Większość inwestorów na rynku akcji żyje oczywiście spadkami i wzrostami na WallStreet. Słusznie – skorelowanie kondycji GPW z indeksami amerykańskich giełd jest wysokie i jeszcze długo takie pozostanie. Jednak inwestorzy na rynku towarowym zajmuje bardziej to, jak mocno recesyjne spowolnienie odbije się na gospodarce chińskiej i na ile przełoży się ono na spadek zapotrzebowania na surowce.
Niewielu jest dziś chętnych do prognozowania długości spowolnienia, jakie stanie się udziałem gospodarek krajów OECD. Większość analityków i komentatorów skłania się do tezy, iż rok 2009 będzie trudny i znacznie gorszy od tego, co dane było doświadczyć gospodarkom w kończącym się za kilkanaście dni roku 2008. Część analityków sugeruje, iż spowolnienie będzie tak głębokie, iż wrócą one do zdrowia dopiero w 2011 roku.
W przypadku rynku surowcowego nadzieje zawisły na rynku chińskim, który owszem czeka zadyszka wzrostu PKB, ale pytaniem otwartym pozostaje, czy nie zmieni się to w atak astmy groźny dla pacjenta. Wedle średnich prognoz PKB Chin wzrośnie w przyszłym roku o imponujące 7,5 procent, ale niestety – jak pisze światowa prasa (np. The Economist) – te 7,5 procent to powód do rozpaczy. Powszechne jest dziś przekonanie, iż tylko wzrost PKB większy od 8 procent – niektórzy mówią 10 procent – może uchronić Chiny przed dynamicznymi przemieszczeniami ludności i wzrostem bezrobocia.
Bazą do takich tez jest założenie, iż Chiny muszą rozwijać się w takim tempie, by gospodarka mogła nie tylko absorbować wchodzących na rynek pracy, ale również powstrzymać proces odwrotu niegdysiejszych robotników rolnych z miast z powrotem na wieś. W tym kontekście trzeba pamiętać, iż w przypadku Chin nie mówimy o milionie ludzi, ale kilkudziesięciu milionach, którzy mogą stracić pracę w miastach.
Na dziś obraz rynku pracy w Chinach nie przedstawia się imponująco. Gdzieś kiedyś przeczytałem, iż w Chinach znika teraz z rynku 10 fabryk dziennie i nie są to zniknięcia, jakie znamy z rozwiniętych gospodarek kapitalistycznych, gdzie zwalnia się pracowników z odprawami osłonowymi. W Chinach ludzie przychodzą do pracy i dowiadują się, iż nie ma nie tylko pracy, ale również pieniędzy na zaległe wypłaty. Po czym wpadają na rynek pracy, na który każdego roku wchodzi nowe 7 mln ludzi.
Część komentatorów politycznych sugeruje, iż pogorszenie kondycji rynku pracy w Chinach może doprowadzić do dynamicznego wzrostu napięcia politycznego, którego genezą miałaby być frustracja robotników chińskich przymuszonych sytuacją gospodarczą do powrotu na wieś, co w przypadku Chin oznacza powrót pod próg ubóstwa. Niezależnie od tych czarnych prognoz nie może być wątpliwości, iż wzrost bezrobocia w Chinach wymusi na wielu analitykach dynamiczne zredukowanie prognoz popytu na surowce i inne towary.
Podsumowując, kiedy następnym razem będziecie Państwo czytali o wzroście bezrobocia w USA lub kłopotach amerykańskich producentów samochodów pamiętajcie, iż dla rynku surowcowego równie ważna jest dziś kondycja rynku pracy w Chinach. Uwzględniając fakt, iż dane statystyczne z Chin to głównie szacunki rządowe, które – jak mawiają nasi politycy – lubią mijać się prawdą, warto przygotować się na sprzeczne sygnały. Przy braku jasnych i rzetelnych danych bykom na rynkach surowcowych pozostaje mieć nadzieję, iż świat będzie mógł powtórzyć za Czepcem Wyspiańskiego, iż „Chińcyki trzymają się mocno”.


Dodaj komentarz