Majster dał mu w podarunku stolik, który wyglądał jak każdy inny stolik, ale miał jedną ciekawą właściwość. Jeśli się go postawiło i zawołało: „Stoliczku, nakryj się!” — natychmiast stolik nakrywał się śnieżnobiałym obrusem, zjawiał się na nim talerz i nóż z widelcem, i miski z pieczystym i innym najprzedniejszym jadłem, i kielich, w którym połyskiwało czerwone wino, aż serce radowało się człowiekowi na ten widok.
Jacob i Wilhelm Grimm
Włączasz przycisk i samo się handluje. Ty nie robisz nic, bo automat za ciebie wysyła zlecenia. Brzmi jak baśń o stoliczku nakryj się, ale od przynajmniej dwóch dekad spotykam się właśnie z takim wyobrażeniem „automatycznego handlu” wśród inwestorów.
Pojawienie się różnego rodzaju rozwiązań bazujących na Sztucznej Inteligencji ponownie wzmogło zainteresowanie tymi marzeniami. Teraz to już nawet przycisku nie trzeba wciskać bo wystarczy napisać prompt „zarób mi pieniądze”, a odpowiedni program zbierze dane, wybierze rodzaj analizy, wyjaśni dlaczego takie, a nie inne rynki są atrakcyjne, stworzy kod do zaimplementowania, a na końcu zarobi fortunę.
Zdaje się, że powoli ekscytacja i moda związana z tym, że nie trzeba będzie już robić żadnych żmudnych analiz, decyzji i wyborów powoli wygasa. AI nie stało się genialną maszynką do zarabiania pieniędzy, tak jak wcześniej nie był to program trading, algo trading, ubezpieczenie portfela, a jeszcze wcześniej różnego rodzaju zautomatyzowane systemy transakcyjne. Za każdym razem, gdy człowiek wdrażał tego rodzaju rozwiązania na rynku działo się coś nieprzewidzianego. W książce „Jak stworzyliśmy demona” Richard Bookstaber opisuje sytuację z 1987 roku, gdy rynki załamały się w wyniku masowego wykorzystywania metody zwanej „portfolio insurance” czyli automatycznego zabezpieczenia portfela w chwili, gdy zaczynały się spadki na giełdzie. Polegało to na wykorzystywaniu kontraktów terminowych na indeks do zabezpieczania portfela akcji, w chwili spadków cen indeksów. Metodę tę wymyśliła firma Leland O’Brien Rubinstein Associates (LOR), a jej klientami stały się największe banki inwestycyjne. Tu właśnie tkwił problem.
Kiedy tego rodzaju strategię stosuje zarządzający jednym niewielkim portfelem inwestycji, płynność nie będzie stanowić żadnego problemu. Kiedy wszyscy gracze na rynku usiłują ją zastosować, sytuacja może się przerodzić w koszmar, bo gdy wszyscy pasażerowie statku wycieczkowego próbują się zmieścić do jednej szalupy ratunkowej, szalupa zatonie. I rynek też zatonął.
Wróćmy do rozwiązań AI. Coraz częściej zwraca się uwagę na problem „końca ludzkiego internetu”, czyli sytuacji w której większość dostępnych treści tworzonych jest przez modele Sztucznej Inteligencji, która uczy się na podstawie treści dostępnych w internecie, czyli wytworzonych przez siebie samą. W rezultacie wyniki zamiast być coraz lepsze osiągają pewien poziom, po których jakość powstających rozwiązań jest coraz gorsza. Dlaczego miałoby to zjawisko ominąć również analizę danych rynkowych? W gruncie rzeczy znając historię rynków finansowych dość łatwo wyobrazić sobie jakiś „flash crash” będący wynikiem działania strategii stworzonej przez jakiś model AI. Zwłaszcza jeśli wdrażający ją ludzie bezkrytycznie uwierzą w jej skuteczność. Tak jak bezkrytycznie uwierzono w „portfolio insurance”, a dekadę później w genialny program arbitrażowy wdrożony w funduszu Long-Term Capital Management (LTCM). Założycielami funduszu byli specjaliści od rynków opcji i dwaj laureaci nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii – Myron Scholes i Robert C. Merton oraz John Meriwether – były szef działu obligacji w Salomon Brothers. Stało za nimi doświadczenie, matematyka, statystyka finansowa, a jednak rynek ponownie pokazał, że magiczny samonkarywający się stoliczek istnieje raczej w baśniach.
Im bardziej systemy wydają się bezobsługowe, tym większe zagrożenie, że nie będziemy rozumieli, gdy stanie się coś nietypowego. A to właśnie nietypowe zdarzenia na rynkach bardzo często niszczą dotychczasowe strategie. Choćby te były skuteczne latami.
[foto: kadr z filmu Ona, 2013, reż. Spike Jonze].

Niezależnie, DM BOŚ S.A. zwraca uwagę, że inwestowanie w instrumenty finansowe wiąże się z ryzykiem utraty części lub całości zainwestowanych środków. Podjęcie decyzji inwestycyjnej powinno nastąpić po pełnym zrozumieniu potencjalnych ryzyk i korzyści związanych z danym instrumentem finansowym oraz rodzajem transakcji. Indywidualna stopa zwrotu klienta nie jest tożsama z wynikiem inwestycyjnym danego instrumentu finansowego i jest uzależniona od dnia nabycia i sprzedaży konkretnego instrumentu finansowego oraz od poziomu pobranych opłat i poniesionych kosztów. Opodatkowanie dochodów z inwestycji zależy od indywidualnej sytuacji każdego klienta i może ulec zmianie w przyszłości. W przypadku gdy materiał zawiera wyniki osiągnięte w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika na przyszłość. W przypadku gdy materiał zawiera wzmiankę lub odniesienie do symulacji wyników osiągniętych w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika przyszłych wyników. Więcej informacji o instrumentach finansowych i ryzyku z nimi związanym znajduje się w serwisie bossa.pl w części MIFID: Materiały informacyjne MiFID -> Ogólny opis istoty instrumentów finansowych oraz ryzyka związanego z inwestowaniem w instrumenty finansowe.