Ostatnie dni, jeśli nie tygodnie, zostały zdominowane przez spekulacje na temat tego, czy Grecja upadnie i jakie konsekwencje będzie miał ten fakt dla europejskiej gospodarki. Między zdaniami pojawiały się tezy, iż brak reform będzie oznaczał szok dla systemu bankowego porównywalny z tym, co działo się w momencie, gdy nad przepaścią stanął bank Lehman Brothers. Przyzwyczailiśmy się już do inflacji pojęć takich, jak katastrofa, ale tym razem wszyscy zdają się wystawiać szopkę, w której główni bohaterowie mają za zadanie udawać Greków.

Osobiście mam poczucie, że powinno się wybrać scenariusz, który w mediach branżowych omawiano od tygodni. Mimo radości, z jaką rynki przyjęły wczorajsze głosowanie w greckim parlamencie, rozsądniejszym scenariuszem wydawało się załatwienie sprawy poprzez ułożenie się Greków z wierzycielami i redukcja greckiego zadłużenia. Konsekwencją tego byłby kontrolowany szok dla systemu bankowego, w którym banki francuskie, niemieckie, belgijskie, włoskie, niemieckie i jeszcze kilka innych zostałyby zmuszone do podniesienia kapitałów, by pokryć poniesione w Grecji straty, ale ich księgi nie zostałyby obciążone na lata czymś, co i tak będzie trudne do spłacenia i pewnie wróci raczej w bliskiej, niż dalszej przyszłości jeszcze większym kacem.

W szerszej perspektywie kontrolowany kryzys w europejskim sektorze bankowym oznaczałby konsolidację taką, jaka miała miejsce, gdy upadł w USA Lehman Brothers. Część czytelników zapewne już nie pamięta, jak przez WallStreet przelała się fala połączeń, ale dzięki temu kluczowe dla amerykańskiego systemu instytucje finansowe są w lepszej kondycji niż były przed kryzysem. Europa przeszła kryzys w systemie bankowym bez poważniejszej fali połączeń i akwizycji, co samo w sobie wskazuje, iż praca domowa nie została odrobiona i czkawka wraca dzisiaj, gdy rynek boi się, iż upadek Grecji zachwieje bankami.

Właściwie jedynym pomysłem, który zdaje się uzasadniać obecne kroki jest brak szczerości, iż nie chodzi wcale o to, żeby Grecja nie upadła, ale o to, by upadła, gdy kryzys będzie przeszłością a sektor bankowy będzie wstanie przygotować się na jej upadek. Nie potrafię jednak zrozumieć dlaczego w mediach branżowych i na rynkach kupuje się ideę bez odwołania do przeszłości. Analogiczny scenariusz miał już kiedyś miejsce w Argentynie, gdzie kryzys spadł na wierzycieli w środku poprzedniej recesji (2001 rok) i zrobiono wszystko, by odsunąć upadek Argentyny o kilka kolejnych lat.

W istocie Argentyna upadła w roku 2005 mimo tego, iż zrobiono tam to, do czego dziś próbuje się zmusić europejskie banki, czyli zamienić długu o krótkiej zapadalności na zadłużenie papierami z terminem wykupu przekraczającym 10 lat. Południowoamerykańskie państwo należące do grupy G-20 skończyło kryzys z 75-procentową redukcją zadłużenia. Analogicznie wyglądała sytuacja w przypadku Mołdawii, która zredukowała swoje zadłużenie pozbawiając wierzycieli – jeśli dobrze pamiętam – 60 procent zainwestowanych środków.

Jeśli odsunąć na chwilę ideologię i – zupełnie niezrozumiałą panikę – upadki państw czy też redukcja niespłacalnego zadłużenia są stanami, z którymi światowy system bankowy radził sobie wielokrotnie. Na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat takich przypadków było kilkanaście i pewnie większość czytelników nawet ich nie odnotowała. Faktem jest, iż potencjalna redukcja zadłużenia Grecji byłaby procentową jedną z największych w bliskiej historii, ale nie byłoby to coś, czego już świat nie przeżywał i to w odniesieniu do gospodarek znacznie większych niż grecka.

 

 

 

[Głosów:0    Średnia:0/5]

2 Komentarzy

  1. dawid

    Ja się zastanawiam czy politycy wieżą że bardziej się opłaci pomagać bankrutom.Jak się to ma do inwestycji przeciembiorców o ile mniej odważą się zainwestować w warunkach nie wyjaśnionych długów czy nie doprowadzi to do kolejnej recesji w ciągu kilku lat. Czy może chodzi tylko o to aby banki zmieniły grupy klientów

    Ja wolałbym aby to banki musiały zaciągnąć długi pod nie spłacone obligacje rządowe od banków centralnych lub na rynku to obniżyło by ich wyceny rynkowe i same zostały by przejęte przez konkurencje która lepiej lokuje zasoby ludzkości

    1. astanczak (Post autora)

      Banki centralne nie są tu rozwiązaniem – niespłacalny dług jest w dużej mierze problemem wierzyciela. Upadek Grecji, czy redukcja zadłużenia np o 50 procent oznacza, że będzie trzeba dofinansować Europejski Bank Centralny, który w ostatnim czasie był jedną z nielicznych instytucji, która kupowała grecki dług.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *