasie recesji – to świat zapomni o dolarze i skupi się na niemożliwości zaspokojenia popytu.

    Podsumowując Pan hipotezy uważam za w pełni uzasadnione i – moim zdaniem – dobrze akcentują kluczowe ryzyko dla byków na rynkach surowcowych – przyszłą wartość dolara. Nie znam jednak metodologii, na jakiej się Pan opierał, ale nigdy nie byłem zwolennikiem wyznaczania dołków w jakimś tam punkcie w średniej przyszłości. Z prostej przyczyny – omijam Elliotta, liczby, geometrie, zniesienia i cały ten techniczny aparat w postaci liczenia fal. Dla mnie na wykresach liczą się właściwie tylko wsparcia i opory, konsolidacje, wybicia z konsolidacji i linie trendu – a ściślej to, czy zauważam reakcje rynku na uznawane w podręcznikach analizy technicznej ważne punkty na wykresach.

  7. gość codzienny

    Wszystko zależy od struktury obejmujących akcje. Gdy dominują drobni ciułacze/jednodniowi spekulanci następuje szybka wyrzutka gorących akcji na pierwszych sesjach. Sam byłem w stadzie “wprowadzaczy akcji” przez całe late 90 od pierwszej prywatyzacyjnej piątki. Nie odpuściłem żadnej emisji. Nie raz wystałem się wiele godzin na mrozie (pamiętam Boryszew) pod BOK. Takie były czasy. Ryzyko stosunkowo niewielkie, zysk murowany. Potem było coraz bardziej pod górkę. Bogdanka to dobra spółka, gdybym miał zamiar kupić teraz jakieś akcje (a nie zamierzam póki co) to był ją miał w portfelu. Sam robię przy obrocie węglem więc siedzę w temacie. Co do analizy sytuacji bieżącej – nie przychylam się do optymizmu o dynamicznym końcu recesji w USA. Tam piekło dopiero się zaczyna. Siedzę od dwóch lat poza rynkiem i wiem że dobrze robię. Jestem na giełdzie od jej początku i mój instynkt podpowiada mi że nie należy pchać teraz łba pod toporek. PZDR.

  8. astanczak

    @ gość

    >nie przychylam się do optymizmu o dynamicznym końcu recesji w USA

    W przypadku walut ważniejsze jest jednak to, która gospodarka podniesie się szybciej i dynamiczniej.

  9. gość codzienny

    @astanczak
    USA przy swoich zdolnościach produkcyjnych są jednak silnie uzależnione surowcowo. Ich potencjał wytwórczy zdolny do exportu to praktycznie tylko zbrojeniówka. Jakież to inne towary wysokoprzetworzone oferują światu? Gdzie ktoś widział je na sklepowych półkach? Ich własny rynek dóbr powszechnych jest zalewany tanim towarem z zewnątrz. Na co im teraz silna waluta i skąd ma ona ową siłę czerpać? Z niespłacalnego zadłużenia zagranicznego (o wewnętrznym nie wspominam bo to ich własny problem). Czy gdyby USA nagle zniknęły świat by się zawalił? Polecam “Mit złotej waluty” Zdrojewskiego. Rzeczywistośc widziana w 1937 roku oczami ówczesnego ministra finansów rzuca nowe światło na przyczyny Wielkiego Kryzysu i metod, jakimi państwa z niego wychodziły (przede wszystkim czyim kosztem). Autor też widzi winę żydowskiej finansjery (zastrzegam – nie jestem żadnym żydożercą – to dla mnie naród jak każdy inny). Trudno ocenić na ile byli świadomi losu jaki zgotowali swoim, którzy na czas nie uciekli z Europy. W tym kontekście jakby inaczej brzmią oskarżenia w “Main Kampf” i wogóle cała retoryka wodza III Rzeszy, który do końca wskazywał “międzynarodowe żydostwo” jako sprawcę wybuchu światowego konfliktu zbrojnego. Wracając do tematu przewodniego o dynamice wyjścia z obecnej sytuacji wcale nie zadecyduje “silny dolar”, zwłaszcza gdy przestanie on być dominującym w rozliczeniach międzynarodowych, a ceny surowców na światowych rynkach przestaną być w nim nominowane i dopiero tak przeliczane na inne waluty. Nie trzeba do tego wybujałej wyobraźni czy spiskowych teorii dziejów – wystarczy refleksja nad konsekwencjami tego co juz kiedyś się zdarzyło. Przesuwanie “pępka świata” odbywa się na naszych oczach. I nie zmieni tego żadne zaklinanie rzeczywistości ani myślenie życzeniowe. Układ sił mogłaby zmienić tylko kolejna światowa rozpierducha ale to nie jest nikomu na rękę, choć z pewnością najbardziej przyczyniłoby się do kolejnej wielkiej odbudowy a przy okazji rozwiązałoby palący problem nadmiaru populacji w obliczu wciąż kurczących się zasobów. Dla mnie bardziej dotkliwe jest kurczenie się dostępu do czystej słodkiej wody, i to w tym “surowcu” nijak nie podrabialnym upatruję przyszłych nieuchronnych konfliktów. Obyśmy tego nie doczekali i nie musieli sami doświadczać.

  10. lesserwisser

    Ja też kiedyś uwierzyłem mojej bogdance i teraz mam za swoje, naiwny, miała mi się wieszać na szyi a jedyne co mi się wiesza to łaptop. A miała być tak pięknie, wysoce opłacalna inwestycja długofalowa. Czarno to widzę, równie czarno jak bogdański (albo bogdanieński węgiel).

    Wieczorem coś skrobnę o surowcach, bo aż mie paluszki świerzbią.

    A teraz do zuruck roboty no i czuj duch entuzjaści.

  11. Trystero

    @ Wojtek.S

    Jesli sie nie myle to korelacja miedzy S&P 500 a Reuters/Jefferies CRB to 0.75 w czasie obecnego odbicia (od marca) najwyzsza w historii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *