Stali czytelnicy blogów bossy wiedzą, iż stronimy tu od polityki, ale na świecie nie brakuje pomysłów, by kadencje prezydentów czy premierów oceniać po tym, jak zachowywały się w tym czasie rynki, więc dziś troszkę strasznie i troszkę śmiesznie.
W ocenach polityków na tle rynków przodują oczywiście Amerykanie, którzy rozliczają prezydentów i parlamenty z tego, jak zachowywały się w tym czasie indeksy, gdy naprawdę wpływ polityków na to, jak kształtują się kursy jest umiarkowany. Zawsze warto traktować całość w kategoriach raczej zabawy niż poważnej analizy, ale właśnie zabawowe potraktowanie całości pozwala na notkę, która nie będzie polityczna, tylko jakoś podsumowująca to, co wydarzyło się na naszym rynku od 8 listopada 2011 roku, kiedy odbyło się pierwsze posiedzenie Sejmu VII kadencji. Oficjalnie kadencja jeszcze się nie zakończyła – zakończy się na pierwszym posiedzeniu kolejnego Sejmu – ale kto zabroni blogerowi wyprzedzić czas.
Bez wątpienia inwestorzy na rynku polskim zapamiętają ten parlament, jako grupę osób, która właściwie zgodnie i niezależnie od opcji politycznej poparła zmiany w OFE. Naprawdę jednak uruchomiono proces jeszcze większej marginalizacji GPW od polskiego społeczeństwa. Przy okazji – znów niezależnie od opcji politycznej – rozpętano kampanię nienawiści wobec rynku kapitałowego w Polsce, którą zauważyły nawet media sprzyjającego generalnie osobom, które wiodły prym w propagandowej nagonce. Doszło do sytuacji, w której społeczeństwo swoją biernością poparło proces, który ma prowadzić do wygaszenia II filara sytemu emerytalnego i możliwe, że całkowitej marginalizacji GPW w przyszłości.
Osoby, które chciałyby w powyższym akapicie widzieć krytykę jakiejś partii czy poparcie dla jakiegoś środowiska politycznego, zachęcam do przestudiowania jeszcze raz dyskusji z okresu walki o OFE i wyników głosowań konkretnych rozwiązań w Sejmie. Jestem przekonany, iż po takim działaniu każdy zgodzi się doszło do ponadpartyjnego porozumienia, które nie miało żadnego związku z poglądami politycznymi. Zwyczajnie klasa polityczna w ostatnich czterech latach nie była przychylna GPW i rynkowi kapitałowemu w Polsce. Podatki od kopalin, ręczne sterowanie inwestycjami spółek notowanych na GPW – znów popierane właściwie zgodnie przez wszystkie opcje polityczne – to również bilans kończącej się kadencji.
Nic jednak nie oddaje lepiej mizerii tego, co spotkało GPW w ostatnich czterech latach niż zachowanie indeksów. Zacznijmy do szerokiego WIG, który ma mniejszą wrażliwość na dywidendy niż WIG20 i którego wartość lepiej oddaje kondycję całego rynku, a nie koszyka zdominowanego przez spółki z udziałem Skarbu Państwa. Na zamknięciu sesji w dniu 8 listopada wartość WIG wyniosła 41350 pkt. Dziś wartość WIG wynosi około 51225 pkt. Procentowa zwyżka zbliża się więc do 24 procent, co daje hipotetyczną rentowność z inwestycji na GPW na poziomie 6 procent rocznie. Dramatu nie ma, ale na tle rynków rozwiniętych wypadamy blado.
W przypadku WIG20 można mówić o porażce. Jeśli ktoś kupiłby np. ETF na WIG20 w dniu 8 listopada 2011 roku, kiedy benchmark zakończył sesję na poziomie 2397 pkt., to przy obecnej wartości indeksu WIG20 na poziomie 2110 pkt. zanotowałby blisko 300 punktów straty. Spadek o blisko 12 procent oznacza, iż średnia roczna stopa zwrotu z prestiżowego koszyka warszawskiego rynku wyniosła -3 procent. No cóż, nie wygląda to szczególnie ładnie i wskazuje, iż blue chipom nie było po drodze z obecnym parlamentem. Zachęcam do zabawy i policzenia, jak historycznie kształtowały się stopy zwrotu w Warszawie w zależności od tego, jaka opcja polityczna dzierżyła władzę w parlamencie.
PS. Zwolennikom dyskusji o polityce, a nie o wykresach, stopach zwrotu i indeksach grzecznie przypomnę, iż od lat nie poparłem w wyborach żadnej partii i żadnego polityka i tym razem nie będzie inaczej, więc nie jestem zainteresowany dyskusją na tematy polityczne.




@ Czytelnik To są interesujące pytania ale wymagają dobrej, "długiej", bazy danych z notowaniami amerykańskich spółek.