Polemiki z W.O. ciąg dalszy

Pozwolę sobie na nieco szczegółowsze sprecyzowanie polemicznego stanowiska oraz kilka komentarzy do komentarzy pod poprzednim wpisem.

Nie ma specjalnie znaczenia czy W. Orłowski (W.O.) reprezentuje jakąkolwiek opcję polityczną ponieważ podobne stanowisko wyraża spora część środowiska akademickiego, traktuję więc to raczej w kategorii sporu ?teoretycy ekonomiści – praktycy inwestorzy”.
Odwieczne pytanie jest nadal aktualne -dlaczego akademiccy ekonomiści nie są najlepszymi inwestorami giełdowymi? Przez analogię – najlepszymi biznesmenami ? Ano dlatego, że inwestowanie to coś więcej niż samo rozpracowanie spółek pod względem ich bilansów i strategii. I tu przynajmniej W.O. ma rację. Problem w tym, że tak naprawdę NIE PROPONUJE on nic w zamian.
Proszę zwrócić uwagę, że jedyny pozytywny model o jakim czytamy w tekście jest ten gdy za kupowanie akcji bierze się inwestor strategiczny. Nie ma tam nic o tym jak się zabrać za to nie będąc grubą rybą. Czytamy jedynie o tym czego nie robić, typu: nie kierować się emocjami, nie dokonywać analiz technicznych, nie sprzedawać gdy inni sprzedają, nie liczyć tylko na wzrost akcji ale na wzrost firmy. Tyle, że takimi dobrymi radami (intencjami) jest co najwyżej piekło wybrukowane. Nie mówiąc już, że podobne grzechy popełniają również inwestorzy instytucjonalni. W całym tym kontekście hamletowskie zapytanie o przyszłość giełdy wypada raczej komicznie niż dramatycznie.
Najwięcej zarzutów miałbym natomiast co do dwóch stwierdzeń: że instytucjonalni inwestorzy działają racjonalnie i że Analiza Techniczna nie daje przewagi.
Zacznijmy od ostatniego. Jestem przekonany, że W.O. albo wie o praktyce A.T. niewiele albo nic. Jestem również pewien, że nie potrafiłby na gruncie naukowym obronić hipotezy zerowej typu ?niemożliwe jest zarabianie w oparciu o A.T.”. Miałby również, jak się obawiam, problem z przytoczeniem i podyskutowaniem na temat prac akademickich kolegów pana W.O., którzy tym problemem się zajmują. Znam przynajmniej kilkadziesiąt z nich, bardzo wiele udostępnia Social Science Research Network (SSRN), i czuje się na siłach stwierdzić, że W.O. się w tym temacie bardzo myli. Co więcej – infantylne dezawuowanie ?programików” do A.T. pozostaje w sporym kontraście do tego, co w owej bogatej, dobrze udokumentowanej literaturze można znaleźć. Nie mówiąc już o praktyce – niemal wszystkie topowe instytucje światowe takie programy, często stworzone na swoje potrzeby, posiada. Pan W.O. może mieć swoje zdanie oczywiście, problem w tym czy ma podstawy wypowiadać się na temat, o którym ma blade pojęcie.
Na marginesie – znam ten artykuł z The Economist linkowany przez jednego z czytelników pod poprzednim wpisem, jeśli ktoś chciałby mogę podesłać. Nie jest on specjalnie odkrywczy na tle literatury, którą wyżej wspominam. Krótko tylko się odniosę – testy robione przez akademików znajdują techniczne strategie, które działają i takie, które nie bronią się. Czy dla nas to coś nowego? A dodam, że bardzo dużo czasu minęło zanim nauczyli się radzić sobie z ?data mining’ (optymalizacją), natomiast rzeczy typu ?trailing stop’ nie pojawiają się tam w ogóle. Testy są robione raczej dla najprostszych strategii, dostępnych przeciętnym inwestorom. W miarę czasu będę prezentować wnioski z niektórych z nich.
I teraz uwaga – nie mam zamiaru bronić A.T. ! A przynajmniej nie w takiej formie jaką znamy z książki Murphy’ego. Kto czytał Aronsona ?Evidence based technical analysis” albo kiedykolwiek robił testy systemów – wie dlaczego. Będę natomiast zawsze bronił A.T z książek Thomasa Bulkowskiego. Będzie również wiele okazji by to wyjaśnić. Mówiąc dziś tylko w dużym skrócie – nie da się obronić czegoś, co jest albo bardzo subiektywne, albo nietestowalne obiektywnie albo nie przetestowane po prostu z braku chęci czy możliwości. Na tym gruncie nie znajdę nawet zaczepienia w jakiejkolwiek dyskusji z W.O.
Druga kwestia – racjonalność inwestorów, również jest bogato ilustrowana we wspomnianej literaturze. Nie ma niestety dziś miejsca na szersze omówienie ponieważ chciałbym jeszcze odnieść się do cytatów z artykułu ewidentnie nieścisłych.

Giełda żyje własnym życiem, a podejmowanych tam decyzji nie da się wytłumaczyć porównaniem kosztów i korzyści na podstawie analizy finansów spółki.
Prawda. W zamyśle autora zapewne tylko owo porównanie ma sens. Czemuż w takim razie to nie akademiccy ekonomiści są geniuszami giełdy ?

Zakupy akcji dokonywane przez drobnych inwestorów tak bardzo różnią się od racjonalnego zakupu udziałów przez strategicznego inwestora.
I owszem ale plusy i minusy są po obu stronach (choćby różnica w płynności czy timingu). Nadal jednak mam wrażenie, że tylko inwestor strategiczny znajduje uznanie w oczach W.O. Nie wiem  natomiast gdzie  lokuje on w tej piramidzie miejsce dla pozostałych instytucji typu fundusze. Bo akurat o racjonalności tych ostatnich dowiedzieliśmy się sporo podczas schyłku ostatniej hossy.

Drobni inwestorzy nie mają informacji, które pozwoliłyby im przewidzieć przyszłe zmiany wartości akcji.
Ci, którzy je posiadają również nie potrafią efektywnie przewidywać, jak uczy praktyka. W.O. tym samym zaprzecza silnemu i półsilnemu typowi Hipotezy Rynku Efektywnego. Czyżby w ten sposób chciał nam dać do zrozumienia, że rynek jest nieefektywny? Ależ to najlepsza wiadomość dla praktyków A.T. !

Jeśli na giełdzie trwa hossa i ceny rosną, drobni ciułacze zaczynają wierzyć, że będzie tak już zawsze. I masowo kupują akcje.
A czy przypadkiem ceny, z drobnymi przerwami , nie rosną zawsze? Czy nie dlatego inwestorzy strategiczni kupują właśnie akcje? A kto masowo kupował papiery pod koniec ostatniej hossy, że tak jeszcze raz przypomnę ?

W momencie, w którym wielcy inwestorzy uznają, że ceny akcji zostały wywindowane do nadmiernie wysokiego poziomu i przestają wierzyć w ich dalszy wzrost, zaczynają dokonywać operacji masowej sprzedaży.
Konia z rzędem temu, kto odgadnie pojęcie ?wielcy inwestorzy”. I czy jeśli mali inwestorzy sprzedają tuż po nich to dobrze czy źle? W.O. twierdzi, że źle. Patrz niżej.

Ceny zaczynają gwałtownie spadać, na co drobni inwestorzy, niezdający sobie dotąd sprawy z ryzyka, reagują masowym wycofywaniem pieniędzy z giełdy, często zmieniającym się w paniczną ucieczkę.
Przypominam, że w ostatnim miesiącu, po wyjątkowo niskich cenach , panicznie sprzedawały akcje fundusze zagraniczne. Drobni inwestorzy pozbyli się ich wcześniej. Ach ta racjonalność…

Co więcej, zmieniające się nieustannie ceny akcji stanowią ważną informację o kondycji firm i o jakości pracy ich zarządów.
Pudło do kwadratu! Ani obecne ceny ani te z końca hossy nie mówią NIC o kondycji firm i pracy menadżmentu!!!

Przypominają, że na parkiecie nie brak spekulacyjnych prowokacji zmierzających do zmiany nastawienia dużych grup rozemocjonowanych inwestorów (mimo istnienia prawnych regulacji, które zakazują takich działań pod groźbą więzienia).
Prosi się o aż o skierowanie sprawy do KNF !!! KNF twierdzi, że nie ma manipulacji. No może poza pewnym panem, który kupował i sprzedawał co chwila jedną akcję. Może chodzi o arbitraż tzw. koszykarzy? Tym bardziej prosimy o informację do KNF!

Choć teoretycznie siła giełdy powinna być odbiciem dobrych perspektyw polskiej gospodarki, wydarzenia ostatniego roku udowodniły, że tak nie jest.
W.O. już wie, że perspektywy naszej gospodarki są dobre -zawsze zazdrościłem ludziom znającym przyszłość.

Duże grupy polskich inwestorów zachowują się irracjonalnie, pozbywając się akcji wtedy, gdy ich cena jest najniższa.
Przypomnę – przed chwilą panicznie sprzedawały fundusze zagraniczne. Co więcej – w czasie ostatnich sesji poprzedniej bessy ogromna sprzedaż szła z naszych funduszy – zostały na tym przyłapane z opuszczonymi gaciami.

Podsumuję jednym zdaniem – pan W.O. nie powinien więcej pisać o giełdzie. Czyni większe szkody niż gdyby milczał.

–*Kathay*–

[Głosów:0    Średnia:0/5]

5 Komentarzy

  1. Lucek

    Jakie szkody? Wyraził swoją opinię, napisał głupstwa pod którymi sie podpisał. Szkodę wyrządził sobie samemu.
    Rozumiem jednak, że w śrdowisku do dobrego tonu należy polemizować, zwłaszcza ze zdaniem kogś kto ma wyższy stopień naukowy. Chyba, że to polemika pomiędzy profesorami, a to co innego, spierajcie się , spierajcie…:)

  2. Thom

    Dwie sprawy.

    1. W.O. popełnił więcej (i poważniejszych) grzechów niż tylko brak aprobaty dla konkretnych metod inwestycyjnych. Niewiara w AT nie jest niczym złym – ktoś jej nie ma, woli np. AF, i już. Można nawet dezawuować poszczególne strategie, wskaźniki itp…… Problem z W.O. polega na tym, że ten “akademik” myli się co do giełdy i efektywności rynku w ogólności. Wywody “profesora” są albo dostosowane do świadomości przeciętnego czytelnika artykułów Jacka Żakowskiego (zafascynowanego bełkotem person typu Naomi Klein) albo wynikają (o zgrozo) z jego własnych refleksji.

    2. Znacznie poważniejsze zarzuty (oczywiście moim zdaniem) dotyczą pewnego “rysu” intelektualnego, który kompromituje Pana Profesora. Mianowicie chodzi o jego sformułowania dotyczące gry popytu i podaży oraz ocen działań poszczególnych grup inwestorów. Wynika z nich, znów moim zdaniem, że W.O. reprezentuje nie ekonomię jako naukę, ale tzw. ekonomię polityczną. Nawet dla domorosłego ekonomisty pewne sformułowania byłyby kompromitujące. Dla W.O. szczególnie. I tyle.

    W tym miejscu muszę zaznaczyć, że krytykę W.O. z pozycji “politycznych” uważam ca chybioną (vide bodajże tomfid). Znacznie wyżej bowiem można oceniać wiedzę ekonomiczną Mieczysława Wilczka niż np. senatora Romaszewskiego (mimo skrajnie różnych życiorysów) . I kwestie personalne nie mają tu nic do rzeczy. Pierwszy z wymienionych zasłużył się polskiej gospodarce bardzo, drugi to gospodarczy szkodnik. Z szacunkiem dla obu.

  3. kriss

    maly off-topic, ale filmik wart obejrzenia 🙂 http://www.youtube.com/watch?v=bNmcf4Y3lGM

  4. karlkir

    giełda to miejsce gdzie zawiera się transakcje a nie wycenia spółki jeżeli dochodzi do sytuacji że spółka jest notowana poniżej gotówki którą ma na koncie to trudno bronić tezy o efektywności rynku a najwięcej przykładów efektywności rynku było w czasie hossy biopaliwa skotan itp Nie każdy ma czas żeby siedzieć z nosem wtulonym w ekran i obserwować rynek albo zdawać się na automat

  5. delideli

    Zadziwiające jak mało obchodzi nas psychologia skrzywienia i upadku, gdy entuzjazm twórczy posadzi na wykresie wzrostu. Myślę, że psychologia dewiacji odbiera świeżość i usypia czujność.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *