Emocjonalność wykresów, część 6

Spojrzenie na wykresy podczas pierwszej sesji tego roku mogło przyprawić niejednego inwestora zaangażowanego aktualnie na rynku o małą palpitację serca zanim jeszcze dotarł do newsów związanych z zapaścią rynków.

To jeden z wielu pozazmysłowych przejawów emocji w inwestowaniu. Jeszcze nie wiemy co się dzieje, mózg nie dostał żadnych informacji, nie zdążył nawet wydać z siebie żadnej sensownej myśli, ale nieświadomość doszła do głosu automatycznie powodując skok pulsu i ciśnienia, gorąco unoszące się w kierunku czubka głowy, impuls dźgania od żołądka po końce jelita i ścisk w gardle. Wystarczyło samo spojrzenie na wykres. Tego rodzaju emocjonalna interakcja będzie tematem tego wpisu, pokazującego zależności między naszą psychologią a widzeniem formacji na wykresie.

Nasz umysł dysponuje pamięcią, w której emocje zapisują zarówno przeżywane przez nie wydarzenia jak i ich sposób odbioru (pozytywny, negatywny lub obojętny). To tzw. Markery somatyczne, które badał i opisywał psycholog Antonio Damasio wraz ze współpracownikami. Ów mechanizm pozwala na subiektywne zapamiętywanie znaczących emocjonalnie wydarzeń z naszego życia, automatyczne ich przywoływanie wraz z kontekstem, jaki nam utkwił w pamięci, nabieranie tą drogą doświadczenia, które w rezultacie przekształca się w coś, co nazywamy intuicją. Dokładnie przez to samo przechodzimy oglądając wykresy i dokonując dzięki nim transakcji. Nie rodzimy się z wiedzą o Analizie technicznej, ale mamy wbudowany czujnik wzorów, które na wykresach cen się pojawiają. Analiza techniczna tylko go pobudza w ukierunkowany sposób, inspiruje, uczy porządku i stosownych reakcji.

Wielokrotnie jednak spotykałem inwestorów, którzy o AT nie mieli pojęcia, a mimo to potrafili sami wskazywać na wykresie powtarzające się wzory i wykorzystywać je z sukcesem do celów tradingowych. AT nie była im do tego potrzebna (ona zresztą nigdy nie będzie zbiorem zamkniętym na wszelkie nowości). Sami również odkrywali sposoby na zarządzanie ryzykiem. Czasem mam wrażenie, że pokazywanie im AT nie musi mieć większego sensu, oni są już szczęśliwi ze swoją wiedzą, a owa AT być może niepotrzebnie ładuje im do głowy niepotrzebne informacje.

Natomiast zaskoczeniem było dla nich poznanie pojęcia przewagi czyli statystycznej, pozytywnej wartości oczekiwanej, o której zresztą w podręcznikach do AT nie wspomina się niemal wcale. Dla mnie również była kiedyś zaskoczeniem, ale wyjaśniła i wyprostowała wiele spraw związanych z działaniem na wykresach. Do tego czasu to owe Markery somatyczne pełniły rolę przewodników, choć akurat one w roli nauczyciela bywają zawodne. Dlaczego?

Otóż Marker zapisywał jako warte uwagi tylko te wzory na wykresach, którym towarzyszyły znaczące emocjonalne reakcje. Pozytywnie kojarzyły się te, związane z sutymi zyskami, unikanie generowały te, które stały się przyczyną dotkliwej straty. Co w kontekście ogólnej, statystycznej efektywności wcale nie musiało się pokrywać z rzeczywistą przewagą danej formacji czy wskaźnika. Mogło się zdarzyć, że udało nam się solidnie zarobić na jakiejś nie znaczącej wiele formacji dość przypadkowo, a mózg wyrył nam ją mocno w pamięci i odtąd oczy same jej automatycznie szukały. Być może kiedy kilka razy potem transakcje w oparciu o nią przyniosły stratę, mózg zaszufladkował ją w miejscu, gdzie początek biorą złe emocje, i zaczynamy o niej myśleć w kategorii „nie działa”, znajdując jej następczynię. I ta nowa musi być najlepiej taka, która już po starcie transakcji od razu wchodzi szybko w zyski. Markery wytyczają w tym momencie nowe połączenia między neuronami w mózgu. Nowo znaleziona, cudowna formacja działa na inwestora pobudzająco, przynajmniej do pierwszej czy drugiej wpadki. I tak w kółko. Po miesiącach i latach robi się z tego w głowie śmietnik. Brzmi znajomo? Myślę, że dla wielu jak najbardziej…

Przełom, czyli porządek w głowie i wejście na drogę stabilnych zysków nadchodzi wówczas, gdy zaczynamy sobie uświadamiać, że:

– zyski NIE biorą się ze znajdowania formacji czy wskaźnika, który od razu wpuszcza nas w trafny ruch, lecz z trudną sztuką zarządzania ryzykiem,

– przewaga danej formacji opiera się na tym, gdzie transakcja się kończy, a nie na tym, gdzie zaczyna,

–  tylko analityczne i rzetelne przejrzenie dziesiątków czy setek podobnych formacji dostarcza wiarygodnej informacji o jej skuteczności.

Ciekawe jest to, że działanie Markerów somatycznych włącza się dużo wcześniej niż ulubiona formacja pojawi się w całości na wykresie. Mózg działa wyprzedzająco i hormony szczęścia, które w nim krążą i są nieodłącznym towarzyszem emocji, pobudzają nasz układ fizjologiczny już tylko samym wyobrażeniem powstania formacji i zyskiem jaki się w jej wyniku pojawi w transakcji. Udowodniono zresztą, że największą dawkę szczęścia dostajemy oczekując na tego rodzaju wydarzenie, a nie w wyniku jego faktycznego zajścia. Dlatego też kiedy widzimy, że zaczyna się rysować np. drugie ramię formacji W (podwójne dno), mamy już w głowie wizję transakcji oraz zysku, i często nawet nie czekając na pełne jej uformowanie próbujemy już znaleźć się wyprzedzająco na rynku, albo przynajmniej zatrąbić o tym światu.

Niedaleko od prawdy leży więc stwierdzenie, że na wykresie potrafimy zobaczyć wszystko co chcielibyśmy zobaczyć, a przy tym jeśli chcemy otworzyć gdzieś długą pozycję (kupno) w oparciu o AT, to gwarantowane jest, że zawsze znajdziemy do tego odpowiednią formację czy wskaźnik choćby nie wiem co! Gdyby ktoś chciał dowodów, proszę spojrzeć do wspomnianej przeze mnie wcześniej książki Brandta. To poniekąd zabawne jak prawdziwy profesjonalista tworzy w głowie kierunek, w który chce uderzyć z transakcją i usilnie poszukuje do niej technicznego motywu…

A gwałtowne emocje podczas pierwszej sesji tego roku? Przecież nowy rok miał być lepszy, przecież tyle życzeń w tym celu wymieniliśmy z bliskimi, przecież przechowujemy w pamięci miły obraz zyskownego „efektu stycznia” i ostrego wejścia funduszy na rynek po zamknięciu roku… Cóż, Markery somatyczne są zawodne… A może to jednak chiński rząd jest na tyle niesolidny, że wysupłał już miliardy, a ktoś jeszcze nie znalazł się pod jego stanowczą kontrolą? Nie oceniajmy jednak obrazu długoterminowej całości po jednej sesji, szczególnie gdy nasze zarządzanie ryzykiem działa jak powinno, a nowa formacja (czy może bardziej nowocześnie: set-up) jeszcze się w całości nie wykształciła.

—kat—

[Głosów:6    Średnia:4.3/5]

3 Komentarzy

  1. darkh

    “Natomiast zaskoczeniem było dla nich poznanie pojęcia przewagi czyli statystycznej, pozytywnej wartości oczekiwanej, o której zresztą w podręcznikach do AT nie wspomina się niemal wcale.”

    Kathay, wartosc oczekiwana to nic innego jak zwykla srednia arytmetyczna z transakcji i wg mnie kazdy podrecznik (jak rowniez zdrowy rozsadek czy jak wolisz intuicja) sugeruje ze zarabiac moze tylko ten kto te srednia ma dodatnia.. nomenklatura to jeszcze nie edge (;

    pozdrawiam
    Ka.

  2. Alicja

    darkh

    A ty się ciągle czepiasz. Daj już spokój 😉

    1. darkh

      obiecuje nic wiecej nie napisac (;

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *