W poprzednim wpisie o rynku towarowym sygnalizowałem, iż żyjąc w świecie, gdzie rządy płacą za ograniczanie produkcji rolnej a podkoszulki bawełniane zalegają w supermarketach za grosze mamy tendencję do pomijania możliwych napięć na rynkach surowcowych i rolnych. Michał sygnalizował już napięcie na rynku kakao. Dziś chciałbym kontynuować ten wątek wyprawą do dalekich Chin, które przez najbliższe kilka lat pozostaną jednym z kluczowym punktów odniesienia dla rynków surowcowych. Zapraszam na przejażdżkę elektrycznym rowerem, którym na blogu chciałem zająć się już dawno.

Katie Melua śpiewała, iż w Pekinie jest Dziewięć milionów rowerów, ale ważniejszy dla rynku surowcowego jest szalenie popularny tam rower elektryczny. Nie wiem, czy dorobił się już piosenki, ale bez wątpienia na to zasługuje. Wedle szacunków w Chinach produkuje się około 20 mln takich rowerów rocznie a analitycy rynku metali stale liczą wagę tych egzotycznych w Polsce pojazdów dla rynku. Wzrost liczby e-rowerów jest oczywiście ważny, ale znacznie bardziej istotne jest związane z nimi zapotrzebowanie na nowe akumulatory. Dlatego też z równie wielkim zapałem, jak liczbę nowych e-rowerów analizuje się cykl wymian baterii w starych egzemplarzach. Było nie było gra idzie o rynek, który tylko w Chinach zgłasza zapotrzebowanie na miliony nowych akumulatorów zawierających nawet do 10 kg ołowiu każdy – podobne ilości zawierają akumulatory samochodowe.

Jak wiele branż i ten segment rynku ma swoją organizację, która szacuje wielkości sprzedaży. Już dziś wiadomo, iż coraz poważniej wchodzą na niego znane firmy, które przestały oddawać pole chińskim producentom. Rowery napędzane elektrycznie mogą zatem przetrwać zamieszanie związane ze spadkiem cen ropy, która swoją przeceną spowodowała, iż globalny pęd w kierunku biopaliw i elektrycznie napędzanych samochodów czytelnie wyhamował. Wszystko wskazuje na to, iż właśnie rynek ołowiu używanego do produkcji akumulatorów również w e-bikes, jak się je nazywa zagranicą, będzie jednym z pierwszych, który odbije od dna recesji. Trzeba jednak pamiętać, że wzrost popularności tego segmentu będzie też oznaczał wzrost popularności nowych ogniw, które nie koniecznie muszą zawierać ołów. To jednak ciągle przyszłość.

Dziś uważni obserwatorzy zapasów ołowiu odnotowują, iż mimo kryzysu ich poziomy monitorowane przez LME rosną znacznie wolniej niż zapasy popularnej miedzi. Zanim jednak poszukacie Państwo jakiegoś sposobu zaangażowania się na rynku ołowiu musicie pamiętać, iż większość analityków jest zgodna, iż perspektywy pozostają bardzo mgliste.  Jak podkreśla większość prognoz w roku 2009 popyt i podaż pozostaną w relatywnej równowadze a zawirowania na rynku motoryzacyjnym – ciągle konsumującym ogromne ilości ołowiu – będą miały przesądzające dla cen znaczenie. Niemniej egzotyczne w Polsce rynki ołowiu i elektrycznych rowerów będą w najbliższym czasie dobrym szkołą analizowania podaży i popytu na rynku metali przemysłowych. Tym lepszym, iż w Polsce o analizę obu branż wyjątkowo trudno i można sprawdzić swoje umiejętności czytania wydarzeń w segmentach pomijanych w polskiej prasie branżowej.

Na koniec jeszcze wykres z The Economist, który w zeszłym roku informował swoich czytelników o dynamicznym rozwoju chińskiego rynku rowerów elektrycznych. Wymowna grafika dobrze pokazuje rozwój rynku, który nie mógł przejść – i w przyszłości nie przejdzie – bez echa na rynku surowcowym.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *