Analitykom technicznym pod rozwagę, część 6

Pora na rozwiązanie zagadki, która stała się zarzewiem podjęcia tego cyklu, czyli: jak kwalifikować stwierdzenia o „(nie)działaniu AT” wypowiadane przez innych inwestorów czy też szkoleniowców?

Zacznijmy od tego, że wyniki ferowane na temat samej skuteczności mogą być jak najbardziej prawdziwe, tyle że przypomnijmy wnioski, które pojawiły się już wcześniej w tym cyklu, w części 4:

Po pierwsze – domaga się to minimalnej choćby dawki dowodów ze strony wypowiadającego się. Idźmy więc drogą zbliżoną do podejścia naukowego, inaczej schodzimy na poziom anegdot, voodoo czy pseudonauki, a tak potem przedstawiają A.T. media, nie tylko te branżowe.

Po drugie – potrzebna jest weryfikacja owych dowodów. Mamy więc do dyspozycji statystykę, backtesty (testy danych historycznych), badanie realnych wyników na rachunku, albo nawet eksperymenty (weryfikacja w czasie rzeczywistym).

Po trzecie – wniosek końcowy powinien odpowiadać logice stwierdzenia, a więc działa/nie działa konkretne narzędzie, metoda, strategia, A NIE CAŁA ANALIZA TECHNICZNA. A przy tym potrzebne jest określenie owego działania – najczęściej chodzi o zyskowne użycie w realnym inwestowaniu (nie o prognozowanie czy analizowanie publiczne lub inne funkcje)

A jak wygląda to w praktyce? Oto kilka moich spostrzeżeń i podpowiedzi.

Rzadko w takich dyskusjach, zwykle zresztą dość gorących, widziałem konkrety opisywane w wyżej wymieniony sposób, co zbliżyłoby wszystkie zainteresowane strony do prawdy w tym temacie. Lub może precyzyjniej: do stwierdzeń „AT działa” padają zwykle rzeczowe określenie tego, co i jak działa, ale za stwierdzeniami „AT nie działa” szły raczej same ogólniki.

Często myli się skuteczność w sensie możliwości generowania realnej przewagi na rynku za pomocą AT z trafnością, czyli częstotliwością wyłapywania czy prognozowania ruchów zgodnych z wykonaną analizą. Tymczasem to dwie inne kwestie. Przewaga, czyli zdolność świadomego generowania zysków za pomocą systematycznie stosowanej strategii, nie polega na trafnym odgadywaniu kierunku. To w głównej mierze wynik umiejętnego zarządzania ryzykiem (stopami), nawet wówczas, gdy rynek nam nie sprzyja. Jednakże niektórzy technicy mierzą skuteczność tym, na ile udało im się wbić w wystarczająco długi ruch. Statystyki podpowiadają niestety, że można trafnie łapać ruchy rynku, a mimo to tracić, a z drugiej strony – trafiać wcale nie za dobrze, ale mimo to osiągać pozytywną wartość oczekiwaną (czyli zyskowność).

Pod postacią „nie działania AT” myli się więc raczej zranione ego, czyli dążenie do posiadania racji (trafności), zamiast umiejętności zarządzania ryzykiem, pozycją i emocjami.

Niestety spora część techników nigdy nie spróbowała nawet określić, skąd mogłaby pochodzić ich przewaga, czyli zdolność generowania zysków. Najczęściej przyjmują za wystarczający sam fakt istnienia AT w takiej czy innej formie, którą starają się w praktyce stosować, a niepowodzenia często tłumaczą emocjami (brakiem dyscypliny). Jeśli się stosuje narzędzia/metody o nieudokumentowanej zdolności generowania zysków, wynik końcowy jest łatwy do przewidzenia. Oceny negatywne potem również. AT nie jest perpetuum mobile, ona wymaga sporej ilości zabiegów zanim zacznie się ją stosować. Rzetelne zbadanie możliwej przewagi to zaledwie konieczny początek.

Nagminny przypadek to mylenie swojej intuicji i subiektywnych osądów z Analizą techniczną. Owszem, wiele narzędzi i metod technicznych, a także ustawienie ich parametrów i powiązanie ze sobą ma wybitnie subiektywny charakter, co jedni uznają za zaletę, inni za wadę. Jak już wiemy jednak, subiektywne zastosowanie AT zwykle uniemożliwia rzetelne zbadanie jej zdolności do generowania zysków (przez zastosowanie metod pomiaru zbliżonych do naukowych). Oznacza to jednocześnie przesunięcie potencjalnej skuteczności płynącej Z samej AT na personalne zdolności generowania zysków PRZY pomocy AT. A w związku z tym:

A/ nie można mówić w takim przypadku o „działaniu AT” lecz co najwyżej o działaniu intuicji i kompetencji Iksińskiego czy Kowalskiego w zakresie wariacji na temat AT,

B/ zdanie się na intuicję może być zawodne (słabe dni, emocje itd) co powoduje, że Iksiński sam może dokładnie w takiej samej sytuacji technicznej zareagować kolejny raz zupełnie inaczej, a czasem jedna transakcja może zaważyć znacząco na całym wyniku inwestycji; stąd częste rozczarowania, których źródła często trudno ustalić (psychika), ale łatwo w zamian zrzucić błąd na zdarzenia zewnętrzne (typu „ktoś manipuluje rynkiem)

C/ subiektywnego inwestowania za pomocą AT nie da się powielić, zreplikować, przekazać, nauczyć w skali 1:1, nawet sam stosujący może mieć problem z korzystaniem z tego w systematyczny i zyskowny sposób; nauczanie innych takiego rodzaju AT okazać się może zawodne

D/ ocenianie działającego w subiektywny sposób technika przez innych inwestorów może prowadzić do mylących wniosków, zarówno o nim samym jak i AT. Jeśli więc ktoś tak działający twierdzi, że „AT nie działa”, można być co najwyżej pewnym, że jeśli już, to nie działa „Iksińska Analiza techniczna”, a nie AT jako taka i w całości.

Znacząco zbyt często niedoceniania jest w inwestowaniu technicznym ogromna rola losowości, i to na przynajmniej na 2 ważnych poziomach:

1. Selektywny wybór sygnałów  

Przewaga, którą dla uproszczenia nazwiemy „zyskownym działaniem technicznej strategii X”, wymaga systematyczności. Jeśli nie wszystkie sygnały wejścia na pozycję lub jej zamknięcia zostaną zrealizowane, wynik końcowy może zostać wypaczony.

Trader może twierdzić, że „strategia nie działa”, ponieważ poniósł stratę, ale pełna analiza wszystkich możliwych sygnałów mogła wskazać, że były zyskowne, gdyby wszystkie zostały przez niego zrealizowane. Z drugiej strony może się okazać, że gra on rzeczywiście nie dającą przewagi strategią, ale akurat udało mu się wejść do gry na trafnych sygnałach i zarobił.

2. Selektywny wybór narzędzi

Jednego razu użyta jakaś formacja, innym razem jakieś średnie, trzeciego razu wskaźnik itd. Kompletna losowość a przy tym zasadniczo chaos. Możliwa jest zarówna strata jak i zysk końcowy, ale w dłuższym okresie kończy się to porażką. Dlaczego bowiem tak używane niesystematycznie narzędzia techniczne miałyby działać?

To najczęstsze odnalezione przeze mnie przyczyny i objawy „nie działania AT” i źródła nie zawsze prawdziwych ocen, ale nie znaczy to, że ich katalog jest skończony.

Dwa słowa o szkoleniowcach przy tej okazji. Trzeba wyodrębnić 2 ich grupy:

1. Popularyzujący AT

Ich zadaniem nie jest wcale udowadnianie, że „AT działa”, chociaż takie przykłady wybranych narzędzi byłyby mile widziane. Ich rolą jest samo uczenie o AT. Trzeba jednak mieć świadomość, że AT sama z siebie domyślnie nie działa.

2. Stosujący AT

Tutaj nie wystarczą same opowieści o tym, co MOŻNABY przy pomocy wykresów i narzędzi zrobić, tutaj pożądana jest konkretna wiedza i twarde dowody. Jeśli ktoś proponuje jedynie dowody miękkie, a więc intuicyjną, subiektywną drogę do zarabiania z AT i do tego mgliste wydruki z rachunku, których nie da się powiązać z konkretnymi metodami ani zweryfikować, mocno trzeba chwycić się za portfel.

Podsumujmy:

Wyrokowanie o skuteczności działania AT w wykonaniu innych podlega szeregowi błędów, niejednoznaczności, myślowym skrótom, subiektywnym ocenom. Sama wiara to za mało, weryfikacja metodami zbliżonymi do naukowych to najlepsze wyjście. Nie zawsze jest to możliwe, szczególnie tam, gdzie AT miesza się z intuicyjnymi ocenami i decyzjami. W takiej sytuacji jednak to nie sama AT podlega werdyktowi skuteczności, lecz jedynie stosujący ją. Błędem jest wówczas mówienie, że „AT nie działa”. Nie, to nie działa Iksiński, który ją stosuje.

Zrozumienie tego wszystkiego to również część procesu edukacji. Wyparcie jeszcze gorsze – nie rozwija. Co można z tym zrobić, o tym w przyszłych odcinkach.

CDN

—kat—

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Klauzula informacyjna

Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. („My” lub „DM BOŚ”) z siedzibą w Warszawie (ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa). Będziemy przetwarzać, Pani/Pana dane na potrzeby udzielenia odpowiedzi na Pani/Pana zapytanie, możliwości skorzystania z usługi oferowanej przez DM BOŚ, a także realizacji naszych prawnie uzasadnionych interesów, tj. rozpatrywania skarg oraz obrony przed roszczeniami. Ma Pani/Pan prawo dostępu do danych, żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania i przenoszenia. W dowolnym momencie może Pani/Pan także wnieść sprzeciw, z przyczyn związanych z Pani/Pana szczególną sytuacją, wobec przetwarzania Pani/Pana danych dla realizacji prawnie uzasadnionych interesów DM BOŚ. Może się Pani/Pan z nami skontaktować wysyłając e-mail na adres: makler@bossa.pl lub list na adres: ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa, dzwoniąc na infolinię pod numer + 48 225043104 lub odwiedzając jedną z naszych placówek (lista dostępna pod http://bossa.pl/dmbos/oddzialy/). Może Pani/Pan skontaktować z Inspektorem Ochrony Danych m.in. korzystając z e-mail: iod@bossa.pl lub listownie na nasz adres. Więcej informacji o przetwarzaniu Pani/Pana danych, czasie przechowywania, prawach i sposobach kontaktu znajduje się w naszej Polityce Prywatności.