Przepowiednie zawsze w modzie, cz. 5

Na finał tego małego cyklu jeszcze kilka obserwacji i komentarzy za i przeciw Analizie technicznej.

 

Nie przez przypadek omawiam to za pomocą książki Laszlo Birinyi’ego. Dlaczego?

1. Zdecydowana większość podręczników poświęconych A.T. przedstawia polukrowany, idealny świat zarabiania za pomocą wykresów. A realia są nieco inne, problem w tym, że psują przekaz. Dlatego wolę czas poświęcić podejściu krytycznemu, tak bowiem naukowo podchodzi się do wszelkich hipotez i pomysłów, tak również zmusza to czytelników do refleksji i innowacji.

2. Birinyi rzetelnie sprawdza wszystkie te pomysły, które poddają się weryfikacji (to nie cała A.T. niestety lub na szczęście dla innych), więc dyskusja robi się jak najbardziej rzeczowa.

3. Birinyi używa, co może zaskakiwać, niektórych narzędzi A.T. jako wsparcia decyzyjnego dla swoich analiz, ale w sposób całkowicie autorski. Jego wybór to np. A/D Line czy OBV (On Balance Volume). Zresztą rzeczowo pokazuje jak i dlaczego.

Spójrzmy więc w skrócie na kilka innych wniosków, którymi podsumowuje on badania na temat publicznie dostępnej A.T.:

Najbardziej niezauważalną słabością A.T. są jej… użytkownicy, czyli inwestorzy i traderzy, przede wszystkim przez brak spójności, racjonalności i dyscypliny w tym co robią.

Największym wg niego grzechem jest w tym przypadku użycie przez nich narzędzi o wątpliwej skuteczności, niezweryfikowanych w sensie pozytywnego działania, lub też używanych w sposób dość przypadkowy. Nie sposób się z nim nie zgodzić, tego rodzaju dość luźne podejście to zaproszenie do oddziaływania losowości na wyniki końcowe. Za użyte metody odpowiada tylko ich użytkownik, a nie książka, w której zostały opublikowane i nie sprawdzone przez czytelnika.

Jako przykład podaje wskaźnik strachu, a dokładniej rzecz biorąc wskaźnik zmienności – VIX, chętnie używany w charakterze predyktora przyszłych zachowań rynków. Na dowód przytacza w książce kilkanaście tego rodzaju analiz z użyciem owego wskaźnika, zamieszczonych w mainstreamowych mediach. I wskazuje, że żaden z cytowanych analityków nie zadał sobie chyba trudu, by dokładnie sprawdzić jak koreluje się VIX z cenami chociażby akcji, co w rezultacie powoduje, iż powstałe analizy nie mają niestety wiele wartości. Są natomiast szeroko powielane.

Birinyi przerzucił tony danych, by sprawdzić jak owe korelacje rzeczywiście wyglądają. Mam nadzieję, że z pożytkiem dla wszystkich wrzucę kilka najbardziej istotnych zależności, które udokumentował:

Niska zmienność (niski odczyt VIX) prowadzi do małego lub niemal nieznaczącego ruchu akcji w przeciągu kolejnego miesiąca, jak również dwa miesiące później, ale wyższe ceny statystycznie pojawiają się 3 oraz 6 miesięcy później.

Okresy wysokiej zmienności (wysoka wartość VIX) poprzedzają wzrosty w kolejnym miesiącu i 3 miesiące później, ale już 6 miesięcy potem rynki są niżej.

Ekstremalne odczyty – niskie i wysokie – prowadzą do wzrostów rejstrowanych 90 dni później.

Wg niego większość analityków nie rozumie rynku. To już wyższy poziom w inwestowaniu. W tym punkcie chętnie bym podyskutował. W przypadku A.T. raczej rzuciłbym tezę, że inwestorzy nie rozumieją konstrukcji używanych metod. Czy to przeszkadza w ich użyciu? Niekoniecznie. O ile wiedzą dokładnie w czym tkwi przewaga danego narzędzia, jak je skutecznie użyć, to wystarczy by zyskownie działać. Nie potrzebna jest znajomość konstrukcji telefonu by skutecznie z niego dzwonić. Natomiast jeśli A.T. jest jedynie wsparciem dla innych metod, w tym fundamentalnych, znajomość wzajemnych relacji i interakcji w kontekście rynku jest zapewne pożądana.

Łączy się z tym kolejny zarzut: nierozpoznanie przez użytkowników A.T. zmiennej natury rynków, środowiska, branż. A więc to, jakiego narzędzia i kiedy użyć, jak działa w tym wypadku niestacjonarność, jak odróżnić korelacje od zdarzeń przyczynowo – skutkowych, co tak naprawdę mierzą poszczególne wskaźniki.

Birinyi to inwestor wprawdzie starej daty, ale to akurat jest pewną zaletą, szczególnie jeśli chodzi o etykę zawodu. Całkiem słusznie zadaje bowiem pytanie: czy wyszukiwanie poziomów wsparć i oporów na wykresach, za którymi nie idzie nic wartościowego (kto zresztą sprawdza wartość tych prognoz?), usprawiedliwia wysokie pensje analityków? Zresztą w czasie hossy działa niemal każde, najbardziej bzdurne narzędzie gdy trzeba kupować, natomiast podczas bessy odsetek fatalnie zakończonych analiz znacząco rośnie.

Na szczęście uprawianie A.T. na własny rachunek ma pewną zaletę – trzeba naprawdę się postarać, by na swoją pensję zarobić. To najlepszy test skuteczności.

A wreszcie wskazuje on, że wiele analiz technicznych ma charakter raczej komentarza do obecnej  sytuacji niż namacalnej porady. Szczególnie jeśli w wyniku analizy okazuje się, że jak nie wzrośnie to spadnie.

Birinyi koniecznie próbuje powiązać A.T. ze skutecznym, opartym na dowodach, rzetelnym, sensownym prognozowaniem, do którego nie nadaje się większość narzędzi technicznych. Zresztą to samo usiłuje udowodnić świat akademicki. Trafia to zresztą na podatny grunt z drugiej strony, ponieważ homo sapiens ma w DNA zakodowaną tzw. iluzję pewności, czyli postrzeganie oczekiwanych zdarzeń niemal jako pewnych, podczas gdy w rzeczywistości nimi nie są. Ludzie nie tolerują więc, że rynku nie da się przewidzieć. Moim zdaniem nie ma w co nawet w takim razie próbować, sugeruję używać A.T. raczej jako narzędzia statystycznego, albo podpowiedzi wizualnej dla własnej intuicji, niż za wszelką cenę zaprząc ją w roli szklanej kuli.

—kat—

[Głosów:16    Średnia:3/5]

1 Komentarz

  1. darkh

    w temacie ekstremalnego zachowania ViXa taki obrazek mi sie przypomnial (20 dni po zdarzeniu)..
    http://1.bp.blogspot.com/-bz7ugwOfXmY/TrGACTNeSyI/AAAAAAAAAKY/MoInCUk5sk0/s1600/21.1.png
    wiem, wiem to nie sys (;
    Ka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *