W poprzednim tygodniu pisałem o FOMO, czyli Fear of Missing Out – strachu przed niewzięciem udziału w rajdzie na aktywie, które obserwujemy, strachu przed pozostawieniem na stole „łatwych pieniędzy”.
Zwróciłem uwagę, że strach przed nieskorzystaniem z okazji wynika z narastającej frustracji związanej z tym, że inwestor do tej pory ją ignorował. FOMO często pojawia się już w dojrzałej fazie ruchu wzrostowego.
Niektóre cechy emocjonalne – na przykład umiejętność stawiania sobie rozsądnych celów i odczuwania satysfakcji z ich realizowania oraz koncentrowanie się na własnych, a nie cudzych wynikach inwestycyjnych – pomagają inwestorom walczyć z FOMO. W zmaganiach pomaga też posiadanie kompletnej strategii inwestycyjnej i konsekwentne trzymanie się jej reguł, czyli inwestycyjna dyscyplina.
Dziś chciałbym napisać o swoich zmaganiach z FOMO.
Czytelnicy bloga pamiętają zapewne, że podoba mi się idea prowadzenia dziennika inwestycyjnego, czyli zestawienia zawieranych transakcji wraz z krótkim wyjaśnieniem powodów podejmowanych decyzji. Takie zestawienie jest bardzo pomocne w analizie tego, co inwestor robi dobrze, co mu wychodzi, oraz w identyfikowaniu rynkowych sytuacji, w których podejmuje błędne decyzje.
Kształt dziennika inwestycyjnego powinien zależeć od strategii inwestycyjnej. Inwestorzy z długim horyzontem inwestycyjnym i niewielką liczbą zawieranych transakcji mogą poświęcić sporo miejsca konkretnym pozycjom. Inwestorzy z bardziej „traderskim” podejściem do inwestowania będą w stanie zawrzeć jedynie podstawowe informacje.
Mój dziennik inwestycyjny dla krótkoterminowej części portfela jest bardzo prosty. To arkusz w Excelu, w którym poszczególne wiersze odpowiadają poszczególnym motywom otwarcia pozycji. W arkuszu najpierw wpisuję ticker spółki, potem wynik pozycji. Przy pozycjach z dużymi zyskami lub stratami tworzę dodatkową notatkę zawierającą bardziej szczegółowe informacje. To wszystko.
Zaletą prowadzonego zestawienia jest to, że wiem, jaki typ transakcji ma wysoką skuteczność i generuje wysokie zyski, a jakie rynkowe sytuacje są dla mnie trudne do rozszyfrowania i zawierane w ich trakcie transakcje charakteryzują się niską skutecznością.
Zestawienie z 2025 roku zawiera 27 różnych kategorii transakcji. Jedną z tych kategorii jest FOMO.
W zestawieniu znajduje się łącznie około 1800 wpisów, co odpowiada podobnej liczbie otwartych i zamkniętych pozycji (często składających się z wielu transakcji). Łatwo obliczyć, że to około 7 pozycji na giełdową sesję.
Sporej odwagi wymaga ode mnie przyznanie, że FOMO jest najpopularniejszą kategorią w moim zestawieniu. Odpowiada za około 24% wszystkich transakcji.
W dużym stopniu wynika to z faktu, że stosuję bardzo szeroką definicję FOMO. Transakcje oznaczam jako FOMO, jeśli głównym powodem wejścia na rynek była obawa, że „kurs mi ucieknie”. Taka sytuacja często występuje na przykład wtedy, gdy zignoruję napływającą na rynek informację albo zdecydowanie niedoszacuję jej cenotwórczości. Wbrew moim oczekiwaniom kurs spółki wyskakuje w górę i w pewnym momencie pojawia się FOMO, czyli strach, że nie skorzystam z kontynuacji rajdu, którego początek zignorowałem.
Można argumentować, że nie jest to „czyste” FOMO, czyli transakcja zawierana wyłącznie z powodu chciwości lub zawiści, które wywołuje szybko rosnąca spółka, której nie mamy w portfelu.
Moim zdaniem doświadczonym inwestorom, z historią przyzwoitych wyników, rzadko przytrafiają się transakcje wynikające z czystego FOMO. Z reguły są to próby naprawienia jakiegoś przeoczenia, które może, ale nie musi, być pomyłką inwestycyjną. Kluczowym czynnikiem jest w tym przypadku frustracja wynikająca z faktu, że kurs spółki, którą „powinniśmy” mieć w portfelu, dynamicznie rośnie. Gdy frustracja osiąga poziom, z którym inwestor nie potrafi sobie poradzić, decyduje się on na otwarcie pozycji typu FOMO.
Co wyróżnia kategorię FOMO na tle innych typów transakcji, które zawierałem? Bardzo niska skuteczność oraz fakt, że jest to jedna z trzech kategorii, które łącznie wygenerowały stratę.
W 2025 roku wyglądało to tak: odsetek zyskownych transakcji FOMO wyniósł zaledwie 35%. To druga najgorsza kategoria w zestawieniu.
Jak wyglądała zyskowność moich transakcji typu FOMO? Łącznie wygenerowały one około 2,5% straty w zestawieniu z wynikiem wszystkich transakcji. To najgorsza kategoria w zestawieniu.
W dużym uproszczeniu około jednej czwartej mojej aktywności traderskiej dotyczy typu transakcji o niskiej skuteczności i negatywnym wpływie na wynik całego portfela. To duże uproszczenie, ponieważ świadomie zmniejszam wielkość pozycji otwieranych w ramach FOMO.
Zdaję sobie sprawę, że moment wejścia jest daleki od idealnego, a relacja zysku do ryzyka dla tych transakcji nie jest szczególnie atrakcyjna, dlatego ograniczam wielkość pozycji, by zmniejszyć poziom ewentualnych strat.
Z mojego punktu widzenia obniżenie wyniku portfela o 2,5% nie jest katastrofą. Jeśli miałby to być całkowity koszt nierównej walki z najbardziej podstępną inwestycyjną emocją, przeszedłbym nad tym do porządku dziennego.
W moim przypadku problem z FOMO polega na liczbie pozycji oraz na fakcie, że wykorzystują one moje zasoby intelektualne i emocjonalne do ich monitorowania oraz identyfikowania najlepszych punktów wyjścia – bardzo często punktów cięcia strat. Jestem przekonany, że część zasobów marnowanych na FOMO mógłbym przeznaczyć na aktywniejszą pracę nad identyfikacją typów pozycji, które w moim portfelu spisują się dobrze.
Nawet jeśli nie zdołałbym wykorzystać „dodatkowych” zasobów do poprawy wyników portfela, to wyeliminowanie transakcji typu FOMO byłoby korzystne w ujęciu niepieniężnym, ponieważ zmniejszyłoby poziom inwestycyjnego stresu.
Dlaczego więc w zestawieniu pozycji z 2026 roku również znajdują się transakcje w kategorii FOMO?
1 Komentarz
Skomentuj Czytelnik Anuluj pisanie odpowiedzi
Niezależnie, DM BOŚ S.A. zwraca uwagę, że inwestowanie w instrumenty finansowe wiąże się z ryzykiem utraty części lub całości zainwestowanych środków. Podjęcie decyzji inwestycyjnej powinno nastąpić po pełnym zrozumieniu potencjalnych ryzyk i korzyści związanych z danym instrumentem finansowym oraz rodzajem transakcji. Indywidualna stopa zwrotu klienta nie jest tożsama z wynikiem inwestycyjnym danego instrumentu finansowego i jest uzależniona od dnia nabycia i sprzedaży konkretnego instrumentu finansowego oraz od poziomu pobranych opłat i poniesionych kosztów. Opodatkowanie dochodów z inwestycji zależy od indywidualnej sytuacji każdego klienta i może ulec zmianie w przyszłości. W przypadku gdy materiał zawiera wyniki osiągnięte w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika na przyszłość. W przypadku gdy materiał zawiera wzmiankę lub odniesienie do symulacji wyników osiągniętych w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika przyszłych wyników. Więcej informacji o instrumentach finansowych i ryzyku z nimi związanym znajduje się w serwisie bossa.pl w części MIFID: Materiały informacyjne MiFID -> Ogólny opis istoty instrumentów finansowych oraz ryzyka związanego z inwestowaniem w instrumenty finansowe.


Dziękuję za ten osobisty wpis i przesyłam wyrazy szacunku za odwagę.
Tę kategorię FOMO być może należy potraktować jako koszt działalności inwestycyjnej. Może nawet koszt konieczny? Być może gdybyś zrezygnował całkowicie z tego typu transakcji, odzyskał czas, zredukował stres, to wpłynęło by to negatywnie na poziom skupienia, zaangażowania i całkowity wynik? Być może poszukiwania i poświęcony czas, który skutkuje transakcjami FOMO ma jednak tę zaletę, że pozwala Ci śledzić co się dzieje na rynku i trafiać na okazje, które nie skutkują transakcjami FOMO, tylko tymi z zyskownych kategorii?
Inaczej mówiąc: można całkowicie zrezygnować ze stresu i strat, ale wtedy też zrezygnujemy z zysków.
A skoro jedna czwarta transakcji w kategorii FOMO wygenerowała tylko 2.5% straty, to znaczy, że dobrze zarządzasz tą kategorią.
Od siebie dodam, że nie mam aż tylu kategorii, ale mam wydzielone kilka portfeli inwestycyjnych. Jeden z tych portfeli to "Spekulacje". Do niego zaliczam takie cuda jak kwanty, baterie, drony, tego typu wynalazki. I podobnie jak u Ciebie moje wyniki tutaj są słabe, albo na minusie. I staram się te spekulacyjne pozycje ograniczać, w sensie wielkości oraz ilości.
Na marginesie: zaintrygowały mnie Twoje Kategorie. Sporo ich. Może kiedyś podzieliłbyś się tutaj na Blogach jakie to kategorie, dlaczego ich aż tyle i jakimi kryteriami kierujesz się przydzielając transakcje do poszczególnych kategorii. To tylko propozycja 🙂
Pozdrawiam.