Kilka ważnych pytań część 14

Na ile skomplikowane jest nabycie umiejętności inwestowania/tradingu od innych?

 

Mała rekapitulacja na początek.

W ostatnich wpisach tego cyklu próbowałem pokazać, że nasze inwestowanie oraz w szczególności trading nie rozgrywają się na realnych czy wirtualnych parkietach giełd, nie na elektronicznych panelach do odbioru notowań i zleceń, nie na naszych rachunkach, nie na wykresach i nie w naszych urządzeniach podłączonych do sieci. Wszystko rozgrywa się w naszych głowach. Składa się na to w szczególności: nasza percepcja tego co widzimy w przebiegach notowań, zachowaniach innych inwestorów i rynkowym otoczeniu; selekcja i analiza informacji wszelkiego rodzaju i na wszelkie sposoby; przefiltrowanie wszystkiego przez nasz system przekonań a potem ubranie w kontekst specyficzny dla każdego z nas by na końcu podjąć decyzję, a wszystko w pulsującym anturażu naszego systemu emocjonalnego. Wlatuje więc informacja i obserwacja a po licznych torturach z tego śmietnika musi powstać jak najlepsza decyzja lub raczej ich szereg w każdej transakcji.

Pomocnymi narzędziami w tych torturach mają być choćby Analiza techniczna lub fundamentalna i tylko w naszych głowach i na swoje ryzyko decydujemy jak je do tego celu użyć. Ponownie dla celów tego wpisu użyję dużo popularniejszej AT, choć wnioski obejmować będą analizy każdego innego rodzaju.

Wiemy więc, że AT puszczona na autopilocie (wszystkie decyzje obiektywne i mechaniczne) omija proces wspomnianych tortur w czasie rzeczywistym, przenosząc je na okres poprzedzający wszystkie transakcje, zamykając zawczasu wszystko w kontrolowalne i replikowalne liczby i wymuszając tylko jedną, bezalternatywną decyzję. Dodając jednak do AT każdorazowo nasze własne interpretacje przechodzimy na metafizyczny poziom – wielotorowe tortury w czasie rzeczywistym, z których nigdy nie wiemy co może wyjść, a możliwych decyzji można spodziewać się tym razem dziesiątki do wyboru, choć nadal trzeba z nich wybrać tę jedną.

I w tym miejscu powtórzę pytanie zadane na wstępie: w jaki sposób ktoś obcy może pomóc nam w tych warunkach wtłoczyć do głowy stosowną wiedzę i potrzebne kompetencje analityczne i emocjonalne?

Stosunkowo proste wydaje się to w przypadku tej pierwszej – automatycznej, obiektywnej Analizy technicznej (OAT). Dostajemy wędkę wraz z całym przetestowanym systemem łowienia na nią ryb, który musimy jedynie skalibrować na nasz użytek a przy tym mamy pełną kontrolę nad jego działaniem. Tu muszę przywołać kanoniczny już przykład „zespołu Żółwi” sprzed 3 dekad, który idealnie nadaje się do ponadczasowego tworzenia porównań, odniesień a przede wszystkim inspiracji. Oto grupa ludzi z naboru dostała od swoich dwóch pryncypałów, a przy tym jednocześnie nauczycieli, w pełni gotowy zestaw instrukcji tego jak krok po kroku dokonywać transakcji, które z sukcesem przez kolejne 4 lata wykorzystali. Szkolenie trwało 2 tygodnie, kolejnej grupy tylko tydzień. Nie miała przy tym aż tak wielkiego znaczenia prywatna skuteczność obu mentorów – Dennisa i Eckhardta, ani talenty, wiedza i umiejętności samych uczniów, których zadaniem miała być w zasadzie jak najbardziej poprawna replikacja otrzymanych zasad gry, które okazały się wysoce efektywne w uzyskaniu zyskowności przy niespecjalnie zresztą wysokiej trafności. Mamy więc klarowny proces edukacyjny, którego osnową są mechaniczne zasady gry proste w implementacji i nie wymagające intelektualnych wyzwań ze strony użytkownika.

Sprawa komplikuje się gdy przechodzimy do subiektywnej wersji AT (w skrócie SAT), gdzie narzędzia wymagają sporego, każdorazowego nakładu intelektualnej obróbki z pogranicza wiedzy, intuicji i emocjonalnych kompetencji, gdzie na każdą decyzję wpływ może mieć nawet najmniejszy drobiazg, często wymykający się racjonalnemu określeniu. Jak w tych unikalnych co rusz i nieokreślonych jednoznacznie warunkach można tego rodzaju umiejętności przekazać? Jak nauczyć intuicji w komplecie z wiedzą? Jak nauczyć łowienia w środowisku w którym przyczyna i efekt za każdym razem przybierać mogą inne kierunki?

Do wędki trzeba więc tym razem dołączyć kompleksowo złożony sposób myślenia, którego powielić nie da się w prosty sposób, głównie dlatego, że część decyzji powstaje na poziomie podświadomości. Potrzeba więc setek godzin praktyk i doświadczeń. I gdyby potem skonfrontować wyniki ucznia i nauczyciela, bez wątpienia będą się różnić, w skali zależnej od złożoności rynku i metody. I przy tym konieczny jest jeden dodatkowy warunek: nauczyciel musi być praktykiem z sukcesami, nie tylko opartymi na losowości i szczęściu. Jak bowiem przekazać styl myślenia jeśli mistrz nie potrafi sam skutecznie go użyć? Skąd miałby bowiem wiedzieć, które elementy są istotne i w jaki sposób je komponować i wykorzystać?

Sprawę komplikuje tu jednak fakt działania w obszarze dwóch Systemów – logicznej świadomości i impulsywnej podświadomości. Dotrzeć do tej drugiej w sposób celowy i zorganizowany nie sposób, a działa ona nieustannie i ponoć to tam powstają wszystkie decyzje zanim je wyartykułujemy. Dlatego powody wielu zachowań pozostają poza kontrolą świadomego mózgu i nie sposób odtworzyć oraz przekazać je w racjonalnym, logicznym porządku.

Świetny przykład, już wcześniej przez mnie przywoływany, podsuwa Lehrer w doskonałej książce „How we decide”. Doskonały golfista postanowił zanalizować i wycyzelować swoje metody uderzeń. Kiedy zaczął głęboko nad nimi się zastanawiać, próbując nazwać i określić źródła poszczególnych ruchów, nagle cały jego talent prysł, zaczął przegrywać kolejne turnieje. Skupiając się bowiem nad ową analizą przestał panować nad swoimi wyrobionymi ruchami ciała związanymi z pamięcią motoryczną i emocjonalną, stracił kontakt ze swoim wyuczonym czy wrodzonym i ukształtowanym talentem. Dokładnie to samo przydarzać się może w świecie inwestycji czy tradingu. Nawet doskonały trader może nie być w stanie przekazać swoich umiejętności analitycznych z tej właśnie przyczyny, że nie zawsze potrafi do nich świadomie dotrzeć.

Pozostaje więc tylko pewnego rodzaju indukcja, nadzieja na to, że obcowanie z kimś takim przez dłuższy czas uformuje pewne zręby prawidłowego myślenia. Cóż, w większości wypadków jednak trzeba uzbierać sporą kolekcję wędek i w żmudnym doświadczaniu przetestować je samemu w poszukiwaniu swojej drogi. Bez gwarancji sukcesu. Ale to, że początku są trudne to norma, nie wyjątek.

Na marginesie lecz nadal w temacie:

Z 4 książek J. Schwagera z serii „Market Wizards” myślę, że wielu przeczytało kiedyś chociaż jedną. To smakowicie i barwnie podana życiowa wiedza o inwestowaniu w formie wywiadów z luminarzami rynków, którzy głównie rozpamiętują swoje błędy i opisują drogę do sukcesu. A czy ktokolwiek pamięta by nauczył się z nich konkretnych wskazówek odnośnie praktycznego myślenia i działania?

–kat—

[Głosów:36    Średnia:3.4/5]

24 Komentarzy

  1. ak49doublesuited

    Z części o hedge fund managerach wynioslem wiedzę jak nie myśleć jak typowy lemming hossowy. Otwierające oczy było przede wszystkim stwierdzenie po co bawić sie w fundusze typu zrównoważone. Jak rośnie to wolniej niż wig jak spada to i tak tracimy pieniądze. Lepiej w czasie wzrostów być w agresywnych funduszach a w czasie spadków w gotówce lub obligacjach. To samo spółki defensywne. W Polsce nie ma dużo takich które płacą na gyle dywidendy aby spadek wartości akcji zrekompensować. Trochę może odejście od głównego wątku posta ale część o Market Wizards postanowiłem poruszyć.

  2. Kornik

    Chyba już wiem, gdzie tkwi przyczyna braku zrozumienia tego, o czym piszę. Dzieje się tak, ponieważ piszemy (ja i panowie eksperci) z różnych pozycji – o dwóch różnych etapach kariery gracza.

    Panowie eksperci cały czas piszą z punktu widzenia “profa” – o nauce warsztatu, a ja piszę tutaj z punktu widzenia trochę bardziej doświadczonego gracza – o przysposobieniu do zawodu, czyli praktyce.

    Bo to, co ja opisuje, to nie jest żadna metoda gry – jak sądzą – tylko metoda, która pozwala nauczyć się ciężkiej pracy i jednocześnie poznać samego siebie, co jest NIEZBĘDNE, jeśli chcemy przetrwać na rynku ten najtrudniejszy okres. Bo na początku nie chodzi o zyski, tylko o przetrwanie.

    Przypominam, że ja cały czas pisze tutaj o grze, jako pomyśle na biznes – rzemiośle. Prawdziwy rzemieślnik zaczyna swoją karierę, jako terminator – od nauki: ciężkiej pracy, dyscypliny, solidności, punktualności. Gdzie indziej kandydat do zawodu uczy się tego poprzez wykonywanie najgorszych prac, typu: przynieś, podaj, pozamiataj.

    Na giełdzie tego nie ma, więc jedynym sposobem, aby się tego wszystkiego nauczyć, jest ręczne wykonywanie szeregu prac: tworzenie wykresów, analizy, robienie bilansu, oraz prowadzenie notatek z gry niewielkimi sumami, aby poznać swoje własne reakcje (na zyski i straty, na czas hossy i czas bessy itp.).

    Zapewniam, że po roku (to minimum) takiej praktyki, na kolejnym etapie (etap nauki warsztatu), kandydat na gracza będzie zdecydowanie bardziej pojętnym uczniem i będzie popełniał zdecydowanie mniej błędów, o których panowie piszą.

    Problem większości polega na tym, że nie rozumieją prostego faktu, mianowicie – kto chce zbierać, musi najpierw zasiać, a jeszcze wcześniej przygotować pole pod siew. Każdy przychodzi na rynek z myślą o koszeniu “łatwego szmalu”, a nikt nie myśli o orce i sianiu. I efekt jest taki, że poza nielicznymi szczęściarzami i samorodnymi talentami – dla reszty skutki takiego postępowania są opłakane – zbierają tylko cięgi – plon tego, co zasiali – nic nie zasiali, więc g-zik zebrali.

    Ponieważ Kathay przywołuje team Żółwi, więc warto tutaj przypomnieć o jednym zupełnie pomijanym aspekcie – jeden z tych szczęściarzy, których zaproszono do zespołu, wybijał się ponad resztę. To znaczy czasem się o tym wspomina, ale raczej w charakterze ciekawostki – że był taki dobry, bo niby taki z niego talent… Bzdura, żaden talent! Każdy zadowala się tym prostym wyjaśnieniem, tymczasem prawda jest zupełnie inna. Odpowiedź jest następująca (można ją znaleźc w książce): temu jednemu szło lepiej od innych, bo wcześniej miał juz za sobą PRAKTYKĘ.

    Więc ja tutaj pisze o praktyce, a ty Kat od razu chcesz wrzucać ludzi na “głęboką wodę OAT”. Jest to jakiś sposób nauki; problem w tym, że wielu, zamiast się czegoś nauczyć – po prostu utonie. Daj małpie karabin do ręki, to innych zabije, siebie pokaleczy (albo na odwrót). Najpierw praktyka, potem warsztat OAT – taką mam koncepcję. 😉

  3. ZP

    Żółwie to kanoniczny przykład sprytnej manipulacji. Ktoś nieuważny może sądzić, że KAŻDY może zostać traderem, ale zaraz chwila, czy oni przyjęli 1000 osób do projektu? Czy też może wybrali sobie najlepszych kandydatów z preferowanymi przez Eckhardta i Dennisa cechami?

    A z co z tymi >950, których nie wybrano?

    Poza tym wtedy ten system świetnie działał, a potem było tak: http://www.tradingblox.com/forum/viewtopic.php?p=35018#35018

    Dobra, czas pomyśleć skąd wziąć na nowe depo? 🙂

  4. gzalewski

    @ZP
    I tak i nie. Celem eksperymentu było: “czy można ludzi nauczyć tradingu”.
    Tak samo możemy zapytać “czy można nauczyć grać na gitarze”
    “programować” itp.
    I teraz musimy założyć, że pewne kryteria musza spełnić, ale mogą być oczywiście na początku zupełnie zieloni

    Swoją drogą historia C. Faitha jest o tyle ciekawa, że pokazuje, że dopóki “był prowadzony” przez Dennisa, to osiągał wyniki. Ale nie był w stanie przełożyć tego we własnych biznesach.

  5. _dorota

    “Celem eksperymentu było: „czy można ludzi nauczyć tradingu”. Tak samo możemy zapytać „czy można nauczyć grać na gitarze”,„programować” itp.”

    Jeżeli już robić takie porównanie, to druga część powinna brzmieć: “czy można nauczyć grać na gitarze na takim poziomie, żeby potrafili zarabiać na silnie konkurencyjnym rynku gitarzystów” 🙂
    Bo grających amatorsko jest wielu, ale większość z nich przy próbie zmierzenia się z profesjonalistami wypadłaby blado. Tymczasem Żółwie miały zadanie zarabiać, a nie istnieć.

    Twierdzenie: dajcie mi człowieka z ulicy, a zrobię z niego zawodowego tradera, jest (jak już tu ktoś zauważył) humbugiem.

  6. zchęcizysku

    kolejny wpis z cyklu : ‘Kilkaset ważnych pytań’ 🙂 Jezusmaria, zeby tylko to sie nie przerodziło w klika tysięcy waznych pytan bo prelegent jest wyraźnie w trendzie wzrostowym 🙂

  7. ekonom polityczny

    @ dorota
    “dajcie mi człowieka z ulicy, a zrobię z niego zawodowego tradera, jest (jak już tu ktoś zauważył) humbugiem.”

    A Eddie Murphy? Okazał się takim zdolnym traderem w “Nieoczekiwanej zamianie miejsc”…:-)

  8. Kornik

    Zchęcizysku, to ja wchodzę w “długą” całym “klopsem”, bo czuję w kościach, że w 2014 inwestycja na rynku “KWP” może być bardziej opłacalna niż kupno BT, który na tym tle wydaje się być mocno przereklamowany. 🙂

  9. ZP

    @gzalewski

    Curtis Faith i jego losy wydają się dobrym materiałem na film (chyba, ze coś znowu przegapiłem).

  10. Freeman

    Obok tematu…

    BTC w przyszlym tygodniu 600$ ?

  11. lesserwisser

    “A Eddie Murphy? Okazał się takim zdolnym traderem w „Nieoczekiwanej zamianie miejsc”…:-)”

    To chyba był niejaki Billy Ray Valentine a nie jakiś Eddie Murphy? 🙂

  12. kathay (Post autora)

    @Kornik
    Poza kilkoma wyjątkami zgadzam się z większością Twoich odczuć.
    Nie mam nawet zamiaru kwestionować faktu tego, że jeśli uczysz się bez mentora to potrzebujesz miesięcy czy lat ćwiczeń. W tym czasie musisz popełnić wszystkie błędy, które w zasadzie powinien już na wstępie przekazać ci mentor, skracając twoją learning curve. Problemem jest to, że nie znajdziesz ich również w literaturze, poza ogólnikami mało przydatnymi.
    Dlaczego powstał ten i 2-3 poprzednie wpisy? To wynik moich obserwacji i rozmów z inwestorami.
    Po pierwsze: wielu z nich traktuje AF czy szczególnie AT jako samojezdny wehikuł. Nie dostrzegają ani kwestii losowości ani szczególnie kwestii tego, że to nie AT zarabia/traci, ale to jak sami ją frywolnie traktują. Ten fakt niestety powielają analitycy robiąc wrażenie, że narysowanie gdzieś RSI czy trójkąta rozwiązuje problem.
    Potem na forach widać sążniste wpisy typu “At jest do d…”, “Af jest lepsza”. Mieliśmy takie ogromne wątki kiedyś na futures.pl. To po prostu nagminne niezrozumienie wymagające dogłębnego opisu, nawet jeśli kogoś czytanie tego nudzi.
    Może kiedyś opublikuję moje rozmowy z inwestorami na ten temat.
    Po wtóre: widzę ostatnio sporo szkoleń, na których sprzedaje się AT właśnie jako perpetum mobile. Nie twierdzę, że szkolący nie potrafią tradować, chcę jedynie powiedzieć, że albo sami nie wiedzą albo nie przekazują wiedzy o tym, jak naprawdę działa subiektywna AT, którą propagują. Ponownie czytam później potoki narzekań.

    Co do Faitha: odpowiedź jest dużo bardziej złożona niż tylko to, że miał praktykę czy jej nie miał.
    Oni mieli tylko konsekwentnie realizować zasady, działać jak automaty,tymczasem nie każdy to potrafił, płacąc za niewiarę.
    Po wtóre – ponieważ nie było jednej zasady w grę wchodziła po części losowość. Faith wybrał wariant krótkoterminowy z tzw. shakeout stop, przy realnej przewadze szybciej kumulował zwroty (compounding RoR).
    W tym temacie można by napisać jeszcze jedną książke, w której można by zanalizować wszystkie ich transakcje. To odszuka błędy i pokaże też ich wpływ na ruchy rynku bo zdaje się w pewnych momentach oni sami byli rynkiem co przekładało się na extra zyski. A przypomnę,
    że program się skonczył gdy zrobili testy komputerowe i pokazali Dennisowi rzeczywiste ryzyko.Co wówczas tak naprawdę odkryli?
    Gdyby Faith miał przewagę w praktyce nie utonąłby być może już na swój rachunek po rozwiązaniu Żółwi. Nie mówiąc już o tym, że praktyka w automatycznym replikowaniu zasad to nie to samo co praktyka w strategicznym myśleniu, w którym musisz dodać od siebie sporą wartość dodaną i mieć własną bazę myślową z przerobionymi błędami.

    Co do OAT – nie wiem czy się rozumiemy. Proponujesz na początku SAT? Problem w tym że niemal wszyscy początkujący nie rozrózniają różnic między nimi i rzucając się na OAT uprawiają tak naprawdę SAT. Tymczasem OAT jest dużo prostsza w nauce i daje kontrolę nad tym co i jak tu działa, choć nie powiedziane, że zawsze da zarobić. SAT to etap dla zaawansowanych. Dla początkujących to rozczarowanie, które
    najczęściej właśnie kończy kariery.

  13. kathay (Post autora)

    @ZP
    Dlaczego akurat tych wybrano również jest dość bardziej złożone niż myślisz.
    Żeby dlugo się nie rozpisywać, podstawowe sprawy:
    – nie każdy ma wystarczające kompetencje by zrozumieć działanie rynków futures, matematykę, prawdopodobieństwa i nie każdy jeszcze do tego posiada kilka cech typowo psychologicznych
    – w grę wchodziły ogromne jak na owe czasy pieniądze więc nie mogli ich dać do ręki małpom z brzytwami
    – ludzie kreatywni mieli szansę podeprzeć program gdyby coś szło nie tak
    – Eckhardt dziś prostuje kilka faktów, które weszły do legendy, na przykład to, że była jakaś różnica zdań co do tego, że mogą swoich zasad nauczyć obcych, czy to, że nauczyć SKUTECZNIe można każdego z ulicy
    i kilka innych itp itd

  14. Kornik

    @Kathay

    >>”Oni mieli tylko konsekwentnie realizować zasady, działać jak automaty,tymczasem nie każdy to potrafił, płacąc za niewiarę.”

    A wiesz dlaczego, moim zdaniem, Curtis potrafił to zrobić NAJLEPIEJ ze wszystkich przyjętych do “Ze-Żu”? Przypomnij sobie, co on robił zanim tam trafił.

    ***

    >>”Gdyby Faith miał przewagę w praktyce…”

    Nie gdyby, a na pewno miał za sobą praktykę – tyle, że była to specyficzna praktyka dedykowana – idealnie skrojona pod to, co kazano mu później robić, kiedy już trafił do ZEŻu.

    Za to nie miał praktyki w prawdziwym SAT, bo nigdy nie bawił się w czyste “zapasy” z Rynkiem – na głowę i ręce. Zawsze grał z wykorzystaniem schematów OAT. Kwestie tych “zapasów” wcześniej wziął na siebie ktoś inny – jego pryncypałowie.

    Sam Faith dostał do ręki “gotowca” – samograja – kije samobije. I to moim zdaniem była przyczyna tego, że potem, już będąc na swoim, popłynął – bo w “zapasach” z Rynkiem nie miał absolutnie żadnego doświadczenia.

    ***

    >>”OAT jest dużo prostsza w nauce i daje kontrolę nad tym co i jak tu działa…”

    OAT jest rzeczywiście prosta w nauce, ale z nią jest jeden problem – zwalnia od myślenia i rozleniwia. Natomiast SAT cały czas zmusza inwestora do skupienia uwagi. SAT uczy gracza kalkulowania – uczy go giełdowych szachów – myślenia strategicznego. Gdyby Curtis wcześniej odbył praktykę i liznął Rynku w ramach SATu, to może by nie popłynął.

    ***

    >>”Proponujesz na początku SAT?”

    Dlatego tak, jestem zdania, że inwestor na początku powinien przejść zaprawę SAT. Oczywiście czas pływania ucznia w ramach SAT-u, można zdecydowanie skrócić, bo można uczniowi przekazać już gotowe matryce (stworzone jako efekt wcześniejszych wieloletnich obcych, lub autorskich badań) – konkretne rozwiązania, np. jak analizować wykres czy jak prowadzić notatki.

    ***

    >>”…SAT to etap dla zaawansowanych.”

    Nie prawda. SAT, to jest pierwszy etap. Natomiast to, o czym piszesz, to jest trzeci etap, o którym kiedyś już była cała dyskusja na blogu – owa stacja końcowa – zespolenie SAT i OAT w jedną SOAT – Świadomą Obiektywną Analizę Techniczną, która polega na ROZUMNEJ (SAT) INTELIGENTNEJ REAKCJI (OAT) INWESTORA. Taki inwestor nie tylko wie, CO robi, ale DLACZEGO to robi. W ten sposób rzemieślnik przemienia się w artystę w swoim fachu.

  15. Kornik

    Taka ciekawostka, gdyby w tym skrócie: SOAT – słowo “świadoma” zamienić na “rozumna”, to powstanie zgrabny akronim: ROAT, czyli… road, czyli po naszemu droga… 🙂

    […do nieba, albo droga donikąd…]

  16. któś-taki

    ” Taki inwestor nie tylko wie, CO robi, ale DLACZEGO to robi. W ten sposób rzemieślnik przemienia się w artystę w swoim fachu.”

    Może i się przemienia, ale MUSI jeszcze zostać pasowany na niego przez autora niniejszego bloga.
    BTW. Pisanie o AT, obojętnie jakiej, ale bez wykresów, to tylko impresje literackie. Równie dobrze można pisać o wszystkim innym np. o tym, jak powinno się jechać bolidem F1.

  17. pit65

    @Kornik

    Można tez popłynąć czyli zastosować BOAT /czyli Bullsh..t OAT/

  18. Kornik

    @pit65

    Dobry, sir. Raz czy dwa (czy nawet trzy i cztery 😉 ), odbyłem rejs taką łódką, więc potwierdzam – można, hehe.

    @ktoś-taki

    To wiercenie dziury w brzuchu ekspertowi wydaje się jakieś znajome. Gadaj, bratku – ktoś-ty? 🙂

  19. lesserwisser

    “Można tez popłynąć czyli zastosować BOAT /czyli Bullsh..t OAT/”

    Właśnie, bo u podstaw metody BOAT leży założenie – Nie łudź się że zarobisz, ale za to, to że popłyniesz masz prawie na bank! 🙂

  20. kathay (Post autora)

    @Kornik

    Nie ma znaczenia to co robił wcześniej Faith. Każdy z nich dostał identyczny zestaw zasad i miał po prostu je realizować co do przecinka. Zauważ jednak co pisze Covel, Sand i spóła- że ponoć dostał inny zestaw tajemnych zasad i był faworyzowany przez obu mentorów. Co do faworyzowania w określony sposób to prawda – filtrem były poglady polityczne, ale nie wiemy czy Faith był ich beneficjentem. Bez znajomości poszczególnych transakcji teoretyzujemy jedynie bez sensu. Sam Faith twierdzi, że wygrał na shakeout stop bo zdaje się jako jedyny go stosował. Los sprawił że trafił nim w dobry czas i w trendy. A jeśli chodzi o to kto był z nich rzeczywiście najbardziej łebski to zdania całej reszty jest zupełnie inne – choćby Shannon bił Faitha na głowe. To dyskusja, która bez dowodów prowadzi jednak donikąd.

    SAT vs OAT
    Jedyne uczciwe podejście to pokazanie początkującym różnice w obu, tak robi to w doskonałej książce Aronson w “Evidence based TA”, która niedługo ukaże się na szczescie po polsku. Porządkuje ona doskonale całość tematów.
    Ponieważ sam prowadzę szkolenia i rozmawiam z początkującymi widzę jak wygląda ich droga.Czytają na początku ksiazki, które pokazuja AT w takim świetle jakby AT była samograjem. Potem stosują to dosłownie nie przejmując się żadną przewagą ponieważ o niej nie wie 99% z nich. Oczywiście to prowadzi do strat. Potem zaczynają kombinować dodając jakieś swoje kombinacje i znów nie działa. Komu mogłem wyjasniałem różnicę i widzę wówczas szybsze, a nawet ponaddźwiękowe postępy, chociażby w samym rozumieniu. Nie ma znaczenia jaką drogę wybiorą- SAT czy OAT, ważne by wiedzieli w czym i jak mogą wybierać. Kolejna obserwacja – tym, którym pokazywałem na początku OAT szybciej łapali temat i się uczyli. Ci, którzy zaczynali od kombinowania do dziś często nie wiedzą dlaczego tracą.

  21. któś-taki

    “To wiercenie dziury w brzuchu ekspertowi wydaje się jakieś znajome.”

    To nie jest wiercenie dziury w brzuchu eksperta.
    To moje zdanie na temat uwag eksperta na marginesie jego przeczytanych książek. Rozumiem, że Tobie te uwagi przyniosły wymierne korzyści 🙂

    Gadaj, bratku – ktoś-ty?

    Ja jestem “ktoś-taki”, który ma już poza sobą te wszystkie mądre dyskusje prowadzące do nikąd 🙂

  22. Kornik

    @ktoś-taki

    >>”Rozumiem, że Tobie te uwagi przyniosły wymierne korzyści.”

    Tak, bo już samo myślenie, oraz wymiana myśli i poglądów, to konkretna wartość, która z pewnością kiedyś zaprocentuje brzęczącymi korzyściami na moim rachunku.

    Ale wierć, wierć, bo raz – “musi być jakieś życie na osiedlu”, a dwa – nie ma nic gorszego niż jedność moralno-polityczna czytelników z ekspertami. 🙂

    PS. Psim węchem wyczuwam Lucka. 🙂 Jeśli to Ty, to pozdro dla gościa od którego tyle się nauczyłem, m.in. takiej zasady – mniej pi-przenia, a więcej grania. 🙂 Masz absolutną rację, ale dzisiaj jest niedziela, więc dla odmiany trochę po-pieprzę. 😉

    @kathay

    >>”Nie ma znaczenia to co robił wcześniej Faith.”

    Chyba jednak ma – patrz choćby Twój najnowszy wpis.

    To, skąd przychodzimy – dom, praca – to jest konkretny bagaż doświadczeń, który jednak wpływa na kolejne nasze wybory. Faith miał wcześniej styczność z automatami i na pewno wiele mu to pomogło na nowym stanowisku pracy. To też miałem na myśli, kiedy pisałem, że Curtis miał za sobą jakąś tam praktykę.

    >>”rozmawiam z początkującymi widzę jak wygląda ich droga”

    Absolutna zgoda – jest dokładnie tak, jak piszesz. Dlatego ostrzegam ludzi na każdym kroku – najpierw PRAKTYKA:

    Mówię – kolego, nie spiesz się. Nie wiesz, że gdy się człowiek spieszy, to… itd. Więc powoli, daj sobie czas. Najpierw zacznij od ręcznego kreślenia wykresów, poobserwuj rynek. Załóż sobie notatnik i pisz, co widzisz. Nie przejmuj się, że nie masz stylu, że jest niegramatycznie, a nawet nieortograficznie – olewaj, bo nie jesteśmy w kuźni poetów, tylko na giełdzie – próbuj – pisz! Po jakimś czasie (kilka miesięcy) spróbuj dokonać kilku transakcji (MAŁYMI KWOTAMI), i obserwuj swoje reakcje na zyski i straty; zapisuj wrażenia, odczucia, spostrzeżenia, pytania.

    Po tej przygodzie weź do ręki pierwsze książki.

    Dlaczego w tej kolejności – doświadczenie, a potem teoria? Bo wiedza, jak ziarno – MUSI padać na glebę rozumu wzruszonego (zaoranego) doświadczeniem.

    Ponieważ miałeś już krótką styczność z rynkiem, więc teraz edukacja będzie przebiegać o wiele szybciej – już nie będziesz znudzony przysypiał nad technicznym bełkotem, ale będziesz wprost CHŁONĄŁ wiedzę, bo potrafisz sobie wyobrazić, o czym mowa.

    Przygodę z teorią proponuję zacząć od absolutnego pieca:
    – Lefevre i “Wspomnienia…”,
    – oraz Gann i jego “Truth…” (ta druga pozycja niestety wciąż nie przetłumaczona…. 🙁 )

    Ten wcześniejszy kontakt z rynkiem sprawi, że będziesz czytał te książki bardziej świadomie. To już nie będzie beznamiętna, bezrefleksyjna lektura, ale czytanie w konkretnym celu, ponieważ konkretne przeżycie (pozytywne, albo traumatyczne), wytworzyło w twoim mózgu zupełnie nowe obszary do zagospodarowania.

    To jest próżnia, która tworzy (pod)ciśnienie, dlatego mózg ukierunkuje wszystkie zmysły (“wszystkie ręce na pokład” 😉 ), na szukanie informacji oraz strzępków informacji, celem uzupełnienia tych dziur/luk w wiedzy, która pojawiła się jako efekt wcześniejszych doświadczeń i/lub pierwszych przemyśleń.

    Kiedy odrobisz tę lekcję, to spróbuj ponownie zagrać MAŁYMI KWOTAMI. A potem znowu wróć do teorii – niech się wytworzy sprzężenie zwrotne pomiędzy twoimi doświadczeniami i teorią – samonapędzający się silnik, który pcha cię coraz dalej i coraz szybciej… – aż wreszcie stanie się cud… Eureka!

    >>”…ważne by wiedzieli w czym i jak mogą wybierać.”

    Znowu zgoda – trzeba początkującemu nakreślić ostre granice – to jest SAT, a to jest OAT – i wytłumaczyć różnice.

    Przy czym ja twierdzę, że jednak są trzy etapy, a nie dwa – SAT, OAT i ROAT.

    Nie mam też wątpliwości, że ROAT, to absolutny szczyt (dla większości z nas nieosiągalny).

    Natomiast nie upieram się przy kolejności SAT i OAT. Własne przemyślenia, będące skutkiem tej dyskusji, oraz Twoje obserwacje (“tym, którym pokazywałem na początku OAT szybciej łapali temat i się uczyli. Ci, którzy zaczynali od kombinowania do dziś często nie wiedzą dlaczego tracą”) – powodują, że skłaniam się ku weryfikacji moich poglądów i przyznaniu tobie racji – SAT chyba powinien być drugim etapem, a OAT pierwszym.

    Moje wyobrażenie o SAT – jako pierwszym etapie nauki – wynika z prostego faktu, mianowicie – wszyscy, lub prawie wszyscy tak zaczynaliśmy, więc tak samo chcemy przekazywać wiedzę następcom, zupełnie nie dostrzegając faktu, że to być może (na pewno) – błędne postępowanie.

  23. Klondike

    Kiedyś spacerując głównym deptakiem Torunia natknąłem się na niecodzienne zjawisko. Otóż pewien uliczny “zarabiaka” rozłożył się na ulicy Szerokiej ze sprayami i kawałkami kartonów i zaczął psikać tymi sprayami na kartonie tworząc takie malowidła, że ludzie przecierali oczy ze zdumienia. Było tylu gapiów, że miałem trudności z przeciśnięciem się do centrum zbiegowiska aby zobaczyć co jest jego powodem. W końcu jeden z przechodniów zapytał: “Panie, ale jak to się nazywa to co pan robisz? Co to za sztuka? Artysta odpowiedział “Nie wiem jak to się nazywa ale wiem, że potrafię to robić.”

    Oat, sroat… głowa może od tego zaboleć. Od czego zaczynać? Od OAT? SAT? Czy przypadkiem nie zaczynam od d… strony? Sporo jest tych wątpliwości odnośnie terminologii, całe szczęście jednak, że nie ustalanie co jest czym jest tu najważniejsze.

  24. deli deli

    Brawo Toruń! Vivat Gród Wiślany!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *