Demony Analizy technicznej, część 12

Kolejny zarzut wobec Analizy technicznej jest mi dość bliski, znam jego realia od podszewki, więc się wypowiem.

Ów zarzut to:

Publicznie dostępne analizy techniczne wykresów są niewiele warte

 

Odpowiedź na ten zarzut trzeba by zacząć od jego ostatniej części i postawić pytanie: jakie kryteria stanowią tutaj wycenę owej wartości tych analiz?

Czytelnicy z pewnością oczekiwaliby wyartykułowania jednoznacznego scenariusza rozwoju sytuacji analizowanej na danym wykresie, najlepiej za każdym razem trafnego, a przy tym ideałem byłoby, gdyby jednocześnie pojawiły się wskazówki gdzie otworzyć i zamknąć z zyskiem pozycję.

To w większości przypadków utopia, choć można trafić na serwisy, które tego rodzaju marzenia starają się realizować. Czy jednak są to faktycznie takie trafne, albo przynajmniej zyskowne analizy? Nie wykluczam. Sam czasami tego rodzaju miejsca odwiedzam, chociaż nigdy ani nie liczyłem, ani nie widziałem statystyk odnośnie efektywności tych produkcji. Byłyby one niezłym potwierdzeniem skuteczności ich AUTORA, niekoniecznie konkretnego rodzaju AT.

W wielu wypadkach tego rodzaju wskazania są niemożliwe z uwagi na ograniczenia prawne. Zasadniczo w polskich instytucjach/firmach z rynku finansowego taką analizę uwieńczoną wskazaniami może wykonywać jedynie licencjonowany doradca. Analityk nie będący doradcą może co najwyżej analizować aktualną sytuację techniczną wspartą teoretycznymi założeniami przypisywanymi danym narzędziom, choć odbiorcy często pewnie liczą na więcej.

Jednak bez względu na to, do jakiego stopnia wskazania w wyniku tej analizy się pojawią, żaden analityk techniczny najzwyczajniej w świecie nie wie, co zrobi rynek! Przypomnę, że AT to jedynie gra statystykami z przeszłości, ocenianie na ich podstawie szans i prawdopodobieństw, a przy tym zmaganie się z losowością rynków i samych analiz.

Dokonując więc analizy próbuje zasadniczo za pomocą zaufanych narzędzi dojść do określenia aktualnego stanu technicznego rynku, co nie zawsze jest łatwe i jednoznaczne, i pokusić się ewentualnie o scenariusze rozwoju sytuacji najbardziej wg niej/niego prawdopodobne. A te zresztą mogą się zmienić już kilka sekund po tym, jak analiza stała się publiczna, rynki są po prostu kapryśnie i nieprzewidywalne. Nie istnieje jednak żaden inny rodzaj analizy, który mógłby zawsze trafnie wskazać przyszłe ruchy rynku. AT w najlepszym wydaniu wskazuje co może się wydarzyć statystycznie, a w wydaniu minimum jest tylko pewnego rodzaju ekstrapolacją ostatnich zmian na wykresie.

Przypomnę, że AT przypisywane jest kilka funkcji, które tu na blogu szczegółowo opisywałem (najważniejsze z nich w -> tym cyklu). To ma również odzwierciedlenie w analizach  publicznych.

I tak AT w opcji deskryptywnej służy komunikacji z inwestorami. Chodzi w niej o to, by za pomocą technicznych narzędzi i terminów opisać aktualny stan rynku oczami danego analityka, który wkłada w to swoje doświadczenie i znajomość poszczególnych metod (i najlepiej statystyczną ich skuteczność). To ma głównie służyć refleksji i inspiracji odbiorców, a czasami po prostu spełniać informacyjne zadanie.

Dzięki temu rzeczywistość staje się bardziej zrozumiała, co świetnie ilustruje ta scenka:

   Źródło: Hedgeye.com/Bob Rich

Szczebel wyżej to AT w funkcji predykcyjnej. Za jej pomocą próbuje się wygenerować konkretny scenariusz najbliższej przyszłości analizowanego instrumentu. Trzeba jednak mieć świadomość, że to w głównej mierze rodzaj intelektualnego wyzwania okraszonego umiejętnościami danego analityka, a nie próba jasnowidzenia. Da się to zrobić na tyle efektywnie, na ile wykres i narzędzia pozwalają, a domyślnie zakładamy, że to najbardziej prawdopodobny scenariusz wg analityka, który wkłada w to swoje najlepsze chęci i możliwości.

A bywa tak, że mimo najlepszych chęci nie da się po prostu nic prognostycznego o rynku powiedzieć, szczególnie gdy utkwi gdzieś między chaotycznym szeregiem cen nie wykazujących chęci kierunkowych wskazań i jeszcze często z małą zmiennością. To oczywiste, że nastąpi wybicie w jedną ze stron, ale dokładne wskazanie nie jest możliwe, nawet przy użyciu najlepszych statystyk.

Ideałem byłaby analiza nazwijmy ją matematyczną, oparta właśnie na statystykach z przeszłości. Wówczas na wykresie można by dodać komentarz typu: kurs przeciął od dołu średnią 200 dniową, co daje statystycznie szansę ruchu o 5% w 65% przypadków. Ale i wówczas wielu odbiorców będzie niezadowolonych, bo chciałoby przynajmniej 99% prawdopodobieństwa.

Takie jednak opisy nie zawsze są możliwe. W wielu bowiem przypadkach kurs znajduje się po prostu „nigdzie”, czyli nie ma dla niego punkt zaczepienia. A do tego wiele narzędzi jest używanych w subiektywny sposób, a więc trudny do statystycznej weryfikacji. Jednak analityk może posiadać sporą biegłość przy opisie rynku za ich pomocą, która wynika głównie z doświadczenia i wyrobionej praktyki oraz intuicji. I to jest wówczas jego wizja rynku, co nie znaczy, że jedyna możliwa w AT. Doświadczenie daje lepszy wgląd w analizę wykresów, ale nigdy nie będzie perfekcyjnie trafne.

A wreszcie dochodzi kwestia podejmowania ryzyka i ograniczeń własnych analityka. To właściwie temat na osobny wpis, ale spróbuję w kilku zdaniach do niego nawiązać.

Nie znam badań, które mogłyby rozsądzić, czy lepszą jakościowo analizę wytwarzają analitycy, którzy inwestują w dany instrument, czy stojący poza. Brak zaangażowania teoretycznie daje więcej obiektywizmu, ale czy ten jest możliwy, gdy w grę wchodzą także intuicyjne scenariusze wyboru i użycia narzędzi?

Z kolei analityk zaangażowany emocjonalnie z powodu osobistego podejmowania ryzyka inwestycji w dany instrument, włoży w analizę więcej serca, informacji i doświadczeń, choć może w niektórych sytuacjach skłaniać się bardziej ku scenariuszom bliskim swojej pozycji. Dobrą praktyką jest stosowna informacja o zaangażowaniu.

Sam mogę się odnieść do tego tematu, ponieważ zdarza mi się opisywać wykresy na blog czy twitter. Generalnie mój własny trading jest bardzo krótkoterminowy, oparty na statystykach i twardych regułach, nie ma tu więcej miejsca na interpretacje wykresów. Jeśli je już robię, to bezkolizyjnie, gdyż zwykle w długim terminie, a zaangażowanie w dany rynek, nawet dość automatyczne, daje mi pewniejsze poczucie sytuacji, mogę bowiem okraszać wykres narracjami, przez co staje się atrakcyjniejszy.

Reasumując:

Publiczne analizy to po prostu opinie innego rodzaju, bo oparte na opisie danych cenowych na wykresie, które można robić na wiele sposobów. To nie są gotowe strategie inwestycyjne, lecz migawki z rynku, których budulcem są doświadczenie i umiejętności techniczne analityka. Idealnie gdyby faktycznie poparłyby je statystyki, ale nie zawsze jest to możliwe. W takim razie to raczej źródło informacji i inspiracji, a nie gotowa formuła na zyski. Tym bardziej, że zyski tworzy przede wszystkim zarządzanie ryzykiem, a nie sam opis wykresu.

—kat—

2 Komentarzy

  1. iLuminaTi

    Znany inwestor, także z tego że co jakiś czas bankrutuje, poprosił na twitterze o listę pytań do debaty z innym znanym inwestorem i szkoleniowcem. Jeden tweet z pytaniem utkwił mi szczególnie w pamięci.
    "Czy analiza techniczna ma coś wspólnego z literaturą naszej noblistki Olgi Tokarczuk? /podobno jedno i drugie nie jest dla idiotów/.

  2. Tomasz Symonowicz (Post autora)

    Jeśli to jest problem to proponuję serię dla opornych czyli "Technical analysis for dummies"

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Twoje dane osobowe będą przetwarzane przez Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. w celu: zapewnienia najwyższej jakości naszych usług oraz dla zabezpieczenia roszczeń. Masz prawo dostępu do treści swoich danych osobowych oraz ich sprostowania, a jeżeli prawo na to pozwala także żądania ich usunięcia lub ograniczenia przetwarzania oraz wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania. Masz także prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Więcej informacji w sekcji "Blogi: osoby komentujące i zostawiające opinie we wpisach" w zakładce
"Dane osobowe".

Proszę podać wartość CAPTCHA: *