Ledwie sześć tygodni minęło od notki na blogu, w której pozwoliłem wyrazić sobie zdziwienie skalą optymizmu wylewającą się z komentarzy. Jedną ze zmiennych, które rynki pomijały była potencjalna zmiana w polityce banku centralnego w USA zarysowana w protokołach z wówczas ostatniego posiedzenia FOMC. Obserwowane reakcje rynków pokazują, jak bardzo zignorowany był ówczesny głos i jak bardzo zaskoczeni zdają się być gracze w dniu dzisiejszym. Niemniej na gorąco warto podkreślić, iż dzisiejsze rozedrganie jest równie przesadne, jak pominięcie poprzednich FOMC Minutes.
Zacznijmy od tego, iż właśnie opublikowanie protokoły nie są wcale tak jastrzębie, jak może wskazywać to umocnienie dolara czy spadki na rynkach. Fed kolejny raz objawił się, jako podzielony, ale układ sił wskazuje, iż luźna polityka Rezerwy Federalnej będzie kontynuowana tak długo, jak będzie wymagał tego podwójny mandat Fed. Oczywiście głosy jastrzębi będą wybijały się w mediach branżowych, ale w trakcie kolejnych miesięcy nie będzie radykalnej zmiany w polityce banku. Zapewne inaczej zostaną rozłożone akcenty w komentarzach, bo sytuacja jest dziś inna, ale cena kredytu jeszcze przez kwartały pozostanie na historycznie niskich poziomach.
Naprawdę – by odwołać się do metafory sportowej – rynki złapane zostały na wykroku. Od dłuższego czasu zanosiło się na to, że mocno przepompowany japoński jen i przesadnie mocne do kondycji gospodarki euro znajdą korektę. Również szybujące bez umiaru indeksy amerykańskie szukały pretekstu do korekty. Wczoraj taki pretekst się pojawił i dziś obserwujemy tego efekty na rynkach europejskich. Dynamiczny skok VIX-a, który część komentatorów pogrzebała już, jako niewiarygodny wskaźnik, połączony z umocnieniem dolara przywróciły na rynki wrażliwość na pomijaną, ale stale obecną relację pomiędzy ryzykiem a dolarem.
Ciekawostką jest to, iż wraz z korekcyjnym ruchem na świecie przez GPW przelała się fala pesymizmu, która tak silnie i modelowo kontrastuje z optymizmem, jaki udało mi się sfotografować na początku stycznia. Powiedziałbym, że z punktu widzenia inwestora na GPW ten radykalny powrót pesymistów wydaje się być dobrym wskaźnikiem rozejrzenia się po rynku za okazjami inwestycyjnymi. Na przestrzeni kilkunastu ostatnich miesięcy pesymizm i optymizm wyrażany konsekwencją w kreśleniu fal spadkowych i wzrostowych dobrze prognozował finał pewnych okresów w historii rynku.
Korekty w USA i Europie są koniecznością a powrót zmienności wybija rynki z przekonania o nieuchronności hossy, ale WIG20 na poziomach z lata 2011 wydaje się do uzasadnienia, gdy zakładamy, iż rynek byka skończył się w 2011 roku. Dlatego warto rozważyć hipotezę, iż dziś na świecie obserwujemy wyczerpanie zwyżek, które budowano po części na radykalnie luźnej polityce monetarnej i przychodzi czas spoglądania na inne silniki w postaci przyszłych kondycji gospodarek i spółek. W praktyce będzie to oznaczało, iż globalnie ceny akcji w większym stopniu zaczną odzwierciedlać przyszłość biznesową a nie fakt, iż gracze byli zmuszeniu kupować akcje z braku innej alternatywy.


Dodaj komentarz