Słońce wzeszło dziś na wschodzie a Harry Dent po raz kolejny w trwającej od sześciu lat hossie ostrzegł inwestorów przed giełdowym krachem.
Na stronach Pulsu Biznesu przeczytałem dziś, że Harry Dent ostrzega, że na amerykańskiej giełdzie ukształtowała się bańka spekulacyjna przypominająca tę z końca lat 90. Zdaniem Denta bańka jest już blisko pęknięcia.
W ostatnim czasie na anglojęzycznych blogach natrafiłem na dwa zestawienia pesymistycznych prognoz w trwającej obecnie hossie. Michael Johnston sprawdził prognozy kilku rynkowych guru, w tym Denta a Larry Swedroe skupił się na dorobku Marca Fabera. Swedroe uprzedził mnie trochę bo mam zakładkach specjalny folder, w którym zbieram prognozy Fabera. W ostatnich kilku latach wielokrotnie zapowiadał on giełdowe krachy i inne ekonomiczne nieszczęścia – takie jak hiperinflacja.
Postanowiłem więc sprawdzić co takiego prognozował Dent w ostatnich pięciu latach. Wyniki poszukiwania stały się bardzo przewidywalne gdy odkryłem, że pod koniec 2008 roku Dent wydał książkę pod tytułem: Nadchodząca Wielka Depresja. Jak zyskać na kryzysie zadłużenia w latach 2010-2012. W 2011 roku wydał kolejną książkę: Nadchodzący Wielki Krach. Strategie w świecie wywróconym do góry nogami. Czytelnicy domyślają się już zapewne co prognozował Harry Dent w latach 2010-2015.
Na początku 2010 roku Dent prognozował krach na jesieni 2010 roku. Dow Jones miał w jednym scenariuszu spaść do 3 300 punktów, w innym do 2 200 punktów. Na jesieni 2010 roku Dent zmodyfikował swoje prognozy: amerykański rynek akcyjny miał osiągnąć lokalne dno w 2012 roku a ustanowione wtedy minima miały być poniżej tych z marca 2009 roku.
Na wiosnę 2011 roku Dent pojawił się w mediach z równie pesymistycznymi prognozami: po niewielkiej (mniejszej niż 10%) zwyżce Dow Jones miał latem rozpocząć spadki, które miały się skończyć nawet na poziomie 3 300 punktów. Los indeksów giełdowych podzielić miały surowce. We wrześniu 2011 roku analityk powtórzył swoje prognozy: przynajmniej 50% zjazd indeksów, który może sięgnąć 75%. Krach miał rozpocząć się na początku 2012 roku.
Na początku 2012 Harry Dent ponownie prognozował 50%-70% spadek, który miał zdarzyć się w następnych dwóch, trzech latach. W październiku tego roku po raz kolejny prognozował spadek indeksów akcyjnych – Dow Jones miał spaść z poziomu 13 000 punktów do 6000 punktów. Co ciekawe, Dent znów zaznaczył, że spodziewa się najpierw niewielkiej, kilkuprocentowej zwyżki indeksów.
Rok 2013 Harry Dent rozpoczął prognozowaniem krachu giełdowego – tym razem krach miał się rozpocząć w lecie 2013 roku i potrwać nawet do początków 2015 roku. Ceny akcji i nieruchomości spaść miały o 60%. Na początku 2015 roku Stany Zjednoczone stanąć miały na granicy bankructwa. Pod koniec 2013 roku Dent opublikował kolejną książkę: Klif demograficzny. Jak przetrwać i wzbogacić się podczas Wielkiej Deflacji w latach 2014-2019. Jak łatwo się domyśleć wydanie kolejnej książki zaowocowało medialnym tournee i następną serią skrajnie pesymistycznych prognoz.
W marcu 2014 roku Dent ponownie prognozował spadek Dow Jones do 6000 punktów. Zmieniły się tylko ramy czasowe – indeks miał osiągnąć ten poziom przed 2016 rokiem. Warto zwrócić uwagę na tytuł artykułu na stronach CNBC: Ekspert: Przygotujcie się na Dow na poziomie 6000 punktów przed 2016. W listopadzie Dent stwierdził, że rynek jest o włos od szczytu, który może się przytrafić jeszcze w tym miesiącu a po nim miał nastąpić spadek, który około 2016 roku sprowadzi Dow Jones poniżej poziomów z dołka ostatniej bessy. Ta prognoza może się jeszcze spełnić.
Warto podkreślić kilka spraw. Po pierwsze, Harry Dent nie jest klasycznym permanentnym niedźwiedziem. Przez całe lata 90. prognozował wzrost indeksów. W 1998 zapowiedział nawet osiągnięcie przez Dow Jones 35 000 punktów w następnej dekadzie (DJIA doszedł do 14 000 w 2007 roku). Po drugie, Harry Dent, wydaje się mieć coś w rodzaju modelu prognostycznego opartego o zmiany demograficzne co odróżnia go od wielu rynkowych guru prognozujących „z sufitu”. Po trzecie, nawet w ostatnich kilku latach część prognoz Denta sprawdziła się: na przykład trafnie założył, że dominować będą procesy deflacyjne a nie inflacyjne.
Tym niemniej, w ostatnich kilku latach prognozy Denta dotyczące rynku akcyjnego były serią porażek. Zapewne Dent zafiksował się na jednej idei i przez sześć kolejnych lat prognozował nadchodzący krach giełdowy. Z każdym kolejnym medialnym tournee traktowany był jak ekspert mający coś ważnego do powiedzenia. Nie mam wątpliwości, że jeśli Dent pozostanie wierny swojej idei to w końcu trafi z prognozą krachu. Uczyni to z niego zapewne super-gwiazdę, przedstawianą w mediach, jako guru, który przewidział krach.
Nie myślę, że wieczni niedźwiedzie są mniej kompetentnymi obserwatorami rynków niż wieczni optymiści. To znaczy uważam, że popełniają jeden kluczowy błąd – zajmują krótką pozycję na ludzkiej kreatywności. W szerokiej perspektywie i długim horyzoncie czasowym rynkowy optymizm wynika z wiary w kontynuację postępu technologicznego, wzrostu produktywności i wynikającego z niego wzrostu zysków przedsiębiorstw prowadzącego do wzrostu ich wartości. Takie ujęcie sprawy przypomina trochę optymizm rynkowy Warrena Buffetta.
Z wizerunkowego punktu widzenia wieczni pesymiści najbardziej tracą przez strukturę cykli koniunkturalnych. Bessy są krótkie i gwałtowne, hossy są wydłużone. Dodatkowo, mamy za sobą kilkanaście dekad długoterminowej hossy. Perma-byki wyglądają na nieudaczników ze swoimi hurraoptymistycznymi prognozami co najwyżej przez kilkanaście miesięcy bessy. Wieczne-niedźwiedzie muszą się zmagać z koniecznością powtarzania swoich zapowiedzi krachu przez kilka kolejnych lat hossy.
Moim zdaniem, jedyną lekcją jaką z tego zamieszania może wyciągnąć przeciętny inwestor jest nauczenie się ignorowania wszystkich prognoz rynkowych. Jeśli analityk albo inwestor ma coś interesującego do powiedzenia na temat obecnej sytuacji rynkowej, panujących lub tworzących się trendów i fundamentów, na których są zbudowane inwestor może wykorzystać te informacje do stworzenia własnego obrazu rynku i samodzielnego wyciągnięcia wniosków co do możliwych scenariuszy (warto podkreślić w tym miejscu liczbę mnogą) rozwoju sytuacji.
Podawane przez ludzi przedstawianych jako rynkowi guru poziomy docelowe rynku moim zdaniem najlepiej jest ignorować. Myślę także, że warto się zastanowić czy samo czytanie prognoz, nawet jeśli świadomie nie chcemy się nimi kierować, nie wpływa na nasze nastawienie rynkowe. W takiej sytuacji rozsądne może być przejście na informacyjną dietę.
Dostrzegam także pozytywną rolę, którą mogą odegrać dziennikarze albo blogerzy, a która sprowadza się do zapewnienia czytelnikom pewnego kontekstu gdy oferuje się im prognozy rynkowe znanych inwestorów, zwłaszcza ekstremalne prognozy (bez względu na to czy są to Dow 35 000 czy Dow 3000). Tym kontekstem może na przykład dotychczasowy dorobek prognostyczny rynkowego guru.

