Nasze blogi odwiedza codziennie kilkaset osób jak sprawdziliśmy w statystykach. Ale tylko jeden człowiek był zainteresowany strategią DCA, będącą małym remedium na przeczekanie bessy. Mimo to specjalnie dla niego zdecydowałem się ją przybliżyć więc niezainteresowanych przepraszam i zapraszam do blogów sąsiednich 🙂 Ten wpis jest dla ciebie „maki”, lubię ludzi o otwartych umysłach !
„Gdyby akcje były jabłkami i pomarańczami, ludzie reagowaliby logicznie. Kupowaliby ich więcej gdy są tanie a mniej gdy stają się drogie”. Czyje to? Chyba wiadomo… Ale zróbmy konkurs – ten kto odgadnie jako pierwszy będzie mógł zażyczyć sobie wpisu na dowolny temat, oczywiście w granicach sensu i moich możliwości, więc zastrzegam sobie prawo negocjacji 🙂
Strategia D.C.A. czyli Dollar Cost Averaging. Tłumaczenie nie oddaje jej sedna – Uśrednianie Ceny Dolara. Równie dobrze mogłaby nazywać się Polish Zloty Cost Averaging 🙂 Dużo poprawniej można by tu użyć jako zamiennika nazwy ?Uśrednianie ceny kupna” albo szerzej ceny nabycia bo i do pozycji krótkich też się nadaje. Jedna z najstarszych strategii rynkowych, luźno związana z analizą techniczną bo nie chodzi o wykres – tu liczy się tylko cena instrumentu, systematyczność i dobrze zaplanowane zarządzanie kapitałem. Skonstruowana na potrzeby rynku akcji ale równie dobrze można ją zastosować do zbudowania portfela udziałów w funduszach a nawet kontraktów terminowych na indeksy.
Dodam jedno zastrzeżenie – ponieważ stosuje się ją często w momencie ruchów spadkowych (korekty , bessa) dlatego nie polecam jej użycia w przypadku akcji o marnej reputacji, śmieciowych i niepłynnych. Bo tam mocny ruch pikujący jest często ruchem ostatnim.
Mechanika działania DCA polega na zakupie instrumentu w ilości wynikającej z przeliczenia zawsze JEDNAKOWEJ sumy pieniędzy i w regularnych interwałach czasowych, bez względu na aktualny kurs. Prześledźmy to na przykładzie. Wybrałem do niego akcje KGHM ale równie dobrze możemy dobierać do portfela cały pakiet różnych spółek. Na początek planujemy interwał zakupów (tutaj co miesiąc, ale może to być co tydzień, co kwartał) i planowany okres budowy pozycji (tutaj 12 miesięcy, DCA to strategia długofalowa). Następnie dzielimy planowaną kwotę całkowitą do zainwestowania na ilość rat. W naszym przykładzie mamy do dyspozycji 60 000 PLN kapitału co przeliczone na 12 miesięcy daje 5000 PLN na zakupy co miesiąc. Tę kwotę każdorazowo dzielimy przez aktualny kurs instrumentu by uzyskać ilość sztuk na które należy złożyć zlecenie. Jak wygląda to miesiąc po miesiącu pokazuje nam tabela poniżej:
Okres rozpoczęcia inwestycji wybrałem tutaj z rozmysłem. Założyłem, że rozpoczynamy zakupy dokładnie po roku od osiągnięcia szczytu cenowego przez KGHM w 2000 roku czyli po 12 miesiącach bessy, dokładnie w takim momencie w jakim jesteśmy obecnie. Co miesiąc budujemy pozycję za kwotę niemal 5 000 PLN a te małe niedokładności wynikają z zaokrągleń. Po roku mamy w portfelu 3753 akcje a średnia cena ich nabycia to 15,99 PLN. Nie uwzględniam tu prowizji tylko same ceny transakcji. Proszę zwrócić uwagę, że rozkład ryzyka działa na naszą korzyść – jeśli cena spada to ilość akcji kupowanych wzrasta (zwykłe prawo matematyki) natomiast jeśli kursy znów szybują w górę – kupujemy mniejsze ilości. To bardzo praktyczna zaleta tej metody, również od strony psychologicznej.
Nie używa się tutaj żadnego systemu obronnego, to jest strategia akumulacji wykorzystująca okresową słabości kursu (można to samo robić w korektach hossy, nie tylko w bessie) dla poprawienia całkowitej zyskowności portfela czy w ogóle wykorzystania spadków do zbudowania pozycji przed niewiadomym w czasie powrotem wzrostów. U podstaw takiego podejścia leży proste założenie, na którym opiera się cały biznes giełdowy – ceny akcji przez kolejne generacje zdecydowanie częściej rosną.
Dla porównania dokonałem jednorazowej inwestycji za całe 60 000 PLN rok po tamtejszym szczycie czyli 26 lutego 2001. Kurs KGHM wynosił wówczas 23,50. Metodą uśredniania osiągnęliśmy wyżej kurs 15,99. Oba poziomy zaznaczyłem na wykresie poniżej.
Krótko jeszcze o wadach i zaletach.
Ekonomiści i akademicy stwierdzili, że przewaga uśredniania nad jednorazowym zakupem jest iluzją. Przejrzałem sobie wcześniej kilka studiów i statystyk. Wychodzi mniej więcej na to, że w 2/3 przypadków jednorazowy zakup jest korzystniejszy. Ale DCA ma przewagę w momentach przesileń czyli bessy lub głębokich korekt. Aby poczuć się pewniej proponuję zrobić własne symulacje w tym zakresie.
Ale z drugiej strony -jak odgadnąć kiedy wejść od razu za całość skoro nawet profesjonalni analitycy mają spore problemy z wyborem optymalnych momentów kupna i sprzedaży? Poza tym metoda uśredniania zdejmuje z nas konieczność przeprowadzania analiz, gromadzenia i przetwarzania informacji oraz dokonywania prognoz. Jako mniej czasochłonna wymaga jedynie dyscypliny w comiesięcznym dokonywaniu zakupów. Zresztą nawet fundusze wykorzystują różne wersje DCA w swoich strategiach.
I jeszcze jedno. Jak przyznają akademicy, metoda uśredniania wprowadza do portfela większą stabilność a przecież to właśnie zmienność wprowadza nerwowość i niepokój wśród inwestorów. Zwykle czujemy się szczęśliwi gdy ceny pną się w górę, strach pojawia się zawsze w momencie spadków. Kursy spadają ponieważ nikt nie chce kupować. Cały trik z DCA polega na tym, że wkraczając w takim momencie na scenę doświadczamy, podobnie jak w przypadku sklepowej promocji, uczucia „dodatkowej korzyści” a powstały swego rodzaju psychologiczny komfort redukuje nadmierne emocje.
Nie powiem, że to najlepsza metoda inwestowania bo takich nie ma. Ale ta jest przynajmniej bardzo logiczna, precyzyjna i prosta w zastosowaniu.
–*Kathay*–




Dodaj komentarz