Subiektywna Analiza Techniczna, część 3

Granice pomiędzy technicznym analizowaniem czy tradowaniem a intuicyjnymi (ang. discretionary) działaniami potrafią zatrzeć się w sposób dość niezauważalny, wręcz podprogowy rzec by można.

I to właśnie podszywa Analizę Techniczną swego rodzaju pozorami, o których milczy zwykle literatura, a które łatwo przeoczyć w procesie edukacji. Nie przypominam sobie książki, w której o A.T. pisze się w stylu: tu znajdziesz wspaniały świat subiektywności (wiodący do bogactwa).

**************

Na marginesie:

Profesjonalnych zarządzających rachunkami zwanych CTA (Commodity Trading Advisors) dzieli się w jednej z klasyfikacji na

(a) systematic – gdzie minimum 95% decyzji pochodzi z automatycznych strategii/systemów/algorytmów

(b) discretionary – czyli cała reszta, która polega w różnym stopniu na decyzjach intuicyjnych (uznaniowych, dyskrecjonalnych, jakkolwiek to brzmi)

Klasyczną A.T. zalicza się do tych drugich. Jej automatyzacja oznacza przejście do pierwszej kategorii.

*****************

Ciąg dalszy wpisu nie będzie łatwy w odbiorze ale postaram się wyłożyć całą koncepcję jak mogę najczytelniej.

Przypomnę, że cały wątek zaczął się od cytatu, którego autor subiektywność zalicza do największych zalet Analizy Technicznej. Zdecydowanie się temu w tym cyklu wpisów sprzeciwiam gdyż prawidłowo postawiona teza powinna brzmieć: „Subiektywność to jedna z zalet inwestora (ale nie samej A.T.)”. Jego bogactwo, ekspresja wyobraźni, dzieło dobrze użytego intelektu, dla którego swobodnie użyte narzędzia techniczne mogą być pomocą. Prowokuję więc cały czas do znalezienia tutaj odpowiedzi na pytanie: gdzie kończy się A.T. a zaczyna człowiek?

Żeby znaleźć odpowiedź potrzebujemy punktu odniesienia.

I będzie nim podstawowy cel inwestowania i spekulacji czyli ZYSK. Nie ulega wątpliwości, że różnorodność opcji rysowania po wykresach może być pożywką dla estetycznych doznań a niepewność i ryzyko zapewnią potrzeby tkwiące w psychice (adrenalina, działanie) ale nie one tworzą cel najistotniejszy. Jest nim maksymalizacja zysków czy dążenie do jakichkolwiek profitów w ogóle. Jednym (kolokwialnym) słowem: Analiza Techniczna ma za zadanie DZIAŁAĆ. W znaczeniu: używam jej w aktywnym inwestowaniu po to by wskazywała mi jakie podejmować w poszczególnych fazach transakcji decyzje, mające prowadzić w swej masie do przewagi, dodatniej wartości oczekiwanej w długim terminie.

Kiedy przyłożymy taki punkt odniesienia do O.A.T (Obiektywnej Analizy Technicznej) z łatwością wywnioskujemy czy ona działa czy nie ponieważ weryfikacja jej nie nastręcza trudności. Przecięcie na przykład 2 średnich puszczone w ruch automatem i bez ingerencji człowieka staje się pokazem skuteczności (lub nie) A.T. w samej sobie. Mamy prawo w pełni ocenić pozytywną lub negatywną skuteczność jej i tylko jej działania.

Co jednak gdy do wyciągania tego rodzaju wniosków zabierzemy się w przypadku S.A.T (Subiektywnej A.T.)? Jeśli inwestor dowolny etap decyzyjny opiera na własnych subiektywnych szacunkach i intuicji, wygasa prawo bezstronnego oceniania skuteczności A.T. przez pryzmat zysków. Jeśli narysuje linię wsparcia czy linię trendu w ten a nie inny sposób i wygeneruje stratną transakcję, to winę przypisać jemu czy A.T. (czyli użytemu narzędziu w postaci linii) ??? A gdyby tę linię pociągnął kilka milimetrów dokładniej i wystarczyłoby to do osiągnięcia zysku? Nie ma generalnych rozstrzygnięć gdyż nie ma bezstronnej, obiektywnej miary weryfikacji samej A.T. Jeśli dwóch inwestorów narysuje podobną formację w tym samym obszarze wykresu i jeden na tym zarobi a drugi nie – czy to (nie) zadziałała sama A.T. czy subiektywne oceny decyzyjne człowieka? Tego rodzaju pytania można by tutaj mnożyć. Prowadzą jednak nadal w jedno i to samo miejsce: czy zaleta tego, że osiągamy zysk lub stratę w subiektywnej A.T. tkwi, jak twierdził autor przywołanego cytatu, w niej samej jak w przypadku OAT czy  może w stosującym je człowieku??? Albo może jednak w obu tych źródłach z różną intensywnością?

 

Ten proces interakcji między A.T. a inwestorem stanowi właśnie osnowę efektu PRZENOSZENIA. Jeśli nie istnieją mierniki weryfikacji nie wiadomo skąd pochodzi przewaga. Tego tematu nie porusza się w literaturze. Zagłębiając się w książce o A.T. czytelnik dostaje propozycję stosowania graficznej czy ilościowej metody radzenia sobie z rynkiem i nawet nie przypuszcza, że w wielu miejscach to nie owe narzędzia ale on sam staje się siłą sprawczą końcowego efektu. Poszukując generatora dobrych decyzji bezwiednie staje się nim sam choć sądzi, że załatwiają to techniczne narzędzia. Tak częste utyskiwania „A.T. nie działa” w wielu przypadkach są w tym kontekście nieprawdziwe. Ona działa tak jak ją do tego powołano: wskaźniki wskazują, opory i wsparcia powstrzymują, średnie uśredniają itd. ale źródło nieskuteczności- tam gdzie wprowadza się subiektywność- bije jak już wiemy z zupełnie z innego miejsca.

 

Jak głęboko sięga ów efekt przenoszenia spróbuję pokazać w kolejnym wejściu.

Zobrazuję go natomiast jeszcze jednym przykładem:

Wystarczył tydzień by nauczyć dziesiątkę nie mających nic wspólnego z rynkiem ludzi niezwykle skutecznie tradować w oparciu o obiektywne narzędzia. Mam na myśli oczywiście legendarny team Żółwi i ich wybicie z progu cenowego (Donchian channel).

Z drugiej strony – ludzie o nieprzeciętnej inteligencji potrzebują miesięcy czy lat by nauczyć się zyskownie korzystać z A.T. nie w pełni obiektywnej. A spory odsetek i tak odpada. Często odchodząc nie do końca zdają sobie sprawę dlaczego choć oczywiście winę lokują w A.T. Kiedy wyjaśniałem niektórym koncepcję przewagi i subiektywności w AT, łapali się za głowę…

Co oczywiście nie znaczy, że tylko ta pierwsza-obiektywna- daje szansę na sukces.

 

—*Kat*—

 

[Głosów:0    Średnia:0/5]

6 Komentarzy

  1. Ana

    A.T przecięcie na przykład 2 średnich puszczone w ruch automatem i bez ingerencji człowieka staje się pokazem skuteczności (lub niłe) A.T. w samej sobie. Mamy prawo w pełni ocenić pozytywną lub negatywną skuteczność jej i tylko jej działania.
    Święta racja. Dla nadzianego bufona. Zainwestuje w programy i hurra. Kupi jeszcze opcję extra i ma sygnały do emerytury. Jak wtopi,wszystko mu wytłumaczą. Trading made in Poland. Pozdrawiam

  2. Klondike

    Nie wiem dlaczego ale po przeczytaniu tego wpisu odniosłem wrażenie, że zarabianie wykorzystując obektywne narzędzia jest łatwiejsze niż stosując trading dyskrecjonalny. Pytanie co z tysiącami domorosłych traderów wykorzystujących obiektywne narzędzia w postaci przetestowanych na danych historycznych EA następnie wykorzystywanych skrzętnie w MT4 i tym podobnych programach? Dlaczego w większości przypadków jakoś nie wychodzi kopiowanie sukcesów żółwi? Biorąc pod uwagę ogromną popularność EA powinniśmy już mieć dzisiaj wielu żółwi-milionerów wśród nawet zwykłych studentów. Trochę szkoda, że ten obiektywizm odnosi się do przeszłości a nie do przyszłości bo to już jest trochę ruletka czy system będzie działać czy nie.
    Poza tym wydaje mi się, że systemy mechaniczne też mają wiele wspólnego z intuicją. Przekonanie, że coś będzie działać w przyszłości bo tak wynika z testów na danych historycznych na czym jest oparte jak nie na intuicji bo przecież nigdy nie możemy mieć pewności co do powtórzenia rezultatów.
    Autor napisał:
    “Z drugiej strony – ludzie o nieprzeciętnej inteligencji potrzebują miesięcy czy lat by nauczyć się zyskownie korzystać z A.T. nie w pełni obiektywnej.”
    Ale czy w przypadku tradingu systemowego jest lepiej? To znaczy wystarczy kilka tygodni? Rozumiem, że dzisiaj matematyka rządzi wśród dużych firm inwetycyjnych ale to są profesjonaliści tacy jak z sukcesami grający traderzy dyskrecjonalni (w swojej działce). Cały czas odnoszę wrażenie, że rozważania autora są obciążone z góry przyjętym wnioskiem: “trading mechaniczny oparty o obiektywne narzędzia jest czymś lepszym bo inni na nim zarabiają (inni tzn. profesjonaliści bo przecież nie całe tabuny maniaków MT4, wśród nich to tylko garstka) natomiast trading subiektywny to już trudniejsza sprawa bo trzeba być… profesjonalistą o nieprzeciętnej inteligencji.
    A może wystarczy być po prostu profesjonalistą, nie ważne czy w O.A.T. czy w S.A.T.

  3. [bossa.pl]

    @ Klondike

    >Nie wiem dlaczego ale po przeczytaniu tego wpisu odniosłem wrażenie, że zarabianie wykorzystując obektywne narzędzia jest łatwiejsze niż stosując trading dyskrecjonalny.

    Odczytuję to inaczej. Tomek sygnalizuje, że jego zdaniem tylko potwierdzone na danych historycznych metody pozwalają uzyskać mityczną przewagę a analiza wykresów nie ma nic wspólnego z obiektywnością.

    Niebezpieczne jest jedno zdanie “Jeśli inwestor dowolny etap decyzyjny opiera na własnych subiektywnych szacunkach i intuicji, wygasa prawo bezstronnego oceniania skuteczności A.T. przez pryzmat zysków”

    To już czysty akademizm. Jeśli w grze na rynku idzie o to, żeby szczycić się tym, że posługuje się obiektywnymi metodami i na tym zarabia, to OK.

    Tylko ja mam wrażenie, że na rynku idzie o coś zupełnie innego. Z punktu widzenia inwestora indywidualnego – trzymając się tylko i wyłącznie obiektywnych składników gry – zadanie jest tylko jedno >>>>>Pobić założony benchmark przy najmniejszym nakładzie zasobów.<<< Może jutro napiszę na ten temat notkę, bo w tych zabiegach obiektywizujących Tomek biega z lupą oglądając drzewa, ale mam wrażenie, że może to doprowadzić do sytuacji, w której nie widzi się lasu.

  4. osoamoroso

    @klondike
    Być może odnosisz takie wrażenie dlatego, że autor błądzi pisząc “Kiedy przyłożymy taki punkt odniesienia do O.A.T (Obiektywnej Analizy Technicznej) z łatwością wywnioskujemy czy ona działa czy nie ponieważ weryfikacja jej nie nastręcza trudności.”
    Otóż weryfikacja, nie dość że jest mocno niepewna, to nastręcza wielu trudności, o niektórych zresztą autor wspominał we wcześniejszych wpisach.

  5. Lucek

    “Z drugiej strony – ludzie o nieprzeciętnej inteligencji potrzebują miesięcy czy lat by nauczyć się zyskownie korzystać z A.T. nie w pełni obiektywnej. A spory odsetek i tak odpada. Często odchodząc nie do końca zdają sobie sprawę dlaczego choć oczywiście winę lokują w A.T. Kiedy wyjaśniałem niektórym koncepcję przewagi i subiektywności w AT, łapali się za głowę…”

    Czegoś tak populistycznego dawno nie czytałem.
    Przeciez kolejne wpisy w tym temacie dowodzą tego, że autor wykazuje się uporem, zostawiając argumenty drugiej strony poza sferą swego myślenia.
    Wpis kończy sie zdaniem: “Co oczywiście nie znaczy, że tylko ta pierwsza-obiektywna- daje szansę na sukces.” to może sukces zależy nie od tego czy ktoś stosuje SAT czy OAT?
    Jestem pewny tego, ze gdybym powiedział od czego ten sukces zależy, ludzie łapali by się za głowę.

  6. lesserwisser

    Lucek to może lepiej nie mów bo jeszcze ludzie zaczna rwać sobie włosy z głowy, jak sie za bardzo będą łapać.

    Wystarczy, że autor obiektywnie przyprawia nas o ból głowy, całym tym subiektywnym zamętem wokół AT. 🙂

    PS

    Legendarny team Żółwi miał chyba lepsze wybicie z progu niz nasz Orzeł z Wisły.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *