Gdy indeksy szybują na wieloletnich maksimach a najostrzejsze fazy kryzysu wydają się stosunkowo odległą przeszłością wracanie do roku 2008 wydaje się czymś mało przystającym do permanentnego skupienia uwagi rynku na przyszłości. Jednak nowe trendy na rynku ropy zmuszają do spojrzenia w przeszłość, gdy coraz głośniej rozpychająca się w analizach rewolucja łupkowa zdaje się nabierać nieznanej wcześniej dynamiki.
Przypomnijmy zatem teorie, które sterowały cenami ropy i analizami wielkich tego świata. Kilka lat wstecz wszyscy na rynkach żyliśmy pytaniami, czy ropa naprawdę kończy się na świecie, czy wojna w Iraku nie była wojną o ropę i czy głodne surowców Chiny znów skolonizują Afrykę. Analitycy, politycy i każdy, kto miał dostęp do mikrofonu czy kamery czuł się w obowiązku do prognozowania ceny ropy, która z każdym wypowiedzianym zdaniem szybowała wyżej i wyżej. Osobiście należałem do obozu, który w tej medialnej gorączce widział symptomy klasycznej banki spekulacyjnej, czego ślady są nawet na blogu.
Teraz karta zdaje się odwracać. Rewolucja łupkowa na rynku gazu jest już faktem i jej wpływ widać w USA. Kolejna na scenie pojawia się rewolucja łupkowa na rynku ropy, która w analizach nie jest szeroko komentowana. Niemniej widać już trend przybliżania daty, po której łupki uczynią Stany Zjednoczone niezależnymi od dostaw ropy z innych krajów. Właściwie z tygodnia na tydzień przybywa nowych prognoz, wśród których nie brakuje tez, iż USA mogą być niezależne od zewnętrznych dostaw ropy jeszcze przed końcem bieżącej dekady. Doprawdy trudno wyobrazić sobie świat, w którym OPEC straci swoją potęgę a polityczne napięcia związane ze spadkiem siły ekonomicznej eksporterów ropy zmienią układ sił na mapie Bliskiego Wschodu.
Dziś w mediach pojawiły się nowe komentarze z tym związane a pretekstem jest prognoza firmy PricewaterhouseCoopers (PwC) pod pięknym tytułem Shale oil: the next energy revolution. Prezentację możecie Państwo ściągnąć ze stron PwC, ale naprawdę najciekawszym są dwa wykresy ze stron 11 i 13, które pokazują potencjalne i modelowane konsekwencje rewolucji łupkowej dla cen ropy i globalnego PKB. Generalnie teza sprowadza się to tego, iż rewolucja łupkowa spowoduje rozwój wydobycia „lokalnego”, co będzie sprzyjało nie tylko ożywieniu gospodarczemu w państwach, które są dziś importerami ropy, ale również obniży realne ceny surowca wobec dzisiejszych na tyle, iż konsumenci będą mieli więcej pieniędzy na inne wydatki.
Bez wątpienia kryzys 2008 roku pokazał, żeby nie ufać nadmiernie modelom a sam rynek ropy wręcz krzyczy, że prognozy nawet 5 lat do przodu wydają się zajęciem dla pyszałków. Niemniej, rewolucja łupkowa jest faktem i to niezależnie od tego, czy jej obietnice znajdą przełożenie na przyszłość, już teraz widzimy jej wpływ na zachowanie państw na scenie międzynarodowej. Rosja, która – wedle raportu PwC – będzie jednym z najbardziej poszkodowanych przez rewolucje łupkową państw świata staje przed wyzwaniami gospodarczymi i politycznymi, jakich jeszcze kilka lat temu nikt się nie spodziewał. To samo dotyczy państw OPEC, które w przyszłości miały mieć problem ze zdolnością podążenia za popytem na ropę a dziś mogą mieć problem z podążeniem za postępem technologicznym.
Jest również w tych dwóch wykresach kreślonych w oparciu o modele jakaś dawka optymizmu, której brakuje światu po piątym roku kryzysu. Okazuje się, że kreatywność zachodniej cywilizacji i rozwój technologiczny dają mieszankę, która pozwala z optymizmem patrzeć na rozwój gospodarczy w perspektywie kolejnych 20 lat. Może jednak nie jest prawdą, iż świat dotarł już do granic wzrostu gospodarczego i czynnik taki, jak mniejsze koszty paliwa zapewnią nową falę ożywienia gospodarczego, która – jak pokazuje model analityków PwC – w 20 lat podniesie PKB na mieszkańca globu z 230 dolarów do 370 dolarów dzisiejszych dolarów. To tania ropa zbudowała potęgę amerykańskiej klasy średniej po II Wojnie Światowej. Czy zatem dzięki łupkom czeka nas renesans świata, dla którego nie było już nadziei?




Dodaj komentarz