FOMO – skąd się bierze?

W świecie inwestycyjnym początek 2026 roku to czas metali szlachetnych, zwłaszcza srebra. Notowania kruszcu przekroczyły poziom 100 USD, poprawiają historyczne szczyty i osiągają bezprecedensowe wskaźniki obrotu i płynności.

Powyższa sytuacja „obudziła” dwie grupy inwestorów. Jedna z nich próbuje złapać szczyt notowań parabolicznie rosnącego aktywu. Druga próbuje się podłączyć do ruchu wzrostowego w momencie, gdy srebro notuje 49% wzrostu YTD i 253% w ostatnich 12 miesiącach.

Obydwie grupy robią coś potencjalnie bardzo szkodliwego dla wyników inwestycyjnych. Są fazy rynku, w których zarówno kupno, jak i krótka sprzedaż mają bardzo zły stosunek potencjalnego zysku do ryzyka.

Dziś chciałbym zająć się tą drugą grupą – inwestorami wskakującymi do rozpędzonego pociągu długo po tym, gdy opuścił już stację. Myślę, że wielu z tych inwestorów zwyczajnie ulega FOMO.

FOMO, czyli Fear of Missing Out, to strach przed pozostaniem na peronie, strach przed nieskorzystaniem z okazji do zarobku. To uczucie, które popycha inwestorów do kupowania drożejących aktywów w nadziei, że ruch wzrostowy będzie kontynuowany, a oni zarobią na uczestniczeniu w nim.

Oczywiście nie każda transakcja kupna drożejącego aktywu wynika z FOMO. Może ona wynikać z przeprowadzonej analizy albo ze strategii opartej na zjawisku momentum. FOMO to sytuacja, w której inwestor kupuje, bo nie może już znieść stania z boku i patrzenia, jak cena aktywa dynamicznie rośnie.

Jeśli wgłębimy się w zjawisko FOMO, dostrzeżemy, że może ono mieć kilka różnych przyczyn. Ich poznanie może być pomocne w unikaniu lub okiełznaniu FOMO.

Dlaczego inwestorzy ulegają uczuciu FOMO?

Bo czują się jak kretyni, ponieważ przegapili zyskowny ruch. Podłączenie się pod niego, nawet w impulsywnym stylu, robi z nich członków „mądrego stada”, które zarabia na danym motywie rynkowym.

Nasz mózg nie ewoluował do podejmowania optymalnych decyzji inwestycyjnych, lecz do zapewnienia przeżycia w okresie, w którym przeżycie zależało od bycia częścią stada i niezostawania z tyłu.

Gdy inni ludzie – także ci obecni w mediach społecznościowych – zarabiają, a my nie, automatycznie nasuwa się myśl, że robimy coś źle, coś, co potencjalnie może być dla nas zagrożeniem.

Warto zauważyć, że FOMO w czasie hossy może być bardziej intensywnym uczuciem niż strach w czasie bessy. W bessie tracą niemal wszyscy. Niemal każdy inwestor cierpi. W hossie zyski są nierówno rozłożone, co prowadzi do porównań i tworzy presję.

Mówi się, że dla kariery zarządzających funduszami większym zagrożeniem jest odstawanie – niezarabianie tyle co inni w hossie – niż tracenie w bessie. Ten sam mechanizm występuje u indywidualnych inwestorów, choć ma on podłoże czysto emocjonalne.

Za FOMO „stoi” też matematyka. Strata może wynieść tylko 100%, ale można przegapić znacznie bardziej okazałe, nawet pięciocyfrowe, ruchy w górę.

Każdy długotrwały ruch cenowy o dużym zasięgu po pewnym czasie wydaje się oczywisty – działa tu efekt pewności wstecznej. W styczniu 2026 roku geneza spektakularnego rajdu na srebrze wydaje się oczywista. Z jednej strony mamy „debasement trade”, czyli ucieczkę do metali szlachetnych z aktywów zagrożonych ryzykami monetarnymi i politycznymi. Z drugiej strony mamy fizyczną relację popytu i podaży, w której występuje nierównowaga związana z rosnącym zapotrzebowaniem na srebro w ważnych i rozwijających się gałęziach przemysłu.

Efekt pewności wstecznej wzmacnia przekonanie, że było się kretynem, i sprzyja szybkiemu przejściu do obozu „ogarniętych” inwestorów.

Ludzie ulegają też FOMO dlatego, że są chciwi. Szybko rosnące aktywa, zwłaszcza w fazie parabolicznej, wyglądają jak maszynka do zarabiania pieniędzy. FOMO wydaje się wejściem po łatwe pieniądze.

W takim przekonaniu „pomaga” lekkomyślna ekstrapolacja wyników inwestycyjnych z ostatnich dni czy tygodni: „skoro spółka od trzech sesji rośnie o kilkanaście procent, to jeśli teraz wejdę, zarobię przez kilka dni szybkie kilkadziesiąt procent”. Tego rodzaju myśli nie dotyczą wyłącznie początkujących inwestorów.

Inwestowanie w ramach FOMO wydaje się inwestowaniem z włączonymi kodami – szybszym, łatwiejszym, pozbawionym wysiłku. FOMO nie wymaga rozbudowanej analizy, nie wymaga planu inwestycyjnego ani zasad wejścia i wyjścia. Wszystko, czego inwestor potrzebuje, to nacisnąć „kupuj” i trzymać kciuki, by nie trafić szybko na korektę.

Rynki nagradzają cierpliwość, ale nie dzieje się to w sposób systematyczny. W życiu inwestora nie brakuje więc sytuacji, w których jego dobrze skonstruowany portfel, oparty na rzetelnej analizie, spisuje się dużo słabiej niż całe segmenty rynku. W takich sytuacjach łatwo o wnioski w rodzaju: „rozsądek nie działa, trzeba gonić wynik”.

Myślę, że FOMO można też ulec z zawiści. Każdy długotrwały ruch cenowy kreuje zwycięzców. Inwestorzy są bombardowani relacjami „zarobionych”. Prowadzi to do specyficznej sytuacji: inwestorzy wiedzą o dużych wzrostach nawet na egzotycznych segmentach rynku i aktywach, które do tej pory były kompletnie poza ich inwestycyjnym zainteresowaniem.

Inwestorzy niemal w całości skupieni na polskim rynku zapewne zdają sobie sprawę z koreańskiej hossy, czterocyfrowych wzrostów producentów pamięci komputerowej czy rajdu na srebrze. Są to segmenty rynku, które „nie powinny ich interesować”, bo nie są objęte ich strategią.

„Zarobionymi” bardzo często okazują się inwestorzy lub grupy inwestorów – na przykład „degeneraci” – których inni inwestorzy nie darzą szacunkiem. Taka sytuacja może wywołać kumulację chciwości, zazdrości i zawiści: „skoro nawet oni zarabiają, to ja też muszę”.

Media, w tym media społecznościowe, mogą pełnić jeszcze jedną rolę w zjawisku FOMO – mogą tworzyć jego pseudo-podstawę merytoryczną. Aktywa, których dotyczy FOMO, mają już za sobą spore wzrosty, a stojąca za nimi narracja jest dobrze znana i traktowana jako coś oczywistego. Jest powtarzana w artykułach prasowych i analizach „zarobionych”.

Inwestorowi ulegającemu FOMO może się wydawać, że inwestuje pod sensowną, dobrze udokumentowaną tezę inwestycyjną. Co więcej, może to być prawda. Kluczowym problemem w takiej sytuacji jest jednak timing – to, czy inwestor wchodzi w momencie, w którym relacja potencjalnego zysku do ryzyka jest po jego stronie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Twoje dane osobowe będą przetwarzane przez Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. w celu: zapewnienia najwyższej jakości naszych usług oraz dla zabezpieczenia roszczeń. Masz prawo dostępu do treści swoich danych osobowych oraz ich sprostowania, a jeżeli prawo na to pozwala także żądania ich usunięcia lub ograniczenia przetwarzania oraz wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania. Masz także prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Więcej informacji w sekcji "Blogi: osoby komentujące i zostawiające opinie we wpisach" w zakładce
"Dane osobowe".

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Opinie, założenia i przewidywania wyrażone w materiale należą do autora publikacji i nie muszą reprezentować poglądów DM BOŚ S.A. Informacje i dane zawarte w niniejszym materiale są udostępniane wyłącznie w celach informacyjnych i edukacyjnych oraz nie mogą stanowić podstawy do podjęcia decyzji inwestycyjnej. Nie należy traktować ich jako rekomendacji inwestowania w jakiekolwiek instrumenty finansowe lub formy doradztwa inwestycyjnego. DM BOŚ S.A. nie udziela gwarancji dokładności, aktualności oraz kompletności niniejszych informacji. Zaleca się przeprowadzenie we własnym zakresie niezależnego przeglądu informacji z niniejszego materiału.

Niezależnie, DM BOŚ S.A. zwraca uwagę, że inwestowanie w instrumenty finansowe wiąże się z ryzykiem utraty części lub całości zainwestowanych środków. Podjęcie decyzji inwestycyjnej powinno nastąpić po pełnym zrozumieniu potencjalnych ryzyk i korzyści związanych z danym instrumentem finansowym oraz rodzajem transakcji. Indywidualna stopa zwrotu klienta nie jest tożsama z wynikiem inwestycyjnym danego instrumentu finansowego i jest uzależniona od dnia nabycia i sprzedaży konkretnego instrumentu finansowego oraz od poziomu pobranych opłat i poniesionych kosztów. Opodatkowanie dochodów z inwestycji zależy od indywidualnej sytuacji każdego klienta i może ulec zmianie w przyszłości. W przypadku gdy materiał zawiera wyniki osiągnięte w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika na przyszłość. W przypadku gdy materiał zawiera wzmiankę lub odniesienie do symulacji wyników osiągniętych w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika przyszłych wyników. Więcej informacji o instrumentach finansowych i ryzyku z nimi związanym znajduje się w serwisie bossa.pl w części MIFID: Materiały informacyjne MiFID -> Ogólny opis istoty instrumentów finansowych oraz ryzyka związanego z inwestowaniem w instrumenty finansowe.