Pojeżdżę sobie i ja po Lotosgate, ale bez kopania leżącego i bez spiskowych teorii.
Co jeszcze w finansach i giełdowym biznesie może jeszcze świat zadziwić in minus? Próbuję sobie wyobrazić ale nic specjalnie nie przychodzi mi do głowy. Miliardowe bankructwa, manipulacje, straty i lewe bilanse już były. Dramaty ludzkie również, choć te tabloidy i Hollywood szybko przekuwają na dolary lub niezasłużone pomniki. Zrobiłoby na mnie wrażenie na przykład takie oto zdarzenie: prezes bankrutującego giganta giełdowego w geście honoru niczym Wołodyjowski wysadza się w chromowanym wieżowcu swojej firmy. Cena docelowa 0 PLN w rekomendacji Lotosu nie zrobiła na mnie wrażenia. Raczej pewien rodzaj refleksji, że być może analitycy zeszli w końcu z obłoków na ziemię.
Larum nie grano dwa tygodnie temu, kiedy to w jednym momencie wyszły 2 inne rekomendacje z ceną docelową ZERO.
Pierwsza dotyczyła austriackich spółek Immoeast (notowanej na GPW) i Immofinanz a została wydana przez holenderski bank Kempen & Co. Niby ewenement ale ani nie było słychać protestów polityków, KNF nie węszyła w poszukiwaniu manipulacji, fora internetowe żyły innym cudem -fixingowym a Rada Edukacji i Ładu Informacyjnego nie napełniała zbiorników napalmem. Obie spółki nie są jeszcze bankrutami choć ich mocno przetrzebione wartościowo aktywa stały się niepłynne a do tego wyszły na światło ukryte zobowiązania. Mało istotne spółki a więc i pogrzeb cichy.
Ale druga rekomendacja była przecież pięciogwiazdkowa! Analityk Deutsche Bank przekreślił giganta General Motors (GM), dając mu najwyżej miesiąc życia. Dwaj koledzy po fachu, choć z innych banków byli nieco bardziej łaskawi, ustawiając cenę docelową na 1 $. I…. !? Cisza…. Nie latały noże, nie darto szat, nie zrzucano napalmu, media miały news na kilka minut. Jedynie fora internetowe na całym świecie spłynęły niecenzuralnym słownictwem i groźbami czynów wysoce nieobyczajnych, którym ów analityk, jego matka, żona i pies zostaną wkrótce poddani. Rdzeniem owej rekomendacji było domniemanie bankructwa koncernu przy braku pomocy państwa. A tu proszę- cena na wczorajszej sesji skacze w górę o 35% gdyż szansa na ratunek znacznie, jak się okazało, wzrosła. Analityk nie wróżka, myli się nie rzadziej niż racjonalny inwestor. Ma jednak szansę stać się ?celebrity” przez trafną lub szokującą rekomendację. Zdaje się, że cena docelowa ZERO wpisuje się w to ostatnie i łamie pewną barierę na dobre.
Robert Rethy, który znokautował Lotos swoim raportem, ma opinię jednego z najlepszych specjalistów od rynku paliw a nawet wygrywał europejskie konkursy na trafność rekomendacji. Nie chcę przesądzać czy tym razem chciał wpisać się w nową modę ZEROWYCH cen docelowych a może komuś zaimponować czy też dowieść, że era analityków wazeliniarzy już się skończyła (oby!). Wolę oceniać fakty. Przede wszystkim trzeba sprostować bzdurę szerzącą się jak dżuma nawet w mediach branżowych: Rethy NIE WYCENIŁ jak się pisze Lotosu na ZERO lecz wystawił mu taką tzw. TARGET PRICE (TP, po polsku- cena docelowa) co znaczy tylko tyle, że takiej wartości oczekuje w przeciągu najbliższych 12 miesięcy z prawdopodobieństwem nieco ponad 50%. Sam zresztą pisze, że nie jest w stanie na dziś wycenić spółki w sposób wiarygodny. Przeszkadza mu w tym pogarszająca się rentowność, spore pozycje w ogromnie zmiennych derywatach i niepewność rządu co do ewentualnych działań ratunkowych, że wymienię te najważniejsze.
Sam raport jest sporządzony modelowo wręcz jeśli chodzi o wymogi polskiego Rozporządzenia odnośnie wydawania rekomendacji. Wskazanie historii wcześniejszych wycen, opis powiązań macierzystej firmy, deklaracja znaczeń poszczególnych pojęć itd., itp. Jeśli można się czepiać to ewentualnej metodologii jako, że prawo wymaga minimum 2 sposobów ustalenia target price. I zdaje się ten wątek podjęła KNF. Etycznie przyjętym obyczajem jest tutaj, że w przypadku wątpliwości analityk kontaktuje się ze spółką celem wypełnienia luk informacyjnych. Czy tak było tym razem nie wiemy i proponuję nie osądzać zanim nie poznamy od podszewki tej historii.
Rethy wiedział jaki skutek będzie miało upublicznienie raportu, jego przełożeni z Unicredit zapewne też. Najgorzej jeśli by się okazało, że to tylko kontrowersyjna droga lansowania siebie i firmy. Wolałbym usłyszeć, że rekomendacja miała wstrząsnąć Lotosem i akcjonariuszami, bo akurat ten cel się ziścił – ileż nagle wizji, strategii, pomysłów i informacji uzyskali w kilka chwil od zarządu i polityków inwestorzy! Może było warto …? Może to spowodowało ich dokładniejszą, prywatną wycenę i w rezultacie dokupienie walorów. Może wstrząs jest lepszy niż proroctwa o Onecie po kosmicznej cenie 1200 PLN jak się zdarzyło podczas hossy internetowej?
Natomiast zapowiedź Rady Edukacji i Ładu Informacyjnego, że będzie sprawdzać poprawność użytego słownictwa w raporcie, a nie jego merytorykę, pachnie czystym Bareją!
Pora na morał. Banalny byłby taki: nie ufajcie analitykom. Wolę praktyczny: co robić, żeby w swoich decyzjach nie być na nich zdany.
–*Kathay*–


Dodaj komentarz