„Analiza fundamentalna jest godna uwagi ze względu na to, że stanowi uosobienie niezależności oraz pracy-w-pocie-czoła. Gdyby rynek akcji był całkowicie sprawiedliwy, inwestorzy mozolnie studiujący sprawozdania spółek mieliby zagwarantowane wysokie zyski. Niestety, raporty nie zawsze mówią prawdę. Nawet jeśli w opinii najbardziej liczących się audytorów spełniają wszystkie standardy rachunkowości, może się okazać, że u ich źródeł leżą szacunki i założenia, które mogą ulegać późniejszym zmianom.”
Martin Fridson „Złudzenia inwestora”
Debiutujące spółki chcą wypaść jak najlepiej. To truizm. Wybór momentu oferty publicznej, a później debiutu bardzo często powiązany jest z wcześniejszymi działaniami zarządu spółki (lub właścicieli), którzy porządkują aktywa, strukturę kapitałową spółki. Starają się wyjaśnić różnego rodzaju niejasności, posprzątać zaległości. Wszystko po to, by w konkursie piękności jakim jest oferta publiczna wypaść jak najlepiej. Ponieważ zasady rachunkowości i księgowania pozwalają czasem zgodnie z prawem na przesunięcie „niewygodnych zdarzeń” na przyszłość, od czasu do czasu okazuje się, że wydarzenia nie znane przed debiutem, wypływają na światło dzienne już po debiucie. Dobry analityk fundamentalny jest w stanie rozpoznać część tego rodzaju działań. Oczywiście niemal każdy będzie bezsilny wobec przemilczeń czy nawet jawnych fałszerstw w prospektach lub sprawozdaniach.
Czy istnieje sposób by sprawdzić, czy spółki przed debiutem „koloryzują” swoją sytuację finansową? I czy robi tak większość, czy może tylko te, w których wyjątkowo „skoncentrowana” jest własność. Krótko mówiąc, czy poczucie własności może być motywacją do kłamstwa na rynku kapitałowym.
Takie pytanie zadała właśnie Inga K. Kowalewska w pracy magisterskiej „Poczucie własności jako motywacja do kłamstwa”. Autorka ma doświadczenie w branży finansowej prowadząc od 1996 roku własną firmę, zajmującą się doradztwem w zakresie public relations między innymi spółek giełdowych.
W zalewie prac magisterskich w rodzaju „Analiza techniczna branży…”, „Wycena fundamentalna spółki X” czy „Czy rynek akcji jest efektywny”, które niczego nie wnoszą to interesująca pozycja. Inga Kowalewska spróbowała zbadać, czy istnieje jakakolwiek zależność pomiędzy wysokim poczuciem własności członków zarządu i rady nadzorczej przed debiutem spółki na giełdzie, a stosowaniem przez zarządy spółek kłamstwa jeśli chodzi o informacje finansowe.
Badanie było możliwe dzięki pewnej sytuacji prawnej, jaka zaistniała w Polsce. Do 2007 roku spółki miały obowiązek publikować raporty finansowe sporządzone przez siebie za IV kwartał, a kilka miesięcy później kolejny raport (roczny, obejmujący również wcześniejszy IV kwartał) audytowany przez biegłych. Dzięki temu powstała ciekawa sytuacja, pozwalająca ocenić, jak bardzo wyniki przed audytem różniły się od wyników po audycie.
W sumie badanie objęło 116 spółek (szczegóły selekcji w pracy), których debiut przypadał właśnie na czas podwójnego raportowania.
Wszystkich zainteresowanych zachęcam do lektury. Praca [fragment pracy z wynikami badań] do pobrania jest tu: Kowalewska-własność a kłamstwo…
A na zachętę dwa wykresy.
Pierwszy wykres pokazuje, czy wynik podawany przed debiutem (i przed audytem) był zaniżony, zawyżony czy też bez większych różnic w stosunku do wyniku w raporcie audytowanym. Spółki zostały pogrupowane według wartości posiadania akcji przez zarząd i radę nadzorczą (jak również prokurentów – szczegóły w pracy). Proszę zwrócić uwagę na ostatni słupek, czyli akcje tych spółek, gdzie w posiadaniu „zainteresowanych” było ponad 80% akcji. Wynik zawyżony został w blisko 40% przypadków w całej badanej grupie, zaś w tej podgrupie to zachowanie dominowało. Przypadek?
Drugi wykres dotyczy zasad etycznych związanych ze stosowaniem kodeksu Dobrych Praktyk. Spółki mogą odrzucić część tych zasad informując o tym w odpowiednim komunikacie. Autorka sprawdziła, czy wysoki poziom własności w spółce przed debiutem jest skorelowany z liczbą odrzuconych zasad w kodeksie Dobrych Prakytyk. Wynik na wykresie poniżej.
Tu ważne wyjaśnienie pierwsza część wykresu – czyli najwyżej jedna odrzucona zasada dotyczy sytuacji, gdy spółka nie prowadziła strony WWW w języku angielskim. Ale już druga część wykresu pokazuje, że im wyższy poziom własności w spółce, tym częściej kwestionowane zasady etyki biznesu. Etyki, o której tyle się mówi, zwłaszcza gdy pogarsza się koniunktura na rynkach lub w momencie zawirowań. Nie mogę sobie odmówić zacytowania Pierre’a Bourdieu („O telewizji”): „Moralność działa tylko wtedy, gdy opiera się na strukturach, mechanizmach sprawiających, że ludzie odnoszą korzyść z tego, że są moralni”.
Ta praca ma dodatkowe drugie dno. Po jej publikacji część klientów, z którymi współpracowała autorka zerwała współpracę. Jeśli to jest jedyny wniosek, jaki wyciągają przedstawiciele spółek z tego typu badań, to czeka nas jeszcze długa droga do „etycznego biznesu”.
Osobiście cieszę się, że po takim doświadczeniu Inga Kowalewska nie zniechęciła się i prowadzi dalsze badania, między innymi czy efekt własności utrzymuje się w dalszych latach, czy może zanika.




Dodaj komentarz