Kupić tanio nie znaczy dobrze… część 5

Zrozumieć rynek można również poprzez zrozumienie motywacji i błędów jego uczestników. To pomaga jednocześnie dostrzec własne pomyłki i wyciągać prawidłowe wnioski w przyszłości.

Wracamy tym sposobem do pytania: dlaczego „nieracjonalni” inwestorzy nie korzystają z przecen akcji by kupować je w większych ilościach, jak w swojej logice o jabłkach i pomarańczach sugeruje Buffett (pisałem o tym tutaj)?

Chciwość i strach tłumaczą wiele inwestorskich zachowań, ale nie pomagają w pełni zrozumieć podłoża konfliktów w podejmowaniu decyzji a co za tym idzie – dobrać strategie odpowiednie nie tylko do strony merytorycznej ale również psychologicznej. Trzeba pamiętać, że chciwość i strach to emocje, związane w tym wypadku ze stanem posiadania jako motywacją, a co za tym idzie – pojawiają się tam gdzie znika racjonalność, chłodne i trzeźwe myślenie, opanowanie, kompetencje i zdolność systematycznego analizowania i działania. Świadomy inwestor ma za zadanie oddzielić owe emocje od racjonalności, albo tak oba elementy wzajemnie skomponować by nie rodziły konfliktów. Najpierw jednak należy nauczyć się je dostrzegać.

// Swoją drogą gdyby zapytać wszystkich inwestorów czy podejmują decyzje pod wpływem chciwości/strachu a nie w sposób racjonalny i przemyślany,  odpowiedzi twierdzących byłoby (tylko się domyślam) niezmiernie mało, o ile w ogóle. Skąd więc owe strachy i chciwości na rynku ? 😉 //

Jednakże gdyby nawet owe emocje jakimś cudem wyeliminować, rynki nadal rosłyby i spadały na przemian, być może jednak skala i siła owych ruchów byłaby bardziej stonowana. Siła owych emocji w takim razie, jak zresztą kilku innych afektów i uniesień, jest na tyle duża by wywoływać widoczną presję na ceny papierów wartościowych w długich okresach.

Akcje posiadają pewną niesymetryczną specyfikę – zarabia się na nich w zasadzie tylko po jednej stronie czyli kupując je. Zupełnie więc logiczne i zgodne z modelami ekonomicznymi powinno być kupowanie ich gdy tanieją. Jednak istnieją powody dla których inwestorzy w swej masie rezygnują z takiej okazji. Dominującą rolę przejmuje wówczas strach, lęk, obawa, niepewność – przed nieznanym, niepewnym, przed ryzykiem, stratą, stresem. Jednak strach można ujarzmić, opanować czy w przypadku inwestowania – zracjonalizować. Choćby zmianą czy ulepszeniem strategii, albo świadomą pracą na emocjami.

Ale strach ma znacznie mniejsze oczy również wówczas gdy znamy jego przyczyny. W przypadku rynku akcji niemal wszystkie one kiełkują na żyznym, psychologicznym podłożu.

Kiedy kursy rosną i trwa hossa inwestorzy mają tendencję do przesadnego optymizmu, ufności, czują się szczęśliwi, podnieceni, nabuzowani adrenaliną i dopaminą. To wykrzywia balans między emocjami a racjonalnością oraz zaburza pamięć o złych stanach umysłu. Rośnie za to hipotetyczna skłonność do kupna większej ilości akcji gdyby ceny spadły (niemal jak hipermarketowa hiperpromocja). Jednak spadkowa rzeczywistość przynosi otrzeźwienie i zamiast kupowania taniejących akcji pojawiają zachowania przeciwnego typu: „struś z głową w piasku” czy „królik uciekający do norki pod wpływem snopu światła”.

Naukowcy od neuronauk udowodnili, o czym pisałem w przeszłości, że w przypadku gdy inwestorzy próbują ustawić się pod aktualny prąd (trend) rynku, w ich mózgach uaktywniają się te same obszary, które są odpowiedzialne za antyspołeczne zachowania (co tłumaczy po części proces wyparowania odwagi). Rodzi to bowiem dysonans, ludzie czują się niekomfortowo oddalając się od społeczności, indywidualizm tego rodzaju uwiera (choć nieświadomie).

Wielokrotnie trafiałem na jeszcze jedną teorię, która nie do końca mnie przekonuje, ale przedstawię ją jako ciekawostkę. Wg niej działania inwestorów ukierunkowuje również coś co fachowo nazywa się z angielska „price-quality heuristic” czyli „heurystyka jakości ceny” (gdyby to żywcem przetłumaczyć). Heurystyka to nic innego jak skrót myślowy, nie zawsze prawdziwy, generowany przez homo sapiens dla ułatwienia sobie życia, powstały na skutek wielu specyficznych i powtarzalnych bodźców. W tym wypadku jest nim ocenianie jakości produktu na podstawie ceny.

Weźmy przykład z winem, który pojawia się w eksperymencie Dana Ariely (w książce „Potęga irracjonalności”, którą z czystym sercem polecam). Badani mieli ocenić jakość win, ale uprzednio podano im ceny każdego z nich. Oczywiście najbardziej smakowało znakomitej większości to najdroższe za 90 $ butelka. Tymczasem w każdym szkle było dokładnie jedno i to samo wino, również w tej z teoretycznie „najtańszym” za 10 $. W jeszcze innym badaniu z tej samej półki udowodniono, że im brzydsza fizjonomia skazanego tym wyższy dostaje wyrok.

Jak ma się to do giełdy? Otóż akcje nie są czymś co inwestorzy lubią widzieć w przecenie. Taniejące papiery wskazują, że jest w nich coś nie tak, ich jakość subiektywnie spada w umysłach inwestorów. I do tego taką samą opinię wyraża w procesie sprzedaży dominująca aktualnie większość. Inaczej jest w czasie wzrostu kursów akcji – wówczas świadomie i podświadomie wytwarzają one w umysłach tłumu wizję dobrej jakości, apetyt na posiadanie ich.

O bardziej akademickich powodach rozbieżności widzenia ceny akcji w kolejnym wpisie.

 

—Kat—

 

[Głosów:0    Średnia:0/5]

2 Komentarzy

  1. Jason Bourne

    Czyli można zrozumieć, że większość ludzi nie lubi zachowywać się aspołecznie?

    W sumie to ma sens.:)

  2. lessio

    Czyli wynika stąd, że większość ludzi nie zna się na winach, a tylko udaje znawców 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *