FOMC i nowy szef Rezerwy Federalnej mają za sobą pierwszy wspólny debiut. J. Powell objawił się jako zdroworozsądkowy przewodniczący FOMC, który zdaje się dystansować do swoich dwóch poprzedników.

Przypomnijmy zatem, iż prowadzenie konferencji prasowej po posiedzeniu FOMC – znanej z modelu europejskiego – było nowinką, jaką wprowadził do polityki amerykańskiego banku centralnego Ben Bernanke. Bernanke, który został zmuszony do prowadzenia polityki monetarnej w środowisku zerowych stóp procentowych (tzw. ZIRP), słusznie uznał, iż zanim podąży się ścieżką polityki ujemnych stóp procentowych (tzw. NIRP) można prowadzić politykę monetarną komunikując się z rynkiem i nie pozwalając mu na nawet skromną dawkę własnych interpretacji. Stąd komunikaty FOMC, z czasów Alana Greenspana zdawkowe i wieloznaczne w wymowie, zostały zastąpione mapą oczekiwań członków FOMC (tzw. dot plot) wobec tego, jak będą kształtowały się stopy procentowe w perspektywie kolejnych kilku kwartałów.

Im dalej było od kryzysu z 2008 roku, tym mniejszego znaczenia nabierało sterowanie oczekiwaniami rynku. Po drodze samo narzędzie okazało się ułomne, bo wskazywało, iż rynek Fed Funds Futures znacznie lepiej prognozuje poziomy stóp procentowych. Członkowie FOMC zaczęli ośmieszać się publikując swoje oczekiwania, których nikt nie brał poważnie. Dopiero grudniowe zaostrzenie języka w komunikacie FOMC przywróciło zainteresowanie rynku prognozami członków FOMC i zaczęło się nerwowe analizowanie każdego sygnału, jaki pojawiał się w wypowiedziach i dokumentach płynących ze strony Rezerwy Federalnej. W lutym rynki zderzyły własne zaniepokojenie z nadmiernym optymizmem inwestorów i przez świat przelała się fala obaw przed agresywnymi podwyżkami ceny kredytu w USA.

Wczorajszy komunikat FOMC zawierał tradycyjnie kolejną prognozę poziomu stóp procentowych członków FOMC, ale najważniejszą zmiana odnosiła się nie do 2018 roku, ale lat kolejnych. Komediowość  sytuacji polega na tym, iż narzędzie, które miało właściwie zerową wartość prognostyczną nawet w krótkiej przyszłości zostało potraktowane jako ostrzeżenie przed agresywną polityką Fed za kilkanaście miesięcy! Sytuację uratował J. Powell, który na konferencji zdystansował się do prognoz członków FOMC i właściwie dał do zrozumienia – co było oczywiste w ostatnim czasie – iż polityka Fed oparta będzie (i jest) na bieżących danych makro, a nie na prognozach członków FOMC.  Nie sądzę jednak,  żeby to zostało to dobrze zrozumiane, co samo w sobie jest jednak… zrozumiałe.

Rynki i inwestorzy, zwłaszcza instytucjonalni, czują się w takiej rzeczywistości nieco zagubieni. Od czasów kryzysu Fed prowadził rynki na krótkiej smyczy, bo polityka informacyjna była tożsama z polityką monetarną. Zwyczajnie model prowadzonej polityki wymagał takich działań i został powszechnie przyjęty przez największe banki centralne świata. Dłużej obecni na rynku inwestorzy pamiętają jednak czasy Alana Greenspana, którego komunikacja z rynkiem była tak enigmatyczna, iż powstawały słowniki analizowania komunikatów FOMC. Jak dziś pamiętam, kiedy dwa postępujące po sobie komunikaty FOMC analizowało się z markerem w dłoni szukając zmiany jednego słowa na mocniejsze lub słabsze. Wygląda na to, że Powell dystansując się do jednego z narzędzi polityki ZIRP, zaczyna przywracać na rynki coś, co kiedyś było standardem – ryzyko stopy procentowej.

[Głosów:7    Średnia:4.7/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *