Niedawna rocznica kryzysu nie odbiła się szerokim echem po branżowej prasie a media głównego nurtu poświęciły niewiele uwagi politykom banków centralnych. W sumie można to odczytać, jako sukces szefa Fed, ale zadanie było łatwe, bo za drugą falę kryzysu odpowiada raczej Europa niż USA. W istocie Bernanke nie zbiera wielu pochwał a na plan pierwszy wybijają się raczej negatywne niż pozytywne opinie.

Dzisiaj Fed pod przewodnictwem Bena Bernanke rzucił krytykom nowe wyzwanie uruchamiając kolejny program stymulujący, którym zaprzeczył tezom, iż Fed wstrzyma się z działaniami do czasu rozwiązania zagadki, kto po wyborach zasiądzie w Białym Domu. Skupienie na podwójnym mandacie – dbanie o ceny i możliwie pełne zatrudnienie – okazało się ważniejsze od oskarżeń, iż Fed próbuje wpłynąć na wyniki wyborów pomagając administracji obecnego prezydenta. Najwyraźniej zapomina się, iż Bernanke został szefem Fed za kadencji republikanina.

Dla osoby, która potrafi przyjąć perspektywę, z jakiej szef Fed ogląda kryzys, kolejny program pomocowy był niczym więcej niż konsekwencją obranej ścieżki. Właściwie jedyną wątpliwością było, czy we władzach Rezerwy Federalnej znajdzie się wystarczająco dużo podzielających opinie Bernanke. Wynik posiedzenia FOMC pokazuje, iż większość była za pomocą gospodarce a to oznacza, iż zwyciężyło przekonanie o konieczności aktywnej obecności banku centralnego w sytuacji radykalnie podwyższonego bezrobocia.

W powszechnej a zarazem błędnej optyce działania Fed skierowane są na poprawę kondycji rynków kapitałowych, ale naprawdę żadne z obecnych działań nie odnosi się do giełd. W sumie gra idzie o takie sterowanie rentownością długu, żeby pchnąć więcej paliwa do gospodarki. Centrum działań jest rynek obligacji, jako kluczowego elementu monetarnej układanki. Wpływ na rynki akcji jest pośredni a nie bezpośredni. Ważniejsze są efekty na rynku walutowym niż to, czy S&P500 wzrośnie w rok o 10 czy 15 procent, choć nie bez znaczenia jest poczucie bogactwa, jakie dają portfele droższych a nie tańszych akcji.

Od lat odnoszę wrażenie, iż ludzie zajmujący się giełdami cierpią na dwie jednostki chorobowe. Pierwszą jest marketocentrym, który zdefiniowałbym, jako postrzeganie świata przez pryzmat wahań cen akcji w krótkiej jednostce czasu. Drugą jest przekonanie, że cały świat sprzysiągł się do działań mających na celu manipulowanie fragmentem rzeczywistości, w której przyszło im operować. Ze spokojem można to nazwać urojeniem. Dlatego warto bez końca przypominać, iż mandat Fed został tak ustanowiony, by w centrum uwagi była realna gospodarka a nie to, czy cena akcji X czy Y wyniesie Z.

Dzisiejsze działania są podyktowane głównie słabością rynku pracy. Giełdy mają się doskonale. Indeksy szybują na wieloletnich maksimach a wyceny nie są szalone. Rynek międzybankowy również nie jest zatkany – zwłaszcza po ostatnich obietnicach Europejskiego Banku Centralnego. Naprawdę centrum sceny w USA zajmuje dziś rynek pracy i wysokie na amerykańskie standardy bezrobocie. To dlatego każdy z raportów Departamentu Pracy przekłada się na wystąpienie prezydenta i kandydata na prezydenta.

Na szczęście nikt nie oszalał i z powodu nowych maksimów DJIA nie zwołuje konferencji prasowej, bo nie ma to aż tak wielkiego znaczenia, jak chcieliby związani z rynkami kapitałowymi. Po dzisiejszej decyzji FOMC warto przywiązać się do myśli, iż w trakcie kolejnych miesięcy to dane z rynku pracy w USA pozostaną kluczowe dla tego, jakiej polityki będą oczekiwały rynki. Paradoksalnie Fed – obiecując kolejne działania przy słabym rynku pracy – umieścił giełdy stroną znanego zakładu „im gorzej, tym lepiej”. To nie jest prosta pomoc rynkom akcji. Dobrze byłoby to zapamiętać.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

13 Komentarzy

  1. eisn05

    ale o co chodzi w tym komentarzu? że wujek Ben poszedł śladami wujka Mario i że to fajnie? i że zrobili to oczywiście dla ludzkości, która się dusi z braku pieniędzy

    1. astanczak (Post autora)

      Przepraszam, ale nie rozumiem pytań. Dostrzegam w nich dawkę sarkazmu, ale nie umiem odpowiedzieć.

  2. _dorota

    “So let’s say things stay kind of sluggish, and the Fed wants to boost things some more.
    What does it do? It starts to define the word “substantially.”

    Jan Hatzius at Goldman explains:
    Mr. Bernanke hinted at further communication changes in an even more aggressive direction if today’s actions prove insufficient. In response to a question, he said “clarifying our response to economic conditions might be one way in which we could further provide accommodation.” We read this as openness to even more aggressive communication changes along the lines of the Evans 7/3 rule or even a nominal GDP target. While these (especially the latter) still seem quite far off, we did note with interest that Mr. Bernanke mentioned it unprompted in response to a more general question about the importance of credible commitment emphasized in Michael Woodford’s Jackson Hole study (which advocates such a target).

    The Evans 7/3 rule is simply: The Fed won’t stop easing until unemployment is at 7% or core inflation is at 3%. And a nominal GDP target is just that, a target for the total size of GDP, something that can be achieved by either raw growth or inflation.

    What’s clear is that the Fed has now set itself on a new course, one not defined by numbers and volumes (of bond purchases) but one defined by future commitments towards easy action.”

    http://read.bi/PeTZcW

    Szczerze mówiąc: bezwstyd tego, co zrobił FED, po prostu mnie szokuje. Sky is the limit.

  3. astanczak (Post autora)

    > bezwstyd tego, co zrobił FED, po prostu mnie szokuje

    Z drugiej strony te wszystkie wywiady ludzi z FOMC były zaprzeczeniem prowadzonej polityki. Bernanke wprowadził zasadę otwartej komunikacji i jednego przekazu, żeby słownie sterować oczekiwaniami rynku a część ludzi z Fed robiła rzeczy kontr-produktywne.

    Myślę też, że my w Polsce nie rozumiemy czym jest rynek pracy w US i jakie tam mają podejście do bezrobocia. Właściwie od czasów prezydentury Kennedy’ego robi się wszystko, żeby każdy miał pracę. Kennedy przeszedł do historii uruchamiając prawa antydyskryminacyjne na rynku pracy. Z czasem pojawiły się ustawy antydyskryminacyjne w odniesieniu do kredytów – pięknie się nazywa Equal Credit Opportunity Act.

    W Polsce, gdzie politycy często mówią o bezrobociu, ale naprawdę nie rozwiązują żadnym problemów na rynku pracy, trudno jest zrozumieć działania Fed i wpisanie w mandat Fed walki z bezrobociem czy dostępnością kredytu.

    Ameryka ma swoje wady, ale do kilku spraw tam się podchodzi poważnie. Oczywiście nie znaczy to, że należy bezwarunkowo klaskać, ale trzeba przełożyć perspektywę. Naprawdę Bernanke ryzykuje konflikt Fed z Republikanami wchodząc na taką skalę do gry w trakcie kampanii wyborczej a jednak to robi.

  4. pompon

    Ja jakoś nie widzę nic w złego w zbijaniu bezrobocia inflacją. Poza tym USA cały czas ma pole do zwiększania inflacji. NBP za to jest między młotem i kowadłem, bo i inflacja w kosmosie i bezrobocie niefajne. FED przynajmniej coś może zrobić, NBP już nic.

  5. _dorota

    Tylko czy:
    1)bezrobocie w Stanach w ogóle można istotnie zmniejszyć, (chociażby wobec zjawisk opisywanych ostatnio przez Trystero) i
    2)można zasadnie zakładać, że działania FED poskutkują (skoro QE1 i QE2 zdołały tylko spowolnić spadek liczby miejsc pracy netto).

    „Generalnie ekonomiści przyznają, że akcje Fedu prawdopodobnie zmniejszą bezrobocie w przyszłym roku o 0,1 do 0,3 proc.”
    http://forsal.pl/artykuly/647131,qe3_fed_znow_drukuje_dolary_bo_stanom_grozi_stracona_dekada.html

    Wydaje się być dosyć oczywiste, że to raczej 3% próg inflacji zostanie osiągnięty, a nie istotne i trwałe zmniejszenie stopy bezrobocia. No i co dalej.

  6. astanczak (Post autora)

    @ _dorota

    Fed nie ma żadnego narzędzia, które bezpośrednio może zmniejszyć bezrobocie – Fed próbuje pobudzić gospodarkę, żeby zaczęła kreować miejsca pracy. Działanie pośrednie. Problemy strukturalne na rynku pracy leżą w gestii polityków. Tak samo próbuje ożywić rynek nieruchomości – nie poprzez kupowanie domów na rynku wtórnym, ale poprzez sterowanie dostępnością kredytu.

  7. msdalio

    W Polsce już był okres gdzie każdy miał pracę widocznie podchodzono do tego jeszcze “poważniej” niż w US.

    1. astanczak (Post autora)

      @ msdalio

      Tolerowano tzw. ukryte bezrobocie. Kosztem była radykalnie niska produktywność. Do dzisiaj występuje w postaci rent i wyłączeń z powszechnego systemu emerytalnego.

  8. lesserwisser

    Coś mi sie wydaje, że jednak Wujkowi Benowi się nie klei!

  9. pawel-l

    Wszyscy wokół mówią, że czas na politykę fiskalną. Polityka monetarna przynosi coraz mniej efektów. I mimo to BB znowu staje na 1 linii frontu. Po co się tak pcha ? A jak sytuacja gosp. rzeczywiście się pogorszy ? Będzie całkowicie bezradny, bez grama amunicji.

  10. astanczak (Post autora)

    @ pawel-l

    > Po co się tak pcha

    Sądzę, że tak definiuje mandat, jaki dostał Fed.

  11. MZ

    @astanczak
    “Naprawdę Bernanke ryzykuje konflikt Fed z Republikanami wchodząc na taką skalę do gry w trakcie kampanii wyborczej a jednak to robi.”

    ja tam myślę, że właśnie znowu wchodzi z nimi w komitywę ;-)QE3 przed wyborami bezrobocia, nie zmniejszy. rynku nieruchomości też nie rozrusza. nawet jakby miało to zadziałać (ale nie zadziała), to i tak jest za mało czasu. za to ceny paliw już bliskie swoich maksimów 4$/galon. a to są obecnie najważniejsze sprawy dla przeciętnego Amerykanina. więc ten ruch tylko chyba popsuje nastroje wyborców. a jak na razie za Amerykę odpowiada Obama 😉
    z drugiej strony rozczarowanie brakiem QE3 i zjazd SP500, też brzydko by wyglądał przed wyborami 😉 więc też nie wiem “Po co się tak pcha?”

Odpowiedz na „pawel-lAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *