Z listy wcześniej nie odpowiedzianych pytań czytelników pod poprzednimi wpisami wybrałem jedno męczące mnie przez jakiś czas a traktujące o zarządzaniu portfelem: jak optymalnie zwolnić w nim miejsce pod nowe zakupy jeśli chwilowe zaangażowanie doszło do 100% posiadanych środków?
Kontekst dotyczył akcji choć cały wątek wówczas kręcił się wokół mechanicznego systemu wybicia z kanału cenowego. Oczywiście nie ma żadnych przeciwwskazań by tworzyć i używać jakichkolwiek systemów transakcyjnych na rynku akcji ale i wówczas prawidłowe zarządzanie kapitałem jest nieodzowne, choć może nieco prostsze niż na lewarowanych derywatach. Pytanie zasadnicze: czy jest to przezorne rozwiązanie przeznaczać całe 100% dostępnego kapitału na kupno akcji ? Odpowiedź musiałaby zająć przynajmniej osobną książkę więc z konieczności i w wielkim skrócie odpowiedziałbym: zasadniczo nie powinno się tego robić ale w wyjątkowych sytuacjach zależy to jeszcze od wielu innych czynników. Zakładam jednak w tym wypadku, że chodzi o typowo techniczną/systemową spekulację i że respektujemy stopy. O ile więc na przykład w każdym momencie wystawiamy w transakcjach na stratę umownie 5% posiadanego aktualnie kapitału to seria 8 strat pod rząd (w bessie to chyba nic nadzwyczajnego) wyciąga nam z portfela 33,7% środków (nie 40% – za każdym razem wystawiamy 5% od coraz mniejszego kapitału). Żeby to odrobić należałoby od tego co zostało zyskać 51% żeby wyjść na zero. To frustrujące i ryzykowne nie mniej niż derywaty, nawet o ile ktoś jest gotowy na takie ryzyko to proponuję jeszcze raz wszystko przemyśleć, gdyż zwykle realne straty przekraczają nasze wyobrażenia i plany. Co rusz udaje mi się słyszeć czy czytać o zawodnikach, którzy potrafią na akcjach przepuścić cały kapitał. Jak mniemam taki ?dorobek” bierze się między innymi z wystawiania na ryzyko dużo więcej niż załóżmy umowne 5% i oczywiście z kupowania po sam korek czyli za wszystkie dostępne środki (albo i jeszcze kredyt). Zapewne również bez żadnego planu ale to temat na jeszcze inny wątek. Utrzymywanie części kapitału w gotówce zmniejsza więc ryzyko i jest najprostszym sposobem pozyskania funduszy na jakieś dodatkowe, wyjątkowe zakupy.
No dobrze, stało się jednak że mamy 100% zaangażowania w akcje kilku spółek i nową okazję inwestycyjną, którą uznajemy za wartą podjęcia. Z punktu widzenia rachunku prawdopodobieństwa NIE MA dobrej odpowiedzi na pytanie jak sensownie uwolnić część kapitału. W warunkach niepewności każde rozwiązanie jest niedoskonałe.
O ile zwolnimy miejsce wyrzucając papiery jednej, jakiejkolwiek z posiadanych już spółek to rodzi się pytanie: co ma być kryterium wyboru sprzedania właśnie tej? Nie wiemy przecież czy nowo zakupione na to miejsce akcje urosną a nie mamy pewności czy może to właśnie te właśnie wyrzucone nie podrożeją.
Dużo lepszym rozwiązaniem jest redukcja małej części ale z każdego z posiadanych pakietów spółek. Koszty są być może nieco większe ale w ten sposób unikamy pułapki utraty możliwych zysków z jaką mieliśmy do czynienia w poprzednim sposobie.
Jest jeszcze jedno znane mi wyjście, które może być zastosowane jako odmiana ostatniej metody. Zamiast wyrzucać z wszystkich akcji po równo, redukujemy je w pewnych proporcjach to znaczy pozbywamy się w większych ilościach tych, których ryzyko utraty zysków jest aktualnie największe. Stosuje się taki sposób na rynku derywatów dla redukcji części pozycji gdy ryzyko całego portfela rośnie ponad to dopuszczalne, szczególnie wtedy gdy ruchy rynków robią się bardzo gwałtowne i zmienne. Praktycznie wygląda to tak, że liczy się dla każdego instrumentu z osobna wielkość potencjalnego obsunięcia do jakiego może dojść gdyby na kolejnej sesji zostały uruchomione stopy zabezpieczające. Stopy liczone w procentach lub jako wielokrotność zmienności nie są stałe przez cały okres transakcji. Jeśli zmiany kursów robią się gwałtowne, odległość aktualnej ceny do stopa może przybrać nieoczekiwanie rozmiary. Przy czym chodzi również bardzo często o pozycje już zyskowne.
Spójrzmy na przykład KGHM poniżej.
Za czerwonymi kropkami kryje się stop podążający. Co dzień jest obliczany aktualny wskaźnik zmienności ATR, mnożony przez 2 i odejmowany od najwyższej ceny dnia. Jeśli zmienność rośnie – rośnie jednocześnie odległość stopa od aktualnych kursów. I tak z lewej strony widać, że po kupnie papieru stop wyliczony przez program miał szerokość 0,81 PLN czyli 2.7 % od ceny zamknięcia sesji tego dnia. Dla kontrastu pokazany jest po prawej moment największej odległości stopa od ceny zamknięcia czyli aż 8,6% poniżej. Tu właśnie zdarzył się taki przypadek, że stop został uruchomiony i pozycja zamknięta. Oczywiście nie ma nigdy gwarancji, że stopy w najszerszym miejscu zostaną przebite. To jedynie przykład jak w krótkoterminowym tradingu można zredukować ryzyko całego portfela i uwolnić trochę gotówki właśnie poprzez likwidację przede wszystkim najryzykowniejszych z punktu widzenia stopów pozycji.
–*Kathay*–



Dodaj komentarz