Spróbujmy sobie wyobrazić sześciokrotny wzrost ceny jakiegoś produktu w ciągu jednego roku, czyli na przykład cukier z obecnych poziomów, ok. 4-5 złotych za kilogram wzrósłby do 24-30 złotych. Brzmi absurdalnie? A co gdybyśmy spróbowali pomyśleć o tym, że ów cukier rośnie ponad czterdziestopięciokrotnie – 180 – 225 złotych za kilogram? Niemożliwe? A jednak w historii słodkiego towaru takie zdarzenia miały miejsce. Do innych wartości, niż wspomniane wyżej – posłużyłem się nimi tylko jako przykładem dla lepszego zrozumienia skali i zdarzeń. Tego rodzaju zwyżka na rynku cukru wydarzyła się relatywnie niedawno. W grudniu 1974 roku cena kontraktów terminowych na cukier na giełdzie nowojorskiej (NYBOT, dziś ICE – IntercontinentalExchange) wyniosła 66,5 centa za funt. Dokładnie rok wcześniej, kurs wynosił zaledwie 10 centów. Osiem lat wcześniej w 1966 roku tylko 1.4 centa.

Jack Schwager w książce „Schwager on Futures. Fundamental Analysis” porównuje ówczesne wydarzenia do tulipmanii, czyli słynnej gorączki związanej ze spekulacją cebulkami tulipanów, która miała miejsce w pierwszej połowie XVII wieku w Holandii. We wzroście cen cukru uczestniczyli wszyscy, od producentów, którzy zwiększali zapasy obawiając się, że wzrost „nigdy się nie skończy”, poprzez zwykłych codziennych użytkowników, aż oczywiście do spekulantów, którzy chcieli się załapać na niesłychany trend jaki wówczas miał miejsce i dzięki temu zarobić fortunę.

Jim Rogers wspomina, że ludzie w tamtym okresie kradli w barach i restauracjach cukier w kostkach, zaś gości przyjmowało się chętnie ze standardowym pięciofuntowym opakowaniem cukru, zamiast zwyczajową butelką wina lub bukietem kwiatów. Amerykanie ze stanów graniczących z Meksykiem zaopatrywali się właśnie po drugiej stronie granicy, gdzie cena cukru była na poziomach ustalonych przez rząd.

Trudno się dziwić, że winnych szukano wszędzie. Za sytuację oskarżano na przykład Związek Radziecki (dwa lata z rzędu w ZSRR były bardzo słabe zbiory) czy „arabskie pieniądze naftowe”, które miały spekulować na rynku cukru, zarobionymi wcześniej pieniędzmi na ropie. Czyli właściwie nic nowego. Oskarżano również firmy zajmujące się produkcją cukru – dwie największe to Amstar Corp (cukier trzcinowy), oraz Great Western United Corp. (największy producent cukru buraczanego), zwłaszcza gdy opublikowano ich wyniki finansowe. Zyski pierwszej w skali roku wzrosły o 221 procent, drugiej zaś o 1 120%.

W listopadzie 1974 roku, czyli w momencie szczytu publicznie wystąpił prezes giełdy towarowej, by zapewnić, że za niebotycznym wzrostem cen cukru nie stoją spekulanci. Wcześniej Departament Sprawiedliwości wystąpił do giełdy o informacje dotyczące stanu posiadania kontraktów na cukier przez członków giełdy.

Organizacja konsumencka – Consumer Federation of America – posiadająca blisko trzydzieści milionów członków, ogłosiła plan bojkotu zakupów cukru w okresie od 1 do 10 grudnia 1974. Bojkot miały wesprzeć niektóre sieci handlowe sugerując klientom kupno substytutów. Sam bojkot miał marny skutek – tylko jedna czwarta ówczesnego spożycia cukru to konsumenci indywidualni. Całą resztę zużywał przemysł.

Oczywiście spekulacja bez odpowiedniej pożywki często się nie udaje. W tym wypadku ową pożywką były seria słabych zbiorów i rosnącego spożycia cukru. Rok 1972 był czwartym z rzędu rokiem, w którym zanotowano rekordową produkcję cukru. Mimo tego spożycie cukru z roku na rok wzrastało. Na tyle, że korzystano również z zapasów. Lata 1973 i 1974 to załamanie światowej produkcji przy wciąż rosnącym spożyciu. Skalę niedoboru pokazuje notka z 9 czerwca 1974 w The Guardian informując, że przez pierwszą połowę roku Wielka Brytania była w stanie importować z Karaibów o 30 procent mniej cukru niż normalnie (częściowo nie ze względu na braki, tylko dla tego, że produkcja była sprzedawana do USA, gdzie płacono więcej).

W samym szczycie analitycy oczekiwali, że cena cukru wzrośnie do poziomu 1 dolara za funt. Jack Schwager wspomina, że szczyt na rynku i pęknięcie bańki było ilustracją klasycznej zasady „kupuj plotki, sprzedawaj fakty”. Pod koniec 1974 roku wstępne szacunki dotyczące produkcji sugerowały kolejne słabe zbiory. Niestety szacunki, były tylko szacunkami. Nie jest zaskakujące, że wraz z kosmicznym wzrostem cen cukru zaczęły też zwiększać się uprawy buraka i trzciny cukrowej. Rogers wspomina, że w 1974 rolnicy francuscy niemal wyłącznie zajmowali się uprawą buraka. A gdy produkcja się zwiększa…. ceny spadają. I tak się stało również w tym wypadku. Upadek był jeszcze szybszy, niż wcześniejszy wzrost. W ciągu pół roku od grudnia 1974 ceny powróciły do poziomu 10 centów/funt, czyli z początku 1974 roku.

Czy tego rodzaju historia może się powtórzyć po raz kolejny? Na rynkach nie ma rzeczy niemożliwych. Wspominany wcześniej Jim Rogers w listopadzie 2007 pisał, że oczekuje pięciokrotnego wzrostu cen. Wówczas ceny wynosiły 10 centów/funt. Na razie doszły tylko do 35 centów (luty 2011). Mamy więc jeszcze spory potencjał. Zwłaszcza, że w ostatnim czasie obserwujemy silne spadki, które zawsze można traktować jako okazję.

Wykres cen kontraktów na cukier w latach 1973-1975

cukier_1973_1975

[Głosów:0    Średnia:0/5]

2 Komentarzy

  1. Pingback: Blogi bossa.pl » Gorzko o cukrze

  2. lesserwisser

    A ja nie chcę psuć czytelnikom smaku, ale muszę więc o rynku cukru – szczypta w tonacji słodko-kwaśnej.

    Ci, którym chciało się zerknąć w link, podany przeze mnie w „Panice na rynku cukru” zapewne zauważyli dwa ostra piki cen cukru. Ten z 1974 roku oraz niewiele mu ustępujący, ten z początków 1980 roku. Jeśli zaś ktoś nie zerknął na ten poglądowy wykres ze Stooq.pl, to ma kolejna okazję, bo znów podaję go na tacy, by było cacy.

    http://stooq.pl/q/?s=sb.f&d=20110415&c=50y&t=l&a=ln&b=1

    Ponieważ GZ tak ładnie opisał emocjonujące wydarzenia z 1974 a pominął zupełnie wzrost z 1980 pozwoliłem sobie skrobnąć mały koreferat uzupełniający, dodając pewne aspekty pozwalające lepiej zrozumieć ówczesne ruchy na rynku cukru, dynamika których poraża niewiele mniej.

    Na rynku cukru tradycyjnie duzi producenci i konsumenci podejmowali od dawna próby stabilizacji rynku, poprzez umowy dwustronne, których celem było wyeliminowanie silnych wahań cen, a raczej taka ich stabilizacja by „zrobić dobrze” zarówno konsumentom i producentom.

    Różnie z tymi uzgodnieniami bywało, ale po doświadczeniach burzliwego 1974 r. , w kolejnym porozumieniu Międzynarodowej Umowy Cukrowej ((International Sugar Agreement) z 1978 r. uzgodniono przedział stabilizacji cen na poziomie pomiędzy 11 a 21 centów/funt. Miały to zapewnić ustalone kwoty eksportowe oraz system stabilizujących zapasów buforowych, coś „a la” pomysł Nikodema Dyzmy.

    Wprawdzie w 1978 roku były bardzo duże zapasy cukru ale nieurodzaj 1979-80 spowodował silny wzrost cen od października 1979 (z poziomu poniżej 10 c/lbs) do kwietnia 1980 kiedy przewyższyły górny poziom ustalony prze ISA, czyli 21 c/lbs. Ceny szły dalej w górę, jak oszalałe, aż podwoiły się w październiku 1980 osiągając poziom ponad 46 c/lbs.

    Spadek cen nie był może aż tak szybki ale w marcu 1981 ceny spadły poniżej 21 c/lbs, aż w końcu w kwietniu 1982 roku wróciły do wyjściowego poziomu ok. 10 c/lbs.

    Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy był też fakt, że EWG miała status eksportera specjalnego i nie i nie była związana ograniczeniami umowy ISA.

    Dodam jeszcze, że efekt sezonowości nie ma aż takiego wpływu na rynek cukru, jako że jego produkcja rozłożona jest po całym świecie natomiast dosyć żywiołowo reaguje on na zmiany wielkości współczynnika zapasy/konsumpcja, czego doświadczyliśmy właśnie w 1974 oraz w 1980 roku (wtedy przeciętna to ok. 25 % ).

    Zresztą ISA funkcjonuje chyba do dziś, pod egida ONZ, w wersji z 1992 roku.

    http://www.dipublico.com.ar/english/treaties/international-sugar-agreement/

    PS

    Poruszyłem ten temat również z innego względu, potencjału zarobkowego na towarach rolnych, które ostatnimi laty są pod wyraźną presją wzrostową i mówi się, że nie powiedziały one jeszcze ostatniego słowa, o czym pisał Adam Stańczak w ”Towary rolne po roku”.

    Natomiast widzę, że nasi inwestorzy traktują te towary trochę po macoszemu (co widać choćby po braku komentarzy na ten watek AS, a szkoda), zapatrzeni są bowiem w WIGI-śmigi albo forexy-śmorexy, a tymczasem tu kocioł buzuje, że aż hej.

    Jak para pójdzie w gwizdek to będzie po herbacie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *